Lęk przed pobrudzeniem tego, co święte

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Depositphotos

Budowanie murów wokół sacrum, by nie pobrudzić człowieczeństwem tego, co święte, to patologia chrześcijańskiej duchowości. Nie można temu, co boskie, przeciwstawiać tego, co szlachetnie ludzkie. Chrystus przebóstwił nasze człowieczeństwo, by sacrum stało się naszą codziennością, zamieszkało w naszych domach, uświęcało nasze spracowane dłonie i pogłębiało nasze relacje.

Sacrum trzymane pod kloszem

Przez wieki Kościół mówił językiem, który oddalał ludzką codzienność od Ewangelii. Czas pracy i rozrywki od czasu na modlitwę. Sprawy domowe od spraw kościelnych. Nawet imię Matki Jezusa nauczono nas w Polsce wymawiać inaczej, godniej, bardziej uroczyście, nie po domowemu. Imię Maryi ma być jasno oddzielone od imion naszych matek, sióstr i córek, które ochrzciliśmy tym samym imieniem. Nazwanie Bożej Rodzicielki Marią, a nie Maryją, byłoby odebraniem jej wyjątkowości, jakiej nie ma żadna z naszych ziemskich matek i mieć nie będzie. Tak, jakby świętość i wyjątkowość były poza ich zasięgiem.

W Hiszpanii rodzice nazywają swoje dzieci imieniem Jezus. U nas byłoby to nie do pomyślenia. Nie przeszłoby nam przez gardło. Spowodowałoby duże zamieszanie i zrodziło obawy, że imię Zbawiciela spowszednieje. Słyszelibyśmy na ulicy: "Jezusie chodź do domu!". W szkole: "Jezus do odpowiedzi!". Jezus mężem, Jezus kierowcą autobusu, Jezus prezesem przedsiębiorstwa, a nie daj Boże – aresztowanym za jakieś przestępstwo. Trzeba strzec tego, co święte – mówi mi zwolenniczka trzymania sacrum pod kloszem.

DEON.PL POLECA



Nieosiągalna świętość

Oprawa parafialnej Liturgii wydaje się być daleka od życia i powszechnego rozumienia świętowania. Niby radosne dziękczynienie, a jednak dla wielu drętwy obowiązek i konieczność ciągłego uciszania dzieci. Czasem nadrabiamy to pompatycznością, odświętnym strojem i piękną oprawą muzyczną. Stół Eucharystyczny urasta do rangi niedostępnego dla świeckich ołtarza, choć wiemy z teologii, że jedynym ołtarzem w chrześcijaństwie jest krzyż, na którym zawisł Zbawiciel świata. Posługującego przy stole tytułujemy kapłanem, aby nie mylić go z kelnerem i nie myśleć o nim jako o służącym. A cóż złego jest w byciu kelnerem i to wśród kapłanów? Tak, wśród zgromadzenia kapłanów i kapłanek. Jesteśmy bowiem ludem kapłańskim. Słyszymy to podczas Mszy świętej i czytamy o tym w Ewangelii, ale gdybym podczas homilii zwrócił się do wiernych „drodzy kapłani i kapłanki”, wielu zarzuciłoby mi niesmaczny żart. Tylko ksiądz ma dłonie poświęcone. Wierni, co najwyżej umyte.

Kolejna praktyka, która moim zdaniem oddala nas od Chrystusa, to adoracja Pana Jezusa obecnego pod postacią chleba tuż po Mszy świętej, gdy wierni nakarmieni są Jezusem. Wpatrywanie się w monstrancję stojącą daleko, zwykle na stole Eucharystycznym, utwierdza katolików w przekonaniu, że to co wydarzyło się podczas Komunii ma niewielkie znaczenie, bo Jezus jest nadal gdzieś tam, a nie tu, we mnie. Dodawane wówczas litanie i modlitwy sugerują, że Ofiara Eucharystyczna była niewystarczająca. Trzeba jeszcze coś dodać, pomodlić się, rozmodlić tłum, bo po wyjściu z kościoła nie będzie już czasu dla Pana Boga. Sacrum zostaje w kościele. Gdy byłem dzieckiem, bardzo boleśnie przeżywałem to przedłużanie liturgii.

