Dzieci bez szans na życie

(fot. Tampa Band Photos / flickr.com)
Iwona Galińska / slo

W polskich szpitalach, nie licząc gabinetów prywatnych, w latach 1956-85 w wyniku aborcji zginęło 36 mln dzieci. Okres ten był rajem aborcyjnym.

Zabijano na życzenie. Kobiety, nieświadome tego, co czynią, pozbywały się "kłopotu", myśląc, że usuwają jakiś bliżej nieokreślony zespół komórek lub twór podobny do ziarnka fasoli, z niewykształconymi jeszcze narządami wewnętrznymi. Rewolucji w świadomości kobiet dokonał dopiero słynny "Niemy krzyk" - film nakręcony przez amerykańskiego lekarza Bernarda Nathansona, który w swojej przeszłości zawodowej przyczynił się do zalegalizowania aborcji w Stanach Zjednoczonych.

Aż dziwne, że kobiety, bogate w taką wiedzę, która dobitnie uświadamia im, że zabijają ukształtowanego już człowieka, który się boi i ucieka przed narzędziami chirurgicznymi, nadal decydują się na taki zabieg. Widocznie lepiej jest żyć w cieple egoizmu i błogiej nieświadomości, która nieprzyjemne fakty wypiera z psychiki.

Nowe prawo aborcyjne zakłada w określonych przypadkach dokonanie aborcji do końca trzeciego trymestru ciąży. O tym, jak często wyglądają owe wyjątkowe przypadki, świadczy historia, która bulwersowała opinię publiczną przed kilkoma laty. Aborcji została poddana czternastoletnia dziewczyna, która zaszła w ciążę ze swoim kolegą z klasy. Dowodzono nieprawdy o gwałcie. Matka dziewczyny oraz grupa propagatorek aborcji na czele z obecną wicemarszałek Sejmu Wandą Nowicką wywierały nacisk na niezdecydowaną dziewczynę. Kilka szpitali odmówiło dokonania zabójstwa, dopiero wyznaczony przez Ministerstwo Zdrowia szpital w Gdańsku dokonał tego morderstwa. Matka dziewczyny złożyła pozew o odszkodowanie za utrudnianie procederu do Strasburga i wygrała. Morderstwo dziecka przysłuży się jeszcze do wzbogacenia się tej rodziny!

Późne aborcje

W świetle prawa zabija się dzieci do 12. tygodnia ciąży, ale są sytuacje, i to dość częste, że pozbawia się życia dziecka, które dożyło w łonie matki 28.-30. tygodnia. O tych przerażających historiach, dokonujących się również w polskich szpitalach, mówi Maria Bienkiewicz, długoletnia obrończyni życia nienarodzonych oraz pracownica fundacji Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. - W kilku szpitalach warszawskich przeprowadza się późne aborcje. Zdarzają się, niestety, ginekolodzy, którzy doszukują się chorób genetycznych. Do takiego lekarza zgłasza się kobieta będąca w trudnej sytuacji życiowej, mająca kilkoro dzieci, i słyszy od ginekologa: - Dziecko ma problemy zdrowotne. Proszę iść na górę i zakończyć ciążę. Zdesperowana, pozostawiona sama sobie, często godzi się z tą decyzją. Zostaje wywołany przedwczesny poród. Jest zasada, że matka nie może widzieć rodzącego się dziecka. Dostaje środki odurzające. Do jej szyjki macicy wkłada się preparat wywołujący skurcze macicy. Leży otumaniona z podłożonym wiadrem lub miską. Akcja porodowa może trwać długo. Dziecko rodzi się. Wpada do tej miski czy wiadra. Ono żyje. Długi czas kwili, dając odgłosy życia. Nikt z personelu się nim nie interesuje.

