Byłem po uszy w szambie. Uzależniłem się od hazardu [WIDEO]

Byłem po uszy w szambie. Uzależniłem się od hazardu [WIDEO]
(fot. Grzegorz Żelazny)
Katarzyna Osiadło

Życie polega czasem na zbieraniu szamba. Może rodzisz się w domu, gdzie nie ma beztroskiej sielanki, albo spotykasz toksycznych ludzi i popadasz w kompleksy. Kiedy nosisz ze sobą to szambo, ludzie zaczynają cię unikać, bo śmierdzisz.

Ale możesz też je zrzucić z pleców i zamienić trudne doświadczenia w coś pozytywnego. Tak właśnie było ze mną, kiedy postanowiłem rzucić hazard - opowiada Paweł.

Ta historia mogłaby się zacząć zupełnie inaczej. Można byłoby od razu opowiedzieć o tym, jak mały Kuba spotkał Pawła, dzięki któremu dostaje teraz z matematyki czwórki zamiast dwójek. Albo o tym, że w squapa [gra zręcznościowa] potrafi wymienić już 100 podań, choć jeszcze parę miesięcy temu ledwo dociągał do pięciu. Ale ta historia zaczęła się już kilkanaście lat przed tym, zanim Kuba spotkał Pawła.

Czemu czwórka, a nie piątka?

-  W domu dostałem wiele bardzo dobrych rzeczy, ale także podkopane poczucie własnej wartości - zaczyna swoją opowieść Paweł. Z początku trudno uwierzyć, że ktoś taki może mieć problemy z samooceną: przystojny brunet, lat dwadzieścia kilka. Błysk w oku, uśmiech szelmy, głos ciepły i pełen energii. - Dostałem czwórkę, to słyszałem "dlaczego czwórka, a nie piątka?". Napisałem sprawdzian:  27 punktów na 30, pytali mnie: "dlaczego straciłeś te 3 punkty?".

Z głośników komputera rozlegają się dźwięki hip-hopowych kawałków. "Czasem sobie zamulę, powiem życiu: <daj mi chwilę>. Potem tak zasuwam, że mógłbym dostać wylew. Czemu to robię? Nie wiem sam, ale coś w sercu wyje, że chcę więcej niż do pracy, z pracy i tyle?". Głos rapera wydaje się znajomy. W końcu na ekranie wyświetla się teledysk. To Paweł.

Autodestrukcja

W domu Pawła panowała napięta atmosfera. Zamiast cieszyć się z małych zwycięstw, ciągle skupiano się na błędach. Paweł czuł, że jest niewystarczająco dobry. Zaczynał wierzyć, że nie potrafi nic dobrze zrobić i do niczego się nie nadaje. Zaczął się gubić. Nie wiedział co powinien robić i kim być, by czuć się kimś wartościowym. W końcu znalazł na to sposób.

Znał się trochę na sporcie, zaczął więc bawić się w obstawianie wyników - tenis, piłka ręczna, mecze NBA. - Zakłady bukmacherskie pozwoliły mi sztucznie manipulować poczuciem własnej wartości. Bo kiedy stawiałem kupony i wygrywałem, czułem się świetnie - miałem poczucie, że jednak coś potrafię i wreszcie coś mi wychodzi. Zacząłem więc grać coraz więcej, stawiałem coraz większe kwoty. I wszystko potoczyło się jak w kiepskim i przewidywalnym filmie - uzależniłem się od hazardu.

Poznaj Pawła i jego historię:

W szambie po pas, po uszy

- Widzisz, mam taką teorię, że życie polega czasem na zbieraniu szamba. Rodzimy się w domu, który nie zawsze jest beztroską sielanką. Czasem spotykamy tam toksycznych ludzi, nabieramy kompleksów, przez co dokonujemy potem złych wyborów. I te wszystkie negatywne rzeczy są jak szambo, które gdzieś tam na naszych plecach się gromadzi, i które musimy ze sobą nieść przez życie. Moim szambem był hazard.

