Ks. Heller: kilka uwag o Kościele w okresie pandemii

(fot. Adam Walanus, CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons)
ks. Michał Heller

Po upadku komuny przewidywałem, że laicyzacja dotknie Polskę. Myliłem się, gdyż przypuszczałem, że to nastąpi szybko. Nastąpiło ze znacznym opóźnieniem. Napięcia narastały nieubłaganie, stopniowo i podskórnie, a teraz nastąpił wybuch.

Nie mam na myśli pandemii związanej z wirusem SARS-CoV-2. Nie mam też zamiaru umniejszać znaczenia tej globalnej katastrofy. Niewątpliwie kładzie się ona cieniem na wszystkich innych problemach, z którymi przychodzi się nam dziś zmagać, także i na tym problemie, nad którym chcę przez chwilę pomyśleć. A jest to problem o tyle dotkliwy, że nie można go rozwiązać za pomocą żadnej szczepionki. Mam na myśli głęboki kryzys, który obecnie dotknął Kościół katolicki.

Oczywiście dla tych, którzy pozostają na zewnątrz, nie jest to żaden problem: „mnie to nie dotyczy”, może mają nawet odczucie satysfakcji: „kolejny zabobon kompromituje się sam”. Ale dla tych, którzy są w Kościele i swoją w nim obecność traktują poważnie, kryzys w Kościele może urastać do rangi osobistego dramatu.

Że pedofilia wśród duchowieństwa, i to na taką skalę? Że katolicka nauka o „świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci” wcale nie jest tak powszechnie przyjmowana, jak sądzono (o czym zresztą każdy proboszcz wiedział od dawna)? Że swoboda obyczajów i kryzys małżeństwa? Że nagle okazało się, iż młodzież nie tylko zadaje trudne pytania na lekcjach religii, lecz w ogóle nie chce mieć z religią nic wspólnego? To są tylko niektóre objawy kryzysu, którego korzenie tkwią znacznie głębiej.

DEON.PL POLECA

Dla tych, którzy są w Kościele i swoją w nim obecność traktują poważnie, kryzys w Kościele może urastać do rangi osobistego dramatu.

(…) Każda autentyczna zmiana, także zmiana na lepsze, wywołuje reakcję, a zmiany w sposobie myślenia na ogół wyzwalają szczególnie zacięty opór, co w efekcie powoduje wrażenie zamętu. Następni papieże (po Janie XXIII) przestraszyli się tego zamętu i zaczęli wyhamowywać. A to nie jest dobra strategia. Gdy auto wpadnie w poślizg, naciśnięcie hamulca może mieć katastrofalne skutki, ale gdy umiejętnie doda się gazu, można wyprowadzić samochód z poślizgu i poprowadzić go w pożądanym kierunku. Odnowa soborowa pozostała niedokończona, a w międzyczasie świat tak się zmienił, że wiele ówczesnych reform już wymagałoby „przereformowania”.

Nie da się otworzyć na współczesność, tkwiąc w starych strukturach i myśląc starymi kategoriami. Uroczyste deklaracje, wygłaszane nawet w słusznych sprawach, jeżeli nie idą za nimi skuteczne działania, nie stanowią otwarcia, lecz najwyżej beznadziejną próbę wychylenia się przez dziurkę od klucza.