- W latach 60. XX wieku - wspomina prof. Roman Czekanowski - przedwcześnie urodzone dzieci były topione w wiadrach z wodą lub wystawiane na mróz, aby zamarzły. W statystykach szpitalnych wpisywano, że urodziły się martwe. Dziś umierają w naczyniach na odpady, odstawione gdzieś na bok. Położne mają zakaz udzielania maleństwom pomocy. Strach przed utratą pracy paraliżuje ich działania. Żyją w ciągłym stresie psychicznym. Wiedzą dobrze, co się dzieje na oddziałach położniczych, i nie mogą niczego zmienić. Niektóre nie wytrzymują tej presji i odchodzą z pracy. I wówczas zaczynają mówić - o oddziałach ginekologicznych, gdzie stoją pięciolitrowe słoje, do których upycha się dzieci urodzone podczas aborcji, o włożeniu jeszcze ruszającego się dziecka do formaliny, o pojemnikach, do których z innymi odpadami wkładane są duże noworodki, urodzone podczas zabiegu. Nie dość, że zostały zabite, to jeszcze odbiera się im prawo do godnego pochówku...

Na te praktyki jest pełne przyzwolenie państwa. Gdy Maria Bienkiewicz zgłosiła te dzieciobójstwa do prokuratury, sprawę umorzono, twierdząc, że "nie ma mowy o zabójstwie", jedynie o "urzędniczym zaniechaniu". Na wniosek śp. prof. Zbigniewa Religi sprawa ta miała trafić do ponownego rozpatrzenia. Ale jak dotąd nie ujrzała światła dziennego. W latach 90. XX wieku w warszawskim szpitalu na Bródnie na oddziale neurochirurgii przeprowadzano eksperymenty w leczeniu choroby Parkinsona. Próbowano leczyć tę chorobę, używając do tego komórek mózgowych dzieci poczętych. Na jeden dzień umawiano 8 kobiet, które miały być poddane aborcji. W tym czasie na oddziale neurochirurgii, na stole operacyjnym czekał już pacjent z otwartą czaszką. Lekarz ginekolog indukował poród, obcinał dziecku główkę i niósł na oddział neurochirurgii. Tam dokonywano transplantacji komórek mózgowych. Teoretycznie te eksperymenty zostały obecnie zabronione, ale nie ma pewności, czy barbarzyńske praktyki nie mają jeszcze miejsca.

Wszystkie te fakty nie pochodzą z filmowego horroru, ale mają realny wymiar w państwie prawa, jakim szczyci się Polska. Czy są zbyt okrutne i mogą ranić uczucia odbiorców? Lepiej je zamieść pod dywan i udawać, że aborcja to tylko niewinny zabieg, pozbycie się kłopotu. Takie jest zdanie feministek, szczycących się liczbą swoich aborcji.

Nieformalne statystyki wykazują, że 70 proc. indukowanych dzieci rodzi się zdrowych. A zresztą to nie argument, aby zakazać aborcji. Kto ma bowiem prawo do odebrania życia dziecku upośledzonemu? Kto może decydować o życiu czy śmierci niepełnosprawnego człowieka? Jedynie Bóg jest dawcą życia i śmierci. Jak dotąd jednak zespół lekarzy niczym pluton egzekucyjny wydaje wyrok na to najbardziej bezbronne istnienie.

Dzieci, które przeżyły

W Polsce żadne urodzone przez indukowany poród dziecko nie ma prawa przeżyć. Ale o tym, jak wielka jest wola życia, świadczą zanotowane przypadki żywych narodzin podczas aborcji w Stanach Zjednoczonych. Żyje tam 44 tys. takich osób i są one namacalnym świadectwem tych zbrodni.