Zapętlałem się coraz bardziej w swoich słabościach i w końcu przestałem sobie z nimi radzić. Tak trafiłem na terapię do Monaru. Otworzyłem się na swój problem i zacząłem rozmawiać o nim z ludźmi. Wtedy dotarło do mnie, w jaką iluzję się wpakowałem i że to wszystko, co sobie stwarzałem, było po prostu sztuczne.

Wtedy zrozumiałem, że może i zbieramy szambo na naszej drodze, ale to od nas zależy, co z nim zrobimy. Możemy je tak nosić na plecach przez całe nasze życie. Ale wtedy ludzie raczej będą nas unikać, bo po prostu od nas śmierdzi. My zdając sobie z tego sprawę również do ludzi się nie pchamy. Ale możemy też wylać to szambo w swoim ogródku - zrobić z niego nawóz, na którym wyrosną piękne kwiaty. Zamienić po prostu te trudne doświadczenia w coś pozytywnego. I właśnie tak samo było ze mną. Te złe rzeczy, których doświadczyłem w życiu zaczynają teraz przynosić owoce.

Darmowa cola na świecie

Przed pierwszym spotkaniem z Kubą, Paweł wiedział o nim tylko tyle, że jego największym marzeniem jest darmowa cola na świecie i że zgłosił się do Akademii Przyszłości po to, by poznać swojego tutora-wolontariusza. Paweł nie miał żadnych oczekiwań - chciał po prostu poznać swojego młodszego "zioma". Na pierwsze spotkanie wziął więc ze sobą tylko dwie puszki coli.

A wszystko zaczęło się kilka tygodni wcześniej od niewinnego maila, który przyszedł na jego studencką pocztę. Paweł przeczytał w nim o wolontariacie, dzięki któremu mógłby pomagać dzieciom z trudnościami wychodzić na życiową prostą. Akademia Przyszłości opiera się głównie na cotygodniowych spotkaniach wolontariusza zwanego tutorem z jego podopiecznym - dzieckiem, które z jakichś powodów ma problemy w szkole. Chodzi nie tylko o to, żeby pomóc mu poprawić wyniki w nauce. Ważniejsze jest to, by przywrócić mu wiarę w siebie i swoje możliwości.

- Pomyślałem, że to idealna okazja, by wykorzystać to moje doświadczenie w zbieraniu szamba i pomóc jakiemuś dzieciakowi, który może borykać się z podobnymi problemami, co ja kiedyś. Chciałem być dla niego nie tylko korepetytorem, ale przede wszystkim starszym kumplem, ziomem, który zawsze go wysłucha i sprawi, że poczuje się ważny i doceniony. Sam z doświadczenia wiem, jakie to ważne, by mieć kogoś takiego obok siebie. I tak poznałem Kubę - fantastycznego dzieciaka, który wywrócił moje życie do góry nogami.

Byłem po uszy w szambie. Uzależniłem się od hazardu [WIDEO] - zdjęcie w treści artykułu

Trwa rekrutacja wolontariuszy AKADEMII PRZYSZŁOŚCI i SZLACHETNEJ PACZKI. Ostatnia szansa dla kandydatów. Zgłoś się >>

Dosięgnąć gwiazd

Kiedy Paweł wszedł do klasy z dwiema puszkami coli, zobaczył siedzącego w ławce dziesięciolatka o blond włosach. Zaproponował, żeby na początek wzajemnie opowiedzieli o sobie parę rzeczy. Kuba na początku był małomówny, ale bariera nieśmiałości szybko zniknęła. - Pamiętam dobrze zakończenie tego spotkania. Kuba zaprosił mnie do okna, by pokazać mi gwiazdy.

