Nie bójcie się, to jestem ja, ojciec Pio

(fot. ludik/flickr.com/CC)
Magdalena Guziak-Nowak / Przewodnik Katolicki

Według o. Pio, święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: "pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu". Powtarza to do końca swojego życia - z o. Marciano Morra OFMCap, kapucynem i świadkiem życia św. o. Pio oraz z Leandro Cascavilla - lekarzem w Domu Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo i wicedyrektorem generalnym Grup Modlitwy Ojca Pio

Magdalena Guziak-Nowak: To dla mnie zaszczyt siedzieć z Ojcem przy jednym stole. Nie co dzień zdarza się spotykać świadka życia świętego człowieka.

O. Marciano Morra: - Dziękuję, ale prawdziwy zaszczyt to mnie spotkał. I ja, i św. o. Pio przebyliśmy tę samą drogę. On był kapucynem i ja jestem kapucynem. Przeżywaliśmy ten sam charyzmat, byliśmy braćmi w tej samej wspólnocie w San Giovanni Rotondo. Mieszkałem razem z nim i tak jak my teraz siedzimy - jadłem przy tym samym stole.

Miał ulubioną potrawę?

DEON.PL POLECA

Jadał bardzo mało. Brał zawsze troszkę makaronu, warzyw, mięsa, a potem ten talerz przekazywał bratu, który siedział obok. Często podczas posiłków byłem jego sąsiadem, więc padało na mnie. O. Pio mówił: "Weź i jedz, bo musisz jeszcze urosnąć". Ale jak widać niewiele to dało (śmiech).

Jak o. Pio był postrzegany przez swoich współbraci za życia? Czy już wtedy był otoczony aureolą świętości?

To zależy, komu zadałaby pani to pytanie. Bo ocena człowieka zawsze zależy od stanu ducha tego, który ją wystawia. Już tłumaczę, o co chodzi.

O. Pio był normalny i bardzo ludzki, ale czasami wybuchał i nie szczędził innym napomnień. Patrząc z boku ktoś mógłby zapytać, co to za święty, który na wszystkich krzyczy? Jednak mimo swojej impulsywności, przebywanie w towarzystwie o. Pio było wielką przyjemnością. Potrafił podtrzymywać rozmowę. Był kontaktowy, miły.

Bardziej towarzyski czy samotnik?

Taki i taki. Kiedy musiał się modlić, robił to intensywnie. Ale kiedy miał być z braćmi, nie stronił od ludzi. Nie lubił zamykać się w pokoju i przebywać sam ze sobą. Chętnie uczestniczył w tzw. rekreacji. To czas, kiedy bracia przebywają wspólnie, mogą zjeść ciasteczko i owoce, wypić coca-colę. W naszej prowincji był zwyczaj, że bardziej uroczyste rekreacje mieliśmy dziesięć dni przed Wielkim Postem. W takiej sytuacji o. Pio nigdy nie mówił, że musi iść do kościoła. Przeciwnie - lubił zabawę i żarty.

W tamtych czasach bardzo popularna we Włoszech była gra w kulki. Rzucało się małymi kulkami tak, aby upadły jak najbliżej największej z nich. O. Pio, gdy patrzył na grających braci, zawsze komuś kibicował. Albo mówił do któregoś kapucyna: Posuń się, kiepsko ci idzie". Brał od niego kulki i sam rzucał.

Opowiem jeszcze jedną historyjkę. Widziałem to na własne oczy. Na tarasie naszego klasztoru odbywało się święto - imieniny jednego z lekarzy. Jubilat częstował gości różnymi smakołykami. Po poczęstunku jeden z nich zapytał, gdzie postawić puste butelki po piwie. "W kącie na ziemi" - ktoś odpowiedział. "Ale zaraz przyjdzie gwardian, powie, że popiliśmy i zostawiliśmy tylko puste butelki". "No to weźmy butelki i zrzućmy je z tarasu na ziemię" - dorzucił kolejny. "A jeśli jakiś brat dostanie w głowę, to dobrze, będzie jednego mniej".

Wszystko to było małą prowokacją. Często w obecności o. Pio żartowano i czekano na jego reakcję. Święty przysłuchiwał się tej wymianie zdań. Potem podniósł się i podszedł do balustrady tarasu. Zobaczył przechadzającego się o. Rafała, postawnego przełożonego klasztoru. Odwrócił się do gości i krzyknął: "Idzie właśnie o. Rafał. Jeśli teraz rzucicie butelką i traficie go w głowę - biedna ta butelka".

