Dopiero po dziesięciu latach małżeństwa mogę powiedzieć: ja i moja żona to jedno [ŚWIADECTWO]

(fot. Thomas Curryer / Unsplash)
Paweł Jurzyk

Moje charyzmaty są mało spektakularne? Być może. Widocznie w moim przypadku, nie w wichrze ogromnym i nie przez burzę, ale w lekkim powiewie przyszedł do mnie Pan. W ciepłym oddechu mojej żony. Mi to wystarcza. Gdybym potrafił deklamować cztery Ewangelię po aramejsku, a miłości mojej żony bym nie miał, byłbym niczym.

Kiedy kilka lat temu podejmowałem decyzję wiary, uczyniłem to z całkowicie racjonalnych pobudek. Zwyczajnie stwierdziłem, że bardziej mi się opłaca być wierzącym niż niewierzącym. O wiele lepiej jest żyć, próbując naśladować Jezusa, niż Go nie naśladować. Czy ta decyzja w jakiś realny sposób odbiła się na jakości mojego życia? Zdecydowanie tak. Przytoczę tu tylko dwa przykłady.

Co według Jezusa stanowi największe zagrożenie w życiu każdego człowieka? Co może go skutecznie oddalać od królestwa Bożego? Nie, nie jest to szatan. Nie, nie jest to seks. Otóż Jezus jasno, wyraźnie i jednoznacznie, w wielu wypowiedziach i przypowieściach, wskazuje na coś zupełnie innego. Na pieniądze! To właśnie kult mamony, chciwość i czynienie z pieniądza bożka skutecznie blokuje nam drogę do Jego królestwa. Kiedy to sobie uświadomiłem, mój stosunek do pieniędzy uległ radykalnej zmianie. Wcześniej ciągle martwiłem się, czy mi starczy, czy będzie na rachunki, na obsługę kredytu we frankach, na życie. Wstępując na drogę wiary, martwić się przestałem i co się wydarzyło? Otóż okazało się, że nie tylko mi starcza, ale nawet jest w nadmiarze, że stać mnie na to, by pieniędzmi się dzielić z innymi. Nie oznacza to, że nagle zacząłem więcej zarabiać, oznacza to, że dzięki wierze przestałem się bać. Jak mawiali starożytni: "Kto się boi, ten jest niewolnikiem". Dobry Bóg mocną ręką i silnym ramieniem wyprowadził mnie z Egiptu, z niewoli pieniądza.

Druga sprawa to moje małżeństwo. Żona jest osobą głęboko wierzącą. Kiedy pozostawałem twardo poza Kościołem, jednocześnie wykluczałem się sam, dobrowolnie z tej części jej życia, którą stanowiła wiara. Świadomie pozbawiałem się możliwości towarzyszenia jej w czymś, co jest dla niej niezwykle ważne. To sprawiało, że trudno było mówić o nas, że jesteśmy jedno. Decyzja wiary umożliwiła mi dążenie do tej jedności. Teraz, po dziesięciu latach małżeństwa, śmiało mogę powiedzieć: ja i moja kochana żona to jedno!

DEON.PL POLECA

W moim głębokim przekonaniu jest to działanie Ducha Świętego w moim życiu. Moje charyzmaty. Mało spektakularne? Być może. Może i by się chciało, aby ziemia drżała, żeby kalecy wstawali z wózków inwalidzkich, ślepi odzyskiwali wzrok, głusi słuch, ale widocznie to nie moje powołanie. Widocznie w moim przypadku, nie w wichrze ogromnym i nie przez burzę, ale w lekkim powiewie przyszedł do mnie Pan. W ciepłym oddechu mojej żony. Mi to wystarcza. Gdybym potrafił deklamować cztery Ewangelię po aramejsku, a miłości mojej żony bym nie miał, byłbym niczym.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym (1 Kor 13, 1-2).

Tekst pochodzi z bloga paweljurzyk.blog.deon.pl

***

Dołącz do blogosfery DEON.pl>>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dopiero po dziesięciu latach małżeństwa mogę powiedzieć: ja i moja żona to jedno [ŚWIADECTWO]
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.