Dbanie o ciało. Narcystyczna skłonność czy szacunek dla samego siebie?

fot. Cyan Cooper / Unsplash
Philippe Dautais

Ciało nie jest wrogiem, którego powinno się potępić i odrzucić, jak czyniły to pokolenia chrześcijan, nie jest przeszkodą na duchowej drodze, ale sprzymierzeńcem, ponieważ to w ciele i wraz z nim przeżywa się drogę meta­morfozy i uświęcenia.

Możemy stawiać sobie pytania na temat sensu naszego ist­nienia na tym świecie. Nie ma na to gotowych odpowiedzi, ale możemy podkreślić przynajmniej powód edukacyjny.

Ciało oddaje w fizyczny, a więc namacalny i widzial­ny sposób to, co jest metafizyczne, a więc nienamacalne i niewidzialne. Dzięki niemu możemy dotykać, widzieć, słyszeć, smakować, czuć. Przez pięć zmysłów odbieramy namacalne informacje, dzięki którym możemy dotrzeć do bardziej subtelnych pokładów. Patrząc z tego punktu widze­nia, ciało jest ogromną pomocą, ponieważ kontaktuje nas z rzeczywistością i umożliwia łatwiejsze odczytanie otacza­jącego nas świata.

Poprzez ciało subtelne rzeczywistości stają się "konkretne", namacalne, łatwiejsze do odczytania. Ciało jest miejscem nauki. Umiejętność wysubtelnienia percepcji i przyswoje­nia namacalnych informacji może pomóc nam na kolejnym etapie, kiedy nie będziemy już mieli ciała. W Ewangelii Chrystus zwrócił nam uwagę: "Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?" (J 3,12).

DEON.PL POLECA

To dzięki medytacji ciała możemy uczestniczyć w rzeczywi­stości tego świata. Ciało jest częścią kosmosu i jednocześnie świątynią Ducha Świętego (1 Kor 3,16), zbiornikiem łaski, miejscem, gdzie niewidzialne staje się widoczne, a niemate­rialne staje się namacalne. Zaopiekowanie się ciałem oznacza uwzględnienie ogromnej inteligencji biologii, a w szczegól­ności tego, że każda komórka ciała promieniuje tchnieniem Ducha Świętego.

W tym sensie wielki rosyjski święty, Serafin z Sarowa, który doświadczył przebóstwienia swego ciała, udzielił następującej rady: "Dbaj o swoje ciało, to twój najlepszy przyjaciel". Ciało nie jest wrogiem, którego powinno się potępić i odrzucić, jak czyniły to pokolenia chrześcijan, nie jest przeszkodą na duchowej drodze, ale sprzymierzeńcem, ponieważ to w ciele i wraz z nim przeżywa się drogę meta­morfozy i uświęcenia.

Niektórzy ojcowie Kościoła, jak na przykład św. Ireneusz z Lyonu, nie zawahali się powiedzieć, że nie tylko dusza zo­stała stworzona na Boży obraz, ale cała istota ludzka: ciało, dusza, umysł. Jak już wspomnieliśmy, św. Ireneusz twierdził, że bez ciała ludzki byt jest okaleczony. W tradycji chrześci­jańskiej zbawienie realizuje się przez wcielenie Słowa, Logos.

Ponieważ Słowo staje się ciałem, ciało może osiągnąć prze­bóstwienie. Celem wcielenia jest wylanie Ducha Świętego. Czyni ono ciało "świątynią Ducha", a nie jak twierdził Platon, grobowcem duszy.

Ciało jest więc miejscem doświadczenia Słowa i Ducha, jak przypomniał nam ewangelista Jan: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na po­czątku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało" (1 J 1,1–3).

Dostępne doświadczenie przełożyło się na to, co wi­dzialne i namacalne.

Aby ciało sprzyjało doświadczeniu duchowemu, nie powin­no być zbyt mocno obciążone pokarmem materialnym. Stąd znaczenie ascezy, a ściślej mówiąc postu: jeść, aby żyć, a nie żyć, aby jeść. Dobrze wiemy, jak bardzo jedzenie może służyć do kompensacji licznych braków. Błędne koło braków-kom­pensacji może wprowadzić nas w spiralę, która uniemożliwia jakiekolwiek doświadczenie duchowe: "Niemożliwe jest, aby pełen żołądek mógł doświadczyć walk wewnętrznego czło­wieka", stwierdził św. Jan Kasjan.

