Koniec świata, jaki znaliśmy – co będziemy w stanie odbudować?

Leon XIV - fot. Grzegorz Gałązka

Miniony rok był dla bardzo wielu, jeśli nie wszystkich, czasem zaskoczeń i nagłych zwrotów akcji. Także dla Kościoła był to rok niezwykły. Dokonało się tak wiele. Śmierć papieża Franciszka, choć już od jakiegoś czasu oczekiwana, przyszła szybko i trochę jakby z zaskoczenia. Wybór Leona pod wieloma względami przełamał kilka ‘oczywistych’ – zdawałoby się – prawideł rządzących mechanizmami watykańskimi. Stało się to jeszcze bardziej niezwykłe w obliczu tego, czego byliśmy świadkami w polityce ogólnoświatowej.

Miniony rok był czasem przełomu i w gruncie rzeczy niespodzianek. Z kościelnego punktu widzenia największą niespodzianką był wybór kard. Roberta Prevosta z USA na papieża. To, co pod koniec XIX w. było strachem dla Ameryki, że Watykan będzie się mieszał w sprawy amerykańskie, a pod koniec XX w. było obawą Watykanu, że Amerykanin na czele Kościoła będzie zbyt kojarzony z polityką tego supermocarstwa, okazało się nieistotne dla kolegium kardynalskiego szukającego kolejnego następcy św. Piotra. Atutem kard. Prevosta było to, że był zakonnikiem, miał duże doświadczenie misyjne przez lata pracy w Peru i miał spore doświadczenie administracyjne zarządzania zakonem o ogólnoświatowym zasięgu, zdolnego do łączenia działalności Kościoła w różnych kontekstach społecznych, politycznych i kulturowych.

Myślę, że nie bez znaczenia było także to, że kard. Prevost jest niskiego wzrostu i ma łagodny charakter. W niczym nie przypomina zarozumiałego Jankesa z koltem przy pasie. A choć lubi konie i radzi sobie z jazdą wierzchem, o czym mogliśmy usłyszeć wiele, kiedy dostał w prezencie białego rumaka od polskiego hodowcy, to bardziej było to wspomnienie pracy misyjnej w Peru niż amerykańskich prerii i klimatów.

Miniony rok był także zaskoczeniem dla wielu z powodu radykalnych zmian w polityce ogólnoświatowej, a ostatnie zawirowania wokół Grenlandii tylko to jeszcze wyraźniej nam uświadamiają. Żyjemy w innym świecie, mniej przewidywalnym, niestabilnym. Wydaje się, że wszelkie dotychczasowe ‘bezpieczniki’ ładu społecznego i zawieranych traktatów pokojowych i gospodarczych zostały ‘wysadzone w powietrze’, a przed nami jest mgła, poprzez którą nie widać jasnych perspektyw na przyszłość.

Zaskakujące jest, jak ten idylliczny obraz ‘demokracji’ łatwo runął na naszych oczach i następuje drastyczny zwrot w relacjach pomiędzy państwami. To, co się liczy to ‘interes’ jakiejś grupy, jakiegoś narodu, nawet, jeśli nie jest to sprawiedliwe wobec innych społeczności. Język, że ktoś ma być ‘first’, co było hasłem wyborczym obecnego prezydenta USA, uświadamia nam, że procedury demokratyczne bez etyki stają się narzędziem wykluczania i niesprawiedliwości. Żyliśmy trochę w złudzeniu – może nawet bardziej niż trochę – że politycy są wybierani dla promowania dobra wspólnego. Ale, niestety, to dobro wspólne ogranicza się tylko do ich narodów, a nawet grup partyjnych, o czym w sytuacjach współczesnych napięć sami mówią.

Tym donioślejszy jest zatem głos Leona XIV, który nawołuje do powrotu do polityki rezygnacji z przemocy, ograniczenia bezwstydnie wysokich sum wydawanych na zbrojenia oraz do troski o najuboższych i potrzebujących. Dobrze to ujęli ostatnio w Chicago historycy dyskutujący o ośmiu miesiącach pontyfikatu pierwszego papieża pochodzącego z USA. Nie chodzi o to, by ‘America’ – czy ktokolwiek inny – był ‘first’, ale by ‘America’ – czy ktokolwiek inny – ‘cares’, by nadrzędną była troska o najsłabszych, bezbronnych i najbardziej potrzebujących. To jest prawdziwie chrześcijańskie podejście i to jest właściwy kierunek.

Ktoś żachnie się, mówiąc, że to jest ‘political fiction’, marzycielstwo. Być może, ale to jest bardziej chrześcijańskie podejście do relacji międzyludzkich niż język biznesu i utylitarystyczne traktowanie społeczeństw, a nawet całych narodów.

Świat zmienił się nie do poznania na naszych oczach. Nie ma się co łudzić, bo już nie ma powrotu do tego, co było. Co zatem możemy robić? Żeby odbudować zaufanie i społeczną więź potrzebujemy przede wszystkim obudzić w nas współczucie, troskę i miłosierdzie. Tylko wtedy będziemy w stanie budować bardziej ludzki i bardziej Boży świat.

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Koniec świata, jaki znaliśmy – co będziemy w stanie odbudować?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.