Chcesz przybliżać do Boga siłą? To nie ewangelizacja, tylko krucjata

Chcesz przybliżać do Boga siłą? To nie ewangelizacja, tylko krucjata
Fot. Opracowanie własne przy użyciu AI

Zadaniem chrześcijan jest głoszenie Ewangelii tam, gdzie żyją. Wielu z nas próbuje robić to w swoich środowiskach – w rodzinie, szkole czy pracy. Problem zaczyna się wtedy, gdy stawiamy siebie w pozycji lepszych od innych. Wtedy zamiast zaproszenia pojawia się nacisk, a ewangelizacja zaczyna przypominać swoją karykaturę.

Możemy dziś zetknąć się z dwiema skrajnościami w głoszeniu Ewangelii. Z jednej strony pojawia się pokusa “miłości bez zobowiązań", a więc sprowadzania wiary do zdania: "Bóg cię kocha mimo wszystko". I to jest prawda. Sęk w tym, że często na tym się kończy. Bez zaproszenia do odpowiedzi, bez konieczności konkretnych decyzji, bez nawrócenia.

DEON.PL POLECA



Z drugiej strony mamy podejście zupełnie odwrotne. Takie, w którym pomija się miłość i miłosierdzie, a ich miejsce wypełnia lęk. Wiara sprowadza się wtedy do wizji Boga, który tylko czeka, by człowieka ukarać i potępić. W praktyce taka "ewangelizacja" polega głównie na straszeniu piekłem.

Niebezpieczeństwo polega na tym, że w obu przypadkach łatwo zgubić Ewangelię. Bo zamiast ją głosić, zaczynamy promować własną wizję wiary, Boga i Kościoła – często taką, która ma niewiele wspólnego z tym, czym chrześcijaństwo jest naprawdę.

"Jeśli się nie zmienisz, nie wracaj"

Jednak tym razem chciałbym zatrzymać się na moment przy tym drugim, skrajnym podejściu – opartym na strachu. To zjawisko w szczególny sposób ujawnia się w rodzinie. W każdej, nawet tej typowo wierzącej, są osoby, które omijają mury kościoła. Są to zarówno niewierzący, jak i ci, którzy nie przykładają większej wagi do przestrzegania wszystkich przykazań. I wcale nie chcę skupiać się właśnie na nich. Chodzi raczej o to, jak często w praktyce wygląda ich ewangelizacja, a właściwie to, w co potrafi się ona zamienić.

Można usłyszeć historie o rodzicach i synu czy córce, którzy stracili ze sobą kontakt po słowach: "Nie tak cię wychowaliśmy! Jeśli się nie zmienisz, to nie wracaj". Albo o dzieciach, które po miesiącach ciągłej krytyki po prostu wyprowadziły się z domu, by nie słyszeć nieustannego wytykania błędów, np. życia w związku niesakramentalnym. I wcale nie chodzi o to, żeby nie mówić prawdy Ewangelii – tej, która jasno wskazuje, co jest dobre, a co złe. Warto jednak zadać sobie pytanie: co w dłuższej perspektywie przynosi więcej dobra – słowne ataki i krytyka prowadzące do zerwania relacji, czy wypowiedzenie swojego stanowiska z jednoczesnym zapewnieniem o miłości?

DEON.PL POLECA


"Biada tym, którzy manipulują religią"

Religia może stać się narzędziem wywierania presji na innych – najczęściej na tych najbliższych. Dzieje się tak wtedy, gdy ktoś zaczyna stawiać siebie w roli niepodważalnego autorytetu moralnego, przekonanego, że zawsze wie, co jest dobre, a co złe. Z czasem bliscy mogą zacząć traktować taką osobę jak punkt odniesienia, a nawet uzależniać się od jej opinii – nie z przekonania, ale z obawy przed oceną i osądem.

Ewangelizacja, która nie szanuje wolności i duchowej autonomii drugiego człowieka, przestaje być ewangelizacją. Zamiast tego zaczyna przypominać formę przemocy religijnej. Bardziej niż do głoszenia Dobrej Nowiny można ją porównać do krucjaty – działania opartego na nacisku i agresji. O niebezpieczeństwie takiego podejścia mówił papież Leon XIV podczas swojej podróży do Afryki: "Biada tym, którzy manipulują religią i samym imieniem Boga dla własnych korzyści militarnych, ekonomicznych i politycznych, wciągając to, co święte, w ciemność i brud".

Choć słowa Ojca Świętego odnosiły się do problemów globalnych, trudno nie dostrzec, że mają one także bardzo konkretny wymiar w codziennym życiu. Kiedy próbujemy na siłę zmieniać innych, łatwo przestajemy prowadzić ich do Boga, a zaczynamy sprowadzać na własną ścieżkę. A ta nie zawsze prowadzi tam, gdzie powinna, gdyż bywa oparta na naszych domysłach, lękach i prywatnej wizji wiary. Wtedy nie jest to już ewangelizacja, lecz manipulacja.

Ewangelia nie potrzebuje wojowników

O Bogu można mówić bardzo dużo, a jednocześnie oddalać od Niego ludzi – nawet tych najbliższych. Można też mówić mniej, ale żyć tak, że świadectwo postawy staje się silniejsze niż słowa. Może zamiast wywierać presję i osądzać dzieci, które nie chcą zdecydować się na ślub kościelny i żyją w związkach niesakramentalnych, warto pokazać własnym małżeństwem, że było warto podjąć taką, a nie inną decyzję.

Bo żeby dawać świadectwo, trzeba pozostać wiarygodnym. Trzeba po prostu być. A może czasem potrzeba też rachunku sumienia: dlaczego przykład mojego życia nie stał się dla innych przekonujący? To niełatwe. Ale nie naprawią tego krzyk, pretensje ani manipulacje. Ewangelia nie potrzebuje walczących, ale potrzebuje kochających – nie "za", ale pomimo.

Dziennikarz i publicysta. Pisze o Kościele i wyzwaniach współczesnego świata. Ukończył z wyróżnieniem Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W 2023 roku nominowany do Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Ulrich Nersinger

Wielkie tajemnice. Aura skandalu. Materiał na dziesiątki filmów sensacyjnych. Wszystko to w jednej książce

Wydaje się, że Dekalog zakazuje szpiegowania. Ale czy na pewno? W swojej długiej historii Stolica Apostolska była uwikłana w znacznie więcej...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Chcesz przybliżać do Boga siłą? To nie ewangelizacja, tylko krucjata
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.