Oliwia zmaga się z OCD. By wypalić „brud”, kąpała się we wrzątku

Oliwia zmaga się z OCD. By wypalić „brud”, kąpała się we wrzątku
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. photographee.eu / Depositphotos
Medonet / red

Osoby zmagające się z zaburzeniem obsesyjno-kompulsyjnym, znanym jako OCD, doświadczają uporczywych myśli oraz przymusowych działań, które mają na celu złagodzenie narastającego niepokoju. Jedną z takich osób jest Oliwia, której codzienność wypełniają powtarzalne rytuały i walka o poczucie czystości. "Wchodzi pod prysznic i obficie polewa się żelem. Potem nastawia gorącą wodę i krzycząc z bólu, resztką kosmetyku naciera tworzące się rany. Taki prysznic potrafi trwać godzinę. [...] Jeśli coś idzie jej za łatwo, mózg »nie zatwierdza« rytuału, każe zacząć go od nowa".

Poniżej przedstawiamy fragment książki Pauliny Wójtowicz, redaktorki Medonetu, pt. "Nie mogę się powstrzymać. Życie z OCD", która ukaże się nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Data premiery została wyznaczona na 23 września 2026 r. Oto on: 

DEON.PL POLECA


Chociaż zazwyczaj nie decyduję się na przyjmowanie gości, w okresie świątecznym postanowiłam zrobić wyjątek. Odwiedzili mnie rodzice oraz brat. Uznałam, że skoro to Boże Narodzenie, powinnam spróbować zachować spokój i cieszyć się chwilą. Jednak zaraz po ich wyjściu ogarnęła mnie panika. 

W pierwszej kolejności zdjęłam firanki i zasłony, które natychmiast trafiły do pralki, ustawionej na najwyższą temperaturę i maksymalne obroty. Po zakończeniu cyklu uruchomiłam pranie ponownie. Następnie zabrałam się za czyszczenie rolet i mycie okien, a także dwukrotnie wyprałam tapicerkę kanapy i krzeseł, na których siedzieli moi bliscy. Dywan, po którym chodzili, miałam zamiar wyrzucić, ale ostatecznie zabrała go mama. Cała kuchnia została wyszorowana do połysku: blaty, szafki, podłoga, kuchenka, lodówka, czajnik i pozostałe sprzęty zostały umyte trzykrotnie, przy użyciu trzech różnych środków czystości. Produkty spożywcze również powędrowały do mamy. Pościel wymieniłam, mimo że nikt nie wszedł do sypialni. Na zakończenie wzięłam kąpiel w niemal wrzącej wodzie.

Nie odczuwam lęku przed brudem. Po prostu go nie toleruję. 

Oliwia, 21 lat 

"Na każde mycie zużywa pięć pompek mydła" 

Największą trudność sprawiają jej jabłka i gruszki. Nie chodzi o smak, lecz o to, że nie da się ich zjeść bez ubrudzenia rąk sokiem. Po każdym kontakcie z tymi owocami Oliwia musi natychmiast umyć dłonie, by pozbyć się lepkiej warstwy. Podobny problem pojawia się przy jedzeniu smażonych potraw, frytek, pizzy czy chipsów. Gdy podczas podróży rodzina kupuje jedzenie typu fast food i spożywa je w samochodzie, Oliwia przez wiele godzin trzyma ręce przed sobą, czekając na możliwość ich umycia. Dbałość o czystość siedmioletnich wówczas dłoni jest dla niej priorytetem. 

W szkolnych warunkach utrzymanie higieny staje się jeszcze trudniejsze, a dodatkowo pojawia się inny kłopot: z powodu stresu jej dłonie intensywnie się pocą. Nie jest to jedynie lekka wilgoć - pot dosłownie kapie z rąk. Oliwia nieustannie czuje, jak krople spływają w stronę długopisu i zeszytu. Wstydzi się oddawać sprawdziany, unika pożyczania podręczników, by nie zostawiać na nich śladów potu. Po każdej lekcji starannie wyciera ławkę, a nadmierna potliwość staje się kolejnym powodem do mycia rąk. 

DEON.PL POLECA

Okres pandemii przynosi pewną ulgę, ponieważ lekcje odbywają się zdalnie. Jednak mimo braku kontaktu z rówieśnikami, nasilają się inne obsesje, zwłaszcza te dotyczące porządku i nietykalności jej przestrzeni. 

Pokój Oliwii traktowany jest jak azyl, do którego nikt nie ma wstępu. Domownicy respektują tę zasadę, lecz wystarczy, że ktoś zbliży się do drzwi, a Oliwia ma wrażenie, że jej terytorium zostało naruszone. Wtedy przystępuje do gruntownego sprzątania. Każdy przedmiot musi wrócić na swoje miejsce, a cały proces odbywa się przy określonej muzyce, z precyzyjnie zaplanowanymi ruchami zsynchronizowanymi z konkretnymi momentami utworu. Zdarza się, że przez kilkadziesiąt minut przesuwa ołówek na biurku o dwa milimetry w każdą stronę, by uzyskać idealne ułożenie. 