W 1977 r. w 6. miesiącu, po 5 dniach aborcji, urodziła się zupełnie zdrowa Melissa Ohden. Tak samo jak Josiah Presley, południowokoreański chłopczyk, który urodził się ze zniekształconą lewą ręką i potem został adoptowany przez amerykańską rodzinę, czy Gianna Jessen - najbardziej znana ofiara aborcji, obecnie gorąca propagatorka walki o zaprzestanie aborcyjnych praktyk. "Kiedy mnie zobaczyli, doświadczyli horroru morderstwa. Byłam ślepa i poparzona, powinnam być martwa, ale urodziłam się żywa. W akcie urodzenia mam napisane: «urodzona w trakcie aborcji», a poniżej jest podpis lekarza, który tę aborcję przeprowadzał" - mówi Gianna w filmie nagranym na płytę. Jej matka, mając 17 lat, zdecydowała się na aborcję w połowie 7. miesiąca. Dostała zastrzyk z roztworem soli i substancji powodujących skurcze macicy. Ta zabójcza mieszanka wyżera płuca i skórę dziecka, a macica po kilku godzinach wydala martwe ciałko. W tym przypadku dziecko cudem przeżyło. Zostało adoptowane. Po kilkunastu miesiącach wykryto u niego porażenie mózgowe, będące wynikiem niedotlenienia mózgu podczas zabiegu. Lekarze prognozowali, że Gianna nie będzie mogła nawet podnieść głowy. Dziś jeździ po całym świecie, głosząc ewangelię życia.

- Kiedy słyszę, że należy dopuścić aborcję w sytuacji, gdy dziecko może być upośledzone, to w moim sercu rozgrywa się horror. Cóż to za arogancja silnych, którzy chcą decydować, kto może żyć, a kto nie?! A przecież tym, co ich samych utrzymuje przy życiu, jest miłosierdzie Boga, nawet jeśli oni Go nienawidzą - mówi Gianna w amerykańskim Kongresie i w brytyjskim Parlamencie. A te kraje są prawdziwym rajem aborcyjnym. W USA przy poparciu prezydenta Baracka Obamy zabija się dzieci w późnych miesiącach ciąży, tak samo w Wielkiej Brytanii, Niemczech. A zdarzają się przypadki, gdy dziecko z medycznego punktu widzenia niemające żadnych szans życia rodzi się zdrowe. Tak było w Wielkiej Brytanii podczas urodzin małej Amilii. Tamtejsi lekarze mają obowiązek ratować dziecko, które rodzi się po 24. tygodniu ciąży. U matki Amilii ciąża była zagrożona. Kobieta w szpitalu walczyła ze swoim organizmem o każdy dzień, chciała dotrwać do owego magicznego 24. tygodnia. Niestety, poród rozpoczął się w 19. tygodniu. Zdesperowana, wykorzystując dużą wagę dziecka, oszukała lekarza, który powiedział: - Płód ma 23 tygodnie i 6 dni, więc będę ratował. Mała urodziła się z przezroczystą skórą i zrośniętymi oczami. Zaczęła płakać. Dziś jest zdrowym, normalnie rozwijającym się dzieckiem.

Człowiek ze swoją butą i arogancją wiedzy chce być panem życia i śmierci. A ingerencja w Boże działania przynosi nieoczekiwane skutki. Wobec tylu oczywistych dowodów dziwi zatwardziałość zwolenników zabijania dzieci nienarodzonych.

Warto przytoczyć wspomnienia położnej Stanisławy Leszczyńskiej, przyjmującej porody w obozie śmierci w Oświęcimiu. W tych makabrycznych antyseptycznych warunkach nie miała przypadku skomplikowanego porodu z przecinaniem krocza ani późniejszych zakażeń poporodowych. Jak inaczej zinterpretować te fakty, jeśli nie ingerencją Boga? Człowiek nie ma prawa zaburzać ekonomii Boskiej.

W bogatych krajach skandynawskich w specjalistycznych szpitalach, wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt do ratowania życia wcześniaków, przeprowadza się późne aborcje. A ich przeciwnicy walczą z władzami kraju o każdy tydzień ustawowo chronionej ciąży. W norweskim szpitalu Rikshospitalet w Oslo nierzadko dochodziło do urodzeń dzieci poddawanych tzw. późnej aborcji. Żyjące noworodki odkładano spokojnie na bok, aby umarły. Na szczęście znalazło się 57 pracowników szpitala, którzy nie mogąc zgodzić się z zabójstwami, napisali list do Departamentu Zdrowia z pytaniem, czy pozostawienie nowo narodzonego sześciomiesięcznego dziecka bez pomocy jest zgodne z prawem. Na odpowiedź trzeba było czekać rok. W końcu uznano, że aborcja po 22. tygodniu jest zabroniona. Można natomiast zabijać dzieci w 20. i 21. tygodniu ciąży.

