Gdy się urodził ważył niecałe pół kilo, a jego dłoń była mniejsza od opuszka palca. Gabriel po roku opuścił szpital
Rodzice Gabriela Goldena mogą mówić o cudzie. Jest nim nie tylko ich syn, ale także to, że przeżył pomimo narodzin w zaledwie 22. tygodniu ciąży. Gdy przyszedł na świat ważył pół kilograma, a jego dłoń była wielkości opuszka palca jego taty. Po niemal roku spędzonym w szpitalu, chłopiec po raz pierwszy został zabrany do domu.
Cud narodzin w 22. tygodniu ciąży
Gabriel Golden urodził się 30 września 2024 roku. Od razu po narodzinach trafił na oddział intensywnej terapii noworodków w Nashville w stanie Tennessee (USA). Tam zmagał się z przewlekłą chorobą płuc oraz licznymi infekcjami. Pomimo ogromnego ryzyka śmierci chłopiec przeżył, a jego rodzice, 27-letnia Caroline i 31-letni Garreth, 15 września 2025 roku zabrali syna do domu.
– To było niesamowite, że mimo tak maleńkiego palca mogłem poczuć siłę jego uścisku. Siła, jaką miały te drobne paluszki, odebrała mi mowę – powiedział Garreth, tata Gabriela.
Problemy Caroline zaczęły się, gdy była w 14. tygodniu ciąży. To właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiło się krwawienie i był to początek ośmiu tygodni pełnych niepewności i lęku. Lekarze ostrzegali parę, że w każdym momencie może dojść do poronienia.
"Codziennie słyszałam od lekarzy: możesz poronić"
– Codziennie słyszałam od lekarzy: możesz poronić, bardzo nam przykro, nic nie możemy zrobić – wspomina młoda matka.
W 18. tygodniu ciąży doszło do przedwczesnego odejścia wód płodowych, jednak na tym etapie Gabriel nie miał jeszcze realnych szans na przeżycie. Przez kolejne tygodnie rodzice żyli w stanie ciągłej niepewności, aż do 22. tygodnia, kiedy Caroline została przyjęta do szpitala, licząc na to, że uda się przedłużyć ciążę i dać dziecku więcej czasu na rozwój.
Lekarze dawali Gabrielowi mniej niż pięć procent szans na przeżycie. Ich zdaniem w 90 procentach istniało prawdopodobieństwo, że chłopiec będzie zmagał się z powikłaniami neurologicznymi, zaburzeniami wzroku, słuchu czy wadami serca.
W 22. tygodniu i czwartym dniu ciąży Caroline nagle zaczęła rodzić, a ta sytuacja zagrażała życiu zarówno chłopca, jak i jej. Bezradny Garreth mógł jedynie obserwować jak zespół medyczny zabiera jego żonę na salę operacyjną. – Między skurczami lekarze kazali jej podpisywać dokumenty, że może umrzeć w trakcie operacji – relacjonował mężczyzna.
Narodziny Gabriela i dalsze problemy ze zdrowiem
Po chwilach pełnych strachu i niepewności, Gabriel przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie. Jego mamie na szczęście nic się nie stało. Wbrew oczekiwaniom chłopiec zaakceptował rurkę, która umożliwiała mu oddychanie. To nie był jednak koniec trudności, z jakimi zmagała się młoda rodzina.
Gabriel pozostał na oddziale intensywnej terapii, gdzie walczył z ciężką dysplazją oskrzelowo-płucną - przewlekłą chorobą, która spowodowała uszkodzenie i sztywność płuc. – Pokazano nam tomografie komputerowe zdrowych płuc i płuc Gabriela. Normalne płuca są całe czarne, a jego były prawie całe białe, przez ogromną ilość blizn – opowiadała Caroline.
"W ciągu pierwszych sześciu tygodni życia Gabriela, małżeństwo trzykrotnie musiało żegnać się z synem, obawiając się najgorszego. Kolejne zapalenia płuc niemal go zabiły, co skłoniło lekarzy do decyzji, że tracheostomia jest konieczna, by mógł przeżyć" – czytamy w serwisie rsvplive.ie.
"Musieliśmy zrozumieć, że nasze życie będzie inne"
– Wszystko stało się o wiele trudniejsze - musieliśmy zaakceptować diagnozę i zrozumieć, że nasze życie będzie inne, niż sobie wyobrażaliśmy. Mieliśmy nadzieję, że wrócimy do domu tylko z tlenem o niskim przepływie – wspomina Caroline.
Przez cały czas pobytu Gabriela w szpitalu jego tata musiał pracować, by opłacać rachunki, a mama nieustannie czuwać przy łóżku syna. Z pomocą przyszła teściowa Caroline, która zapewniła rodzinie mieszkanie. Finansowo wsparła ich także wspólnota kościelna a pielęgniarki, stale czuwające nad Gabrielem, były niczym najbliższa rodzina.
Gdy po roku rodzina Golden opuszczała szpital w Nashville, personel ustawił się w korytarzu i odegrał marsz ukończenia szkoły, a Gabriel wyjechał w maleńkim czepku i todze. Ważąc dziś około 7 kilogramów, wciąż wymaga wsparcia oddechowego oraz karmienia przez sondę, jednak jego rodzice patrzą w przyszłość z nadzieją. – Ma historię, którą może podzielić się z innymi - dobrą historię. Taką, która pokazuje, że na świecie wciąż zdarzają się dobre rzeczy – przyznał Garreth.
Źródło: rsvplive.ie / local12.com / tk


Skomentuj artykuł