Myśleć na nowo po ludzku, czuć po ludzku – ocalić ‘nasz’ świat
Okazuje się, że nie potrzeba wcale wiele czasu, by ‘rozmontować’ ułomny, bo ułomny, ale jakoś tam stabilny mechanizm funkcjonowania świata, zarówno tego polityczno-administracyjnego, ale nawet tego przyrodniczego. Nie umiemy rozmawiać ze sobą, nie liczy się dobro wspólne, ale korzyści tej czy innej grupy etnicznej czy politycznej. Nie jesteśmy w stanie ustalić jakiegoś wspólnego zestawu zasad i praw, do których wszyscy by się chcieli dostosować. Ten, kto silniejszy, a tak naprawdę bardziej bezczelny i bez skrupułów wydaje się być dominujący i dyktujący obowiązujące teraz ‘reguły gry’.
Zdaję sobie sprawę, że o wielu rzeczach nie za dużo wiemy, bo tak naprawdę to patrzymy każdy ze swojej perspektywy i jesteśmy zdani na różnego rodzaju przecieki, a i one przecież docierają do nas niekoniecznie w formie obiektywnej, lecz są wyrazem czyichś interesów i w konsekwencji planów.
Ostatnie półtorej roku to czas drastycznego przemeblowania architektury społeczno-politycznej na świecie. Wiem, że wiele z nich jest daleko od nas, ale nas także dotykają i to wcale nie incydentalnie, ale całkiem realnie. Wystarczy wspomnieć tylko wojnie, infiltracji przez różne agentury, cyfrowym potopie a na cenach nośników energii kończąc. Polityczno-gospodarcze uwarunkowania i zamieszanie, jakie mamy dzisiaj na świecie w tym względzie sprawia, że nic nie jest stabilne i pewne.
Świat jest dzisiaj w stanie wrzenia. Jest niewiele miejsc na ziemi, które można by uznać za spokojne. Przyzwyczailiśmy się już do wojny za naszą wschodnią granicą, a wciąż wybuchają coraz to nowe ogniska zapalne. Jest to nasz dramat, ale i ogromna bezradność, że nie ma żadnej instytucji rozjemczej, która by nam pomogła rozwiązywać wszelkie konflikty o charakterze ponadnarodowym poszukując rzeczywistego ‘dobra wspólnego’. Problemem jest nie tylko obecny lokator w Białym Domu i ‘pax americana’, ale mentalność wielu przywódców państw niekoniecznie demokratycznych.
Ostatni wyrok sądowy przeciwko firmom Meta i Google jest tutaj jakąś jaskółką nowości. Zostało im zarzucone, że ich model działania jest intencjonalnie ‘uzależniający’ zwłaszcza dla młodzieży i mamy de facto całą generację nasto- i dwudziestokilkulatków, którzy nie tylko korzystają z dobrodziejstwa sieci i mediów społecznościowych, ale zostali już niejako ‘zainfekowani’ i uzależnieni. Jak to rozwiązać i jak przywrócić jako taką równowagę? – oto jest pytanie. A, jako że wszyscy korzystamy z tych narzędzi, więc problem nie dotyczy tylko młodych.
Do tego dochodzi najnowsza rzecz, o której też zaczyna być głośno, a mianowicie sztuczna inteligencja i całkowicie ‘nowy świat’ cyfrowy, który przemodeluje, a nawet już to robi, komunikację między ludźmi, zdobywanie wiedzy i interakcje między człowiekiem a światem zewnętrznym.
Myślenie o tym, co to dla nas znaczy, jaki będzie świat jutra może być lekko przerażające. Czeka nas wiele nieznanych dotychczas presji i ich konsekwencji. Poczucie bycia ciągle śledzonym i namierzanym już teraz rodzi podwójne fobie, z jednej strony bycia wykluczonym, bo ‘nie mam dostępu do sieci’. Z drugiej bycia ciągle inwigilowanym. Nie wiadomo, co gorsze.
Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć się w człowieczeństwie, we wrażliwości, w bezpośrednim ludzkim kontakcie. Świat cyfrowy nie może być substytutem realnego życia, zmagania się z relacjami, nie zastąpi nam ludzkiego dotyku, nie ukształtuje naszego człowieczeństwa i nie da nam możliwości stawania się prawdziwymi ludźmi.
Na wiele rzeczy nie mam wpływu. Niezbyt wiele zależy ode mnie, ale tym bardziej właśnie muszę dbać o to, by nie zatracić resztek ludzkiej wrażliwości i instynktu. Świat mi nie będzie pomagał, więc od każdego z nas zależy, czy zadba o ‘swój świat’. Nie jesteśmy na straconej pozycji. Kiedy zadbam o myślenie po ludzku, o czucie z ludzką wrażliwością, wtedy przykładam rękę do tego, by ocalić ‘nasz’ świat.
Skomentuj artykuł