Zastanawia, dlaczego tak ważny i bulwersujący temat nie budzi zainteresowania mediów. Jedynie tygodnik "Uważam Rze" przy okazji omawiania filmu "October Baby", opartego na historii Gianny Jessen, poruszył temat późnych aborcji w USA. O praktykach naszych lekarzy cisza. Gdy w 2006 r. w "Życiu Warszawy" ukazał się artykuł "Noworodki bez ratunku", opisujący przypadki skazania na śmierć dzieci urodzonych podczas aborcyjnego zabiegu w polskich szpitalach, Rada Etyki Mediów skarciła redakcję za epatowanie zbyt drastycznym tematem. Widocznie inne redakcje połajanki wzięły sobie do serca i zapanowała zmowa milczenia. Ciekawe, co musi się stać, aby obudzić nasze sumienia, aby upomnieć się o prawo do życia dla tych najbardziej bezbronnych.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dzieci bez szans na życie
Komentarze (23)
G
Gosia
24 marca 2014, 11:18
Czy ktoś wie jak najczęściej zabijano nienarodzone dzieci w latach 60 tych? Chodzi mi o znachorki.. Czy podawano matce coś co miałoby wpływ na zdrowie dziecka, które się jednak urodziło... Przypadek ten dotyczy mnie i moje problemy zdrowotne wiążę z tym... Jesli ktoś ma wiedzę na ten temat....
!
!!!
10 kwietnia 2013, 08:46
Na szczęście istnieje piekło i wszyscy zwolennicy aborcji tam znajdą miejsce na wieczność !!!
:
:)
30 marca 2013, 05:04
Panie Leszku ktorych kobiet"co podjely inna decyzje", tych ktore usuwanie ciazy traktyja jak zabieg kosmetyczny raz po raz, czy tych ktore skolowane, zdezorientowane  propagandowa nagonka ugiely sie , a pozniej oprzytomnialy. Tyle ze juz po fakcie. Ktore teraz nie spia spokojnie. Ktore cierpia, i kturymi jakos ci proaborcyjni pomocnicy sie nie interesuja. Ba nawet neguja ich istnienie.
B
Bolek
26 lutego 2013, 17:56
Leszek, o co Ci chodzi? Chcesz mordować dzieci? W czym rzecz? Co Cię boli?
L
leszek
25 lutego 2013, 14:33
Bardzo słuszna uwaga. Dlaczego autorka tego artykułu postanowiła nas uszczęśliwić jakimiś historyjkami z importu przepisywanymi z antyaborcyjnych broszurek a nie napisała o kobietach w Polsce, które pomimo tego że padły ofiarą brutalnego przestępstwa zdecydowały się urodzić poczęte w wyniku tego dziecko. Ale obok tych kobiet które się zdecydowały na ten szlachetny i niełatwy krok także jednak by dopuściła do głosu racje kobiet, które jednak podjęły inną decyzję.
:
:)
25 lutego 2013, 13:48
Ups. Znów zgwałcona kobieta i ciąża. Czy naprawdę wciąż musi być podawany tak często ten argument, który jest po prostu naciąganiem i naginaniem oraz wykorzystywaniem skrzywdzonych kobiet. Dlaczego nikt w takim razie nie mówi o tych zgwałconych które postanowiły urodzić. Dlaczego nikt nie prosi by mówiły jak sobie radziły z tą traumą. Jedne postanowiły wychować inne oddać do adopcji. ale wszystkie pozwoliły żyć. NIE ZABIŁY . Może zamiast kłócić się usunąć czy nie pomóżmy przechodzić przez tę traumę. Pozwólmy by mówiły te które dały życie , jak sobie poradziły z problemem i presją by usunąć. Ten  już mocno nadwyrężony argument zwolenników aborcji jest już tak wyświechtany, że rwie się w rękach. Straszenie drutem, znachorką skakaniem z pieca. A fe jakie to małe.  Dlaczego ci krzykacze nie pozwolą mówić tym, które usłuchały namów i po gwałcie zabiły? Czy myślicie,że śmierć dziecka zakończyła ich cierpienie? Że poczyły się odrazu lepiej? Ja myślę że nie, że wiele z poczuło się jeszcze gorzej. Doszedł kolejny ból, kolejne cierpienie. Wy nie chcecie bronić kobiety. Wy chcecie zabić dziecko.