Nie lubimy posyłać zwykłych ludzi

Gdy papież Franciszek postanowił wyróżnić katechetów ustanawiając ich ciężką pracę posługą katechety, to wymyśliliśmy w Polsce nowe słowo „katechista”, by tej wyjątkowej i zaszczytnej posługi nie mieszać z pracą zwykłego katechety. Niegodnego takiego zaszczytu.

Przyzwyczailiśmy wiernych, że posługi w Kościele nie są dla zwykłych ludzi. Nawet koszyk z tzw. „święconką” musi być pobłogosławiony przez osobę noszącą sutannę, bo człowiek w spodniach, nawet jeśli jest głową rodziny, może najwyżej wynieść śmieci po świątecznym śniadaniu. Po tylu wiekach oddalania sacrum od codziennego życia jest prawie niemożliwe przekonanie kierowcy samochodu, że sam może uroczyście pobłogosławić zakupiony samochód. I nie potrzebuje do tego, ani księdza ani wody święconej. Podobnie, jeśli chodzi o pobłogosławienie nowego mieszkania. Nie potrzeba tu pośrednictwa księdza. Ojciec lub matka mogą tak samo ważnie i podniośle odmówić tę samą modlitwę, jaką odmawia przy takiej okazji diakon, prezbiter czy biskup. Jednak w polskiej mentalności dom bez fizycznej obecności księdza i jego kropidła pozostaje „niepoświęcony”. Nadal trudno jest przekonać wiernych, że bycie księdzem nie oznacza bycia kimś ważniejszym, że sakrament święceń nie czyni człowieka pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Gdyby wszyscy to zrozumieli, mniej byłoby kobiet walczących o dopuszczenie ich do tej wymagającej pokory posługi.

Świecki szafarz w wielu parafiach wciąż budzi opór proboszczów, którzy wolą, aby wierni stali w długich kolejkach, niż żeby „zwykły człowiek” dotykał Hostii. W Polsce dopiero niedawno dopuszczono kobiety do roli akolity, choć wielu księży wciąż jest przekonanych, że obecność kobiety w pobliżu tabernakulum jest czymś niewłaściwym.

Hostia ubrudzona spracowanymi dłońmi

Wiele robimy, aby sacrum odsunąć od „zwykłych ludzi” na bezpieczną odległość. Dlaczego? Przecież Jezus przyszedł na świat, aby wszystko uświęcić. Przyszedł, aby uświęcić naszą codzienność, a nie udoskonalić nasze święta i uroczystości. Nie zamierzał tworzyć pałaców dla purpuratów i honorowych miejsc za stołem dla szczególnie pobożnych i zasłużonych. Kościół jest ludowy, a jego hierarchia jest odwrotna do tej, którą znamy ze świata. Odciski na stopach biskupa idącego z wiernymi w pielgrzymce, więcej znaczą niż tradycyjne insygnia jego władzy. Bardziej potrzeba Kościołowi prezbiterów, którzy są zasłuchanymi więźniami konfesjonału, niż mistrzami kościelnych ceremonii.

Jezus stał się człowiekiem, by być blisko każdego „po wszystkie dni, aż do skończenia świata”, a nie na piedestale. Nie tylko w chwilach podniosłych i uroczystych, ale w zwykłej codzienności, w domu, na ulicy i w pracy. Nie bójmy się, że świecki katolik pobrudzi Hostię spracowanymi dłońmi. Bójmy się raczej, że naszą nieudolną służbą przeszkodzimy mu przyjaźnić się z Bogiem, nazywać swoją ukochaną córkę Maryją i błogosławić uroczyście wszystko, czym na co dzień żyje.

