Brutalność rygoryzmu, delikatność miłosierdzia

Brutalność rygoryzmu, delikatność miłosierdzia
(fot. Paul Ronga / Wikimedia Commons)
Logo źródła: America Magazine Antonio Spadaro SJ

"Obrady synodu o rodzinie odbywają się w świetle Roku Miłosierdzia. Jest wiele ludzi, kobiet i mężczyzn, którzy zgorszyli się, widząc bezduszne i bezosobowe osądy, jakie Kościół formułował w ostatnim czasie. Ludzie tacy czują się przez Kościół odrzuceni".

Nazwisko Georges'a Cottiera łączone jest z teologicznymi dysputami prowadzonymi za pontyfikatu Jana Pawła II. W 1989 roku został on mianowany teologiem domu papieskiego, a kilkanaście lat później wyniesiony do godności kardynalskiej. Georges Cottier otrzymał gruntowną i wszechstronną formację.

W 1944 roku, bezpośrednio po ukończeniu studiów z literatury klasycznej na Uniwersytecie w Genewie, wstąpił do nowicjatu Zakonu Kaznodziejskiego św. Dominika (dominikanów). Doktorat z teologii obronił w 1951 roku na Uniwersytecie Angelicum w Rzymie. W następnym roku otrzymał święcenia kapłańskie.

Po powrocie do Genewy w 1959 roku zgłębiał zagadnienie ateizmu w pracach Karola Marksa. W latach 1971-1990 wykładał w Genewie i we Fryburgu. W latach 1989-2003 kardynał Cottier piastował urząd sekretarza generalnego Międzynarodowej Komisji Teologicznej, będąc bardzo bliskim współpracownikiem Josepha Ratzingera, późniejszego papieża Benedykta XVI. Jest autorem 20 książek oraz licznych artykułów.

Kardynał Cottier swoje myśli wyraża w jasny i wyważony sposób. W jego pismach można odkryć głębię myśli teologicznej, wolnej od zbędnej polemiki, zawsze skupionej na podjętym zagadnieniu. Georges Cottier jest człowiekiem dialogu, otwartym na historię, szczególnie na tradycję Kościoła. Zgodnie z zasadą "veterum sapientia" (mądrości starożytnych) w rozmowie z oponentami kontakt wzrokowy nawiązuje zawsze po przedstawieniu wpierw swojego stanowiska.

W centrum refleksji kardynała Cottiera znajduje się tajemnica Kościoła, który - niczym Księżyc światło słoneczne -  odbija blask Chrystusowy. Blask ten powinien być przekazywany odważnie i bez zaciemniania go.

Tak jak światło Księżyca rozprasza ciemności nocy, tak Kościół, świecąc światłem Chrystusa, musi rozpraszać mroki współczesnego świata, który bez niego pozostaje w cieniu śmierci.

Dla tych racji ogłoszony przez Papieża Rok Miłosierdzia jest dla Cottiera wspaniałą szansą na głębsze odkrycie tożsamości oraz misji Kościoła.

Moją rozmowę z kardynałem Cottierem rozpocznę właśnie od tematu miłosierdzia.

Antonio Spadaro SJ: Eminencjo, Papież Franciszek zaprasza Kościół do przeżycia Roku Miłosierdzia. Miał Ojciec okazję poznać dobrze myśl teologiczną polskiego Papieża. Czy rzeczywiście miłosierdzie stanowiło istotny jej element?

Kard. Georges Cottier OP: Zdecydowanie tak. W kwietniu 2000 roku podczas kanonizacji siostry Faustyny Kowalskiej Jan Paweł II ogłosił drugą niedzielę po Wielkanocy Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W 1980 roku poświęcił swoją drugą encyklikę właśnie zagadnieniu miłosierdzia. Jej tytuł to "Bóg bogaty w miłosierdzie" (Dives in misericordia).

W ten sposób zwrócił uwagę wierzących na prawdę, która leży w centrum chrześcijańskich tajemnic i jest podstawą odpowiedzi wiary na zło obecne w historii. Miłosierdzie to jest doktryną. Stanowi serce chrześcijańskiej doktryny.

Tylko zawężona mentalność może bronić legalizmu, widząc miłosierdzie i doktrynę jako dwie odrębne rzeczywistości. Kościół zrozumiał dzisiaj, że nikt, bez względu na swoją pozycję, nie powinien być pozostawiony sam. Musimy towarzyszyć zarówno ludziom prawym, jak i grzesznikom.

Kontynuując wątek ludzkiej słabości, pozwoli Eminencja, że podejmiemy temat kryzysu małżeństwa. Wydaje się, że kryzys małżeństwa nie dotyczy tylko Kościoła, ale całego społeczeństwa.

Wśród młodych ludzi obserwuje się dzisiaj zanik potrzeby małżeństwa oraz podejmowania zobowiązań na całe życie. Uważa się, że życie w związkach to prywatna sprawa. Osoby takie dopuszczają wszystkie możliwe zmiany.