Powiedział, że astronomia bardzo go ciekawi. Ucieszyłem się, bo sam się tym interesuję. Kilka pierwszych kilka spotkań poświęciliśmy więc na oglądanie filmów o kosmosie i wspólne obserwowanie gwiazd - mówi Paweł. Po kilku tygodniach mieli już ustalony stały plan spotkań - na początek przybijali piątkę na powitanie, potem zapisywali na tablicy co będą robili: najpierw zjedzenie pączka, potem wspólne odrabianie lekcji, następnie gra w squapa, a na koniec wyjście na dwór, żeby zagrać w piłkę albo porzucać frisbee, i spędzając aktywnie czas rozmawiać o tym, co dla Kuby ważne.

Nie bądź gapa, zagraj w squapa

- Kiedy poznałem Kubę bliżej, zauważyłem, że łatwo się poddaje. Często jest zmotywowany do działania, ale kiedy pojawiają się pierwsze trudności i coś mu nie wychodzi, to po prostu odpuszcza. Chciałem w jakichś prosty sposób pokazać mu, że warto włożyć wysiłek w systematyczną pracę, bo ona przynosi rezultaty. Posłużyła mi do tego z pozoru głupia gra - squap.

Polega ona na podawaniu sobie piłeczki pingpongowej za pomocą specjalnie skonstruowanej rękawicy. Kuba przyniósł tę grę na jedno z pierwszych naszych spotkań. Nasz rekord wynosił 5 podań. Gra stała się żelaznym punktem naszych spotkań, co tydzień pobijaliśmy własny rekord, aż w końcu pod koniec roku szkolnego potrafiliśmy wymienić ze sobą ponad 100 podań.

Zgrupowanie z matmy

Największym problemem Kuby w szkole była matematyka. Dla Pawła matma była z kolei "zajawką" - to właśnie dzięki niej po maturze wybrał najpierw studia inżynierskie. Zastanawiał się, jak swoją wiedzę przekazać Kubie. - Dziecku czasem trudno jest nadążyć na zajęciach. Ciężko mu podnieść rękę przy całej klasie i powiedzieć, że nie rozumie.

Temu właśnie służą indywidualne spotkania na wolontariacie - Kuba wyjaśnił mi, czego nie zrozumiał na lekcji i razem to ćwiczyliśmy. Żeby nauka matematyki była dla niego przyjemniejsza, wymyślałem zadania powiązane z jego zainteresowaniami, na przykład: na zgrupowanie wyjechało 21 piłkarzy, 3 doznało kontuzji i wróciło do klubu, ilu piłkarzy zostało na zgrupowaniu? Oceny Kuby poszybowały w górę. Gdy zaczynał się spotykać z Pawłem dostawał dwójki i trójki. Pod koniec roku szkolnego na świadectwie widniała czwórka.

Kuba zmienił moje życie

- Lubię cytat: "Nie można zmusić ziarna do wykiełkowania, ale można stworzyć mu odpowiednie warunki do rozwoju". I właśnie tym chciałbym się w życiu zajmować. Stwarzać dzieciom pochodzącym z trudnych środowisk odpowiednie warunki do ich rozwoju - mówi Paweł. Jego pierwszym wyborem po maturze była elektronika na Politechnice Wrocławskiej. Już po pierwszym semestrze był jednak pewny, że nie chce poświęcić jej 5 lat studiów, a co dopiero całego życia.

Szukał nowej drogi i tak trafił do Poznania na kognitywistykę. Na początku drugiego roku rozpoczęła się jego przygoda z Akademią Przyszłości: - Dzięki Kubie zrozumiałem, w czym tak naprawdę się spełniam, i co chciałbym w życiu robić. Zacząłem pracować jako korepetytor, pracuję także jako animator wolnego czasu dla dzieci, na początku października rozpocząłem studia pedagogiczne. A wszystko dzięki jednemu mailowi od Akademii.

Trwa rekrutacja wolontariuszy AKADEMII PRZYSZŁOŚCI i SZLACHETNEJ PACZKI. Ostatnia szansa dla kandydatów. Zgłoś się >>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Byłem po uszy w szambie. Uzależniłem się od hazardu [WIDEO]
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.