DEON.PL POLECA

Dyrektor Europejskiego Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie Falenicy. Redaktor portalu jezuici.pl Studia teologiczne i biblijne odbył na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, a studia z zarządzania oświatą na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pracował we Włoszech jako wychowawca w ośrodku dla narkomanów oraz prowadził w Gdyni Poradnię Profilaktyki Uzależnień. Przez 21 lat kierował placówką doskonalenia nauczycieli Centrum Arrupe, w latach 2002-2007 był dyrektorem Gimnazjum i Liceum Jezuitów w Gdyni, a w latach 2019-2024 socjuszem Prowincjała. Autor książek z dziedziny edukacji i duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Lęk przed pobrudzeniem tego, co święte
Komentarze (41)
KP
~katolik pomniejszego płazu
18 sierpnia 2026, 08:55
"Przez wieki Kościół mówił językiem, który oddalał ludzką codzienność od Ewangelii. Czas pracy i rozrywki od czasu na modlitwę. Sprawy domowe od spraw kościelnych." Co za bzdurne zdanie... było zupełnie odwrotnie - cały cykl dnia, roku, pracy był przesiąknięty Bożą obecnością, od znaku krzyża kreślonego na chlebie, przez życzenie Bożego błogosławieństwa w pracy (co dobrze pamiętam), obecność w życiu świętych patronów po wspólne celebracje śmierci i pogrzebu. Można zapytać dlaczego na tym tle "nowa ewangelizacja"jest o tyle abstrakcyjna co jałowa.
KP
~katolik pomniejszego płazu
16 sierpnia 2026, 23:52
Nie prościej poszukać sobie jakiegoś zboru a katolików zostawić w spokoju?
MW
~Miki Wastaki
17 sierpnia 2026, 12:18
Prościej, ale i błędniej. Zostawiać tych których nie lubimy aby przyłączyć się do tych o których wiemy że błądzą ? Jaki to sens?
KP
~katolik pomniejszego płazu
17 sierpnia 2026, 15:54
Nie, błędnie jest bałamucić katolików udając księdza
KP
~katolik pomniejszego płazu
16 sierpnia 2026, 23:48
Nie prościej poszukać sobie jakiegoś zboru a katolików zostawić w spokoju?
ES
~Ewa Słota
16 sierpnia 2026, 19:17
Mamy wolną wolę i rozum- (zawsze możemy naszego " szczekusia" wypuścić na wolność). Tylko miłość do Boga, Jezusa, Maryi, Świętych powoduje, że służymy, a i tak uczymy się tej miłości do końca. Miłość napędza, a co jeśli nie kocham ( tej, tamtej, owej)? Przypominam sobie Ewangelię, że mam kochać każdego modlić się za nieprzyjaciół ... ( wtedy włączam rozum). A co jeśli rozum na Nie? Wtedy pomagają wyuczone wcześniej zalety np. odpowiem z uśmiechem dzień dobry ( choć wymiękam i ciśnienie mam na maxa). Nabywanym dobrych cech ( tresurka) i wtedy; uśmiechnę się, zapytam o dzień. Ewangelia mnie zachwyca - ale wprowadzanie Jej w życie jest trudem, etapem - ciągle się uczę, nabywam dobrych cech. To moje nawracanie się trwa i trwa ... (taki szczeniaczek, który przyjaźnie merda ogonkiem) ... Pozdrawiam Nie Katolika ...
NK
~Nie Katolik
17 sierpnia 2026, 20:25
