Leon XIV: Bóg nie słucha ich modlitwy. Czyjej?

Fot. AI

Podejście Kościoła do kwestii wojny ma znaczenie, ponieważ stanowi on autorytet moralny, uznawany nie tylko przez wierzących katolików. Historia pokazuje, że zmagał się z tym tematem wiele razy.

W krótkiej homilii wygłoszonej w Niedzielę Palmową (29 marca br.) na Placu św. Piotra papież Leon XIV, mówiąc o Jezusie, siedem razy użył sformułowania „Król pokoju”. Zachęcał, by spojrzeć na Chrystusa, jako Króla Pokoju, „gdy wokół Niego trwają przygotowania do wojny”. Mówił o Jezusie, który „pozostaje niewzruszony w łagodności, w czasie gdy inni szaleją w przemocy”. Mówił o Jezusie, który ofiarowuje się jako ukojenie dla ludzkości, wtedy, gdy inni chwytają za miecze i kije.

DEON.PL POLECA




„Bracia i siostry, oto nasz Bóg: Jezus, Król pokoju. To Bóg, który odrzuca wojnę, którego nikt nie może wykorzystać do usprawiedliwienia wojny, który nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą, i odrzuca ją” – powiedział Następca św. Piotra. Właśnie to sformułowanie wychwyciły i nagłośniły niektóre media. Nic w tym dziwnego. To stwierdzenie stanowcze i kategoryczne. Ale też stwierdzenie, które może się (także części katolików) wydawać szokujące, bo zbyt daleko idące lub za ogólne.

Podobnie, jak bulwersujące okazywało się dla wielu stanowisko papieża Franciszka, który uważał wojnę za zło absolutne i trzymając się tego poglądu nie piętnował agresora ani nie pochwalał tych, którzy się bronili. Brak jasnego przeciwstawienia agresora i napadniętego budził również wśród licznych katolików (także w Polsce) duże rozczarowanie.

Podejście Kościoła do kwestii wojny ma znaczenie, ponieważ stanowi on autorytet moralny, uznawany nie tylko przez wierzących katolików. Historia pokazuje, że zmagał się z tym tematem wiele razy. Chrześcijanie pierwszych wieków byli pacyfistami, co wyrażało się m.in. w unikaniu służby wojskowej. Jednak wojny nie znikały. Jak można przeczytać w „Słowniku teologii biblijnej”, wojna jako forma przemocy „we wszystkich epokach była i jest elementem bardzo ważnym dla istnienia człowieka”. W Starym Testamencie nie brakuje opowieści o wojnach, w których zaangażowany był autorytet samego Boga, stającego zdecydowanie po jednej ze stron konfliktu zbrojnego. Prowadzone przez Naród Wybrany wojny ofensywne prezentowane są jako święte i usprawiedliwione.

We wspomnianej homilii Leon XIV zwrócił uwagę, że Jezus, król pokoju, nawet gdy znalazł się w zagrożeniu, „Nie chwycił za broń, nie bronił siebie, nie stoczył żadnej wojny. Objawił łagodne oblicze Boga, który zawsze odrzuca przemoc, i zamiast ocalić samego siebie, pozwolił się przybić do krzyża, aby objąć wszystkie krzyże postawione w każdym czasie i miejscu w dziejach ludzkości”. Jednak pełna wojen rzeczywistość, w której żyli chrześcijanie, sprawiła, że ich stanowisko ewoluowało. „Jednym z pierwszych ojców Kościoła, który pochwalał działania wojenne, był Atanazy Wielki, biskup Aleksandrii. Za godne pochwały uznawał zabicie nieprzyjaciela, ale tylko w wojnie, która rozumiana była jako wojna sprawiedliwa” – przypomniała Sylwia Sperling w artykule „Chrześcijanie wobec wojny na przełomie IV i V wieku”. Atanazy zmarł w roku 373.

Koncepcja wojny sprawiedliwej przez wiele stuleci była fundamentem w podejściu Kościoła do konfliktów zbrojnych. W jej opracowaniu znaczącą rolę odegrał św. Augustyn (354-430). Jej echa można znaleźć w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Co prawda stwierdza on, że każdy obywatel i wszyscy rządzący są zobowiązani do działania na rzecz unikania wojen, ale zaraz dodaje: „Tak długo jednak jak «będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie międzynarodowej władzy posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę... rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań»” (KKK 2308). Twórcy Katechizmu wsparli się cytatem z Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”, ogłoszonej 7 grudnia 1965 r. Katechizm przywołuje też „elementy tradycyjnie wymieniane w teorii tzw. wojny sprawiedliwej”, wskazując, że wymienione w nich warunki (które powinny wystąpić jednocześnie) należy ściśle i dokładnie wziąć pod uwagę (por. KKK 2309).

Katechizm nie wspomina o wojnie prewencyjnej. Jednak sprzeciw św. Jana Pawła II wobec wojskowej inwazji na Irak w roku 2003 nie pozostawia wątpliwości, co do stanowiska Kościoła. „Nie wojnie! Wojna nie jest nigdy czymś nieuchronnym; jest zawsze porażką ludzkości” – mówił papież Polak do korpusu dyplomatycznego 13 stycznia 2003 r. Jednoznacznie stanowisko Kościoła wobec wojny prewencyjnej ujął kard. Grzegorz Ryś w telewizyjnym wywiadzie udzielonym w tegoroczną Niedzielę Palmową. „Wojna prewencyjna nie jest wojną godziwą” – stwierdził.

Warto zauważyć, że to nie papież Franciszek jako pierwszy użył często z nim wiązanego stwierdzenia „Wojna jest zawsze porażką”. To Jan Paweł II użył go ponad dwadzieścia lat temu, usiłując zapobiec wojnie w Iraku. To bardzo czytelny sygnał, że za jego pontyfikatu trwała ewolucja stanowiska Kościoła wobec wojny. Ewolucja, którą wciąż można dostrzec w wypowiedziach kolejnych Następców św. Piotra. „Wojna nie przynosi niczego dobrego nikomu, nawet zwycięzcom” – mówił Benedykt XVI w telewizyjnym wywiadzie latem 2006 roku. Apelował do chrześcijan i wszystkich tych, do których trafiają słowa Stolicy Apostolskiej, by zmobilizowali siły przeciwko wojnie na Bliskim Wschodzie.

Twierdzenie, że Boga nikt nie może wykorzystać do usprawiedliwienia wojny nie jest w nauczaniu Kościoła ostatnich dekad niczym nowym, jednak oświadczenie przez samego Następcę św. Piotra, że Bóg „nie słucha modlitwy tych, którzy wojnę prowadzą” w wielu uszach może zabrzmieć drastycznie. Szczególnie w czasach, gdy liczba konfliktów zbrojnych, toczonych na naszej planecie nie maleje, lecz rośnie, podobnie jak przybywa broni. Czy to przypadek, że gdy chrześcijanie pracowali nad teorią wojny sprawiedliwej, żyjący na przełomie IV i V stulecia Wegecjusz, autor dzieła „O sztuce wojskowej”, pisał: „Ten, kto pragnie pokoju, niech przygotowuje wojnę”? Dziś podobne poglądy ukrywane są w pojęciu strategii odstraszania i podobnych. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że przez stulecia, a nawet tysiąclecia, ludzie niewiele się nauczyli. Jednak wyraźna ewolucja stanowiska Kościoła wobec wojny pokazuje, że można dziś mieć odwagę odrzucania „pokoju przez siłę”.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Leon XIV: Bóg nie słucha ich modlitwy. Czyjej?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.