Kiedy przemoc nazywamy wychowaniem

Przemoc psychiczna wobec dziecka to nie wychowanie. Fot. depositphotos

Wracając ostatnio pociągiem, stałam się mimowolnym świadkiem sceny, która do teraz pali mnie w środku żywym ogniem. Siedziałam obok ojca z około dziesięcioletnim synem. Na początku – sielanka. Ciepła, radosna relacja. Ojciec właśnie odwoził małego do byłej żony i miał tam spędzić z nim kilka chwil. Wszystko wyglądało pięknie, dopóki nie runął domek z kart.

Nagle okazało się, że chłopiec zapomniał spakować okularów VR do grania. I w ułamku sekundy, na moich oczach, kochający tata przeobraził się w bezwzględnego, wyrachowanego potwora.

DEON.PL POLECA



Zaczęła się wielogodzinna manipulacja. Ojciec ostentacyjnie obraził się na dziesięciolatka(!), założył słuchawki, po czym co chwilę je zdejmował, tylko po to, by rzucić w stronę dziecka kolejny jad: że nic nie potrafi zrobić, że nie można mu ufać, że jest beznadziejny "dokładnie tak jak jego matka". Poziom mojego zdenerwowania sięgał zenitu. Chłopiec w końcu się popłakał i zapytał z dziecięcą, bezbronną mądrością: "Tato, ale dlaczego robisz taką aferę o zwykłą grę?". W odwecie ojciec postanowił ukarać go jeszcze bardziej. Powiedział, że nie jadą do domu, a zamiast tego za karę wracają pociągiem kolejne trzy godziny, tylko po to, żeby te okulary zabrać. Przez trzy godziny dorosły mężczyzna znęcał się psychicznie nad własnym synem z powodu kawałka plastiku.

Bicie się w pierś po fakcie boli najbardziej. Przyznam szczerze: oceniłam tego człowieka po wyglądzie, poczułam lęk i nie zareagowałam. Ale moim największym hamulcem była obawa o tego małego chłopca. Bałam się, że jeśli się wtrącę, ojciec naskoczy na niego jeszcze bardziej, a cała ta agresja skumuluje się na dziecku. Nie chciałam narażać go na kolejny potężny stres i dokładać mu wstydu przed całym przedziałem. Żałuję tego do dzisiaj. Czy mój głos coś by zmienił? Nie wiem, ale nikt nie powinien milczeć, patrząc na tak emocjonalny terror wobec bezbronnego dziecka.

"Sama zobaczysz, jak będziesz miała swoje"

To milczenie boli mnie tym bardziej, że kiedy jakiś czas temu postanowiłam jednak otworzyć usta, zderzyłam się z murem patologii. Może i większość z nas nie uważa takiego traktowania dzieci za normę, ale udając, że tego nie widzimy, dajemy na to ciche przyzwolenie.

DEON.PL POLECA


Stojąc na peronie kolejowym, obserwowałam rodzinę: model 2+2. Dwóch chłopców, na oko 8 i 10 lat, nudziło się, czekając na pociąg. Jak to dzieci, przedrzeźniali się, bawili w berka, delikatnie popychali. Nikomu nie przeszkadzali, nie robili nic złego. Ich ojciec siedział z nosem w telefonie, oglądając mecz. Co kilka minut, bez odrywania wzroku od ekranu, rzucał w ich stronę soczyste przekleństwa, szarpał ich i krzyczał.

Nie wytrzymałam. Podeszłam i zwróciłam mu uwagę, prosząc, by nie szarpał dzieci i odnosił się do nich z szacunkiem, po czym zostałam momentalnie obrażona. Usłyszałam, że się nie znam, żebym się nie wtrącała, a jak będę miała swoje dzieci, to "zobaczę i sama będę tak robić". Jednak prawdziwą wisienką na tym torcie była jego żona. Spojrzała na męża z rozrzewnieniem i rzuciła:

"Ach, pamiętasz, jak byliśmy młodzi i też mówiliśmy, że nigdy nie będziemy bić naszych dzieci?". Odejmując mi mowę, tamta kobieta nieświadomie obnażyła największy dramat rodzicielstwa: dziedziczenie przemocy jako normy.

Szanujemy obce osoby w tramwaju, szanujemy kurierów, kasjerów, szefów w pracy. Ale kiedy wchodzimy w rolę rodzica, wielu z nas uważa, że "własne" dziecko można bezkarnie obrzucać błotem, niszczyć mu poczucie własnej wartości i traktować jak emocjonalny worek treningowy. Bo przecież "jest moje", bo "mnie też tak wychowano", bo "życie jest ciężkie".

To nic innego jak czysta, egoistyczna przemoc psychiczna, na którą jako społeczeństwo dajemy ciche przyzwolenie, odwracając wzrok.