Ja nie lubię gdy ktoś przede mną udaje że mnie lubi. Chcę wiedzieć, że jestem naprawdę kochany a nie że ktoś zachowuje się przede mną tak, jakby mnie kochał. Tak samo ja pragnę być szczery w miłości, a nie być tresowany na takiego co zachowuje się tak, jakby kochał. Jezus jest w tym wszystkim szczery. Dlatego wiem, że Jemu warto ufać. Moja więź z Jezusem to nie jest łańcuch tylko więź zaufania. I też pozdrawiam. Wolałbym żeby mnie pani naprawdę lubiła.
MG
~Marta g.
16 sierpnia 2026, 11:09
Księże Wojciechu, chapeau bas!
AS
~Antoni Szwed
15 sierpnia 2026, 12:17
W naszej świadomości sacrum musi być wyraźnie odróżniane, a nawet oddzielane, od profanum. Nie można ich utożsamiać ani na siebie nakładać tak, by zatraciły swoją odrębność. Mówimy „Maryja” nie „Maria”, by odróżniać Matkę Boga od kobiet o imieniu „Maria”. Maryja z Nazaretu nie była przypadkową izraelską dziewczyną (kobietą), Ona od samego początku była wybrana przez Boga. Była Niepokalanie Poczęta (to jest dogmatyczna prawda Kościoła a nie czyjaś opinia), podczas gdy wszyscy inni są obciążeni skutkami grzechu pierworodnego. To protestanci, którzy na ogół pogardzają Matką Bożą, widzą w Niej przypadkową kobietę, którą Bóg niemalże losowo wybrał, by Jezus mógł się Wcielić. Maryja mimo swej pokory i prostoty jest Królową Nieba, naszą Wspomożycielką, Orędowniczką, Matką Boga i naszą Matką, a więc nie jest koleżanką z pracy, towarzyszką spędzania wolnego czasu itd. Żmudziński wszystko to lekceważy, stając po stronie protestantów, nie katolików.
NK
~Nie Katolik
15 sierpnia 2026, 18:15
No właśnie z szacunku dla Boga powinniśmy robić to, czego Bóg chce i od nas oczekuje, a nie to, co my oczekujemy od Boga że powinien od nas oczekiwać. Bóg jest niezwykle pokornym Bogiem. Maryja też z resztą jest niezwykle pokorna. Bóg nie potrzebuje piedestału, i Maryja też nie. Chrześcijaństwo jest zupenie o czymś innym.
SX
~Stanisław X
15 sierpnia 2026, 23:09
"Maryja jest naszą Matką, a więc nie jest (...) towarzyszą spędzania wolnego czasu" - A może właśnie z tego powodu nią jest? Nie wiem jak Pan, ale ja czasem z biologiczną mamą posiedzę przy herbacie, porozmawiam o rzeczach bardziej i mniej ważnych. Dlaczego z ową duchową Matką ma być inaczej? Jezus podobnie - mówił, że nie nazywa nas niewolnikami, lecz przyjaciółmi. Z teologii również wiemy, że - poza byciem naszym Panem - jest też naszym bratem. Czy według Pana braterstwo Jezusa i macierzyństwo Maryji wobec nas nic nie znaczy? Może teologia powinna poprzestać na podkreślaniu, że Jezus jest Panem, a Maryja Królową, żeby przypadkiem katolikowi do łba nie przyszły niebezpieczne pomysły?
SX
~Stanisław X
15 sierpnia 2026, 23:45
Mówi Pan też, że "sacrum musi być wyraźnie odróżniane, a nawet oddzielane, od profanum". Czy nie frustruje Pana w takim razie fakt, że nikt tak bardzo nie sprofanował sacrum jak Bóg? Nikt poza Nim samym nie byłby zdolny do uczynienia z Boga człowieka. Bóg narodził się jako człowiek w brudnej, śmierdzącej stajni i został położony w miejscu, z którego bydło żre paszę. Żył następnie takim życiem, jakim żyją ludzie, łącznie z takim profanum jak załatwianie się. Czy przyszło kiedyś Panu do głowy, że Bóg "chodził na dwójkę"? Czy może sama myśl była dla Pana tak obrazoburcza, że nie dopuścił jej Pan do głowy? Bóg z pełną premedytacją doprowadził do całkowitego wypełniania sfery profanum sferą sacrum. Uświęcił swoją obecnością absolutnie każdy element ludzkiego życia, każdy ból i każdą prozaiczność. A Pan desperacko próbuje oddzielić sacrum od profanum? Mogę jedynie życzyć powodzenia.
