Kasyno zawsze wygrywa, czyli o księżach-influencerach

Fot. AI / Depositphotos

Wygląda na to, że Kościół (nie tylko w Polsce) powoli dojrzewa do poważnej, spokojnej rozmowy nie tylko o roli i zadaniach tzw. księży influencerów, ale także o wykorzystaniu w duszpasterstwie internetu, a zwłaszcza tzw. mediów społecznościowych.

Pozornie są to proste narzędzia, którymi posługiwać się może każdy średnio rozgarnięty człowiek. W rzeczywistości są to mechanizmy, nad którymi "twórcy cyfrowi" (nie tylko ci w koloratkach) panują w dość ograniczony sposób. One natomiast są w stanie zapanować nad człowiekiem, który po nie sięga.

DEON.PL POLECA


Kilka dni temu Dawid Gospodarek zamieścił w serwisie społecznościowym obszerny wpis poświęcony postaci ks. Alberto Ravagnaniego. Ten młody duchowny (ur. 1993 r.) z archidiecezji mediolańskiej postanowił po niespełna ośmiu latach od święceń zrezygnować z posługi prezbitera. Wywołało to we Włoszech sporą dyskusję "o obecności Kościoła w mediach społecznościowych i o granicach, jakie powinna mieć duszpasterska obecność w świecie wirtualnym". Skąd to poruszenie i zainteresowanie? Z popularności. Ravagnani w ciągu kilku lat zdobył w mediach społecznościowych liczącą się rozpoznawalność. Na YouTube ma 366 tys. subskrybentów. Na Instagramie 299 tys. obserwujących. Na Facebooku 53 tys.

Powody swej decyzji Ravagnani obiecał wyjaśnić w nowej książce, zatytułowanej "La scelta" ("Wybór"). Jej prezentację zapowiedział na poniedziałek, 9 lutego br., w jednej z księgarni w Mediolanie. Ale, jak podał Gospodarek, już wcześniej starał się ją uzasadniać, twierdząc w jednym z nagrań, że "Decyzja o zawieszeniu posługi jest wielowarstwowa i skomplikowana. Jestem bardzo świadomy tego kroku, nad którym długo się zastanawiałem… Nie będę już celebrował Mszy ani nosił koloratki, ale moje serce pozostaje takie samo. Teraz być może będę bardziej autentyczny i wolny". Obserwatorzy jego sieciowej aktywności już od jakiegoś czasu zwracali uwagę, że wolał ostatnio nagrywać filmy bez stroju duchownego.

Przywołany przez Dawida Gospodarka prof. Raffaele Buscemi z Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie, w artykule zamieszczonym w serwisie zenit.org, analizując ostatnie pół roku sieciowej aktywności Ravagnaniego, postawił surową diagnozę. "Z punktu widzenia komunikacji, jeśli wiesz, że chcesz odejść, ale publikujesz treści, które zaciekle bronią tożsamości, którą zamierzasz porzucić, nie dajesz świadectwa. Generujesz «zaangażowanie». Polaryzujesz odbiorców, aby zmaksymalizować widoczność w oczekiwaniu na zbliżający się «rebranding»". Dla czytelników, którzy nie chcą czytać jego wcale nie takiej długiej analizy, prof. Buscemi streścił ją stwierdzeniem, że w przypadku włoskiego duchownego "twórca cyfrowy" zdominował osobę. Osobę księdza.

Do sprawy ks. Ravagnaniego, ale też szerzej do zjawiska, z którym jest kojarzona, odniósł się na Facebooku ks. Bartosz Rajewski. Swój wpis zaczął bardzo ostrą oceną działalności niektórych swoich konfratrów. "Coraz częściej mam wrażenie, że niektórzy księża pomylili ambonę z piaskownicą, a Ewangelię zamienili na algorytmy zasięgów" – wyznał, wyliczając następnie przejawy tych "pomyłek" i zamian, takie jak krzyk, bezsensowne prowokacje, uproszczenia, "odważne tezy" pod publikę, dziwaczne przebrania, zachowania typowe raczej dla małych chłopców niż dojrzałych mężczyzn, język przedszkolaków. "Wszystko po to, by było «klikalnie» i zasięgowo, a niekoniecznie prawdziwie, mądrze, dojrzale i ewangelicznie. Coraz częściej staje się to po prostu dramatycznie żenujące" – przyznał.

DEON.PL POLECA


Ks. Rajewski nie ma wątpliwości, że Kościół powinien być obecny w nowoczesnych mediach. Jednak mocno podkreślił, że żaden ksiądz nie jest powołany do bycia influencerem własnej marki. "Jest powołany do bycia świadkiem Ewangelii. A świadectwo traci sens w chwili, gdy centrum przestaje być Chrystus, a zaczyna być: «ja», ««moje zdanie», «moja popularność», «moje wygłupy»" - napisał ks. Rajewski, akcentując, że ewangelizacja to nie reality show.

Trudno się nie zgodzić z takim podejściem, a także z wieloma innymi mocnymi stwierdzeniami, których dużo jest w sobotnim (7 lutego br.) wpisie ks. Rajewskiego. Problemu jednak nie można ograniczać do wytykania księżom, usiłującym działać duszpastersko w sieci, infantylizacji i spłycania wiary. Kłopot polega na tym, że nowoczesne narzędzia internetowe, w tym serwisy społecznościowe, nie powstały jako dzieła charytatywne, ułatwiające każdemu, kto tylko zapragnie, czynienie dobra i głoszenie budujących treści każdemu, komu tylko przyjdzie na to ochota.