Jako chrześcijanie powinniśmy wyraźnie wskazywać i wyjaśniać relacje, jakie istnieją między naturalną instytucją małżeństwa a sakramentem. Wiąże się to z  podniesieniem naturalnej rzeczywistości do godności sakramentu.

Nie oznacza to dodania jakichś ponadnaturalnych elementów do istniejących już naturalnych. Zamiast tego sakramentalność nadaje tej naturalnej instytucji nową formę, nową esencję, nową tożsamość.

To, co martwi mnie dzisiaj najbardziej, to fakt, że w Kościele nie ma pomysłu na nowe duszpasterskie podejście w przygotowaniu par do sakramentu małżeństwa, które odpowiadałoby dzisiejszym wyzwaniom. Obecna praktyka jest nieadekwatna i często bywa wyłącznie formalizmem, a nie rzetelnym przygotowywaniem młodych ludzi do zobowiązań na całe życie.

Podejmijmy teraz temat ludzi rozwiedzionych, żyjących w nowych małżeństwach.

Pozwól, że zacznę od samego określenia "rozwiedzeni i zamężne/żonaci ponownie". Choć jest ono poprawne, to nie do końca używa się w nim właściwych słów. Jest zbyt ogólnikowe i odnosi się do dwóch fundamentalnie różnych okoliczności.

Wskazuje na sytuację, w której osoba, po wstąpieniu w sakramentalny i nierozerwalny związek małżeński, otrzymała rozwód (w prawie cywilnym) i obecnie zawarła nowe, cywilne małżeństwo.

To drugie małżeństwo nie unieważnia ani nie zastępuje pierwszego, które wciąż pozostaje jedynym prawdziwym małżeństwem, którego Kościół nie ma mocy rozwiązywać. Ocena duszpasterska musi dostrzegać te zasadniczą różnicę między tymi dwoma związkami. To kwestia sprawiedliwości, słuszności.

Określenie "rozwiedzeni w ponownych małżeństwach" odnosi się do bardzo różnych sytuacji?

Zgadza się. Przykładowo, młoda kobieta z dziećmi zostaje porzucona przez męża. Jej sytuacja jest bardzo trudna. Po jakimś czasie kobieta ta spotyka  mężczyznę, który staje się dla niej podporą i zapewnia bezpieczeństwo jej i jej dzieciom. Wstępują w cywilny związek małżeński. Zobaczmy teraz drugą sytuację.

Żonaty mężczyzna ma dorastające dzieci, a jego małżonka zaangażowana jest w życie wspólnoty parafialnej. Po jakimś czasie poznaje ona młodszego mężczyznę, powiedzmy bardziej inteligentnego niż jej mąż, i ostatecznie zostawia rodzinę, rozwodzi się z mężem i zawiera nowe, cywilne małżeństwo. Tworzy nową rodzinę, wciąż będąc zaangażowaną w życie parafii.

Te dwa przypadki są różne. W tym drugim mamy do czynienia ze skandalem. W pierwszym zaś czujemy wyraźnie ciężar osamotnienia, trud wychowywania dzieci. Jako generalną zasadę przyjmuje się, że dla sprawiedliwego potraktowania sprawy wymaga się wzięcia pod uwagę kilku ważnych elementów.

Proszę powiedzieć, o jakie elementy chodzi.

Po pierwsze, zobowiązanie wobec porzuconego współmałżonka, który bardzo często pozostaje wierny sakramentalnym powinnościom. Oni mają prawa, które trzeba respektować. Zwyczajowo w takich sytuacjach sąd cywilny orzeka wysokość alimentów, jakie muszą być wypłacane. Niestety zdarza się, że obowiązek ten nie jest spełniany.

Równie ważne stają się prawa dzieci urodzonych w pierwszym małżeństwie. Są one ofiarami rozwodu rodziców i przez całe życie noszą bolesne rany tego doświadczenia.

To dziwne, jak mało uwagi poświęcono temu aspektowi podczas zeszłorocznego synodu. Wśród zranień, jakie wynoszą te dzieci, są również te dotyczące nierówności finansowej i edukacyjnej w stosunku do swojego przyrodniego rodzeństwa.

Poważnym błędem byłoby uznawanie nowych związków, dających pewną stabilizację, a przy tym nowe zobowiązania do poczętych w tych związkach dzieci jako prosty, zaistniały fakt, bez refleksji nad poprzednim doświadczeniem, w którym poprzez niesprawiedliwość i popełnione błędy powstały zobowiązania, których nie dotrzymano.

Istnieje niebezpieczeństwo mylenia ze sobą ewangelicznego wezwania do sprawiedliwości z pewnego rodzaju kościelną odpowiedzialnością, której źródła są nazbyt "z tego świata".

