O. Filip Buczyński: rodzicom śmiertelnie chorych dzieci towarzyszymy aż do ostatniego dnia żałoby

(fot. Omar Lopez / Unsplash)
Damian Burdzań / KAI

"Przyjęcie takiego dziecka, nawet jeśli by miało żyć pół godziny, pozwala mu samemu zaistnieć, a rodzicom przeżyć normalną żałobę" - twierdzi o. dr Filip Buczyński OFM, założyciel i prezes Hospicjum Małego Księcia w Lublinie.

"Podstawowym zadaniem hospicjum perinatalnego jest zapewnienie dziecku ciepła, ma je nie boleć i ma mieć bliskie osoby przy sobie. Ponadto towarzyszymy jego rodzicom aż do ostatniego dnia żałoby udzielając wsparcia psychologicznego, duchowego i materialnego" - mówi w rozmowie z KAI duchowny.

Damian Burdzań (KAI): W ilu odejściach dzieci Ojciec uczestniczył?

O. dr Filip Buczyński: Trudno to określić, osobiście w ponad 50, a pożegnałem ponad 350 dzieci.

Pytam, ponieważ bardzo często zarzuca się ludziom Kościoła nieznajomość tematu opieki paliatywnej...

Mogę jedynie powiedzieć o sobie, „klecha, który coś wie”. Jestem psychoterapeutą i wykładowcą na europejskich konferencjach naukowych. Jestem członkiem, a nawet przewodniczącym gremiów zrzeszających specjalistów. Nie wymieniam tej listy dlatego, żeby się chwalić, ale żeby pokazać, że coś wiem, chcę się tą wiedzą podzielić i są ludzie, którzy chcą mnie słuchać.

Nie tak dawno jeden z Ojca postów w mediach społecznościowych spotkał się z odmową płatnej promocji. Nie poruszał on bezpośrednio kwestii aborcji a działalności hospicjów perinatalnych...

I paradoksalnie ta blokada osiągnęła odwrotny skutek, bo wokół tego wydarzenia zrobił się spory dym, wielu internautów udostępniło mój post na swoich tablicach, docierając tym samym do wielu odbiorców. Widzę tego dobre owoce, bo zgłosiła się już do nas mama, u której dziecka zdiagnozowano wadę letalną, a jedna instytucja ofiarowała nam dużą kwotę wsparcia.

Dlaczego Ojca zdaniem temat aborcji wzbudził taką gwałtowną reakcję części społeczeństwa?

Przyczyn można znaleźć wiele. Mamy w sobie głębokie przywiązanie do wolności, co wynika z polskiej historii: od zaborów, przez wojnę, po komunizm. Innym aspektem jest brak wystarczającej pomocy finansowej ze strony państwa, a co za tym idzie brak możliwości zatrudnienia dodatkowej pomocy. U naszych zachodnich sąsiadów jest możliwość zatrudnienia nawet trzech etatowych pielęgniarek przy jednym dziecku. Dolaniem oliwy do ognia jest pozytywne przyjęcie wyroku Trybunału Konstytucyjnego ze strony Kościoła, który tkwiąc w układzie „tronu i ołtarza”, wciąż próbuje poradzić sobie z problemem nadużyć seksualnych wobec nieletnich. Jeszcze czymś innym jest lansowana teza, że poprzez aborcję można łagodzić cierpienie, bo skracamy życie, co nie jest prawdą. To właśnie na skutek zabiegu aborcji dziecko cierpi.

Wielu ludzi pyta: jak nie aborcja, to co? Boją się, że w przypadku gdy ich dziecko będzie miało ciężką wadę genetyczną, zostaną sami.

To hospicja perinatalne są alternatywą dla aborcji. Mamy ich w Polsce 15, w tym jedno działające w ramach Hospicjum Małego Księcia w Lublinie. W jego ramach towarzyszymy rodzinom dzieci z wadą letalną od diagnozy aż do ostatniego dnia żałoby, udzielając wsparcia psychologicznego, duchowego i materialnego.

Co dzieje się, gdy zgłasza się do Was rodzina, u której dziecka zdiagnozowano wadę letalną?

Wtedy otaczamy rodzinę naszą opieką medyczną, psychologiczną i, jeśli chcą, duszpasterską, a gdy wymaga tego sytuacja także materialną. Zespół jest profesjonalny: lekarze, konsultanci specjaliści, współpraca z ośrodkami referencyjnymi III stopnia, opieka psychologiczna, socjalna, duszpasterska. Ponadto spotkanie z rodzicami, którego dziecko miało taką samą trisomię. Przygotowujemy się na trzy warianty rozwoju sytuacji: może dojść do naturalnego poronienia, dziecko może umrzeć przy porodzie albo urodzić się żywe. Naszym podstawowym zadaniem jest zapewnienie dziecku ciepła, ma je nie boleć i ma mieć bliskie osoby przy sobie. Tak w skrócie.

No właśnie, a co jeśli dziecko urodzi się żywe?

