Bolesna lekcja pokory – 250 lat amerykańskiej niepodległości
„Pycha kroczy przed upadkiem, a pokora poprzedza szacunek.” Znamy dobrze to powiedzenie, a w zasadzie skumulowaną mądrość i doświadczenie wielu pokoleń ludzkich z różnych zakątków świata. Ta myśl, obecna już w starotestamentowej Księdze Przysłów, spełniła się na naszych oczach. A miało być tak świątecznie i tak cudnie.
Tydzień temu, 4 lipca dokładnie, minęło 250 lat od podpisania amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Był to śmiały akt nieposłuszeństwa wobec Korony Brytyjskiej, rozpoczynający historię nowego, słabego jeszcze wtedy projektu państwowego, jakim były Stany Zjednoczone Ameryki powstałe w pierwotnym kształcie jako 13 Kolonii, które stopniowo przez kolejne stulecia rozrastały się do 50 Stanów, jakie mamy obecnie.
Proces, jaki się musiał dokonać wcale nie był łatwy ani gwarantowany. Korona Brytyjska nie była skora do tego, aby zrezygnować z tych nowopozyskanych terenów, a władza ‘demosu – ludu’, choć znana od starożytności, wcale nie była atrakcyjną perspektywą dla ówczesnych społeczeństw.
Piszę o tym procesie z dużym sentymentem, bo większość tych miejsc ważnych dla wolności Ameryki i stworzenia potężnego państwa, jakim jest dzisiaj, miałem okazję odwiedzić, poznać i docenić, bo zaiste, jest to historia wielkiego sukcesu. Można im pozazdrościć pieczołowitości w dbaniu o te szczególne miejsca upamiętniające walkę o wyzwolenie się spod pręgieża brytyjskiego, zwłaszcza we wschodnich stanach, w okolicach Bostonu, Filadelfii czy Baltimore.
Owszem, cały proces nie dokonał się od razu. Można nawet powiedzieć, że sporo czasu zajęła wcale nie wygrana jeszcze walka z niesprawiedliwością wobec Indian, z niewolnictwem, segregacją rasową, wyzyskiem, nierównościami społecznymi czy drapieżnym kapitalizmem, ale nie można odmówić Amerykanom, że zmienili nasz świat na lepsze w wielu dziedzinach życia i stali się przykładem możliwości awansu społecznego przez zaradność i pracowitość, a nie przez kraj urodzenia czy warstwę społeczną.
Przyznam, że perspektywa świętowania 250-lecia powstania USA, czego symbolicznym aktem założycielskim było podpisanie Deklaracji Niepodległości przez 56 reprezentantów 13 Kolonii na II Kongresie Kontynentalnym w 1776 r., kojarzyła mi się jak najlepiej. To są naprawdę piękne historie, przy świadomości wszelkich wad i niedoróbek, o których wspomniałem w poprzednim akapicie. Nie bez przyczyny Ameryka przez te dwa i pół wieku była jakimś ‘pragnieniem, snem i idyllą’ obecną w marzeniach wielu, także naszych rodaków.
#Papież #LeonXIV na 250-lecie #USA: Nikt nie jest w stanie sam udźwignąć ciężaru wyzwań, przed którymi stoi współczesny świat. Potrzebujemy siebie nawzajem.
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) July 4, 2026
️https://t.co/I88Kbzc0uO@EpiskopatNews
@ Vatican Media pic.twitter.com/rKhwcf8uVw
Dlatego też z ciekawością i z ogromnym zainteresowaniem czekałem na te szczególne dni. Zapowiedzi były wielkie i jak dla mnie, całkiem ciekawe. Rozczarowanie tym, co i jak de facto się wydarzyło jest ogromne. Z pewnością miała na to wpływ tocząca się wciąż wojna z Iranem. Nie poszła ona w żadnej mierze według tego, co było myślane nie tylko przez Amerykanów czy Izrael, ale także wiele społeczności na całym świecie.
Wydaje mi się jednak, że najpoważniejszą przeszkodą była postawa buty i zarozumiałości, niepotrzebna i przynosząca odwrotny efekt od zamierzonego. Już starożytny autor starotestamentowej Księgi Przysłów powiada, że „nieskazitelność prowadzi prawych, a przewrotność gubi wiarołomnych... pokora poprzedza szacunek... duma zapowiada ruinę; duch wyniosły poprzedza upadek”.
Właśnie tego mieliśmy wiele przykładów ze strony osób najwyżej postawionych w USA i to nie tylko wobec obcych, nie mówiąc już o konkurentach a nawet oponentach, ale także wobec swoich, bo wobec papieża Leona XIV, który został obraźliwie potraktowany przez władze swojego kraju.
Bardzo mi szkoda, że ta jubileuszowa rocznica ważnego wydarzenia nie tylko dla Ameryki, ale dla całej ludzkości praktycznie spełzła na niczym. Jest to jednak przypomnienie, że mądrość wieków ma zastosowanie w każdym czasie. Na naszych oczach spełnia się to proroctwo, że zadufani i zapatrzeni w siebie doświadczą bolesnego upadku. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem. Tylko pokora zaskarbi szacunek.
Skomentuj artykuł