DL
do leszek
25 lutego 2013, 10:48
Panie Leszku, Moim zdaniewm właśnie trzeba zmienić to prawo (odnośnie dzieci z gwałtu). Co według Pana zawiniło to dziecko, że ma ponieść karę śmierci? A matka może dziecko oddać do adopcji. Hymm, a moze taki genialny pomysł: zabić (abordować) zgwałconą kobietę, żeby nie cierpiała! Taki pomysł pewnie każdego oburzy (gdyby wziłą go na poważnie). Mnie tak samo dotyka, czy oburza że ktoś chce zapić niewinne dziecko!
DK
do Ktosika
24 lutego 2013, 14:31
Ludzie umierają. Na ogół. Reszta jest zbiegiem okoliczności. Nie pisz trzy po trzy ;)
K
Ktosik
24 lutego 2013, 14:21
Hmm,  kuzynka (Niemka) mojego meza jako bardzo mloda dziewczyna urodzila dziewczynke chora z uposledzieniem fizycznym i psychicznym. Postanowila wychowac swoje dziecko wraz z pomoca swojej matki. Dziecko chowalo sie az do 6 roku zycia az nagle zmarlo (wszyscy byli pewni, ze mimo wszystko dziecko bedzie zylo przez dlugie lata) i bylo to ogromnym szokiem dla rodziny.  Babka dziecka bardzo to przezyla - zachorowala na raka i po paru miesiacach zmarla. Dla mlodej matki byl to rowniez wielki wstrzas - jej malzentwo nie wytrzymalo i zdecydowala sie na separacje z mezem. Dla kochajacej prababci smierc prawnusi tez byla wstrzasem - ciezko zachorowala i rowniez zmarla.  Przy tej historii pragne podkreslic, ze kazdy z czlonkow rodziny bardzo kochal chore dziecko i decyzja o nie przeprowadzeniu aborcji zapewne byla sluszna, ale....
L
leszek
24 lutego 2013, 10:38
Przecież w Polska i USA to zupełnie różne sprawy. W USA i także  Wielkiej Brytanii aborcja jest dostępna na życzenie, a w Polsce jest tylko dostępna w trzech przypadkach. Autorka wszystko poplątała, jakieś przypadki czy historie jakie miały miejsce w tych krajach gdzieś na siłę usiłuje wpasować w polskie realia. Wyraźnie z tego prostego powodu, że w polskich realiach wyraźnie znaleźć tego nie może, wiec trzeba brać historie z importu. Jakoś usiłuję przeniknąć mentalność autorów takich kuriozalnych tekstów. Kobieta została zgwałcona i zaszła w ciąże. Obowiązujące w Polsce prawo dopuszcza aborcję. WIęc autorka tego arytkułu uważa, że trzeba zmienić to prawo i kobietę zmusić do rodzenia ? Jeśli nie będzie miała możliwości legalnej aborcji to ma skakać z pieca na podłogę czy ma jej aborcję zrobić sąsiadka za pomocą druta. A potem, ponieważ złamała prawo, to jeszcze ją wsadzić do więzienia za morderstwo ?
L
leszek
24 lutego 2013, 10:18