Wtedy jest pod opieką hospicjum perinatalnego do 28. dnia życia, a następnie kontynuujemy pomoc w naszym hospicjum stacjonarnym. Podczas całego okresu pobytu dziecka zapewniamy rodzicom hotel i wyżywienie. Jeśli rodzice zechcą zabrać swoje dziecko do domu, to wcześniej uczymy opieki nad takim maluchem, dajemy odpowiedni sprzęt i jesteśmy do ich dyspozycji dzień i noc. Wszystko to za darmo.

Czy można w ogóle ograniczyć cierpienie u takich dzieci?

Medycyna daje nam takie możliwości. Odwiedzam je i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że one nie cierpią. A na pewno nie cierpią bardziej od swoich rówieśników w tym samym wieku rozwojowym. Cieszą się, uśmiechają, na swój sposób się bawią. Mają nawet swoje ulubione bajki.

A co po śmierci dziecka?

Gdy odejdzie do Nieba, jego rodzicom oferujemy dalej naszą pomoc, w tym np. zapraszamy na grupę wsparcia rodzin w żałobie.

Ilu rodzinom dotychczas udało się pomóc przejść przez trudny moment?

Przez 8 lat działalności lubelskiego hospicjum perinatalnego pomogliśmy 50 rodzinom. A co trzeba podkreślić jesteśmy w stanie przyjąć rocznie 40 rodzin, więc to nie maksimum naszych możliwości. Wybiegając w przyszłość, jeśli podwoimy liczbę hospicjów perinatalnych to będziemy mogli przyjąć 1200 dzieci, to więcej niż liczba legalnych aborcji w zeszłym roku.

Wielu zwolenników aborcji podkreśla, że terminacja ciąży z wadą letalną pomaga też rodzicom z poradzeniem sobie z sytuacją.

Przyjęcie takiego dziecka, nawet jeśli by miało żyć pół godziny, pozwala mu samemu zaistnieć, a rodzicom przeżyć normalną żałobę z pochówkiem. Znam rodziny, które trzymają zdjęcia swoich zmarłych dzieci w albumach. Natomiast z przykrością muszę stwierdzić, że nie znam przypadku by rodzice abortowanych dzieci zwrócili się z do szpitala o wydanie ciała.

Czy ktoś powiedział Ojcu, że żałował, że nie usunął dziecka?

Nikt. Przez tę wszystkie lata nie usłyszałem od żadnego z rodziców, których dzieci były w naszym hospicjum perinatalnym, aby żałował, a wprost przeciwnie. Z drugiej strony jako terapeuta prowadzę kobiety, które nie mogą poradzić sobie z traumą poaborcyjną.

O. dr Filip Buczyński - Założyciel i Prezes Lubelskiego Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia w Lublinie; franciszkanin, psychoterapeuta; certyfikowany psychoonkolog i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O. Filip Buczyński: rodzicom śmiertelnie chorych dzieci towarzyszymy aż do ostatniego dnia żałoby
Komentarze (4)
TK
Taki Kwiatek
8 lutego 2021, 17:19
O. Filip Buczyński ... człowiek który otacza miłością, pomocą, poczuciem bezpieczeństwa, zaaopiekowania. Wspaniały człowiek który pokazuje że w dramatach trzeba człowieka wspierać a nie je pogłębiać , grożąc karami i wyzywając. I to jest właśnie postawa chrześcijańska. "Palenie na stosie" nikogo nie zbliży do Boga.
JK
~Jan Kowalski
9 lutego 2021, 17:53
O.Filip: "(...) nie znam przypadku by rodzice abortowanych dzieci zwrócili się z do szpitala o wydanie ciała" tzn. porozrywane ciała chorych dzieci trafiają do "palenia na stosie" w szpitalnej spalarni odpadów medycznych ...
AA
~Anna A
10 lutego 2021, 15:13
Nie wygaduj głupstw. Po pierwsze w Polsce nie przeprowadza się w zasadzie aborcji chirurgicznej. Wywołuje się po prostu poronienie. Płód rodzi się w całości, nie ma żadnego rozrywania na części. Ciała te chowane są w zbiorowych mogiłach, na wielu cmentarzach są już specjalne mogiły dzieci nienarodzonych, zmarłych zarówno na skutek aborcji, jak i poronień naturalnych. Żadne zwłoki nie mogą trafić do spalarni odpadów medycznych, jest to zabronione prawem. Mam nadzieję, że to, co napisałeś, bierze się jedynie z niewiedzy, a nie ze złej woli. Pomyślałeś o tym, że wiele matek po naturalnym poronieniu również z różnych przyczyn nie odbiera zwłok płodu (czasem po prostu nie wiedzą o takiej możliwości). Jak myślisz, jak się czują, czytając, że ich dzieci zostały potraktowane jak odpad medyczny (co jest oczywistą nieprawdą)? Naprawdę lepiej się douczyć i operować rzetelnymi informacjami, niż powielać propagandowe bzdury.
TK
Taki Kwiatek
10 lutego 2021, 17:48
dziękuje Anna A za zajęcie stanowiska. Najwyraźniej Jan Kowalski lubuje się w makabrycznych obrazach podsycając wyobraźnie i nienawiść swoją oraz innych. Dziwne że nie napisał ze szczątki wołały o litość próbując wyjść ze spalarni.