AS
~Antoni Szwed
16 sierpnia 2026, 19:31
Owszem, Bóg jest pokorny i miłuje człowieka, ale JEDNOCZEŚNIE cechuje Go Boski Majestat. Bóg nie jest kimś na posyłki, zwłaszcza wobec ludzi, którzy na pierwszym miejscu stawiają siebie a nie Boga. Owszem, Maryja jest pokorna zwłaszcza wobec Boga, ale jednocześnie jest Królową Nieba, jest wyniesioną ponad wszystkich ludzi i aniołów Matką Boga. Z tego tytułu przysługuje Jej wielka godność i szacunek. O tym nigdy nie należy zapominać.
AS
~Antoni Szwed
16 sierpnia 2026, 19:48
Ad Stanisław X) Pan opacznie zrozumiał moją wypowiedź. Bóg pozostaje Bogiem TAKŻE WTEDY, gdy Wciela się w człowieka. Sacrum NIE ROZPŁYWA się w profanum. Bóstwo nie ROZTAPIA SIĘ w człowieczeństwie!! Chrystus ma dwie Natury Boską i Ludzką, które współistnieją w Jednej Osobie Chrystusa. Na ten temat odbyło się wiele dysput w pierwszym tysiącleciu Kościoła, które "usiłowały "racjonalnie" pogodzić te dwie Natury w Chrystusie. Kościół wszystkie ogłosił je jako heretyckie. Sacrum niezależnie od tego, jak łączy się z ludzkim profanum, NADAL pozostaje Sacrum i zarazem Tajemnicą zdecydowanie wykraczającą poza profanum doczesnego świata. Dlatego nie należy stawiać znaku równości między Sacrum Boga a profanum ludzkiego świata zanurzonego w doczesności, z czego NIE WYNIKA, że Sacrum na swój sposób nie jest obecne w profanum doczesności.
KP
~katolik pomniejszego płazu
17 sierpnia 2026, 00:02
Panie Stanisławie, proszę się nie krępować i wysuwać dalsze wnioski- Bóg dał się zabić przez ludzi, więc pewnie żadne świętokradztwa i profanacje nie mają już znaczenia.
NK
~Nie Katolik
17 sierpnia 2026, 18:32
Pan bardzo po ziemsku myśli o zaszczytach. Jedna rzecz to kim jest Bóg, Maryja, a druga - kim jest dla mnie.
AS
~Antoni Szwed
15 sierpnia 2026, 12:11
Tym bardziej Jezus Chrystus nie jest zwykłym mężczyzną jakich miliardy na świecie. Jest Bogiem-Człowiekiem, a więc nie jest kolegą, kumplem, sąsiadem z naprzeciwka, jest Bogiem w całym swoim Majestacie, któremu należy się z naszej strony cześć, uwielbienie i posłuszeństwo. Żmudziński powołuje się na Hiszpanów, że oni nadają chłopcom imię „Jezus”. To synteza pewnych historycznych zaszłości i bezrefleksyjności Południowców. Rzecz niegodna naśladowania. Nie chodzi o to, by trzymać „sacrum pod kloszem”, lecz o to by oddawać Bogu należną cześć. Między Bogiem (Bogiem Ojcem, Chrystusem, Duchem Świętym) a człowiekiem istnieje nieskończona różnica jakościowa. Współistnienie Boga i Człowieka w Chrystusie jest Tajemnicą, której żadna myśl ludzka nigdy nie rozwieje. Bóg nas kocha, ale z tego NIE wynika, że jest nam istotowo równy. Z naszej strony należy się Bogu najwyższa cześć i posłuszeństwo. To On jest naszym Stwórcą a nie odwrotnie.