Wróćmy jednak do naszego „tu i teraz”. (…) Napięcia narastały nieubłaganie, stopniowo i podskórnie, a gdy przekroczyły pewną wartość progową, nastąpił wybuch. Ostatnimi kroplami, które przepełniły czarę… Nie, nie kroplami. To były litry, których czara już nie była w stanie pomieścić. O niektórych z tych litrów wspomniałem na początku tego eseju. Ale były jeszcze inne. Dlaczego np. żaden z hierarchów nie upomniał się o praworządność, gdy była (i nadal jest) naruszana? Jest to także tylko element większej całości – „przymierza Kościoła z tronem”. Nigdy nie wychodziło ono Kościołowi na dobre. Czy kilka zachowanych przywilejów i obietnica wymuszania prawem na obywatelach etycznych zachowań (co zwykle i tak przynosiło skutek odwrotny) jest w stanie zrekompensować straty? Jeśli nie mądre i długotrwałe przewidywania powinny przyświecać kościelnym strategom, to przynajmniej prosty rachunek kosztów i zysków. Nie wykluczam, że wielu ludzi skupionych wokół „tronu” ma względem Kościoła i religii dobre intencje, ale każdy zgodzi się z tym, że rządzącym przede wszystkim chodzi o głosy w najbliższych wyborach, a – jak się okazuje – głosy najskuteczniej zapewnia najbardziej prymitywna wersja kościelnej ortodoksji. Zresztą ortodoksji bardzo wybiórczej, która np. nie bardzo potrafi odpowiedzieć na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”.

Trudno więc się dziwić, że wielu zgorszonych i zawiedzionych odchodzi lub przynajmniej osłabia swoje związki z Kościołem.

Trudno więc się dziwić, że wielu zgorszonych i zawiedzionych odchodzi lub przynajmniej osłabia swoje związki z Kościołem. A jeszcze inni – jest ich zapewne znacznie więcej niż tych pierwszych – nie podejmują trudu przemyślenia racji za i przeciw, lecz dają się ponieść fali społecznych emocji, co jeszcze podgrzewa i tak już gorącą atmosferę. To wszystko jest zrozumiałe z psychologicznego i socjologicznego punktu widzenia, jednak jest jeszcze inna perspektywa.

– Czy wartości są wartościami zależnie od tego, kto i jak je głosi?

– Czy prawdziwość moich przekonań może zależeć od tego, czy ktoś inny postępuje etycznie czy nie?

– Albo czy prawda przestaje być prawdą tylko dlatego, że ja – czytający ten tekst – przestałem w nią wierzyć?

Nie ulega wątpliwości, że jednym z najbardziej wymownych świadectw na rzecz wiary jest świadectwo świętości. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi…” (Mt 5, 16). Jednak świętość nie nadaje się na pierwsze strony gazet i na internetowe blogi. Do tego nadaje się całkiem co innego. „Rzekł znowu do swoich uczniów: »Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze…«” (Łk 17, 1–2).

