Jesteśmy potomkami Kaina i nosimy jego znamię
Jak wiemy z pierwszych stron Biblii, Abel nie miał dzieci. Bóg natomiast obdarzył potomstwem jego brata Kaina. Czy w takim razie pochodzimy od tego biblijnego bratobójcy? Czy po nim odziedziczyliśmy zdolność do zabijania najbliższych nam ludzi słowem, milczeniem, knowaniem?
Wybitny pisarz amerykański, laureat literackiej Nagrody Nobla (1962), John Steinbeck, w swojej powieści „Na wschód od Edenu” (1952) dostrzega kainowe znamię pośród prostych ludzi żyjących na farmie na początku XX wieku,. Czytając to wybitne dzieło trudno nie zadać sobie pytania, czy i my jesteśmy dziećmi Kaina, który zamieszkał na wschód od Edenu? (por. Rdz 4,16).
Steinbeck reinterpretuje biblijny mit ukazując nam postaci, które mają w sobie jakiś feler, jakiś brak, który manifestuje się złośliwością, a nieraz okrucieństwem wobec najbliższych. Jeden z bohaterów powieści Adam Trask i jego chiński służący wertują zużyty egzemplarz Pisma świętego zastanawiając się, jakie imiona nadać bliźniakom zrodzonym w chorej relacji między Adamem i Cathy. Zatrzymują się długo na historii Kaina i Abla. Czytają ją wielokrotnie. Zadają pytania tekstowi poznaczonemu „brudem poszukujących palców”.
Tuż przed bratobójczą tragedią Bóg rzekł do Kaina: „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech waruje u wrót i łasi się do ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Rdz 4,6-7). Słowo „masz” nie odpowiada koncepcji Autora, gdyż wymusza na człowieku określone postępowanie, jakby Bóg nie szanował jego wolności: masz święty obowiązek, musisz, nie masz wyjścia. Zmienia więc przekład Biblii zastępując słowo „masz” słowem „możesz”. Niektórzy bibliści potwierdzają tę jego intuicję, gdyż występujące tu hebrajskie słowo „timszol” można tłumaczyć zarówno jako nakaz („masz panować”), jak i możliwość („możesz panować”).
Według Steinbecka słowo „możesz” to najważniejsze słowo świata, ponieważ nie obiecuje łatwego zwycięstwa, jak w przekładach mówiących „będziesz nad nim panował” ani go nie nakazuje jak w innych przekładach, ale daje człowiekowi wybór. W ten sposób Bóg nie narzuca niczego człowiekowi, lecz daje mu wolną wolę i do tego daje mu siłę, by nad grzechem panował. Mówi: możesz, jeśli chcesz. Zawsze masz możliwość wyboru. „To daje człowiekowi wielkość […] To czyni człowieka człowiekiem” – czytamy w powieści. Czy człowiek korzysta dziś z tej siły, jaka została mu dana? Czy chce nad grzechem panować?
Gdyby grzech nie oferował drogi na skróty, gdyby nie obiecywał gruszek na wierzbie, gdyby nie mamił naszych zmysłów, to może byśmy chcieli nad nim panować.
„Grzech to ciekawa sprawa – zauważył Samuel. – Zdaje się, że gdyby człowiek musiał wytrząsnąć wszystko, co ma w środku czy z wierzchu, to jeszcze by sobie gdzieś schował kilka pomniejszych grzeszków na własne utrapienie. To ostatnia rzecz, jakiej się wyrzekamy”. Jesteśmy mistrzami w usprawiedliwianiu naszych kainowych złośliwości, intryg, podkładanych świń, wtykanych szpilek i tzw. „prawd” mówionych prosto w oczy.
Chętnie bym się nie przyznał do mojego praojca Kaina. Nie muszę od niego pochodzić, bo przecież biblijny Adam miał jeszcze syna Seta, a potem spłodził wielu synów i wiele córek. Może na nich zbudowana genealogia nie byłaby tak wstydliwa. Jakkolwiek jednak bym nie kombinował, to i tak kainowe grzechy, czyli te przeciwko bratu lub siostrze, nie raz zaprowadzą mnie do konfesjonału, bowiem „każdy, kto się gniewa na swego brata [lub siostrę], podlega sądowi” (Mt 5,22). Możemy nad tym gniewem panować – przekonuje Steinbeck. Jeśli chcemy.
Licząca ponad 800 stron powieść Johna Steinbecka to moim zdaniem najwybitniejsza katecheza o grzechu, nad którym stworzony przez Boga człowiek może panować, jeśli tylko chce. Podczas przemówienia w dniu otrzymania Nagrody Nobla Steinbeck powiedział: „Człowiek stał się naszym największym zagrożeniem i naszą jedyną nadzieją”. Nawet jeśli w każdym z nas drzemie Kain, to wciąż mamy możliwość wyboru.
Skomentuj artykuł