Nuklearne tornado

(fot. _Gavroche_/flickr.com/CC)
Dr Wincenty Łaszewski

Wiele współczesnych objawień ostrzega nas przed "Ogniem Apokalipsy". Nie będzie on miał charakteru lokalnego, jak biblijna kara dotykająca dwu miast - Sodomy i Comory. Wówczas wystarczyło oddalić się od siedliska zła, by być bezpiecznym. Bóg zakazał jednak oglądania widoku karanych miast; żona Lota uczyniła to i zamieniła się w słup soli.

Być może mamy w tym miejscu odpowiedź na pytanie, dlaczego w czasach oczyszczenia, przede wszystkim podczas "trzech dni ciemności", Matka Najświętsza zakazuje oglądać to, co dzieje się za oknami domów, w których się schronimy. Okna mają być szczelnie zasłonięte, a nikt nie ma prawa uchylić zasłony, by spojrzeć na obraz kary...

Nie ma też złudzeń, że apokaliptyczny Ogień będzie, jak mówią inni, "wybiórczy". Tacy interpretatorzy znaków wierzą, że ognista kara dotknie jedynie zła i wypali je z ziemi. Niestety, Maryja wielokrotnie ogłasza: ogień pochłonie większą część ludzkości! Niektóre współczesne objawienia podają ciekawe szczegóły tego, co niechybnie nastąpi. Na przykład Julka, jugosłowiańska mistyczka, widziała powietrze w ogniu: Cała atmosfera ziemi, od gruntu do nieba, była gigantycznym ogniem - wspomina oglądane widzenie. Są też wizjonerzy, którzy mówią np. o chemikaliach w atmosferze, mogących służyć jako katalizator, gdy w powietrzu wybuchnie ogień. Być może chodzi o ogień radioaktywny. Są też tacy, którzy ostrzegają przed oglądanym w wizjach zaburzeniem rotacji naszej planety, spowodowanym testami nuklearnymi.

Ostrzeżenie z ust papieża

W pierwszej chwili wzruszamy ramionami. Może nawet stawiamy wygodną tezę, że tego typu wypowiedzi z nieba stanowią dowód na nieprawdziwość objawień. Tymczasem nie są to wcale objawienia będące w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem i z wynikami współczesnej nauki! Zbiegają się one z wypowiedzią Jana Pawła II błagającego w 1984 Matkę Najświętszą o wybawienie od wojny nuklearnej i od niewyobrażalnego samozniszczenia, a owo "i" łączące w papieskim akcie zawierzenia wojnę atomową i straszliwe samozniszczenie jednoznacznie sugeruje, że to ostatnie jest konsekwencją wybuchów nuklearnych.

Nie tylko najwyższe autorytety religijne mówią z lękiem o skutkach nuklearnej wojny. Nie tylko najlepsi znawcy nieba ostrzegają przed czymś strasznym, nieznanym, a możliwym. Tym samym głosem mówią również najlepsi znawcy praw Ziemi.

Tlen jako paliwo

Profesor Rand McNally sugeruje w swej teorii "nuklearne tornado"; że na ludzkość może spaść największa w historii katastrofa, jakieś niewyobrażalne horrorum. Naukowiec mówił o tym w roku 1984. Wyniki swoich badań przedstawił dwa lata później, podczas spotkania Amerykańskiego Stowarzyszenia Fizyków w Waszyngtonie.

Teoria "nuklearnego tornada" została skonstruowana w oparciu o matematyczne obliczenia skutków przebiegu reakcji łańcuchowej zainicjowanej przez eksplozję atomowej bomby. Zdaniem McNally'ego wystarczą tylko dwie superbomby atomowe, by nastąpiła reakcja termojądrowa, w której znajdujący się w atmosferze tlen stanie się paliwem, doprowadzając do detonacji całej atmosfery otulającej Ziemię.

A wówczas spłoną całe narody, jeśli nie Ziemia - ostrzegał naukowiec. Dodał, że być może wcale nie będzie potrzeba wojny, aby dokonać ogólnoświatowej rzezi. Może wystarczyć wybuch jednej bomby, choćby w ramach przeprowadzanego testu.

McNally uważa, że katastrofę może wywołać próba jądrowa przeprowadzona w atmosferze, jeśli będzie się z nią wiązać wybuch pięćdziesięciomegatonowej bomby. Tymczasem przywódca ZSRR Nikita Siergiejewicz Chruszczow już w latach sześćdziesiątych XX wieku chełpił się, że Sowieci posiadają stumegatonową bombę.