A skąd autorka wymyśliła tę fantastyczną liczbę aborcji w PRL ? Przecież to czysty surrealizm. W PRL kobiety się decydowały na aborcję nie dlatego, że były głupie, prymitywne, niekumate i nieświadome, ale dlatego że był to w tamtych czasach jedyny dostępny "środek antykoncepcyjny". W "państwie ludowym" władza budowała huty i czołgi, ale niespecjalnie się przejmowała, że ludzie żyją w biedzie i dawało wybór, albo urodzisz kolejne dziecko i zyjesz w nędzy albo fotel, kubeł i skrobaczka i do następnej ciaży.  W Polsce aborcja jest możliwa ze względów dopuszczalnych w ustawie, a nie ze względu na spisek ginekologów, naukowców i Wandy Nowickiej. Jest rzeczą szlachetną, jeśli kobieta zdecyduje się urodzić dziecko poczęte w wyniku gwałtu, ale też trzeba się się odnieść ze zrozumieniem, gdy jednak tego nie chce, a już zupełnym horrorem będzie, gdy państwo będzie kobietę do tego zmuszać.Bo kobieta raz padnie ofiarą jakiegoś zwyrodnialca, a potem zostanie ponownie zgwałcona przez brutalne państwo egzekwujące bezdusznie jakieś paragrafy. Aby kobiety rodziły trzeba się do kobiet i ich decyzji odnosić z szacunkiem i z troską, a nie obrażać kobiety że są nieświadome i niekumate i okłamywać za pomocą wyssanych z palca liczb czy straszyć  jakimiś szalonymi ginekologami którzy tylko czyhają, aby przeprowadzać eksperymenty na płodach, czy innymi czarownicami i diabłami siedzącymi na rogatkach.
MR
Maciej Roszkowski
24 lutego 2013, 10:14
Przepraszam za tę buchalterię w obliczy tak strasznej tragedii, ale jeśli podajemy liczby to muszą być prawdziwe, lub choć prawdopodobne. Jak nie możesz zmierzyć nie możesz zmienić.
MR
Maciej Roszkowski
24 lutego 2013, 10:12
Od 1956 do 1985 roku minęło 29 lat. 36 milionów dzielone przez 29 oznacza  milon i 344 tysięcy aborcji rocznie. Jeśli podzielimy tą liczbę przez około 300dni roboczych w roku to mamy 4 480 aborcji dziennie. To  to małoprawdopodobne zważywszy liczbę klinik i prywatnych gabinetów. Z tego co pamiętam mówiono i pisano o ok. liczbach rzęu 200 000 rocznie
:
:)
24 lutego 2013, 09:39
Do lipy - artykuł nie jest dość straszny, film też. Zdjęcia - przywykliśmy.  Moze najwyższy czas by na filmach czy zdjęciach z zamordowanymi rozczłonkowanymi dzięćmi napisać: Agnieszka, chciała bardzo kochać swoich rodzicó; Jasio miał być sławnym pianistą; Marysia kiedyś zostałaby lekarką; Rysio grał by w piłkę; Henio zostałby piszrzem; Jadzia byłaby naukowcem; Bliźniaki Małgosia i Jas byłyby fantastycznymi nauczycielami; Karinka byłaby cudowna żoną i matką; Walduś takimż ojcem; Gabrysia zaś jak wszystkie dzieci bardzo, ale to bardzo chciała żyć; Zbysio......
L
lipa
23 lutego 2013, 23:44
Nie jest to artykul dla wrazliwych osob...Opis aborcji okropienstwo...Jestem zdecydowanie prolife,dlatego prosze, nie tyle jechac po sumieniu kobiet, wielkie gadanie, tak fajnie poczuc sie dzialaczem pro life, obronca bezbronnych. Bardzo szczytne... A konkretnie? Konkretna kobieta w prawdziwej ciazy z prawdziwa odpowiedzialnoscia za dziecko...Kto jej konkretnie pomoze, nie umoralniajac biedaczki, ale podajac jej i nienarodzonemu reke? Dach nad glowa,zasilek, zlobek...Moralizatorzy..; Bylem glodny, a nie daliscie mi jesc... Zlituj się... Dlaczego zakładasz, że kobiecie w ciąży należy się pomoc, a już w szczególności od państwa? Najpierw trzeba myśleć, potem iść do łóżka. Gdyby ludzie nie brali urlopu od rozumowania, nie byłoby w ogóle problemu aborcji. 
P
Pietia
23 lutego 2013, 23:06
