Co nam dziś pozostało z miłości?

Co nam dziś pozostało z miłości?
(fot. luc_d / flickr.com)
8 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Leszek Galarowicz / slo

Niedawno świat obiegła sensacyjna wiadomość: szef "Playboya", 84-letni Hugh Hefner, poślubił o 60 lat młodszą od siebie modelkę. Znany seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz, zapytany w jednym z programów telewizyjnych o motywy decyzji panny młodej, z rozbrajającym uśmiechem przyznał, że "może się zakochała". I dodał, iż byłoby to potwierdzenie tezy, że miłość nie zna granic.

Może rzeczywiście miłość nie zna, ale zdrowy rozsądek zna. Granicę absurdu. Już - oczami wyobraźni - widzę amerykańskich naukowców, badających szczęśliwą pannę młodą pod kątem zaistniałej w jej organizmie miłości do staruszka.

Jeśli by poważnie traktować różnorakie badania naukowe dotyczące miłości, okazałoby się, że za wszystko odpowiadają neurony, substancje chemiczne i nie wiadomo, co jeszcze. A przyszli, niedoszli i obecni małżonkowie dowiedzieliby się, że miłość trwa co najwyżej cztery lata, jak niedawno naukowo udowodniła to meksykańska uczona z wydziału medycyny największej latynoamerykańskiej uczelni. Gdy wczytamy się bardziej wnikliwie w to, co naprawdę naukowcy badają, okazuje się jednak, że ich doświadczenia orbitują raczej wokół zakochania, a nie zjawiska samej miłości.

Jak to było z miłością?

Dawno, dawno temu, w starożytnej Grecji, miłość nie kojarzyła się z jeszcze z tandetą i kiczem, ale mieszkała pośród innych wartości: piękna, dobra, prawdy. Platon opowiada nam historię miłości, będącej dążeniem do piękna - od obcowania z pięknem zmysłowym do oglądania piękna samego w sobie. Starożytni myśliciele miłość łączą z dobrem i prawdą. Chrześcijaństwo nadaje miłości nowe oblicze - wiąże ją z łaskawością, miłosierdziem, służbą dla innych.

W czasach nowożytnych następuje powolny proces deprecjonowania miłości. W kolejnych wiekach redukowano ją do jej strony cielesnej, zmysłowej, psychologicznej, biologicznej. Dla Hobbesa i Spinozy miłość była tylko emocją. W oświeceniu, zwłaszcza we Francji, nabiera charakteru cielesnego i zmysłowego. Potem pojawia się miłość romantyczna, mocno wpływająca nawet na współczesne rozumienie miłości przez przeciętnego Polaka. W naszej świadomości miłość funkcjonuje niemal wyłącznie jako poryw serca, uczucie, przeżycie, stan osoby zakochanej. Nie umiemy dokładnie go określić, jednak jesteśmy przekonani, że miłość powstaje i dzieje się na poziomie zmysłów, uczuć, emocji.

W starożytnym świecie miłość osiąga szczyt. W rzeczywistości nas otaczającej od dłuższego czasu obserwujemy proces odwrotny - degradację idei miłości, zepchniętej w obszar kultury masowej, stającej się towarem, traktowanej banalnie, powierzchownie, jako coś przelotnego, nietrwałego. W kulturze masowej miłość stała się produktem, który dzięki zabiegom speców od reklamy można doskonale sprzedać. Trzeba tylko umieć odpowiednio ją zapakować i zareklamować.

Za nami kolejne Walentynki. Jeden z tych dni w roku, kiedy mężczyźni czują niepohamowaną potrzebę obdarowania ukochanej drobnym upominkiem, wspólnego wyjścia do kina czy kawiarni. I niby wszyscy są zadowoleni: młodzi, bo mają swoje święto; sprzedawcy, bo sprzedają wszystko, co kojarzy się z Walentynkami; właściciele kin, gdyż przeżywają prawdziwe oblężenie, itd. itp. Tylko w tym miłosnym szale, hałasie uczuć, gubi się gdzieś prawdziwa miłość. Kupujemy atrakcyjne opakowanie, ale najczęściej puste w środku. Przecież wiadomo, że nie chodzi tu o autentyczną miłość, lecz o jej podróbkę, mrugającą zalotnie, by wciągnąć nas w wir konsumpcji.

Miłość dobrze się sprzedaje

Miłość sprzedaje się całkiem dobrze. Wystarczy spojrzeć na język reklamy, kochający słowa: kochać, zakochanie, miłość. W reklamie kochać można niemal wszystko: masaże, samochody, seriale. Kultura, zwłaszcza popularna, żyje z miłości. Rekordy popularności biją w kinach komedie romantyczne. To nic, że banał goni banał, z ekranów uśmiechają się do nas wciąż ci sami aktorzy, a humoru w nich tyle, co kot napłakał. Grunt, że jest sielankowo, można się rozerwać, wyluzować.

Miłości nie może też zabraknąć w telewizyjnych tasiemcach. Jeszcze kilka lat temu ulubionym serialem Polaków było "M jak miłość". Za nim poszły kolejne produkcje, także w stacjach komercyjnych. A w serialach mamy przecież do czynienia z miłością plastikową, sztuczną, którą Polacy chcą jednak oglądać, gdyż odpowiada na ich potrzebę obcowania z miłością lepszą niż bywa w rzeczywistości. Taką, której sami chcieliby doświadczać na co dzień.