"Zapalenie atmosfery"

W roku 1994 MacNally opublikował artykuł o możliwości zapalenia się atmosfery. Czytamy w nim m.in.: Według Williama J. Broada, dr J. Robert Oppenheimer zwołał latem 1942 r. w Berkeley tajne spotkanie, by omówić projekt A-Bomby. Po przybliżeniu głównego tematu spotkania Edward Teller przedstawił swoją ideę możliwości "super H-Bomby". Potem przestraszył słuchaczy uwagą, że "super" może zapalić atmosferę. Oppenheimer udał się do Michigan, by omówić to z Arthurem H. Comptonem, który powiedział: "To mogłaby być ostateczna katastrofa".

Konopinski i Teller napisali jednostronicowy raport zatytułowany "Zapalenie atmosfery", który stawiał wniosek, że czynnik bezpieczeństwa wynosi około 60. Później, po zrzuceniu dwóch A-Bomb na Japonię, Konopinski, Maruin i Teller w dłuższym tekście stwierdzili, że czynnik bezpieczeństwa mógł liczyć zaledwie 2,67!

Fatimska zorza z 1938

Ten sam naukowiec zainteresował się domniemaną "zorzą polarną" oglądaną w nocy z 25 na 26 stycznia 1938 - tą, o której wizjonerka z Fatimy, Siostra Łucja, była przekonana, że gdyby naukowcy zbadali tę zorzę i przyjrzeli się postaci, w jakiej się ukazała, to okazałoby się, że to nie była i nie mogła być zorza. Podobnie przekonywał autor i działacz katolicki John Haffert, który uważał, że zorza polarna z 1938 roku to znak zniszczenia świata przez wojnę i ogień; ale zignorowany.

W 1982 MacNally odkrył, że oglądanemu w 1938 roku zjawisku towarzyszyły dwa wielkie czerwone punkty, z których jeden mierzył ponad 500 km -wysokości. Nie są to cechy charakterystyczne dla zórz polarnych. Fenomen ten okazał się identyczny z tym, co zaobserwowano w 1958 podczas próby nuklearnej nad Johnston Island. Eksplozja najwidoczniej wytworzyła w wyższych partiach atmosfery magnetyczne dynamo.

"Zorza" z 1938 roku była więc ostrzeżeniem przed katastrofą jądrową, która zniszczy świat. Czy fakt, że widziano ją niemal na całej półkuli północnej, oznacza, iż północną hemisferę pochłonie ogień nuklearnego tornada? To bardzo prawdopodobne.

Scenariusz zagłady

Jak będzie wyglądała ta Apokalipsa Ognia? W 1987 Thomas Casaletto napisał powieść "State of Emergency" (Stan krytyczny). Opisał w niej przebieg działania nuklearnego tornada, które wymknie się ludziom spod kontroli.

Na spotkaniu najwyższych dowódców wojskowych fizyk Alex Carmody przedstawił komputerową symulację katastrofy:

Pojawił się ogromnych rozmiarów grzyb, który zaczął rosnąć, a potem eksplodował, promieniując we wszystkich kierunkach i rozprzestrzeniając się coraz dalej i dalej.

W czasie "t" plus dwie sekundy zaczęło działać samokarmiące się dynamo nuklearne. W tym momencie reakcja łańcuchowa była już nie do zatrzymania. W czasie "t" plus pięć sekund poruszało się z prędkością stu mil na minutę. Po siedmiu minutach dotarło do lądu. Leningrad, Helsinki i Sztokholm zniknęły w czasie "t" plus dwadzieścia trzy minuty. (.) Oslo i Moskwa zostały pochłonięte w czasie "t" plus dwadzieścia pięć minut. (.) Jedenaście minut później zniknęły Londyn i Paryż. Nie żyło już dwadzieścia trzy miliony ludzi, ale dynamo nabierało coraz większej mocy. (.)

Holokaust dotarł do Kanady w czasie "t" plus sześćdziesiąt minut. Do Stanów Zjednoczonych - sześć minut później. Boston i Nowy Jork spłonęły w czasie "t"plus siedemdziesiąt siedem minut. Liczba ofiar była już niewyobrażalna. Przed osiągnięciem wielkości "t" plus godzina i czterdzieści siedem minut ogień pochłonął całą północną półkulę.

