Milczenie papieża i krzyk świata

Fot. Chat GPT

Nic nie wskazuje na to, by amerykański prezydent, który od kilku dni publicznie krytykuje papieża Leona XIV szybko skończył swój spektakl. Po tym, jak papież w Niedzielę Palmową mówił, że Jezus nie słucha modlitw prowadzących wojny, a potem uznał groźby Trumpa mówiącego o „zniszczeniu całej cywilizacji irańskiej” za niedopuszczalne, Trump skrytykował Leona XIV zarzucając mu „schlebianie radykalnej lewicy”, zgodę na to, by Iran miał broń atomową oraz to, że „papież jest słaby w walce z przestępczością i fatalny w polityce zagranicznej”. Trump sugerował też, że to dzięki niemu Leon XIV został papieżem, ponieważ jak dowodził, kardynałowie uczestniczący w konklawe wybrali na głowę Kościoła katolickiego Amerykanina, aby ułatwić sobie relacje z prezydentem USA.

Leon XIV w reakcji na te słowa zapowiedział, że będzie dalej opowiadał się za pokojem i podkreślił, że nie jest politykiem. „Nie chcę wdawać się z nim w dyskusję” – oświadczył i zapowiedział, że w dalszym ciągu będzie „głośno sprzeciwiać się wojnie, dążąc do promowania pokoju, dialogu i wielostronnych relacji między państwami w celu poszukiwania sprawiedliwych rozwiązań problemów”. Można uznać, że papież poszedł za wskazówką wyrażoną w Księdze Przysłów: „Nie odpowiadaj niemądremu jego głupotą, abyś się nie stał do niego podobny” (Prz 26, 4). W starszych tłumaczeniach nieco dosadniej: „Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty”.

DEON.PL POLECA



W obronie Leona XIV stanęła m.in. Giorgia Meloni, premier Włoch. Oświadczyła ona, że „papież jest głową Kościoła katolickiego, jest właściwe i normalne, by wzywał do pokoju i potępiał każdą formę wojny”. Słowa oburzenia popłynęły właściwie z całego świata, ale Trump nie zamierza się wycofywać. Brnie dalej. I wciąż opowiada tą samą bajkę, której przekaz jest prosty: „tylko ja mam rację, a wy wszyscy wokół się mylicie”. Problemem w odniesieniu do Trumpa nie jest wcale to, że krytykuje on papieża, ile na sposób, w jaki to robi. Nigdy dotąd żaden polityk nie posunął się w swojej krytyce aż tak daleko. Wielu się z papieżami nie zgadzało, ale słów o ich nieudolności nikt publicznie nie wypowiadał.

W Wielki Piątek kard. Grzegorz Ryś w Kalwarii Zebrzydowskiej pytał, czy wyczuwamy granice, które trzeba postawić złu. „Czy mamy takie poczucie, że dochodzimy do takiego momentu, w którym musimy wreszcie powiedzieć: dość, dalej nie można, moja nienawiść musi zamarznąć?” – pytał kardynał i stwierdził, że dziś, niestety prawie nic nie zatrzymuje człowieka przed eskalacją zła, nienawiści, niechęci. Zauważył, że granice ciągle są przesuwane i pewne społeczne zachowania czy postawy byłyby niewyobrażalne dla pokolenia rodziców przed 20 laty czy dla pokolenia dziadków przed 50 laty.

Przypomniało mi się to wystąpienie właśnie teraz. Politykę kiedyś uprawiano raczej w zaciszach gabinetów. Dziś „robi się” ją w mediach społecznościowych. Znamy to doskonale z rodzimego podwórka. Im dosadniejszy wpis, tym lepiej. Kolejne riposty nie są dysputą merytoryczną, ale właśnie przesuwaniem granic, sondowaniem, na jak wiele można sobie jeszcze pozwolić. Brak reakcji powoduje, że to co jeszcze wczoraj było nieakceptowalne, dziś już jest. W gruncie rzeczy nie ma już miejsca na debatę ad meritum – w jej miejsce wchodzą argumenty ad personam. W tej dziedzinie Donald Trump jest arcymistrzem. Problemem jest nawet nie to, że uważa się za najmądrzejszego człowieka na świecie, ale to, że ma na takowe działanie przyzwolenie. Świat boi się – i wydaje się, że słusznie – jego reakcji.

Powróciłem w tych dniach do lektury książki znakomitego polskiego psychiatry Antoniego Kępińskiego. „Psychopatologie”, to wydana w latach 70. XX w. ostatnia książka geniusza psychiatrii. Na jej kartach Kępiński opisywał różne typy osobowości. W rozdziale dotyczącym typu paranoidalnego (urojeniowego) pisał: „Współżycie z psychopatą paranoidalnym nie jest łatwe, żyje się z nim stale w cieniu podejrzenia. Nigdy nie wiadomo, co za nowe pomysły się w jego głowie wylęgną, które rzekomo mają bez reszty wyjaśnić tajemnice otoczenia”. A kilka stronic wcześniej diagnozował: „Najczęściej pod fasadą urojeniową kryje się lek przed ludźmi. Często patrzy się na nich w górę, jak w dzieciństwie, są oni znacznie potężniejsi, więcej mogą niż w rzeczywistości. Ich świat jest inny, oni więcej wiedzą, knują spiski, kierują ludźmi jak marionetkami”.

Wypisz, wymaluj amerykański prezydent, którego lęki sprawiają, że wszędzie węszy spiski i przesuwa granice. Można byłoby retorycznie zapytać: co z wojnami, które miał zakończyć w 24 godziny? Jak na razie pootwierał jedynie nowe fronty, a przecież mówi, że walczy o pokój. A papież mówi: „Dość bałwochwalstwa samego siebie!”. A to psychopatę paranoidalnego musi boleć.

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Milczenie papieża i krzyk świata
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.