Nie spodziewałam się. Myśląc o o. Pio miałam w głowie obraz człowieka, który nigdy nie odpoczywał, tylko ciągle klęczał.

To wizja świętości, którą można określić "święty-nadęty". Czy może pani coś zanotować?

Oczywiście.

Podam pani definicję świętego według o. Pio. Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: "pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu". Powtarza to do końca swojego życia.

To bardzo ważne, bo zwykle nie zdajemy sobie sprawy, że święty jest zwyczajnym człowiekiem, ze swoim trudnym charakterem i wadami. Nie jest aniołem. Popełniamy ten błąd, gdy patrzymy na ludzi wyniesionych na ołtarze, ale i na ludzi Kościoła np. kapłanów. Wymagamy, żeby byli idealni, a to po prostu niemożliwe.

"Nie zabiegał o sławę, a jednak popularności mogą mu pozazdrościć największe gwiazdy rocka. Doczekał się gazety, którą kupuje 150 tys. Włochów, a nawet własnej telewizji. Jego grób szturmuje 8 mln osób rocznie" - to z kapucyńskiej strony www. Dlaczego, jak to możliwe?

To jest tajemnica o. Pio. On wcale nie chciał rumoru i huku wokół swojej skromnej osoby.

Miał tylko jedną myśl - ratować dusze. Wszystko inne go denerwowało i mu przeszkadzało. Nie lubił zbiegowisk. Ale gdy gromadził się wokół niego tłum, ze sławami, prezydentami i innymi "ważnymi" na czele, nie uciekał. Czuł natomiast, że spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność.

Pewnego dnia wraz z grupą braci znajdował się na pierwszym piętrze przy okienku, które wychodziło na plac pełen ludzi. Było oczywiste, że wszyscy przyszli po to, by zobaczyć się z o. Pio. Brat Ambroży powiedział do świętego: "Zobacz, ojcze, jak wielki tłum do ciebie przyszedł", ale w jego słowach była ironia i sugestia, że kapucyn dba o próżne oklaski. Wtedy o. Pio, nie spoglądając na tłum, pokazał mu swoje dłonie, a na nich stygmaty zasłonięte półrękawiczkami. Powiedział tylko: "Zobacz tutaj, jak wielką odpowiedzialność mam przed Bogiem".

Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą wcześniej niż o. Pio, a Jan Paweł II został beatyfikowany już po 7 latach. Dlaczego proces beatyfikacyjny o. Pio nie rozpoczął się od razu po jego śmierci?

Wielu naukowców i dostojników kościelnych było przeciwnych rozpoczynaniu procesu beatyfikacyjnego. Zablokował go papież Paweł VI, mimo że prywatnie był przyjacielem o. Pio. Pamiętajmy, że święty wywoływał wiele kontrowersji już za życia. Pytano, jak to możliwe, żeby ogłosić świętym kogoś, kto był nerwusem i krzyczał na swoich współbraci. Zapomniano o tym, o czym mówił sam o. Pio - że święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać.

Pan opiekuje się Grupami Modlitwy Ojca Pio. Jedną z ich najważniejszych intencji jest modlitwa za Kościół i o nawrócenie grzeszników. Dlaczego?

Leandro Cascavilla: To dziedzictwo o. Pio. Święty chciał, żeby grupy wspierały go swoją modlitwą. To z modlitwy miały wyrastać inne dzieła jak np. Dom Ulgi w Cierpieniu w San Giovanni Rotondo.

Dlaczego o. Pio chciał założyć właśnie szpital?

To dzieło zrodziło się w jego kapłańskim i franciszkańskim sercu. Bo kiedy mówi się o. Pio trzeba pójść do źródła, czyli do św. Franciszka. Pierwszy szpital dedykowany świętemu z Asyżu udało mu się otworzyć w latach 20. Chciał pomagać chorym i ubogim. To była fundamentalna, podstawowa inspiracja. Kierował się prostą intuicją - powtarzał, że w chorej osobie jest Chrystus, który cierpi, w ubogiej - Chrystus, który potrzebuje pomocy. Natomiast w chorym i ubogim Chrystus mieszka "podwójnie".

