Dobry sposób na sukces zawodowy? Radzi skuteczny przedsiębiorca

Dobry sposób na sukces zawodowy? Radzi skuteczny przedsiębiorca
(fot. shutterstock.com)
2 lata temu
Chris Lowney

Ci, którzy wygrywają w życiu zawodowym, w równym stopniu inwestują w swoje umiejętności osobowościowe i zdolność przewodzenia. Co jest ich kluczem do sukcesu?

Człowiek, który wie, czego chce, może do tego zmierzać z wigorem. Nikt nie staje się wspaniałym nauczycielem, rodzicem, skrzypkiem ani korporacyjnym menedżerem przez przypadek. Tylko ci, którzy znają swoje słabości, mogą sobie z nimi radzić, a nawet mieć nadzieję na ich pokonanie. Menedżerowie, których kariery zatrzymały się w połowie drogi na szczyt z powodu braku pewności siebie, mogą na nowo podjąć wspinaczkę tylko wtedy, gdy rozpoznają swoje słabości i zaczną z nimi walczyć.

Ci, którzy odkryją, co pobudza ich do pełnego i żarliwego zaangażowania, nie będą mieli trudności z podtrzymaniem motywacji. Powyższe zdania nie mówią absolutnie nic nowego. Mimo że wydają się oczywiste, tylko nieliczni inwestujący w siebie potrafią zrobić z nich użytek.

Codziennie aktualizuj stan osobistych umiejętności

Wielu inwestuje mnóstwo czasu i pieniędzy, by zdobyć formalne i profesjonalne kwalifikacje oraz umiejętności potrzebne do odniesienia sukcesu. Przywódcy natomiast muszą w równym stopniu inwestować w swoje umiejętności osobowościowe i zdolność przewodzenia. Introspekcyjna podróż - odbyta jednorazowo czy też rozłożona w czasie - stanowi fundament sukcesu. Ta podróż wymaga, aby:

• uznać siebie za utalentowanego,
• zidentyfikować balast obciążający osobowość i uniemożliwiający pełną realizację potencjału; tym balastem są szczególnie słabości ujawniające się w złych nawykach,
• wyartykułować cele i ambicje, które są osobistą motywacją; powiedzieć "nie" dryfowaniu, a w zamian żyć w zgodzie z osobistym poczuciem magis,
• określić, na czym nam zależy, oraz to, jaki wpływ chcemy wywrzeć,
• rozwijać światopogląd służący interakcji z innymi,
• wyrobić w sobie nawyk "uaktualniania" siebie w sposób regularny, tj. codziennie, w zakresie wszystkich powyższych punktów.

Ci, którym uda się zdobyć ten portfel osobistych umiejętności, stają się znacznie zdolniejsi do działania pełnego zaangażowania i energii. Wystarczy wyobrazić sobie skumulowaną potęgę tysięcy jednostek posiadających te właśnie osobiste umiejętności. W związku z tym nie dziwi fakt, że Włodzimierz Lenin - człowiek niemający nic wspólnego z jezuitami ani ludźmi wiary - zazdrościł wspólnocie Loyoli. Ponoć kiedyś westchnął, że gdyby miał zaledwie tuzin aktywistów tak utalentowanych i oddanych jak jezuici, komunizm przetoczyłby się przez cały świat jak burza.

Z menadżera zamień się w przywódcę

Pocieszające jest to, że możliwość rozwijania umiejętności przywódczych znajduje się w zasięgu każdego człowieka. Trzeba jedynie prawdziwie oddać się tej osobistej introspektywnej inwestycji, która z czasem na pewno przyniesie wzrost. Kto bez odpowiednich praktycznych umiejętności byłby tak naiwny, aby zatrudnić się w jakiejkolwiek spółce i ot, tak, po prostu spodziewać się sukcesu? Kto oczekuje, że zostanie świetnym księgowym, jeżeli nigdy nie uczył się księgowości? Kto chce odnieść sukces w zawodzie prawnika, jeżeli nigdy nie studiował prawa? A mimo to jesteśmy nadal wystarczająco naiwni, aby wierzyć, że ci, którzy nie znają samych siebie - swoich mocnych i słabych stron, wyznawanych wartości czy światopoglądu - mogą osiągnąć długotrwały sukces. Świat staje się coraz bardziej złożony i zmienia się szybciej niż w burzliwym XVI wieku, gdy przyszło żyć Loyoli. Z dnia na dzień wydaje się bardziej oczywiste, że tylko osoby z głęboko zakorzenioną zdolnością nieustannego uczenia się i autorefleksji mają szansę z powodzeniem surfować na falach zmian.

Joseph Badaracco, profesor Harvard Business School, ujął w ten jak najbardziej dobitny i trafny sposób kluczową rolę nawyku autorefleksji. W wyniku rozmów przeprowadzonych z przywódcami korporacyjnymi na temat sposobów radzenia sobie z kryzysami oraz rozwiązywania kluczowych kwestii Badaracco doszedł do wniosku, że są [oni] w stanie przeznaczyć część czasu z niekończącego się łańcucha zadań menedżerskich na badawczą autorefleksję, która zazwyczaj przeprowadzana jest raczej w biegu niż w spokoju i odosobnieniu. Są w stanie przebić się przez gorączkę codziennych spraw i skupić na najistotniejszych wartościach oraz zasadach, które, gdy zostaną już odkryte, działają odżywczo dla poczucia celu pracy oraz są trampoliną do pragmatycznego działania pełnego przenikliwości i sprytu. Powtarzając ten proces w życiu zawodowym, menedżerowie są w stanie wypracować autentyczną i silną osobowość opartą na własnym a nie czyimś zrozumieniu tego, co jest słuszne. W ten właśnie sposób zaczynają przechodzić metamorfozę z menedżera w przywódcę.