Dzieci nie zapominają chwil, w których najbliższa osoba na świecie mówi im, że są beznadziejne. Nie zapominają dorosłych, którzy zamiast miłości i wsparcia, dają im lęk, chłód i wieczną pretensję o to, że w ogóle istnieją i wymagają uwagi. Musimy zacząć o tym mówić głośno i reagować – nawet jeśli się boimy, nawet jeśli usłyszymy, że "to nie nasza sprawa". Bo ochrona dziecka przed własnym, toksycznym rodzicem to jest sprawa nas wszystkich. Zanim wyhodujemy kolejne pokolenie ludzi, którzy będą musieli leczyć się z własnego dzieciństwa.

Julia jest absolwentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Ignatianum oraz marketingu na Uniwersytecie Ekonomicznym. Interesuje się psychologią, współczesną komunikacją i wpływem mediów społecznościowych na pokolenie Gen Z. Szczególnie fascynuje ją analizowanie dwóch światów (cyfrowego i rzeczywistego) oraz tego, jak zmieniają one relacje międzyludzkie, emocje i sposób postrzegania rzeczywistości. Jej pasją są podróże, sport oraz obserwowanie ludzi i emocji, które inspirują ją do opowiadania historii o współczesnym świecie i relacjach międzyludzkich.
Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kiedy przemoc nazywamy wychowaniem
Komentarze (6)
ES
~Ewa Słota
21 lipca 2026, 08:14
Potem Te płatki śniegu - zostawiają rodziców - efekty widać: Dom Starości, Samotność, Opuszczenie - eutanazja. Przepraszam, że ja jak zwykle "bez ogródek" ... tak hodujemy dzieci, a potem Wychowujemy się w Domach Spokojnej Starości" coś za coś", a winę przerzucamy na dorosłe dzieci. Rodzic powinien być wymagający, dobry, wyrozumiały ..., a nie jak nadąsany nieznośny rozkapryszony ... Dzieciak- spokojnie Wychowa się na starość.
AA
Aesthetic Aesthetic
18 lipca 2026, 21:57
No, no. Wychowujmy bezstresowe płatki śniegu. Efekty widać ! Są wręcz spektakularne !
EH
~Errare humanum est
18 lipca 2026, 11:31
Po pierwsze chyba najważniejsze: wcale nie szanujemy innych ludzi: kasjerów, lekarzy, księży, pracowników call center, kurierów, przeciwników politycznych, rodziców, itd. (choć prawdopodobnie szanujemy szefów w pracy). Po wtóre nazywamy wychowaniem ochronę przed każdym stresem, przed porażką, przed konsekwencjami błędów, bo dzieci są zawsze bezbronne i zawsze niewinne, co skutkuje wysypem jak grzyby po deszczu poradni psychiatryczno-psychologicznych w każdym mieście- zapotrzebowanie wciąż rośnie. Po trzecie obarczenie winą dorosłych za dzieci kończy się tym, co jest : kryzysem rodzicielstwa, bo od wieków nie ma ludzi niepopełniających błędów a tym bardziej bezgrzesznych. Errare humanum est.
SH
~Stop Hipokryzji
19 lipca 2026, 09:51
Ojoj, kolejny sobotnio-niedzielny komandos klawiaturki prawi jak żyć. Dorosły dzieciaku skąd biorą się dzieci, z kapusty może, jak na kursach prawilnego Polaka uczyli? Daremni dorośli płodzą dzieci za które nie biorą odpowiedzialanosci i je hodują a nie wychowują - więc wina za dzieci, jak najbardziej obarcza się dorosłych, drogie dziecko.
TA
~Tomasz Anonim
18 lipca 2026, 09:48
Przemoc jest nie tylko przekazywana następnym pokoleniom ale internalizowana. Przede wszystkim stosujemy przemoc wobec siebie- rzadko kiedy zewnętrzny kat jest gorszy. Dopóki nie pokochamy siebie nie okażemy sobie miłosierdzia- nie będziemy w stanie kochać bliźnich.
NK
~Nie Katolik
18 lipca 2026, 09:17
To nie jest takie proste. Gdyby pani zwróciła mu uwagę, być może pani by się dowiedziała jakim pani jest potworem, a on - biedny, niezrozumiany. Współczuję jego byłej żonie. Zdarza się że tacy ludzie na początku zauroczą swoim zachowaniem, a zauroczeni mają skłonność do idealizowania drugiej osoby, i nie zaświeca im się czerwona lampka że coś z tą osobą jest nie tak. Zdarza się tak przy osobach o zaburzeniach narcystycznych, a małżeństwo z taką osobą jest koszmarem. Dziecku przy takim ojcu poczucie własnej wartości spada do zera, i to jest trauma która ciągnie się latami, w dorosłym życiu.