Gdy zaczynał budowę, nie miał nic. Ale nagle zaczęły spływać ofiary od ludzi z całego świata. W 1956 r. zainaugurowano działalność Domu Ulgi w Cierpieniu, w którym mam zaszczyt pracować. Szpital miał być jak świątynia wiedzy i wiary. Bo jeśli w chorym jest Chrystus, to dom dla chorych ma być świątynią.

O. Marciano Morra: - A czy ja mogę jeszcze coś dodać?

Proszę.

Bo wizerunek o. Pio jest dość posępny, a nie chciałbym, by jego czciciele myśleli, że był on mrukowaty. Pewnego dnia przechodził korytarzem, w którym czekało na niego wielu ludzi, m.in. malarz, który wykonał jego portret. Obraz nie za bardzo mu się udał - twarz o. Pio przypominała rozbójnika. Kapucyn, wiedząc dobrze, że to jego podobizna, zapytał artystę: "Co to za brat, którego namalowałeś?". "To jest ojciec. Chciałbym prosić o dedykację i podpis na tym obrazie" - odpowiedział malarz. "Dajcie mi pióro" - rzekł święty. I napisał: "Nie bójcie się, to jestem ja, o. Pio".

Bestsellerowa książka "Cuda Ojca Pio"

Pierwsza publikacja spośród wszystkich dotyczących Ojca Pio, która próbuje wyjść poza opis wstrząsających perypetii życiowych słynnego Kapucyna, by przeanalizować nadprzyrodzony wymiar jego życia. Autor przedstawia cuda, jakimi było wypełnione życie Ojca Pio, przytaczając dziesiątki opowieści i relacji naocznych świadków. Stygmaty i jednoczesne zjawiania się w różnych miejscach, przepowiadanie przyszłości, zdolność odczytywania myśli i grzechów, rozmowy ze zmarłymi i wreszcie niezliczone uzdrowienia - to zjawiska, których nauka nie potrafiła i nie potrafi do dziś wyjaśnić, a które składają się na fascynującą, tajemniczą postać "Świętego z Pietrelciny".