Jeżeli policzyć podane przez Autorkę dane, to znaczy, że codziennie, włączając niedziele, święta państwowe, kościelne i inne dni wolne, w publicznych placówkach służby zdrowia - zabijano w Polsce - prawie 3500 dzieci. Zbrodnia zbrodnią, ale na litość boską, nie ośmieszajmy tematu pisząc takie bzdury! Wystarczy przejrzeć dane statystyczne dotyczące liczby oddziałów szpitalnych i liczby ginekologów w przychodniach by zaobaczyć, że każdy z nich musiałby zabijać dzieciaki przez 19 godzin na dobę, bez przerwy! 
P
Paweł
23 lutego 2013, 22:52
Świetny artykuł. Dziękuję za niego. 
PL
pro life
23 lutego 2013, 21:28
Jak najbardziej zgadzam się z autorką, ale dwie sprawy: pisze, że "Nowe prawo aborcyjne zakłada w określonych przypadkach dokonanie aborcji do końca trzeciego trymestru ciąży" trzeci trymesrtr to 9 mies. przypuszczam, ze chodziło o koniec 1 trymestru. Drugie pisze: W tych makabrycznych antyseptycznych warunkach. no cóż antyseptyczny zgodnie ze słownikiem oznacza zapobiegający rozwojowi drobnoustrojów, bakterii, więc chyba nie o to autorce chodziło, bo w Oświecimiu na pewno bakterii nie brakowało. Może się czepiam. ale tego typu rażące błędy są tylko pożywką dla naszych przeciwników mówiących o fanatycznych i niedouczonych katolikach. Stąd moja prośba do autorki o staranniejsze przygotowanie się do pisania takiego materiału, przynajmniej w zakresie podstawowych używanych pojęć.
A
asbabicz
23 lutego 2013, 18:56
raczej piekłem aborcyjnym niz rajem (rajem dla tych co zbili kase na aborcji i kasa jest dla nich rajem), aborterzy jeszcze nie wiedza, ze te aborcje będa ich przesladowac , nie beda mogli z tym zyć ...
jazmig jazmig
23 lutego 2013, 17:06
Katrin31 ... Konkretna kobieta w prawdziwej ciazy z prawdziwa odpowiedzialnoscia za dziecko...Kto jej konkretnie pomoze, nie umoralniajac biedaczki, ale podajac jej i nienarodzonemu reke? Dach nad glowa,zasilek, zlobek...Moralizatorzy..; Bylem glodny, a nie daliscie mi jesc... ... Droga Kasiu, nie pisz bzdur, bo to właśnie KK organizuje i prowadzi w wielu miastach domy dla przyszłych oraz samotnych matek. Trzeba tylko propagować informacje o ich istnieniu, podawać adresy i telefony w gablotach parafialnych.
K
Katrin31
23 lutego 2013, 17:00
Nie jest to artykul dla wrazliwych osob...Opis aborcji okropienstwo...Jestem zdecydowanie prolife,dlatego prosze, nie tyle jechac po sumieniu kobiet, wielkie gadanie, tak fajnie poczuc sie dzialaczem pro life, obronca bezbronnych. Bardzo szczytne... A konkretnie? Konkretna kobieta w prawdziwej ciazy z prawdziwa odpowiedzialnoscia za dziecko...Kto jej konkretnie pomoze, nie umoralniajac biedaczki, ale podajac jej i nienarodzonemu reke? Dach nad glowa,zasilek, zlobek...Moralizatorzy..; Bylem glodny, a nie daliscie mi jesc...
D
Dex
23 lutego 2013, 16:06
Żadna prawdziwa feministka nie jest propagatorką aborcji. Pseudo-feministka owszem.  Proszę nie obrażać kobiet, które walczą z dyskryminacją kobiet, mężczyzn i dzieci, powinniśmy być im wdzięczni za wiele rzeczy. Nie można upychać feministek w ramy stereotypu.  Poza tym jednym, w zupełności się zgadzam z autorką. 
:
:)
23 lutego 2013, 15:22
Polska już od dawna nie jest państwem prawa, tylko samowoli politycznych kacyków.