A zatem doświadczamy problemu natury metodologicznej. Często bywa tak, że w ocenie jakiejś rzeczywistości ignorujemy znaczną liczbę konkretnych aspektów, które jednak są kluczowe dla formułowania sprawiedliwego osądu.

Teologia moralna św. Tomasza z Akwinu opiera się na roztropności. To ona kieruje nami przy wydawaniu sądów. Rezultatem tego jest osąd wyjątkowy i niepowtarzalny. Jest tak, gdyż z jednej strony każde działanie jest unikatowe, z drugiej zaś sam podmiot działania jest wyjątkowy.

Jestem obecny w moich wyborach i jestem w nie zaangażowany. Każde, nawet najprostsze działanie, nie jest identycznym powtórzeniem wcześniejszego. Roztropny osąd musi zawsze uwzględniać okoliczności towarzyszące danemu działaniu. Nie jest to w żadnym razie relatywizowanie rzeczywistości lub tak zwana etyka sytuacyjna.

W wydawaniu roztropnego osądu zaangażowana jest osoba wraz z jej wyjątkowością. To obiektywny osąd, gdyż odwołuje się do obiektywnych norm. Akcentowanie subiektywności aktów moralnych nie oznacza, że automatycznie przesuwamy je do obszaru subiektywizmu.

Tak więc podczas obecnej debaty nad możliwością dopuszczenia rozwodników do przyjmowania komunii świętej zbytnie upraszczanie i generalizowanie, które nie uwzględnia różnorodności sytuacji, jest przeszkodą dla mądrej i dobrze rozważonej konkluzji.

Kto miałby dokonać tego rozważnego osądu?

Wierzę, że rozwiązanie niektórych problemów może podlegać mandatowi lokalnych biskupów. Mówię to nie bez obaw, widząc, jakie podziały są między samymi biskupami. Osąd taki mógłby dotyczyć na przykład niektórych sytuacji, kiedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że zawarte małżeństwo jest nieważne, a okoliczności nie pozwalają na zebranie wystarczającej dokumentacji wymaganej przez prawo kanoniczne.

Eminencjo, w teologii moralnej mówi się o prawie stopniowalności w życiu wiarą. Czy może Ksiądz Kardynał nieco przybliżyć ten termin?

Jeśli istnieją akty wewnętrznie złe i wewnętrznie dobre, muszą być wówczas brane pod uwagę dwa zasadnicze wymiary życia moralnego. Pierwszy z nich to prawo wzrostu. Dzięki łasce chrztu świętego każdy wezwany jest do świętości.

Życie chrześcijanina opiera się na wezwaniu, które zamienia je w podróż ku doskonałości . W tej drodze musimy pokonywać przeciwności oraz pokusy, powstając wciąż z upadków. Dla zdefiniowania tego postępu synod o rodzinie z 1980 roku użył określenia "prawo stopniowalności". Święty Jan Paweł II podjął to w swojej adhortacji apostolskiej "Familiaris Consortio".

Musimy jednak pamiętać, by nie mylić "prawa stopniowalności" ze "stopniowalnością prawa." "Stopniowalność" rozumiemy tutaj jako postęp, który czyni dana osoba w drodze do doskonałości.

A jaki jest ten drugi wymiar?

To wymiar, o którym bardzo często zapominamy. To prawda o tym, że wszystkie cnoty są ze sobą połączone i wzajemnie się przeplatają. Ich duszą jest miłosierdzie, a przewodnikiem rozwaga. Na poziomie pastoralnym i duchowym z tej struktury nie można wykluczyć żadnej z nich.

Trzeba respektować istnienie takiej zależności w życiu duchowym człowieka. W rygoryzmie tkwi brutalność będąca przeciwieństwem Bożej delikatności, z jaką nas prowadzi.

Rzeczywiście rygoryzm to brutalność. Wydaje mi się również, że Rok Miłosierdzia może tę brutalność niwelować.

Zgadzam się z tym. Bezsprzecznie obrady synodu o rodzinie odbywają się w świetle Roku Miłosierdzia. Jest wiele ludzi, kobiet i mężczyzn, którzy zgorszyli się, widząc bezduszne i bezosobowe osądy, jakie Kościół formułował w ostatnim czasie. Ludzie tacy czują się przez Kościół odrzuceni.

Myślę w tym miejscu o spowiednikach, na których ciąży wielka odpowiedzialność. Każda ocean powinna być formułowana z odwołaniem się do prawdy o matczynym charakterze Kościoła.

Papież Franciszek często zawraca uwagę na piękno i radość chrześcijańskiego życia, które Kościół musi objawiać światu. Za pośrednictwem swoich pasterzy Kościół musi przekazywać dobrą wiadomość o tym, że jest prowadzony zgodnie z tym, czego domaga się Boskie Miłosierdzie.

Dziękuję za rozmowę

Tłumaczył Jarosław Mikuczewski SJ

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Brutalność rygoryzmu, delikatność miłosierdzia
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.