To dlatego właśnie ojcowie Kościoła kładli nacisk na wstrze­mięźliwość. Zadbanie o ciało oznaczało zadbanie o poży­wienie, o jego jakość i ilość. Jakość ma pomóc organizmowi zachować zdrowie, ponieważ zgodnie ze słowami św. Mak­syma Wyznawcy (VII wiek): "To, co jemy, zostało stworzone w podwójnym celu: aby nas karmić i służyć nam jako lekar­stwo". Zadbanie o ilość, po to, aby, jak już powiedzieliśmy, ciało mogło być wolne dla Boga. Doświadczenie pokazuje, że spożywanie niewielkich ilości pokarmu wieczorem i po­szczenie w piątki daje dobrą równowagę.

Stosunek do jedzenia związany jest ze sposobem radze­nia sobie z egzystencjalną pustką. Jeśli w rodzinie, pracy, życiu osobistym żyjemy w równowadze, jedzenie będzie mniej ważne, ale jeśli wręcz przeciwnie, przechodzimy przez trudności i odczuwamy niepokój i lęk, będziemy dą­żyć do wypełnienia pustki jedzeniem, a nawet alkoholem lub narkotykami. Stosunek do jedzenia jest odzwierciedle­niem naszego stanu psychicznego. Wszystko jest ze sobą połączone.

Dlatego nie ma sensu zajmować się tylko jednym aspektem ludzkiego bytu, pomijając inne. Starcy zrozumieli to dosko­nale, postrzegali człowieka jako całość: ciało - dusza - duch.

Stosunek do jedzenia był dla nich kryterium objawiają­cym stany wewnętrzne. Pokusa podjadania lub chęć jedzenia więcej były dla nich oznaką duchowego rozluźnienia, które odbijało się na psychice, a potem na ciele. Odczytywali je jako symptomy służące odkryciu prawdziwego źródła (źródeł) problemu i zastosowania odpowiednich środków.

Pokusa podjadania może być również konsekwencją braku równowagi w życiowych rytmach. Ciało podlega rytmowi dnia, będącemu w zgodzie z kosmosem. Zadbanie o ciało oznacza zadbanie o rytmy jedzenia, odpoczynku, aktywności. Wiemy dziś, jak ważna dla równowagi osobistej jest regular­ność. Kieruje nas to do potrzeby szanowania własnych ogra­niczeń, szanowania siebie we własnych granicach. Zadaniem ciała jest ostrzeżenie przed popadnięciem w nadmiar. Prawo wahadła pokazuje nam, że nadmiar prowadzi do nadmiernej kompensacji gdzie indziej.

Poznanie swoich ograniczeń, akceptacja narzuconych przez ciało limitów jest początkiem mądrości. W tym sensie ciało zapewni nam właściwą równowagę tak długo, jak będziemy słuchać jego przekazu. Ci, którzy leczą ciało, potwierdzają, że ciało nie kłamie, że naprawdę oddaje rzeczywistość taką, jaka jest.

Tak więc zadbanie o swoje ciało oznacza zadbanie o samego siebie, nie w sensie narcystycznym, ale ze względu na szacu­nek dla własnego bytu. Kult ciała może stać się materialistycz­ną dewiacją, troską o zewnętrzne pozory i chęcią uwodzenia. A przecież ciało nie jest panem, lecz sługą.

Zadbanie o ciało, zadbanie o samego siebie, otwiera na wagę gościnności i troski o innych. W tradycji semickiej gościnność zajmuje ważne miejsce. Zgodnie z nią ciało nie jest oddzielone od osoby. Zadbanie o ciało oznacza zadba­nie o kogoś i na odwrót. Właśnie to Chrystus pokazuje nam w Ewangeliach, przez uzdrowienia, a zwłaszcza w geście ob­mywania stóp. Stopy symbolizują kontakt z ziemią, ciało jest współistotne z kosmosem. Zadbanie o ciało oznacza rów­nież zadbanie o nasz wymiar kosmiczny i, po prostu, o nasze człowieczeństwo.

Fragment książki Philippe'a Dautaisa "Terapia duszy. Uzdrowienie i rozwój wewnętrzny", której DEON.pl jest patronem.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dbanie o ciało. Narcystyczna skłonność czy szacunek dla samego siebie?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.