Porządkowanie pokoju, które Oliwia nazywa swoją układanką, zajmuje od czterech do pięciu godzin i może być powtarzane nawet kilka razy dziennie. Po zakończeniu sprzątania unika wchodzenia do pokoju, by nie musieć zaczynać wszystkiego od nowa, jeśli przypadkiem coś poruszy. Często zdarza się, że kładzie się spać dopiero o dziewiątej rano, bo nocą sprząta jej się najsprawniej, gdy dom jest cichy. Po przebudzeniu, zwykle około szesnastej, je posiłek i ponownie zaczyna porządki. 

Kolejnym wyzwaniem są zapachy. Pokój Oliwii znajduje się naprzeciwko kuchni, więc wszelkie aromaty natychmiast do niej docierają. Nie potrafi ich znieść, ma wrażenie, że zapachy przylegają do niej, dlatego nieustannie się myje i wietrzy pokój. Bez względu na temperaturę, okno pozostaje szeroko otwarte. Zimą panuje tam chłód, ale przynajmniej nie czuje nieprzyjemnych woni. 

Po zdaniu matury jej wrażliwość na brud jeszcze się nasila. Oliwia nie tylko unika dotykania tłustych czy lepkich produktów, ale nawet nie jest w stanie na nie patrzeć. Widok oleju lub masła sprawia, że natychmiast czuje się brudna i musi biec do łazienki. Ręce myje co pięć minut, a każde mycie trwa około dziesięciu minut i powtarzane jest nawet piętnaście razy. Do każdej czynności zużywa pięć porcji mydła, przez co litrowa butelka wystarcza jej zaledwie na jeden dzień. 

W wieku dziewiętnastu lat skóra na dłoniach Oliwii jest zaczerwieniona, sucha, popękana i bolesna. Wieczorami nie jest w stanie poruszać palcami, a dotyk sprawia jej ogromny ból. Mama prosi, by stosowała kremy lub maści z witaminą A, ale Oliwia nie jest w stanie znieść tłustej warstwy na skórze i natychmiast ją zmywa. 

Czy troska o wygląd może przerodzić się w coś szkodliwego? Czy można przekroczyć granicę dbania o siebie i zranić siebie lub bliskich? Poznaj historię Mateusza i dowiedz się, czym jest kompleks Adonisa. 

"Tylko wrzątek wypali cały brud" 

Z czasem samo mycie rąk przestaje wystarczać - Oliwia zaczyna brać prysznic nawet trzy lub cztery razy dziennie, najczęściej po każdym posiłku. "Wchodzi pod prysznic i obficie polewa się żelem. Potem nastawia gorącą wodę i krzycząc z bólu, resztką kosmetyku naciera tworzące się rany. Taki prysznic potrafi trwać godzinę." Nie potrafi wyjaśnić, dlaczego to robi. Nie czerpie satysfakcji z bólu, ale jest przekonana, że tylko gorąca woda pozwala jej poczuć się naprawdę czystą. Musi naruszyć skórę, by osiągnąć spokój. 

Nawet drobne sytuacje mogą wywołać potrzebę umycia się. Na przykład, gdy Oliwia pije wodę z butelki i przypadkiem rozleje ją na bluzę oraz podłogę, natychmiast zaczyna sprzątać. Jeśli woda ma cytrynowy smak, po wyschnięciu wszystko wydaje się lepkie. Po wytarciu podłogi pojawia się uczucie klejących się skarpetek, więc Oliwia zdejmuje je, myje stopy, a następnie ponownie czyści podłogę. Wątpliwości co do czystości sprawiają, że sprząta cały dom i przebiera się w świeże ubrania. Zastanawia się nawet, czy nie powinna umyć wszystkich szafek w kuchni, bo mogły zostać ochlapane wodą. Po wszystkim bierze prysznic i rozważa wypranie kanapy, na której właśnie usiadła. 

Rodzice są świadomi jej zachowań, choć nie znają ich pełnej skali, ponieważ Oliwia mieszka sama i wiele rytuałów wykonuje w samotności. Kiedy opowiada o kąpielach w gorącej wodzie, mama błaga, by przestała się krzywdzić, a tata wyraża dezaprobatę, twierdząc, że to bezsensowne. Co ciekawe, ojciec również ma własne rytuały, choć nie przyznaje się do nich otwarcie i dopiero po diagnozie córki dowiaduje się, że mają one swoją nazwę. O sprzątaniu po świątecznej wizycie Oliwia nie wspomina rodzicom, sama zresztą stara się o tym nie myśleć. Po pewnym czasie zaprasza do siebie koleżankę. 