W tym momencie Carmody przerwał projekcję i polecił zapalić światło. "Mamy nadzieję, że w tym momencie reakcja jądrowa zacznie się destabilizować i w końcu rozproszy się w przestrzeni kosmicznej. Jednak równie prawdopodobne jest i to, że reakcja będzie trwała nadal, aż pochłonie całą planetę".

Czy rzeczywiście taki będzie nasz koniec? Czy przed tym ostrzegają nas słowa i wizje ukazujące "ogień z nieba"? Jeśli tak, spełni się jedno ze starych proroctw apokaliptycznych, zapowiadających, że kara przyjdzie z Ziemi. Czy przed tym właśnie przestrzegał Jan Paweł II, gdy mówił o groźbie "samozniszczenia"?

Trzeciosekretny ratunek

Bóg nie będzie tu potrzebny. Do wymierzenia kary, do spuszczenia ognia z nieba, do podpisania wyroku śmierci na świat nie będzie konieczna Jego karząca ręka, o której Maryja mówiła tak wiele razy. Tym razem wystarczy, że Bóg nie będzie interweniował, że pozwoli człowiekowi cieszyć się wolnością, która wystąpiła z brzegów, by przynieść światu śmierć.

Pozostaje ostatnie pytanie: Czy Bóg na to pozwoli? W wizji będącej treścią trzeciej tajemnicy fatimskiej Matka Najświętsza zgasiła iskry spadające na ziemię. Czy była to tylko "możliwość", jakaś propozycja, która może stać się faktem, gdyby ludzkość spełniła jakiś konieczny ku temu warunek? A może była to "bezwarunkowa obietnica"?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Nuklearne tornado
Komentarze (8)
L
leszek
3 stycznia 2013, 23:54
Przeciez to są jakieś pseudonaukowe brednie. Tlen się sam nie pali, musi wejść z czymś innym w reakcję.
Janusz Brodowski
3 stycznia 2013, 23:52
Więc takie gnioty są drukowane w Egzorcyście? Szkoda papieru.
P
piools
3 stycznia 2013, 23:32
Popularne w przyrodzie reakcje jądrowe produkujące energię: 4H-> He + energia He + He -> Be + energia Be + He -> C + energia C + He -> O + energia O + He -> Ne + energia Ne + He -> Mg + energia Mg + He -> Si + energia Si + He -> S + energia S + He -> Ar + energia Ar + He -> Ca + energia Ca + He -> Ti + energia Ti + He -> Cr + energia Cr + He -> Fe (52) + energia Fe (52) + He -> Ni + energia Ni -> Fe (56) + energia Ni + He + energia -> Zn ta reakcja pochłania już energię W atmosferze mogłaby przebiegać reakcja 2O->Ar + energia ale czy to jest możliwe? Legenda: H - wodór He - hel Be - beryl C - wegiel O - tlen Ne - neon Mg - magnez Si - krzem S - siarka Ar - argon Ca - wapń Ti - tytan Cr - chrom Fe (52) - żelazo z 52 nukleonami Fe (56) - żelazo z 56 nukleonami Ni - nikiel Zn - cynk
S
smok
22 grudnia 2012, 20:25
Wstyd, że katolicki portal zamieszcza takie brednie jak podrzedny portal dla nawiedzonych sekciarzy. 
PS
po szkodzie głupi
22 grudnia 2012, 10:26
Ale łańcuchowej reakcji jądrowej nie podlegają wszystkie atomy, tylko bardzo niewiele. W atmosferze, praktycznie rzecz biorąc, takich pierwiastków niemal nie ma.
D
drozofila
22 grudnia 2012, 00:22
Może chodzi o reakcję jądrową, a nie spalanie?
M
mhpaw
21 grudnia 2012, 22:30
Ładny fotomontaż. Jest w tym jakaś poezja. Człowiek spogląda prosto w czeluście własnej zagłady. Coś co przypomina mi "Dżumę" Camusa. By trwać, trwać mimo wszystko aż do śmierci. Może właśnie to jest odtrutka na "końce świata"? Być człowiekiem aż do końca?
PS
po szkodzie głupi
21 grudnia 2012, 19:00
Śmieszne.Spalenie atmosfery, bo "ma tlen" - a co będzie paliwem? Sam tlen się utleni, czy jak? Czy może najpierw uda się tak podgrzać atmosferę, że zaczną powstawać tlenki azotu? Ale wtedy dawno chyba się ugotujemy? Zresztą, czym tak się podgrzeje ta atmosfera? I jak zniknie tlen, to co da chowanie się do domu? Koniec świata zostawmy lepiej Bogu.