SX
~Stanisław X
15 sierpnia 2026, 23:16
Jezusowi należy się cześć, uwielbienie i posłuszeństwo - pełna zgoda, ale jakoś nie zająknął się Pan o tym, że Jezus jest również naszym bratem i przyjacielem. To jest rewolucja, którą chrześcijaństwo wprowadziło. To, że Bogu należy się cześć i posłuszeństwo wiedzieli już Izraelici, jednak bluźniercze było dla nich (i jak widać dla wielu chrześcijan dalej jest) spoufalanie się z n Nim. A jednak Jezus nazwał nas swymi przyjaciółmi, a swojego Ojca kazał nazywać naszym Ojcem. Zdaje się Panu kompletnie umykać ten fundament naszej religii, przelatywać gdzieś nad głową.
AS
~Antoni Szwed
16 sierpnia 2026, 19:25
Jezus odpowiedział: "I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom rzekł: "Oto moja matka i moi bracia". Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką." [Mt 12, 49-50]. A więc przyjacielem jest ten, kto PEŁNI WOLĘ Ojca. To jest WYRAŹNE wymaganie Boga!. Zatem nie można być kumplem, kolegą Pana Jezusa, mówić, że On jest naszym bratem, i kompletnie lekceważyć Wolę Boga (łącznie z Jego przykazaniami). Wielu współczesnych katolików w ogóle o tym nie pamięta, bo sami duchowni o tym zapomnieli i tego nie nauczają.
KP
~katolik pomniejszego płazu
17 sierpnia 2026, 00:10
Panie Antoni, przecież to jest funkcjonariusz jakiegoś innego wyznania
AS
~Antoni Szwed
15 sierpnia 2026, 12:08
Szanowny Żmudziński kapłan nie jest kelnerem (nawet jeśli samego siebie tak nazywasz). To u protestantów tak jest, u nich każdy „duchowny” jest po prostu człowiekiem świeckim. W Kościele katolickim kapłan, to ktoś, kto otrzymał sakrament kapłaństwa, a więc szczególną łaskę do sprawowania Ofiary Jezusa Chrystusa jako „alter Christus” (w sposób widzialny, w zastępstwie Chrystusa). Z tytułu tego sakramentu kapłan NIE JEST równy świeckiemu i nie może być przez tego ostatniego zastąpiony przy ołtarzu. Żmudziński, na modłę protestancką, faktycznie opowiada się za zniesieniem (wręcz unicestwieniem) kapłaństwa i, konsekwentnie, za zniesieniem Mszy Świętej jako Ofiary Chrystusa. Bez Mszy św. nie ma Kościoła katolickiego, lecz jeszcze jeden zbór protestancki.
AS
~Antoni Szwed
15 sierpnia 2026, 12:04
Przyjęcie Pana Jezusa w komunii św. to jeden akt (najważniejszy), ale jest rzeczą złą, jeśli wierny, który dopiero co przyjął komunię św. nie ma chwili czasu, by tę obecność Boga w sobie rozważać, dziękować za nią itd., bo Msza św. już za pół minuty ma się skończyć. Czas, pośpiech, ksiądz nie ma czasu i ludzie nie mają czasu, uciekać z kościoła, uciekać … Dlatego ten drugi akt jest koniecznie potrzebny. Wystawienie Najświętszego Sakramentu z Żywym Jezusem jest czasem, w którym wierny dojrzewa do tego, by się z Nim spotkać, by Mu coś powiedzieć lub pokornie przed Nim pomilczeć. Także odmawianie modlitw nie jest stratą czasu, lecz pomaga nam wejść w przestrzeń Boga, na co właśnie potrzeba czasu. My, ludzie potrzebujemy tego czasu, nie Bóg, dla którego wszystko dzieje natychmiast. Adoracja Najświętszego Sakramentu znowu istotnie różni nas od protestantów, którzy jej nie mają. Żmudziński chce nas przekonać, że adoracja jest niepotrzebna, że mamy przestać być katolikami.