Sam znajdź własną "żyłę złota"

Jeżeli jest tak - jak twierdzili Loyola, Peter Drucker, Daniel Goleman i Badaracco - że samoświadomość to klucz do sukcesu przywództwa, musimy zrewidować nasze pojęcia o przywództwie oraz sposób, w jaki pomagamy przywódcom w rozwoju. Po pierwsze, nikt nie może obudzić w drugim samoświadomości, więc przywódcy muszą przede wszystkim kształtować samych siebie. Tylko "ja" mogę zebrać siły, odwagę i szczerość do "przetrząsania" samego siebie. Inni - trenerzy, menedżerowie, przyjaciele, rodzice, mentorzy - pomagają, ale głównie przyjmując rolę podobną do proponowanej w Ćwiczeniach duchownych (najważniejsze narzędzie samoświadomości) Loyoli: roli "kierownika". Zadaniem kierownika jest "wskazywać, niejako palcem, na żyłę złota i pozwolić każdemu kopać samemu".

Przywódcy "wskazują na złotonośne żyły" innym: swym dzieciom, pracownikom, współpracownikom i przyjaciołom. Ale najpierw sami zobowiązują się przez całe życie szukać samoświadomości. Wszelkie przywództwo zaczyna się od autoprzywództwa, a autoprzywództwo zaczyna się od poznawania siebie samego. Na samym początku należy położyć fundamenty: cele i wartości, zrozumienie własnych mocnych stron, przeszkód oraz światopoglądu. Następnie przychodzi codzienny rewitalizujący nawyk odświeżania i pogłębiania samowiedzy, połączony z zanurzaniem się w nieustannie ewoluujący świat.

Fragment pochodzi z książki "Heroiczne przywództwo" autorstwa Chrisa Lowneya. 

Po opuszczeniu Towarzystwa Jezusowego Chris Lowney przez 17 lat pracował w różnych oddziałach J.P. Morgan & Co. (Nowy Jork, Tokio, Singapur i Londyn) na stanowisku dyrektora zarządzającego oraz zasiadał w zarządzie korporacji. Obecnie mieszka w Nowym Jorku; jest konsultantem Catholic Medical Mission Board.

Założone bez kapitału czy biznesplanu w roku 1540 Towarzystwo Jezusowe to jedna z najlepiej działających korporacji, jakie kiedykolwiek istniały. Od prawie 500 lat skutecznie zarządza siecią placówek misyjnych czy edukacyjnych. Jezuici zawdzięczają swój sukces stosowaniu czterech zasad: samoświadomości, pomysłowości, miłości i heroizmu oraz opracowaniu niepowtarzalnej metody kształtowania prawdziwych liderów.

Pierwszy nieczarny garnitur byłego jezuity

Po 7 latach życia w jezuickim seminarium, praktykowania ślubów ubóstwa, czystości i posłuszeństwa wobec przebywającego w Rzymie generała zakonu przeszedłem metamorfozę. Stałem się człowiekiem korporacji. Jeszcze w piątkowe popołudnie moim wzorem był założyciel Towarzystwa Jezusowego św. Ignacy Loyola, którego pisma przypominały nam, seminarzystom, że "ubóstwo, jako potężny mur chroniący życie religijne, powinno być ukochane". W poniedziałek natomiast rozpoczynałem karierę w bankowości inwestycyjnej, mając zupełnie nowe wzorce. Jeden z dyrektorów zarządzających roztaczał przed utalentowanymi rekrutami kuszącą wizję bogactwa tak wielkiego, że tylko "leżeć i zbijać bąki". Z jednej strony nie mogłem sobie tego wyobrazić, z drugiej przeczuwałem, co mógł mieć na myśli.

Początkowo trzymałem się na uboczu. Cała sytuacja przyprawiała mnie o zawrót głowy. Nawet w luźnych rozmowach odczuwałem boleśnie, że z powodu zawodowego doświadczenia nieco - mówiąc najdelikatniej - różniłem się od kolegów. Co mogłem powiedzieć, gdy biznesowy narybek raczył się opowieściami o romantycznych wakacyjnych podbojach? Że spędziłem ostatni tydzień na rekolekcyjnym wyciszeniu? Albo że kupiłem sobie pierwszy nieczarny garnitur?

Poczytywałem sobie za wielkie szczęście i przywilej, że opuściłem najlepszą firmę jednego "sektora", aby znaleźć się w najlepszej firmie innego. Przez 17 lat (z wyjątkiem dwóch) J.P. Morgan zajmował pierwsze miejsce w rankingu magazynu "Fortune" na najbardziej poważaną instytucję bankową. Właśnie przez te 17 lat tam pracowałem, choć są to dwa fakty połączone raczej przypadkiem niż związkiem przyczynowo-skutkowym.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dobry sposób na sukces zawodowy? Radzi skuteczny przedsiębiorca
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Dobry sposób na sukces zawodowy? Radzi skuteczny przedsiębiorca
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.