Egzamin z dystansu. Jak odnaleźć głębszy sens w gąszczu silnych emocji
Powoli kończą się tegoroczne egzaminy maturalne. Będąc w komisjach, przyglądam się młodym ludziom ubranym na galowo i przejętym rzeczywistością, na którą nie czują się wcale gotowi. Wspominam wtedy swoją własną maturę sprzed ponad 20 lat. Nie pamiętam szczegółów, ale pamiętam wiele emocji, szczególnie na egzaminie ustnym z języka polskiego.
Denerwowałam się nim bardzo, a kilkanaście minut przed jego rozpoczęciem dostaliśmy informację, że zostanie przełożony, bo zmarł jeden z wicedyrektorów i poszukiwane jest zastępstwo. Wiadomość ta była dla mnie druzgocąca, bo to właśnie prof. Roszkowski miał być dobrą duszą w komisji, której przewodnicząca polonistka za mną nie przepadała. Do tego ogromnego stresu dołożył się kolejny element, kiedy na samym egzaminie okazało się, że jedno z pytań źle opracowaliśmy i bez względu na to jak długo powtarzałam członkom komisji moją wersję odpowiedzi, nadal uważali, że się mylę.
To co w tamtym momencie wydawało się najważniejsze na świecie, dzisiaj jest tylko bladym wspomnieniem, które stało się barwną anegdotką. Wszystko co zajmowało moją głowę w tamtym czasie już dawno z niej wyparowało, a po drodze wydarzyło się bardzo wiele ważniejszych i mniej ważnych rzeczy. Inne doświadczenia, które mnie spotkały wpłynęły na mnie o wiele bardziej niż kilka egzaminów maturalnych, a jednak w danym momencie wydawało się, że od tej jednej chwili zależy absolutnie wszystko. Kiedy jesteśmy w środku danej sytuacji, nie umiemy ocenić jej obiektywnie, nawet gdy wszyscy dookoła tłumaczą nam, że nie ma się aż tak czym przejmować. Dopiero po czasie jesteśmy w stanie podejść do naszych przeżyć z dystansem i zobaczyć je z zupełnie innej strony.
W życiu duchowym przeżywamy podobne momenty. Będąc w strapieniu wydaje nam się, że Bóg przestał być zainteresowany naszym losem, czujemy się zostawieni sami, wszystko jest źle i w dodatku jesteśmy przekonani, że ten stan nigdy się nie skończy. Dobrze mieć wtedy obok kogoś, kto nam tę sytuację zobiektywizuje, ale przede wszystkim ważne żebyśmy wrócili do własnego doświadczenia i przypomnieli sobie, że to normalny stan, z którym już nie raz daliśmy sobie radę. Pomocą mogą być w tym czasie notatki, jakiś cytat czy przedmiot, które przypomną nam o doświadczeniu miłości Boga. Choć na chwilę Jego obecność może nie być wyczuwalna, to jednak przecież pozostawia nam wystarczającą łaskę.
W czasie pocieszenia sprawy mają się inaczej, bo prowadzeni jesteśmy przez Dobrego Ducha, widzimy jaśniej, nawet w trudnych momentach odczuwamy Jego obecność i wsparcie, więc mamy siłę do podejmowania heroicznych wyzwań. Może być jednak tak, że z czasem nasza duchowa sytuacja zacznie się zmieniać, a my tego nie zauważymy. Będąc jeszcze na fali duchowej euforii, podjąć możemy decyzje, które będą miały zły wpływ na nas i na innych. Entuzjazm jest wskazany przy angażowaniu się w nowe zadania, ale kiedy jesteśmy w centrum wydarzeń, może zabraknąć nam obiektywnego spojrzenia i dystansu. Na pewno ważnych wyborów nie należy dokonywać pochopnie, bez odpowiedniego czasu na rozeznanie.
Zdrowy dystans przydaje się wszędzie tam, gdzie towarzyszą nam silne emocje. Może to być złość, która pojawia się szczególnie w bliskich relacjach; smutek po przeżyciu ważnej straty; lęk wywołany wspomnieniem jakiegoś bólu, ale też nadzwyczajna radość kiedy czujemy, że wszystko nagle układa się po naszej myśli. Te uczucia nie są złe i mamy prawo w pełni je przeżyć i przyjąć. Jezus wielokrotnie dawał nam tego przykład na kartach Ewangelii, pokazując że jest to nieodłączna część naszego człowieczeństwa. Nie warto jednak zatrzymywać się tylko na tym co czujemy, bo rzeczywistość jest znacznie bogatsza. Nabierając dystansu i poszerzając horyzont naszych przeżyć, możemy odnaleźć głębszy sens, pokój serca i nadzieję. Jezus dawał nam przykład tego, kiedy wychodził na miejsca pustynne, często w nocy, żeby spotkać się z Ojcem z dala od zgiełku. Nas też zaprasza do tego, żeby w każdych okolicznościach, trwając w pełni tu i teraz w doświadczeniu jakie nas spotyka, jednocześnie częścią siebie przeczuwać, że nasze przeznaczenie wykracza znacznie poza to, co czujemy i widzimy. Każdy nasz mały koniec świata jest szansą na nowe zmartwychwstanie.
Skomentuj artykuł