Gdy język zysku zastępuje dialog – Kościół wobec rozpadu światowego porządku
Świat na początku tego nowego roku wydaje się być w stanie wrzenia. Nie chodzi tylko o różnorakie konflikty zbrojne, ekonomiczne czy społeczne. Zmieniły się relacje między ludźmi i narodami, zniszczone zostały w znaczący sposób struktury międzynarodowe i dotychczasowe ramy współpracy. W dużej mierze z powodu wolty, jaką wykonały Stany Zjednoczone, ale nie tylko. Miniony rok to także szczególny czas dla Kościoła z powodu śmierci Franciszka i wyboru na urząd piotrowy Leona XIV. Nie bez znaczenia jest też zmiana w naszym codziennym sposobie funkcjonowania, jaką przynosi ‘nowość’, czyli sztuczna inteligencja. Rozpoczynamy ten rok w zupełnie nowej rzeczywistości.
To, co uderza to zmiana tonu i języka, jakim się świat posługuje. W znacznym stopniu należy to przypisać temu, co dzieje się w Ameryce wraz z objęciem niespełna rok temu władzy przez nowego prezydenta. Można mówić o ‘kolorycie’ osobowości czy fakcie, że jest biznesmenem, który wszedł do polityki i ten sposób komunikowania się jego środowiska ze światem wokoło jest bliższy językowi transakcji, gry ekonomicznej niż niuansom politycznym. Trudno jednak zaprzeczyć, że skutki takiego podejścia wydają się być destrukcyjne dla funkcjonującego dotychczas porządku światowego i wypracowywanym kanałom komunikacji pomiędzy państwami.
Nie bez znaczenia jest to, że wprowadzenie do polityki języka merkantylnego i korzyści finansowych, zwłaszcza w sytuacji niesprawiedliwej agresji, jak w przypadku Ukrainy, jest dwuznaczne. Jest dwuznaczne zwłaszcza w sytuacji, kiedy wcześniej te państwa były ‘gwarantem’ porozumienia w kwestii rozbrojenia atomowego i związanych z tym rozstrzygnięć.
Ostatnie działania wokół Wenezueli i Grenlandii tylko dodatkowo komplikują sytuację, udowadniając, że zmienia się porządek światowy. Nie ma instytucji rozjemczej ponadnarodowej, struktury ONZ i innych organizacji światowych są w ‘rozsypce’. W ciągu minionego roku na nowo pojawił się problem, że często dochodzi do głosu ‘prawo silniejszego’ – dosyć arbitralnie i stronniczo stosowane.
Przy tej okazji można i trzeba przypomnieć zasadę, którą Kościół głosi od wieków. Niektórzy nazwą to utopią, ale w sytuacji międzynarodowej, w jakiej się znaleźliśmy, trzeba ją przypominać. Dobra materialne tego świata należą do ludzkości i nie mogą być zagarnięte przez bogatych, bardziej wpływowych. Dotyczy to nie tylko jednostek, ale i krajów. To nie jest żaden komunizm, jak próbowano to nauczanie społeczne Kościoła dyskredytować. To jest przypominanie o tym, że człowiek, wspólnota ludzka jest podmiotem podstawowym przed wszelkimi podziałami geograficznymi czy rasowymi. Kościół przypomina o tym obowiązku rządzącym, że powinni dbać o wszystkich, zwłaszcza ubogich i potrzebujących. Im potężniejsze jest państwo tym większa na nim ciąży odpowiedzialność nie tylko za swoich obywateli, ale także za cały świat.
W tym kontekście warto przywołać postać nowo wybranego papieża Leona XIV. Tak się składa, że też pochodzi z USA, a taki wybór wydawał się bardzo mało prawdopodobny. Jednakże, te miesiące pontyfikatu i jego wcześniejsza droga życia zakonnego, pracy misyjnej w Ameryce Południowej i doświadczenie w zarządzaniu administracją kościelną dają asumpt do przypuszczenia, że to opatrznościowy wybór. Papież od pierwszych chwil po wyborze kontynuuje dziedzictwo swojego poprzednika, Franciszka w jego trosce o ubogich i najbardziej potrzebujących, przypominając odpowiedzialnym za wspólnotę międzynarodową o ich obowiązku działania na rzecz dobra wspólnego, którego nie można zawęzić tylko do własnego regionu i kraju.
Papież Leon XIV kojarzyć się będzie zawsze z kolejnym wyzwaniem, jakie dla ludzkości stanowi rozwój sztucznej inteligencji, bo jak sam to powiedział po wyborze, chce kontynuować zaangażowanie Kościoła w ‘rerum novarum’, jak jego poprzednik w epoce rewolucji przemysłowej, a dzisiaj takim obszarem zdaje się być właśnie przestrzeń cyfrowa.
Miniony rok nie był łatwy dla świata. Ujawnił wiele podziałów i sprzecznych interesów. Niepokoi zwłaszcza brak zdolności do dialogu i współdziałania dla dobra wspólnego. Powrócił język konfrontacji, przestały liczyć się zasady i szacunek dla praw słabszych i zależnych. Liczył się zysk. Musimy zawrócić z tej drogi. Prawo silniejszego wyrażane językiem zysku i konfrontacji musi ustąpić miejsca szacunkowi i dialogowi., a odpowiedzialność za dobro wspólne uchroni nas od rozpadu porządku światowego.
Skomentuj artykuł