>>Chcę przeczytać tę książkę<<

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Nie bójcie się, to jestem ja, ojciec Pio
Komentarze (13)
B
Beata
26 września 2013, 15:00
Gdy szukałam Boga o. PIO stanął na mojej drodze i poprowadził dalej. Zachwycił mnie swoją miłością do Jezusa. Mogę powiedzieć, że o Pio zaprowadził mnie do Jezusa i pomógł odnaleźć się zabłakanej owieczce.
T
Tomek
24 września 2013, 16:50
Uważam kłotnie i wyrzuty o to jak ma wyglądać Msza Św. za gorszące. Bo w każdej Mszy Św przychodzi Chrystus, ale do tych którzy Go pragną i są na Niego przygotowani. A są tacy (dajmy na to tradycjonaliści), którzy uważają że tylko jak Msza Św. jest sprawowana według ich wersji, to jest dobrze. Czy ten co wielbi Boga na gitarze, wielbi  Go mniej niż ten w cichej modlitwie odczytanej z przesadną powagą z modlitewnika? Czy kobieta odmawiająca różaniec modli się gorzej od członka wspólnoty charyzmatycznej zasypiającego w Duchu Św.?  Zatem zajmij się człowieku sobą, módl się tak jak ci serce wskazuje albo jak umiesz(o ile Kosiół na to zezwala), a nie czepiasz się innych albo z przesadną zapalczywością starasz się narzucić innym swój punkt widzenia.
G
gość
24 września 2013, 10:50
Przyznam, że o. Pio raczej mi się kojarzy z komercją i dobrym marketingiem franciszkanów. Ale mamy inne czasy i może tak trzeba. Jest obecnie kilku znanych zakonników, z surowych zakonów z Polsce ale i na świecie, też często są takimi skarbonkami. Ale może tak ma być i reguły trochę na nowo trzeba teraz interpretować.
M
marek
24 września 2013, 09:34
O. Pio traktował Mszę jako Najświętszą Ofiarę Pana Jezusa. Msza była dla niego realnym uczestnictwem w wydarzeniach z Góry Kalwarii. Dlatego padre Pio był skupiony, poważny, rozmodlony i przejęty cudem, który wydarza się podczas sprawowania Tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej. Brak wiary lub po prostu wiedzy o tym, czym jest Msza doprowadziła dzisiaj do sprotestantyzowania rytu Najświętszej Ofiary, do wprowadzenia gitar, dziecinnych piosenek, opowiadania humoresek z ambony itd. Twórcy Mszy „posoborowej” mówili, że dotychczasowy ryt jest sztywny i niezrozumiały. Zanim jednak te zarzuty pojawiły się na forum reformatorów liturgicznych, o. Pio wyjaśniał, że mszał potrzebny jest tylko kapłanowi, a dla wiernych najlepszą formą udziału w Świętej Ofierze jest zjednoczenie z Bolesną Matką u stóp Krzyża, we współczuciu i miłości. o. Pio bardzo dbał, aby wśród wiernych podczas Mszy był porządek i spokój. Jeżeli ktoś stał, nawet z uwagi na brak miejsca w ławkach, o. Pio stanowczo nakazywał uklęknięcie, aby godnie uczestniczył w Mszy Świętej. Czy możemy sobie wyobrazić, co zrobiłby, gdyby przyszło mu patrzeć jak dzisiaj po beztroskiej liturgii, w atmosferze brzdąkaniny młodzieżowych piosenek religijnych wierni przyjmują Komunie Święta na rękę!? Kolejny stygmat pojawiłby się na jego sercu. Zgadzam się w 100%. Serce boli na widok lekceważenia Najświętszego Sakramentu pod przykrywką Oazowych haseł. To w dużym stopniu Ruch Światło Życie deformuję Mszę Świętą w Polsce. NIE ZAPOMINAJMY, ŻE EUCHARYSTIA TO NAJWIĘKSZY CUD- KTÓREMU NIE DO PARY Z GITARKAMI I ROZMARZONYMI ANIMATORKAMI!! ...
M
mkdwzex
23 września 2013, 22:05
„W roku 1966 Ojciec Generał przybył do Rzymu jeszcze przed specjalna Kapitułą na temat Konstytucji, prosząc Ojca Pio o modlitwę i błogosławieństwo. Spotkał się on z Ocem Pio w klasztorze: «Ojcze, przybyłem polecić twoim modlitwom specjalna Kapitułę na temat nowych Konstytucji…» Ledwie usłyszał te słowa «specjalna Kapituła» i «nowe Konstytucje» z jego ust, Ojciec Pio uczynił gwałtowny gest i wykrzyknął «to nic innego jak destrukcyjny nonsens». «Ależ Ojcze, mimo wszystko trzeba wziąć pod uwagę młodsze pokolenie… młodzi ewoluują wraz z nowym stylem życia… są nowe potrzeby…». «Jedyne rzeczy, których brakuje, to rozum i serce, to wszystko, zrozumienie i miłość». Wówczas poszedł do swojej celi, obrócił się i wskazując palcem powiedział: «Nie wolno nam się wynaturzać! Na Sądzie Bożym św. Franciszek nie pozna swoich synów!»”. Rok później zaczęto przystosowywać kapucynów do ducha czasów (aggiornamento). Zresztą podobny los spotkał w różnej mierze wszystkie bez wyjątku zakony katolickie. Kiedy doradcy Generała zakonu rozmawiali z nim o problemach Zgromadzenia, o. Pio wykrzyknął: „Po coście przybyli do Rzymu? Co knujecie? Czyż chcecie zmienić nawet Regułę św. Franciszka?” Generał odpowiedział: „Ojcze, proponujemy zmiany, ponieważ młodzi nie chcą słyszeć o tonsurze, habitach i bosych stopach…”. „Wygnajcie ich! Wygnajcie ich! Cóż można o nich powiedzieć? Czy są to ci, którzy biorą za wzór św. Franciszka, przywdziewając habit i naśladując jego drogę życia, czy też to nie św. Franciszek daje im ten wielki dar?” Widać tu włoski temperament zakonnika, ale też jego trzeźwą obserwację zmian, które rujnowały i rujnują Kościół w imię soboru, nowoczesności… modernizmu.