E3
edoro 333
15 sierpnia 2026, 20:06
Mam wrażenie że niestety nic Pan z tego artykułu nie zrozumiał
AS
~Antoni Szwed
16 sierpnia 2026, 19:51
A co ma do powiedzenia poza "wrażeniem"? Jakie jest Pana rozumienie?
AS
~Antoni Szwed
15 sierpnia 2026, 11:56
Nie należy stwarzać wrażenia, że świecki może zastąpić kapłana we wszystkim przy ołtarzu, i to jeśli jeszcze nie teraz, to w niedalekiej przyszłości. To błędne jezuickie myślenie, do niedawna szczególnie mocno wspierane przez jezuitę Franciszka, to droga do unicestwienia Kościoła katolickiego i obrócenie go w jeszcze jedną chrześcijańską sektę. To droga donikąd.
ES
~Ewa Słota
15 sierpnia 2026, 11:40
Można puścić " psa" na wolność - ale przypominać " mu", że jest na łańcuchu. Aby nie gryzł, dobrze się sprawował. Mamy wolną wolę - ale ciągle sobie przypominamy o zasadach, etyce, wartościach, Przykazaniach ... (Wiem wiem pieska należy wytresować). Człowiek powinien przypominać sobie Nauczanie Kościoła, Ewangelię ( czyli się wytresować) ... Wolność+ Rozum ...
NK
~Nie Katolik
15 sierpnia 2026, 22:45
Właśnie - Ewangelie, rozum. Sam Jezus powiedział że nie przyszedł aby Mu służono lecz aby służyć. A gdy zapytano się Go kto jest najważniejszy w Królestwie Bożym, powiedział - dziecko. Niech mnie pani przekona że w Kościele Katolickim to nie jest tylko czcza teoria. Ten Kościół by zupełnie inaczej wyglądał.
NK
~Nie Katolik
15 sierpnia 2026, 07:54
Ludzie którzy ciągnęli do Jezusa wcale nie byli pobożni. Wręcz przeciwnie, wśród ludzi pobożnych budzili nieraz wstręt. Myślano że Jezus jest jakimś szarlatanem, wariatem, kimś podejrzanym, kto pojawił się znikąd i omamił ludzi. Mówienie o Bogu, który umarł na Krzyżu - dla jednych to była głupota, dla innych zgorszenie. A po jakimś czasie Bóg został z powrotem postawiony na piedestale. Razem z Maryją.
E3
edoro 333
14 sierpnia 2026, 20:58
Niesamowicie mądre słowa i ważne
MB
~Marta Be
15 sierpnia 2026, 22:50
Wspaniałe mądre słowa bardzo potrzebne w dzisiejszej rzeczywistości
IF
~Igor Ferr
14 sierpnia 2026, 20:47
Ojciec od wielu już setek artykułów atakuje nadmierne oddzielenie sakrum od profanym, robienie misterium z tego co święte, traktowanie świętości jako czegoś innego od normalnego życia. Niektóre z tym uwag ojca są słuszne, ale wpada ojciec z całym impetem w postulat sekularyzacji i wulgaryzacji wszystkiego co sakralne i Boże. A jednak ja bardziej słucham Tego, który mówił uczniom żeby psom nie rzucali tego co święte. Nawet jeżeli te psy w oczach wielu są dziś ważniejsze niż ludzie.
NK
~Nie Katolik
15 sierpnia 2026, 19:56
Oprócz tego zdania, w kazaniu na Górze są jeszcze bite dwa rodziały zdań Jezusa. To, co w nim Jezus mówi, powinna być świętość.
KK
~K K
14 sierpnia 2026, 15:04