Ola, znając problemy przyjaciółki, zostaje poinformowana o zasadach panujących w mieszkaniu. Mimo to, po jej wyjeździe Oliwia dwukrotnie czyści dywan specjalnymi środkami, rozkłada i pierze kanapę, wyrzuca koc, którego dotykała Ola, a nawet rozważa pozbycie się szafki pod umywalką, bo koleżanka ją przesunęła. Nowy wieszak na ubrania również trafia do śmieci, ponieważ Ola na niego spojrzała. Sprzątanie przerywa jednak nagła konieczność wyjazdu. 

"Czuje się, jakby własny mózg ją torturował" 

Oliwia przez cały czas jest świadoma swoich problemów. Już w szkole średniej trafia do psycholożki, z którą spotyka się do dziś. Początkowo to brat miał umówioną wizytę, ale nie mógł się stawić, więc mama wysłała Oliwię, która w czasie pandemii, podobnie jak wielu młodych ludzi, odczuwała przygnębienie. Specjalistka rozpoznaje epizod depresyjny. W trakcie rozmów pojawia się temat mycia rąk, sprzątania i innych rytuałów. Terapeutka sugeruje konsultację psychiatryczną. 

Pierwsza diagnoza nie potwierdza jednak OCD. Lekarka, widząc objawy ostrej depresji, podejrzewa chorobę afektywną dwubiegunową. Oliwia nie wspomina o obsesjach i kompulsjach, skupiając się na obniżonym nastroju i braku energii, ponieważ wstydzi się swoich zachowań. 

Zalecone leczenie nie przynosi rezultatów, a objawy nasilają się. Oliwia jest bliska załamania, zwierza się psycholożce, która radzi zmienić psychiatrę. Nowa lekarka potwierdza OCD, jednak przepisane leki nie przynoszą oczekiwanej poprawy. Oliwia ma wrażenie, że jej własny umysł ją dręczy. "Jeśli coś idzie jej za łatwo, mózg »nie zatwierdza« rytuału, każe zacząć go od nowa." Wydaje się jej, że aby mogło ją spotkać coś dobrego, musi najpierw przejść przez cierpienie. 

"W jej głowie panuje taki hałas, że czuje, jak traci kontrolę" 

Rodzice, zaniepokojeni brakiem poprawy, szukają pomocy poza miejscem zamieszkania. Trafiają do lekarza, który stosuje u pacjentów z OCD metodę stymulacji przezczaszkowej, niewymagającą leków. Po pierwszych dwóch zabiegach nie widać efektów, ale po trzeciej sesji następuje przełom - siedemdziesiąt procent objawów ustępuje. Oliwia czuje ogromną wdzięczność wobec lekarza i po raz pierwszy od dawna ma poczucie, że wraca do normalności. 

Psychiatra zaleca powtarzanie zabiegów co pół roku. Oliwia pojawia się na jednym z nich, ale na piątą stymulację już nie przychodzi, ponieważ czuje się znakomicie i nie widzi potrzeby dalszego leczenia. Ma mnóstwo energii, nie odczuwa potrzeby snu, a wykonywanie rytuałów sprawia jej przyjemność. 

Po ponad czterdziestu godzinach bez snu rodzice interweniują i namawiają ją na wizytę u lekarza. Oliwia otwarcie przyznaje się do euforii i nadmiernej aktywności. Lekarz, po rozmowie z rodzicami, informuje ją, że może to być mania związana z chorobą afektywną dwubiegunową lub psychoza, która bywa objawem schizofrenii. Zaleca leczenie farmakologiczne i hospitalizację, by postawić jednoznaczną diagnozę. 

Oliwia reaguje złością. Nie chce przyjmować leków, gdy czuje się tak dobrze. Obawia się, że leki ją otumanią, a głosy w jej głowie utwierdzają ją w przekonaniu, by nie przyznawała się do ich nieprzyjmowania, bo grozi jej zamknięcie w szpitalu. Panicznym lękiem napawa ją perspektywa powrotu na oddział psychiatryczny, gdzie już raz trafiła po tym, jak terapeutka wezwała karetkę, gdy Oliwia przyznała się do kąpieli we wrzątku. Spędziła tam tylko jedną noc, po której rodzice zabrali ją do domu. Ani lekarzom, ani rodzicom nie wspomniała o głosach, przekonana, że udało jej się ich oszukać. 