Za to prasa kolorowa nadaje miłości dość pesymistyczne oblicze. Czasopisma kobiece karmią czytelnika obrazem miłości podeptanej, pełnej sensacji i dramatów. Jakby chcąc pocieszyć szarego człowieka, dowieść mu, że nie tylko jego relacje z kobietą czy mężczyzną są fatalne. Odbiorca prasy kolorowej lubi czytać o rozwodach, rozstaniach, obrażaniu byłych partnerów. Kolorowe pisma prześcigają się w sensacjach z intymnego życia gwiazd i gwiazdeczek show-biznesu, polityki, sportu. Kto się z kim rozstał, kto do kogo wrócił, kto kogo zdradził, kto zakochał się na nowo... Miłość, która wyłania się z tej masy informacji, staje się czymś niepewnym, ulotnym, przemijającym... Gdy jakaś para z pierwszych stron gazet pozostaje ze sobą dłużej niż kilkanaście lat, media ogłaszają to niemal jako osobliwość. Bo miłość przychodzi i odchodzi.

Jednak w dzisiejszych czasach równie dobrze jak odpowiednio opakowana miłość, sprzedaje się życie w pojedynkę, będące przecież swoistym zaprzeczeniem miłości. Singiel to wymarzony cel dla rynku usług, bo ze swej natury jest konsumentem, i to konsumentem nie byle jakim. Ma sporo czasu, ma pieniądze i chęci, by korzystać z życia, rozwijać się, uczyć itp. Powstaje coraz więcej firm, konkurujących o względy singli i wyspecjalizowanych w zaspokajaniu ich potrzeb. Kursy tańca, wycieczki zagraniczne, specjalne imprezy, randki itp.

W erze szybkiego rozwoju mass mediów relacje międzyludzkie, w tym miłość, przenoszą się w sferę wirtualną. Młodzi ludzie coraz częściej poznają się poprzez internetowe fora czy portale randkowe. Ludzie coraz częściej wolą flirtować za pomocą klawiatury niż w realnym świecie. Pół biedy, jeśli czynią to osoby, które nie pozostają w związku, ale dopiero szukają swojej drugiej połówki. Co jednak z tymi, którzy mają już stałych życiowych partnerów? Czy taka sieciowa znajomość to tylko niewinny flirt? Czego brakuje im w realnym związku?

Dryfowanie miłości w stronę świata wirtualnego jest w naszych czasach objawem chorych relacji zachodzących w świecie realnym. To sprawia, że próbujemy uciekać do internetu, w którym szukamy miłości wyjątkowej, takiej, jakiej nigdy nie przeżyjemy w życiu codziennym.

Co nam dziś pozostało z miłości?

W przekazie docierającym do nas z mediów, miłość zazwyczaj zostaje sprowadzona do zaspokojenia własnej przyjemności seksualnej, lub co najwyżej do romantycznego uczucia. W świadomości przeciętnego Polaka miłość jest banalna, powierzchowna i kompletnie nieprawdziwa, bądź - z drugiej strony - przesiąknięta jedynie seksem, całkowicie pozbawiona intymności, subtelności i tajemnicy.

"I ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską..." - kto z małżonków nie pamięta słów tej przysięgi? Wiemy doskonale, czym jest uczciwość i wierność. Wydaje nam się też, że wiemy, czym jest miłość. Ale czy rzeczywiście przyszli małżonkowie wiedzą, co tak naprawdę sobie ślubują?

Wiele dramatów, do jakich dochodzi w związkach, wynika właśnie z niezrozumienia tego, czym jest miłość. Jeśli jedno z małżonków (albo oboje) traktuje miłość tylko jak uczucie, może przecież kiedyś stwierdzić, że uczucie się wypaliło. I w takiej sytuacji pozostaje szukać nowego obiektu miłosnych westchnień, by na nowo owo uczucie "rozpalić".

A przecież wystarczyłoby sięgnąć do nauki tego, który jest dla większości naszych rodaków niekwestionowanym autorytetem. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na kajakach z młodym księdzem Wojtyłą. W ciepły lipcowy wieczór siedzimy przy ognisku, a on zaczyna do nas mówić mniej więcej tak: "Moi drodzy! Miłość to jedno z najpiękniejszych doświadczeń, które was może spotkać. Nie bójcie się otworzyć na drugiego człowieka. Popęd seksualny nie jest czymś złym, ale musicie umieć nad nim panować. Zmysłowość, uczucia są częścią miłości. Często od nich miłość się rozpoczyna. Ale pełni miłości doświadczycie dopiero wtedy, gdy będziecie umieli być dla siebie darem. Pamiętajcie, że kochać to być odpowiedzialnym za drugą osobę, to troska o jej dobro i pragnienie jej szczęścia. Nie wierzcie tym, którzy będą wam mydlić oczy miłością beztroską, lekką i przyjemną. Miłość jest piękna, ale wymaga poświęceń, pracy, wysiłku. Nie zostawiajcie jej nigdy własnemu biegowi. Miłość to zadanie i wielkie wyzwanie".

W XXI wieku niełatwo rzetelnie odrobić to zadanie. Wysiłek, poświęcenie, bezinteresowność są dziś zupełnie niemodne. Ale warto, bo dzięki miłości nasze życie nabiera sensu, o czym przekonywał już Blaise Pascal: "Kto może wobec tego wątpić, że jesteśmy na świecie dla czego innego niż dla kochania".

*Autor jest nauczycielem języka polskiego i doktorantem na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II.

Źródło: Miłość (nie) na sprzedaż

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co nam dziś pozostało z miłości?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.