To są produkty komercyjne, mające przynosić maksymalny zysk właścicielom. Kluczem do sukcesu w tym świecie jest klikalność, przykuwanie uwagi jak największej liczby mniej lub bardziej anonimowych odbiorców. Algorytmom jest wszystko jedno, czy tłumy internautów przyciąga trafiona rozrywka, polityczne wywody, kontrowersyjne materiały łamiące jakieś tabu czy też modlitwa i komentarze biblijne. Każdego, kto swoimi treściami swoją aktywnością zdobędzie dobrze rokujące zasięgi, będą namawiały do ich zwiększenia. Chociaż presja algorytmów nie wydaje się groźna, w rzeczywistości potrafi skłonić ludzi do podejmowania kolejnych przykuwających uwagę, coraz bardziej kontrowersyjnych aktywności. Pogoń za zasięgami może uzależniać, jak rozmaite używki lub nałogi.

"Kasyno zawsze wygrywa". Kto nie traktując tej reguły poważnie zaczyna grać o dużą stawkę, zwykle wcześniej czy później przekonuje się o jej prawdziwości. Algorytmy też "zawsze wygrywają" z internautą, który decyduje się korzystać z nich nawet w bardzo szczytnych celach. Dlatego prawdziwą bolączką dotykającą przynajmniej niektórych księży-influencerów jest brak przygotowania nie tyle technicznego, ile mentalnego, do posługiwania się narzędziami tzw. nowych mediów.

W Wigilię zeszłego roku znany wielu internautom Dariusz Piórkowski SJ zrobił coś zaskakujące. Zrezygnował z przynoszącej mu dużą popularność i tysiące obserwatorów aktywności na Facebooku. "Zdecydowałem się na opuszczenie Facebooka, messenger pozostaje. Zapraszam wszystkich chętnych na swoją stronę-bloga, która właściwie powoli się rodzi. To robocza wersja. Myślę nad nazwą i dopracowaniem całości. Nie będzie na niej możliwości komentarzy, lajków, buziek i innych interakcji". Półtora miesiące później, w miniony weekend, na blogu pojawiły się pierwsze wpisy.

Zanim powstały tzw. media społecznościowe (Facebook zaistniał 22 lata temu, 4 lutego 2004), w internecie pojęcie społeczności było znane i miało duże znaczenie. Powstawały one jednak przede wszystkim wokół konkretnych serwisów tematycznych. Czy ks. Piórkowskiemu uda się wokół swojego bloga stworzyć społeczność? Czas pokaże. Jego przypadek jest jednak istotnym dowodem, że algorytmom serwisów społecznościowych można powiedzieć "nie". Nawet jeśli wyda się to rezygnacją z poważnych możliwości ewangelizacyjnych i duszpasterskich.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kasyno zawsze wygrywa, czyli o księżach-influencerach
Komentarze (5)
OW
~Ostrożny w ocenach
12 lutego 2026, 13:08
A może internet to tak naprawdę apokaliptyczna Bestia, która ma zamiar zniszczyć Oblubienicę Boga ? Owszem, maskuje się: wygląda jak baranek, ma rogi jak baranek, beczy jak baranek - ale tak naprawdę to Bestia. Jej misją jest uwiedzenie ludzi i sprawienie by jej służyli i z nią się zatracili.
Hanys Górnośląski
11 lutego 2026, 11:23
Influencerzy w sutannach i habitach coraz częściej zasłaniają sobą Pana Boga zamiast do Boga prowadzić.
AE
Anna Elżbieta
9 lutego 2026, 17:12
Wszyscy jesteśmy słabymi ludźmi i sława, popularność może każdemu zamieszać w głowie i w życiu. Jeżeli kapłan, niezaleznie od tego, czym się zajmuje, czy występuje w radiu, TV czy w mediach społecznościowych, nie będzie spędzał codziennie godziny przed Chrystusem Eucharystycznym, nie obroni się. Codzienna adoracja Chrystusa, klękanie przed żywym Bogiem, to podstawa kapłaństwa. Od jakiegoś czasu księża podobno nie mają obowiązku odmawiania codziennie brewiarza. Wielka szkoda. Dlaczego podjęto taką decyzję?? Obecnie coraz więcej świeckich sięga po brewiarz, Liturgię godzin, docenia ten systematyczy codzienny kontakt z Bogiem. A księża??
HZ
~Hanys z Namysłowa
10 lutego 2026, 23:27
Szanowna Pani,w pełni się zgadzam z Pani poglądami, będąc już w podeszłym wieku, zadaję sobie pytanie jak robili to księża ktorzy mnie prowadzili do Boga, kościołów było mało,kilka wiosek to była normalna parafia, szkoły w każdej wiosce, ksiądz był jeden,na wszystko miał czas, uczył sam Religi, czasem mając przerwę widziałam go jak z brewiarzem w ręce spacerował i odmawiał brewiarz,nie słyszałem o żadnych skandalach ,przed Przenajświętszym Sakramentem się klękali, dziś nawet księża skłaniają tylko głowę,o klękanie już zapomnieli,a owieczki patrzą i wyciągają wnioski, dziś duchownym brakuje tylko jednego- wiary,innych ziemskich uciech mają pod dostatkiem, oczywiście są jeszcze świeci kapłani,takie rodzynki w cieście.
MS
~M S
9 lutego 2026, 14:16
Znam proboszcza, który nie ma mediów parafialnych ze zwykłego lenistwa, ale zamiast tego pod koniec kazania oderwanego od czytań mszalnych śpiewa piosneczkę z lat 80-tych XX wieku i... czeka na oklaski. A zatem źródło problemu jest bardziej uniwersalne, niecyfrowe.