Na naszych oczach wydarzył się cud. Komentarz po akcji Łatwoganga i Bedoesa

Na naszych oczach wydarzył się cud. Komentarz po akcji Łatwoganga i Bedoesa
Łatwogang i Badoes. Zdjęcie poprawione za pomocą AI / Gemini / Canva. Oryginalna fotografia: Trójka - Program 3 Polskiego Radia / Facebook / Transmisja na żywo / Łatwogang

Są takie momenty w historii, w których Polacy potrafią zrobić coś wielkiego - razem. I chociaż zdarzają się one rzadko, kiedy już mają miejsce, o Polsce mówi cały świat. Jeden taki moment właśnie przeszedł do historii, a my jesteśmy jego świadkami.

Kiedy moja redakcyjna koleżanka robiła w czwartek "newsa" o akcji Łatwoganga (Piotr Artur Hancke) i Bedoesa (Borys Piotr Przybylski), myślałem, że to nic wielkiego, że może zbiorą trochę pieniędzy na szczytny cel i że rozejdzie się po kościach. Ale gdy stream, który w swojej kawalerce rozpoczął Łatwogang, przerodził się w trwający dziewięć dni maraton spotkań, golenia głów w solidarności z chorymi na raka (robiły to również kobiety), spontanicznych występów na żywo, zakopywania toporów wojennych, odgrywania ikonicznych scen (moje serce zdobyła Małgorzata Kożuchowska, która z wielką dawką optymizmu i dystansu rzuciła się w kartony), zrozumiałem, co się wydarzyło. Finałem akcji był niedzielny wieczór, kiedy o godzinie 21:37 Przybylski przyznał się do swojej wiary i wspólnie z Hancke zakończyli dziwięciodniowy stream, zbierając gigantyczną kwotę 251 milionów złotych na walkę z rakiem i pobijając rekord Guinnessa. A wszystko to wydarzyło się bez reklam, kampanii, podziałów, polityki - w prywatnej kawalerce i doskonałej atmosferze. Przyznam, że stało się to w bardzo symbolicznym momencie.

DEON.PL POLECA




Po pierwsze, w ciągu ostatnich dziewięciu dni doświadczyliśmy, co jako Polacy potrafimy zrobić, gdy zostawimy z boku podziały i politykę. Ostatnimi czasy żyjemy jako naród w ciągłej polaryzacji i napięciu. Wystarczy włączyć jedno wydanie informacyjne, potem drugie, i poczuć się tak, jakbyśmy żyli na dwóch różnych planetach. Różnimy się niemal we wszystkim - istnieją dwie rzeczywistości, dwie racje stanu, dwie "prawdy"… Nie mówię, że łatwo to zmienić, albo że mam pomysł, jak rozwiązać ten problem, ale wszystko to sprawia, że wielu młodych Polaków wycofuje się z życia publicznego i politycznego, zamyka się w swoich bańkach i pozostaje zdanych na łaskę lub niełaskę algorytmów. A tu nagle okazuje się, że zgoda jest możliwa - i to przy okazji zrobienia czegoś niesłychanie dobrego.

Jako Polacy mamy swoje za uszami. Opisana przed chwilą polaryzacja, w połączeniu z trudnymi uwarunkowaniami historycznymi, ma niestety swoje konsekwencje. Dlatego walczymy ze sobą na śmierć i życie, obnażając często najgorsze narodowe cechy. Bądźmy szczerzy - na co dzień w naszym kraju brakuje moralności, zgody, dialogu i honoru (nie słyszymy o nich w wiadomościach i często nie dbamy o nie w naszych środowiskach i rodzinach). Aż tu nagle w Polsce pojawia się znany (ale nie najbardziej znany, chyba nawet niepozorny) influencer, który wspólnie z raperem wpada na pomysł: im więcej lajków, tym więcej godzin streamu, a pieniądze pójdą na walkę z rakiem. I tak rozpoczyna się narodowy zryw, bezkrwawe powstanie, którego celem nie jest tym razem odzyskanie niepodległości, ale wolności od nienawiści, hejtu i podziałów oraz w solidarności z tymi, którzy najbardziej cierpią. Właśnie dlatego, kiedy jakiś obcokrajowiec zapyta mnie, z czego znani są Polacy, obok wielu innych dokonań wielkich Polaków wymienię: z wielkiego serca i spontanicznej dobroczynności.

Po drugie, Łatwogang i Bedoes podarowali nam wszystkim olbrzymią porcję nadziei. Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach. Trudna atmosfera w kraju i polityczna polaryzacja potęgowane są przez napięcia na świecie. Nie wiadomo, kiedy rzeczywistość, jaką znamy, zawali się, pozostawiając wyrwę w ludzkich życiach, relacjach i sercach. Nie za bardzo wiadomo, skąd i czy w ogóle przyjdzie pomoc. W dodatku umiera lubiany polityk - taki, który starał się łączyć, a nie dzielić. Wydaje się, że poziom beznadziei osiąga zenit. Aż tu nagle do warszawskiej kawalerki, ku zaskoczeniu sąsiadów, zaczynają wbijać aktorzy, muzycy, sportowcy, przypadkowi ludzie, którzy (nie wszyscy, ale w większości) zaczynają dobrze się bawić, nie narzekają, godzą się po latach i przy okazji przelewają na walkę z rakiem kwotę, jakiej jeszcze nigdy nie udało się zebrać. Dziękuję za danie nadziei w niespokojnych czasach!