Tekst pochodzi z najnowszego numeru miesięcznika "Znak". Więcej znajdziesz tutaj >>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ks. Heller: kilka uwag o Kościele w okresie pandemii
Komentarze (12)
JC
~Jarosław Cichoń
18 marca 2021, 07:17
Jak w wielu podobny dyskusjach, można i tu zadać pytanie Autorowi: Kościół ma przewodzić, czy towarzyszyć? To są jakby granice przedziału akceptowalnych postaw. Większy nacisk wywierany jest na przesuwanie ich w lewo. Jestem głęboko przekonany, że postawą ludzi Kościoła powinno być "przewodzenie", dawanie świadectwa prostej (nie prostackiej) wiary i w ten sposób pomaganie tym, którzy błądzą. Mnożenie wątpliwości nie pomaga, pogłębia jedynie zagubienie tych, którzy szukają światła, albo nawet już z tego zrezygnowali.
RK
Rafał Kozubski
17 marca 2021, 17:36
W odpowiedzi "Glosowi Rozsadku" na skutek irytacji popelnilem literowke - oczywiscie chodzi o Nagrode Templetona (a nie Tempeltona). Teraz ogolniej. W ostatnia niedziele sluchalem bardzo ciekawego kazania. Miedzy innymi chodzilo o obserwowany niby "upadek" Kosciola. Nie wiem czy wszyscy wiedza (ja np. nie wiedzialem), ze to co obecnie obserwujemy jest DOSLOWNIE ujete w p. 675 Katechizmu Kosciola Katolickiego (chyba sie nie myle co do miejsca - nie mam w tej chwili Katechizmu przed soba). Oczekiwanie na triumf Kosciola W SWIECIE jest zupelnie bezzasadne. Chwala Chrystusa bije z Krzyza, a droga na Krzyz oznacza meke. Nie oznacza to jednak zadnego upadku - CIESZMY SIE I RADUJMY !!!
TB
~tadedusz Borkowski
16 marca 2021, 09:45
I po co te zagrywki polityczne? Niech raczej ksiądz pozostanie przy tym na czym najlepiej się zna.
JB
~Jan Bober
17 marca 2021, 15:17
Szkoda. że Pan dalej nie chce zrozumieć zjawiska i istoty zmian jakie zaszły i zachodzą. Jeśli już nawet taki Mistrz jak Ks. Heller Pana rozgniewał to co może Pana skierować na drogę refleksji. Pozdrawiam
AZ
~ajatollah z Lechistanu
14 marca 2021, 14:44
Ksiądz może i zna się na gwiazdach, ale czy na socjologii ? Jak na razie żaden kościół partykularny, ani żadna organizacja religijna przez 250 lat nie znalazła środka na spowolnienie, nie mówiąc już o odwróceniu procesów laicyzacyjnych. Również kryzysy w tradycyjnych organizacjach religijnych (Kościołach Katolickim, Ewangelickim, Anglikańskim, organizacji świadków Jehowy, judaizmie) nie powodują wzrostu w innych konfesjach czy powstawaniu nowych wspólnot religijnych na masową skalę. W latach 90 obawialiśmy się zalewu przez sekty, ale okazało się to wydmuszką. Prawda jest taka, że ludzie nie mają potrzeb duchowych i religijnych i jak na razie nic z tym nie można zrobić.
GK
~Grażyna Kubiś
15 marca 2021, 11:32
Ludzie mają OGROMNE potrzeby duchowe, którymi dosyć często próbują zastąpić religię. Wystarczy popatrzeć na mnogość grup poświęconych rozwojowi duchowemu choćby na Fb i lawinowo rosnącej ilości ich członków.
JN
~Jan Nowak
16 marca 2021, 17:44
Ksiądz Heller nie tylko "może się i zna" na gwiazdach, szanowny panie, ale za swoje osiągnięcia naukowe otrzymał Nagrodę Nobla, więc nie kwestionujmy jego kompetencji, OK?
GR
Głos Rozsądku
17 marca 2021, 00:15
Dostał nagrodę Templetona, czyli AntyNobla, zejdź na ziemię, człowieku :)
RK
Rafał Kozubski
17 marca 2021, 15:11
@Glos Rozsadku Coraz genialniej ! AntyNobel rzeczywiscie istnieje, ale jest nim Nagroda Ig Nobla, a nie Nagroda Tempeltona. Polecam Wikipedie. Gdybym nie wiedzial, ze wszelkie dyskusje w Internecie roja sie od trolli, wspolczulbym kompromitacji.
JP
Job Prot
17 marca 2021, 16:50
Proszę , mam wielki szacunek dla kx. Hellera . Choć pisze dość ciężko i wykłady przynudza ale ma nie kwestionowane osiągnięcia i szerokie horyzonty wiedzy interdyscyplinarnej ale proszę nie kłamiemy ! Nie otrzymał Nagrody Nobla.
WC
~Wojciech Chajec
18 marca 2021, 12:04
Ale gdybym nie miał potrzeby poznawania prawdy, to nie znaczyłoby to, że prawdy nie ma. Ludzie mają potrzeby duchowe i dlatego, gdy nie wierzą w Boga, to wierzą w byle co.
JN
~Jan Nowak
19 marca 2021, 14:58
Ks Heller otrzymał Nagrodę Tempeltona która jest całkowicie równoważna Nagrodzie Nobla. Kiedy komitet Noblowski w Sztokholmie zdecyduje przyznać się Nobla komukolwiek noszącemu koloratkę lub habit zakonny - to w tym momencie stwierdzę że musiały nadejść czasy ostateczne.