Przez dwa tygodnie udaje jej się ukrywać nieprzyjmowanie leków, ale mama przyłapuje ją na wyrzucaniu tabletek. Od tego momentu pilnuje, by Oliwia zażywała leki. Dziewczyna próbuje je wypluwać, ale w jej głowie panuje taki chaos, że czuje, iż traci nad sobą kontrolę. Głosy ostrzegają ją, że nie może nikomu ufać i nikt jej nie rozumie. Traci rozeznanie, które myśli należą do niej, a które pochodzą z zewnątrz. Gdy zaczyna widzieć cienie, słyszeć dziwne dźwięki i ma wrażenie, że jest obserwowana, aż boi się rozebrać w łazience, sama prosi rodziców o zawiezienie do szpitala. 

"Rodzice płakali" 

Jej stan jest na tyle poważny, że lekarze rozpoczynają leczenie od benzodiazepin. Choć nie są one standardowym wyborem w leczeniu psychoz, stosuje się je krótkotrwale, by opanować pobudzenie i agresję, zwykle w połączeniu z neuroleptykami. Oliwia otrzymuje zastrzyki trzy razy dziennie i rzeczywiście czuje się otępiała. Mama, która odwiedza ją z tatą, później przyznaje, że po wyjściu ze szpitala oboje płakali. Widok córki, która porusza się po korytarzu prowadzona przez personel, karmiona tak, że ślina cieknie jej z ust, był dla nich przerażający. 

Po kilku dniach stan Oliwii zaczyna się poprawiać. Lekarze dostosowują leczenie, obserwują ją i dobierają odpowiednie dawki leków. Po dwóch tygodniach odzyskuje siły, po trzech wychodzi na pierwszą przepustkę, a potem na kolejną. Z każdym dniem czuje się coraz lepiej. 

W końcu otrzymuje wypis. Na dokumencie widnieje jedynie informacja o przebyciu epizodu psychotycznego. Nie ma tam rozpoznania schizofrenii ani choroby afektywnej dwubiegunowej. Lekarze tłumaczą, że na tym etapie nie można postawić jednoznacznej diagnozy, ponieważ Oliwia jest bardzo młoda i wymaga dalszej obserwacji. Jeśli przez dwa lata nie dojdzie do nawrotu psychozy, będzie to dobry znak. W przeciwnym razie konieczna będzie ponowna diagnostyka. Na razie powinna przyjmować leki i pozostawać pod opieką specjalisty. 

Po pobycie w szpitalu wiele objawów OCD ustępuje, ale obsesje i kompulsje nie znikają całkowicie. 

Oliwia wciąż nie przepada za soczystymi owocami, ale znalazła sposób, by sobie z tym radzić - je w rękawiczkach. Ma świadomość, że to nie rozwiązuje problemu, ale woli to niż ciągłe mycie rąk, które w końcu wyglądają zdrowo. W jej kuchni nadal nie ma wielu produktów spożywczych, a ponieważ trudno jej przygotować ulubione potrawy bez oleju czy masła, często jada u mamy. Dzięki temu nie musi później sprzątać kuchni, myć się ani wietrzyć mieszkania. Butelka mydła wystarcza już na tydzień. Sprzątanie po wizycie koleżanki dokończyła, ale firanki pierze już tylko raz, a jeśli wiszą nierówno, nie poprawia ich. Regularnie uczęszcza na terapię, przyjmuje leki: fluwoksaminę przeciwdepresyjną, lamotryginę stabilizującą nastrój oraz olanzapinę i lurazydon o działaniu przeciwpsychotycznym. 

Zdarzają się trudniejsze dni. Gdy zamyka oczy, ma wrażenie, że zaraz się rozpłacze. Chciałaby położyć się do łóżka i nie wstawać. Czuje, jakby balansowała na granicy depresji. Jednak otwiera oczy, bo ma marzenia. Planuje studia w Stanach Zjednoczonych, w ciągu roku opanowała angielski na tyle, że sama udziela korepetycji. Nie wie, czy jej stan zdrowia pozwoli na wyjazd, ale nie rezygnuje z nadziei. Jeśli się nie uda, zamierza zadbać o siebie i spróbować ponownie za rok. Mama przypomina jej: "Nie zapominaj, że jesteś chora, możesz nie dać rady". Oliwia jest tego świadoma, ale to właśnie marzenia dają jej siłę, by walczyć dalej. 

Więcej podobnych historii można znaleźć w książce "Nie mogę się powstrzymać. Życie z OCD" Pauliny Wójtowicz, która ukaże się nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Premiera zaplanowana jest na 23 września 2026 r. 

Źródło: Medonet / red

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Krzysztof Grzywocz

Czy duchowość może szkodzić?
Gdzie zaczyna się opętanie, a gdzie choroba?
Czy myśli bluźniercze podsyłają nam demony?
Czym różni się zwykły smutek od depresji?

Ksiądz Krzysztof Grzywocz był niewątpliwie jednym z najbardziej...

Skomentuj artykuł

Oliwia zmaga się z OCD. By wypalić „brud”, kąpała się we wrzątku
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.