M
mkdwzex
23 września 2013, 22:03
O. Pio traktował Mszę jako Najświętszą Ofiarę Pana Jezusa. Msza była dla niego realnym uczestnictwem w wydarzeniach z Góry Kalwarii. Dlatego padre Pio był skupiony, poważny, rozmodlony i przejęty cudem, który wydarza się podczas sprawowania Tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej. Brak wiary lub po prostu wiedzy o tym, czym jest Msza doprowadziła dzisiaj do sprotestantyzowania rytu Najświętszej Ofiary, do wprowadzenia gitar, dziecinnych piosenek, opowiadania humoresek z ambony itd. Twórcy Mszy „posoborowej” mówili, że dotychczasowy ryt jest sztywny i niezrozumiały. Zanim jednak te zarzuty pojawiły się na forum reformatorów liturgicznych, o. Pio wyjaśniał, że mszał potrzebny jest tylko kapłanowi, a dla wiernych najlepszą formą udziału w Świętej Ofierze jest zjednoczenie z Bolesną Matką u stóp Krzyża, we współczuciu i miłości. o. Pio bardzo dbał, aby wśród wiernych podczas Mszy był porządek i spokój. Jeżeli ktoś stał, nawet z uwagi na brak miejsca w ławkach, o. Pio stanowczo nakazywał uklęknięcie, aby godnie uczestniczył w Mszy Świętej. Czy możemy sobie wyobrazić, co zrobiłby, gdyby przyszło mu patrzeć jak dzisiaj po beztroskiej liturgii, w atmosferze brzdąkaniny młodzieżowych piosenek religijnych wierni przyjmują Komunie Święta na rękę!? Kolejny stygmat pojawiłby się na jego sercu.
M
mkdwzex
23 września 2013, 22:01
W trakcie trwania obrad Soboru Watykańskiego II, w lutym 1965 roku, poinformowano o. Pio, że będzie odprawiać Mszę Świętą zgodnie z nowym rytem ad experimentum, w języku narodowym, z wytycznymi soborowej komisji liturgicznej mającymi na celu odpowiedzenie na potrzeby współczesnego człowieka. O. Pio nie zapłonął wizją „reformowania” Mszy, która wydała tylu świętych. Nie widział też być może potrzeby „dostrajania” do nowych czasów kanonizowanego przez św. Piusa V rytu mszalnego. Zanim jeszcze zobaczył tekst rytuału nowej Mszy (!!!), napisał do papieża Pawła VI prośbę o dyspensę od tego liturgicznego eksperymentu. Odpowiednią zgodę przywiózł mu osobiście Antoni kardynał Bacci. O. Pio pozwolił sobie wtedy na mocne słowa skierowane w stronę papieskiego wysłannika: „Na miłość boską, szybko zakończcie ten Sobór!”. Kardynał Bacci doskonale rozumiał słowa zakonnika oraz jego troskę o zachowanie starej Mszy. Ten właśnie purpurant wraz z Alfredo kardynałem Ottavianim (prefektem Świętego Oficjum) napisali szczegółową analizę proponowanej Mszy, która według nich przeciwstawiała się definicji Mszy ustanowionej przez sobór Trydencki oraz cechowała się ewidentnym sprotestantyzowaniem Najświętszej Ofiary. Również duża część ojców soborowych na czele z abp Marcelem Lefebvre myślała podobnie. Mało tego, nowy ryt został odrzucony w tajnym głosowaniu przez większość biskupów. Jednak potem wprowadzono go z kosmetycznymi zmianami nie pytając o zdanie nikogo. Może w tym kontekście warto wziąć pod uwagę zwierzenie o. Pio jednemu ze swoich współbraci: „W tych czasach ciemności, módlmy się. Czyńmy pokutę za naszego elekta”.
M
Marianna
23 września 2013, 20:53
To nie żaden "Ojciec Pio" tylko św. Pius z Pietrelciny. Proszę zajrzec sobie do Acta Apostolicae Sedis.
U
ula
23 września 2013, 18:25
św. Ojcze PIO wstawiaj sie do BOGA za moją rodziną.
U
ula
23 września 2013, 17:31
Dziękuje o.Pio za pomoc w codziennym nawracaniu się.Dzięki Twojej pomocy  jestem bliżej Boga.
M
mama
23 września 2013, 17:22
Swiety Ojcze PIO, dziekuje za wszystkie laski ktore wypraszasz dla nas, dziekuje za opieke nad Agatka, badz z nia dzisiaj na tescie i codziennie ochraniaj ja i pociagaj za Jezusem chocby na sile, dziekuje za wstawiennictwo Twoje, oddaje pod Twoja opieke wszystkie moje dzieci i ufam ze wyprosisz im zbawienie, o mnie tez pamietaj, kocham Cie Ojcze PIO !!!!
G
Ged
23 września 2013, 15:22
Dziękuję Ci za wsparcie, którego mi udzieliłeś 25 lat temu. Teraz wiem, że mi pomogeś.
A
Ania
23 września 2013, 13:26
Św. Ojcze Pio, wstawiaj się za nami u Ojca.