"Podobnie, jeśli chodzi o pobłogosławienie nowego mieszkania. Nie potrzeba tu pośrednictwa księdza. " Żmudziński, ludzie powinni Ci ten cytat z twojego tekstu przypomnieć, kiedy będziesz chodził w zimie po koledzie. Jak zastaniesz w jednym lub drugim bloku lub domu zamknięte drzwi i wrócisz bez kasy w kopercie i nie będzie co do gara wrzucić to wtedy może zmadrzejesz.
Wojciech Żmudziński SJ
14 sierpnia 2026, 16:30
Nie chodziłem nigdy "po kolędzie", ale z tego, co wiem, jest to nazwa wizyty duszpasterskiej w parafii. Dobry pasterz wysłuchuje wiernych i błogosławi im. Odwiedzając ich w domu, wnosi pokój. Każdego roku może uroczyście pobłogosławić mieszkanie, nawet jeśli było już nieraz błogosławione. Można każdego dnia błogosławić miejsca, w których żyjemy i ksiądz nie jest do tego niezbędny. Błogosławieństwo mieszkania przypomina wszystkim domownikom, że ich codzienne życie powinno być miłe Bogu. Nie bierze się za to pieniędzy, co nie oznacza, że nie można złożyć ofiary na jakiś cel związany z rozwojem parafii. Zachęcam wszystkich chrześcijan do uroczystego błogosławienia miejsc, w których żyją i pracują. Pozdrawiam
SX
~Stanisław X
14 sierpnia 2026, 16:42
Innymi słowy Pana argumentem jest to, że ksiądz takim artykułem strzela sobie finansowo w kolano? Cóż, jak dla mnie to zwiększa jego wiarygodność, natomiast osłabia Pańską. Ponadto podejrzewam, że nigdy nie przeszedł Pan z ks. Żmudzińskim na Ty, więc proponuję zachować więcej kultury.
EM
~Ewa Maj
14 sierpnia 2026, 12:21
Dziś rano, myjąc naczynia, myślałam sobie, jakie pytanie chcialabym zadać Marii z Nazaretu, córce Anny i Joachima, gdybym miała okazję z Nią porozmawiać. Spytałabym Ją, czy naprawdę przez całe życie nie znała żadnego mężczyzny? Takie myśli mnie naszły w przededniu wniebowzięcia z duszą i ciałem.
Wojciech Żmudziński SJ
14 sierpnia 2026, 16:39
Biorąc pod uwagę kontekst historyczny ówczesnych czasów, to wskazuje on na to, że niezamężna kobieta z dobrego domu, nie mogła być z innym mężczyzną, jak tylko z mężem. Ale pytanie można Marii zadać, jeśli nadarzy się taka okazja. Czemu nie? Natomiast Józef, według niektórych przekazów wczesnej tradycji, miał żonę, która zmarła i pozostawiła na świecie synów i córki - rodzeństwo przyrodnie Jezusa. Pozdrawiam
NK
~Nie Katolik
15 sierpnia 2026, 17:48
Jak się ma pozostanie do końca życia dziewicą do świętości?
NK
~Nie Katolik
14 sierpnia 2026, 06:37
Albo trzyma się psa na łańcuchu, albo puszcza się go wolno. Jaki jest sens trzymać psa na łańcuchu i mówić mu że jest wolny?
EM
~Ewa Maj
16 sierpnia 2026, 21:17
Symbole, choć czasem coś wyjaśniają, jednocześnie są wieloznaczne i często niejasne. Czym jest łańcuch w przytoczonym obrazie? Prawem Bożym? Przykazaniami?
NK
~Nie Katolik
17 sierpnia 2026, 14:53
Mój wpis nawiązuje do artykułu. Jedni wydają się być bardziej uprawnieni do tego by być blisko Boga, inni mniej. Jednym wolno więcej, innym mniej. Ci bardziej uprawnieni to ten "łańcuch". A Bóg jest blisko każdego. Wręcz Bóg pragnie byśmy wszyscy się do Niego przybliżali. Słowa Jezusa to nie jest żaden łańcuch tylko coś, co daje życie.