Gdy zaczniesz się wznosić, nie każdy poleci z tobą. Dlaczego zmiana budzi sprzeciw
Człowiek łatwo przyzwyczaja się do różnych schematów. Zwykle bardziej cenimy stabilność niż konieczność ciągłego dostosowywania się do zmian. Bywa jednak, że największy dyskomfort nie wynika ze zmiany w naszym własnym życiu, ale ze zmiany w kimś z naszego otoczenia.
Kiedyś dusza towarzystwa, a teraz…
Znamy wiele historii osób, które zdecydowały się przeprojektować coś w swoim życiu. Jednych zmusiła do tego sytuacja, inni po czasie doszli do wniosku, że tak będzie po prostu lepiej. Dotyczy to bardzo różnych obszarów, np. stylu życia, diety, relacji czy wartości.
Może właśnie przestałeś pić alkohol. Niewykluczone, że to efekt złych wyników badań, a może po prostu uświadomienia sobie, że nie jest on do niczego potrzebny. Kiedy odmawiasz drinka czy kieliszka wódki wśród rodziny albo znajomych, najpierw pojawiają się pytania, czy wszystko w porządku. Jest zdziwienie, nieraz pada szczere: „co się stało?”. Czasem stoi za tym troska, ale czasem zwykły żal, że kończy się coś, do czego inni zdążyli już przywyknąć.
Niejednokrotnie na tym się nie kończy. Z czasem pojawiają się komentarze, pół żartem, pół serio, że kiedyś byłeś weselszy, że dało się z tobą lepiej pożartować. Byłeś duszą towarzystwa, a teraz zrobił się z ciebie „wapniak”. I nagle dociera do ciebie coś bolesnego: że część ludzi przyzwyczaiła się nie do ciebie, ale do wersji ciebie, którą znała z określonych sytuacji. Czasem tęsknią wręcz za tą wersją, która była efektem alkoholu – czy innych czynników – a nie twojej prawdziwej osobowości.
Kiedy przestajesz pasować do oczekiwań
Niejedna osoba, która postanowiła znacząco zmienić swoje życie, zna ten mechanizm. Kiedy udaje się wytrwać w postanowieniu, nagle okazuje się, że otoczenie wcale nie podziela naszej dumy i radości. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale mówimy tu o tej mniej przyjemnej stronie przemiany. Zamiast wsparcia pojawia się niepokój, że od tej chwili wszystko będzie wyglądało inaczej. Przyczyny takich reakcji mogą być różne, ale jedną z głównych wydaje się naturalny lęk przed zmianą.
Relacje między ludźmi zawsze opierają się na pewnej formie wymiany. Choć w życiu prywatnym nie zawieramy formalnych umów jak w biznesie, wciąż mamy wobec siebie określone oczekiwania. Intuicyjnie za najlepsze uznajemy te relacje, w których obie strony potrafią się w nie wpisać. Nie chodzi tu o podważanie bezinteresowności, ale o zauważenie mechanizmu wzajemności, który w praktyce często porządkuje nasze relacje.
Kiedy w życiu jednej ze stron zachodzi istotna zmiana, druga może poczuć się w pewien sposób wytrącona z dotychczasowego układu. Czasem pojawia się nawet poczucie, że coś zostało jej odebrane. Nie powinno to jednak rodzić poczucia winy u osoby, która decyduje się na osobiste reformy – zwłaszcza jeśli prowadzą do czegoś dobrego. To właśnie w takich momentach często zaczynamy dostrzegać, że relacje, w których funkcjonujemy, nie zawsze są zdrowe.
Kto zostaje, kto odchodzi
Zrobienie kroku naprzód zawsze oznacza zostawienie czegoś za sobą. Problem w tym, że nie zawsze są to tylko rzeczy, z których świadomie rezygnujemy. Czasem pozostają tam także ludzie – ci, którzy woleli zostać bliżej tego, co dla nas przestało mieć znaczenie. I bywa, że są to osoby, po których nigdy byśmy się tego nie spodziewali.
W pewnym momencie stajemy więc przed wyborem: zostać przy swojej decyzji czy wybrać człowieka, który się z nią nie zgadza. I nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi. Jeśli jednak wiemy, że to, co robimy, naprawdę nas rozwija i prowadzi w dobrą stronę, warto iść dalej – nawet jeśli oznacza to rozminięcie się z kimś po drodze. Zwłaszcza że często dopiero wtedy zaczynamy spotykać ludzi, którzy myślą podobnie i są już krok dalej. Z drugiej strony trzeba mieć w sobie dużo pokory. Nie każda decyzja jest dobra tylko dlatego, że jest „nasza”. Czasem czyjaś uwaga nie jest atakiem, ale troską. Warto potrafić to rozróżnić, choć wcale nie jest to łatwe.
Dzisiaj tak dużo mówi się o stawianiu granic. Nie zawsze kojarzy się to dobrze ze względu na wizję odseparowania od drugiego człowieka. Jednak stawianie granic to tylko krok do przekroczenia innych barier, które stoją na naszej drodze do lepszego „ja”. Żeby wzlecieć, najpierw trzeba pokonać lęk przed odbiciem się od ziemi. Nie każdy to zrozumie i nie każdy musi. Ale jak pisał bł. kard. Stefan Wyszyński: „Tylko orły szybują nad graniami i nie lękają się przepaści, wichrów i burz. Musicie mieć w sobie coś z orłów! - serce orle i wzrok orli ku przyszłości”.
Skomentuj artykuł