Wigilia kard. Kozłowieckiego w Dachau

Kard. Adam Kozłowiecki

Trwa rok pamięci kard. Adama Kozłowieckiego (6 I 2011 - 6 I 2012) ogłoszony z okazji setnej rocznicy jego urodzin (1 IV 1911 - 27 IX 2007). Przypominamy w tej okazji jego monumentalne dzieło "Ucisk i strapienie" (WAM), w którym Autor wykazał się fenomenalną pamięcią, rekonstruując metodą pamiętnika - dziennika dzień po dniu sześć lat niemieckiej niewoli: w więzieniach w Krakowie na Montelupich i w Wiśniczu oraz w obozach koncentracyjnych w Oświęcimiu i Dachau.

Większość autorów pisząc wojenne i obozowe wspomnienia stosuje metodę sumowania i uogólnień. Kard. Kozłowiecki snuje zaś wspomnienia wokół szczegółów wojennej i obozowej codzienności, które najlepiej pokazują poniżenie, pogardę, ciągłe zagrożenie życia, strach, głód, pracę ponad ludzkie siły. "Ucisk i strapienie", to także wielkie świadectwo świętości niezłomnych kapłanów, między innymi bł. bp Michała Kozala, bł. ks. Wincentego Frelichowskiego, o. Józefa Cyrka, o. Mariana Morawskiego.
Autor obdarzony niezwykłym poczuciem humoru, przywołuje wiele sytuacji komicznych, a niekiedy tragikomicznych, co świadczy o jego niezwykłej wewnętrznej wolności i dystansie zachowanym w więziennym i obozowym piekle. Później jako biskup i kardynał, w licznych wywiadach, lata spędzone w obozie koncentracyjnym nazywał z ironią "wakacjami zafundowanymi przez Hitlera". Mawiał też czasami, że w obozach niemieckich nie było aż tak ciężko, ponieważ miał wcześniej dobrą zaprawę w nowicjacie jezuickim w Starej Wsi. I choć z odwagą i poświęceniem pomagał wielu współwięźniom, nie czyni z siebie bohatera. Wręcz odwrotnie, przytacza z pokorą trudne chwile odsłaniające jego ludzką kruchość.

Na cztery miesiące przed wyzwoleniem, w Wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku, przeżył wyjątkowo bolesną pokusę rozpaczy: "Już szósta wilia w tych warunkach - pisał po latach. Połamaliśmy się opłatkiem. Wymuszając z siebie uśmiech, złożyłem życzenia i uciekłem prędzej, bo «rozebrało» mnie na dobre. Poszedłem na plac apelowy i chodziłem sam. [...] Targała mną czarna rozpacz. Chciałbym, aby się to wszystko już skończyło! Tak czy owak, ale niech by się skończyło, bo z tą nieznośną męką w sercu wytrzymać już nie mogę. Chwilami mam żal do Pana Boga, że odebrał mi wszystko, co mi jest drogie. [...] Pięć lat obozu odbiło się już mocno na moim stanie nerwowym, czuję się nieraz nienormalny, obawiam się wariactwa.

Przekleństwo ciśnie się mi na usta na wrogów, co szczęście nasze zburzyli, i na tych, co nas zdradzili, co nami handlują. A w sercu budzi się nienawiść do wszystkich, do całego świata. Coraz bardziej staję się mizantropem. I znowu żal mi bardzo, że życia odebrać sobie nie wolno; och, gdyby mi wolno było, nie zawahałbym się ani chwili. A ty, Boże? Czyż nas skażesz na wieczną tułaczkę? Czyż po tylu cierpieniach nam jednym nie pozwolisz wrócić do tego, co na jest tak drogie? Za co, Panie? Za co?! Czyż większe od innych popełniliśmy zbrodnie? A Ty, Królowo Polski, czy lud swój opuścisz? Och, wrócić! Wrócić...!"

Zobacz: http://www.cardinalekozlowiecki.pl/

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Wigilia kard. Kozłowieckiego w Dachau
Komentarze (1)
V
V.
24 grudnia 2011, 13:55
Za co, Panie? Za co?! Czyż większe od innych popełniliśmy zbrodnie? jakie to ludzkie!!!