Po trzecie, czysto po ludzku, jest się czym cieszyć i świętować. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że takie narodowe przebudzenia nie trwają w naszym kraju długo. Śmierć Jana Pawła II, katastrofa smoleńska (i narodowe zjednoczenie, które wtedy nastąpiło - przez kilka dni panowała zgoda i żałoba), wybuch wojny na Ukrainie i spontaniczny zryw Polaków, by nie zostać obojętnym na potrzeby naszych sąsiadów ze wschodu. Wszystko to za każdym razem wywoływało piękną reakcję, ale szybko ustępowało miejsca apatii, sporom i politycznym podziałom… I tak pewnie będzie tym razem. Ktoś w końcu skrytykuje, powie, że to nic takiego, że to tylko jednorazowa akcja (obym się mylił!). Jeśli tak się stanie, ładujmy akumulatory, póki ładowarka daje prąd! Takie momenty są właśnie po to, by zbierać siły na kryzysy, które wcześniej czy później przyjdą.

DEON.PL POLECA


Po czwarte, chyba właśnie skończyła się epoka zrzutek i akcji charytatywnych, które potrzebują olbrzymich nakładów finansowych, by dotrzeć do ludzi. Nie twierdzę w tym momencie, że któraś z akcji jest gorsza czy lepsza. Po prostu jasne stało się, że to, co do tej pory było niemożliwe i nie mieściło się nam w głowach, teraz stało się realne. Okazało się, że nie trzeba wydawać ogromnych kwot na oprawę i marketing, by pobić rekord Guinnessa w zbieraniu pieniędzy na szczytny cel. Wystarczy genialny pomysł, życzliwi ludzie i odrobina szczęścia.

Po piąte, ostatnie - chylę czoła przed Borysem Piotrem Przybylskim za jego odwagę, za to, że na końcu tego wielkiego wydarzenia postanowił przyznać się, że jest człowiekiem wierzącym. Podczas finału tego wielkiego dobroczynnego show, kiedy oglądalność jest największa, a emocje sięgają zenitu (takie Super Bowl każdej akcji charytatywnej), Bedoes wypowiedział słowa:

"Jedna rzecz, która łączy nasz kraj, to godzina 21:37. Niektórzy z niej żartują, a dla mnie to jest bardzo ważna godzina. Bo jestem wierzący. To jest godzina, w której umarł papież. Pamiętam, jak jechałem z mamą zapalić znicz na ulicy Jana Pawła II w Bydgoszczy. Słuchajcie, o 21:37 kończymy stream. Jeśli dla kogoś to jest powód do żartów - żartujcie, jeśli dla kogoś to jest powód do dumy - bądźcie dumni. 21:37 to jest koniec streama. Polska górą!".

Przybylski nie stanął po żadnej ze stron, nikogo nie skrytykował, nie pominął, nie wprowadził podziału. Po prostu powiedział to, co było dla niego ważne, bez wprowadzania napięcia i toksycznej atmosfery, w totalnym poszanowaniu innych. Trzeba dziś mieć odwagę, żeby to zrobić. Chcę wierzyć, że ja również miałbym odwagę tak postąpić, ale też przyjąć to, że jego słowa mogłyby nie wpisywać się w moje wartości, ale należy im się akceptacja, bo są ważne dla wielu Polek i Polaków. I o to samo proszę innych - już samo to, że mamy nadzieję, żeby tak było, coś znaczy.

Na naszych oczach napisała się historia. Influencer i muzyk dali nam wszystkim lekcję, jak pomagać, i dowód na to, że da się to zrobić. Mam nadzieję, że to nie koniec ich współpracy. Cieszmy się tymi dniami i czerpmy z nich jak najwięcej. W Polsce właśnie zdarzył się cud!

Dziennikarz, podróżnik, bloger i obserwator świata. Laureat Pierwszej Nagrody im. Stefana Żeromskiego w 30. edycji Konkursu Nagrody SDP przyznawanej za publikacje o tematyce społecznej. Autor książki "Bóg odrzuconych. Rozmowy o Kościele, wykluczeniu i pokonywaniu barier". Od 10 lat redaktor DEON.pl. Interesuje się historią, psychologią i duchowością. Lubi wędrować po górach i szukać wokół śladów obecności Boga. Prowadzi autorskiego bloga Mapa bezdroży oraz internetowy modlitewnik do św. Józefa. Można go śledzić na Instagramie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
bp Artur Ważny, Piotr Kosiarski

Czy w Kościele jest miejsce dla każdego?

Dziś coraz częściej słyszy się o osobach, które czują się wykluczone z Kościoła. Pytanie o miejsce w nim zadają małżeństwa niesakramentalne, rodzice cierpiący po stracie dziecka, kobiety, które...

Skomentuj artykuł

Na naszych oczach wydarzył się cud. Komentarz po akcji Łatwoganga i Bedoesa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.