Kochani przez Ojca, uratowani przez Syna i prowadzeni przez Ducha

Kochani przez Ojca, uratowani przez Syna i prowadzeni przez Ducha
Trójca Święta; fot. depositphotos.com

Każdy kolejny dzień naszego życia wygląda zazwyczaj bardzo podobnie. Trzeba rano wstać, zrobić śniadanie, przygotować dzieci do szkoły albo samemu w pośpiechu wybiec do pracy. Trzeba zrobić zakupy, posprzątać mieszkanie, a potem, jeśli w ogóle zostanie jeszcze jakaś wolna chwila wieczorem, po prostu odpocząć i zadbać o własne zdrowie. Proza życia. Nasza codzienność bywa niezwykle praktyczna, momentami wręcz mechaniczna i bezwzględna. Wszystko kręci się wokół konkretnych obowiązków, przyziemnych zadań i spraw do załatwienia. I właśnie pośród tego wszystkiego pojawia się nagle niedziela, w którą świętujemy Uroczystość Najświętszej Trójcy.

Gdzie w tym całym codziennym zabieganiu jest realne miejsce na refleksję na temat Trójcy Świętej? Kiedy słyszymy to hasło, w głowie przeciętnego katolika może natychmiast zapalać się ostrzegawcze światło z napisem: „Uwaga, wyższa teologia!”. Bardzo łatwo możemy wtedy pomyśleć: „Panie Boże, ja naprawdę nie mam czasu ani sił, żeby rozkminiać, jaki Ty właściwie jesteś w swojej naturze. Nie mam do tego odpowiednich narzędzi, nie kończyłem studiów teologicznych, żeby z zapartym tchem zgłębiać skomplikowane definicje, dogmaty, relacje wewnątrztrójcowe czy pojęcia substancji i osób”. Dla zwykłego zjadacza chleba, który każdego dnia walczy o przetrwanie i stabilizację, może to po prostu brzmieć jak kompletna abstrakcja. Wydaje się, że to temat zarezerwowany wyłącznie dla koneserów, dla zamkniętych w bibliotekach profesorów, a nie dla kogoś, kto właśnie zastanawia się, jak naprawić zepsuty samochód, jak przetrwać nawał obowiązków w firmie czy jak dogadać się z dorastającym dzieckiem. I właśnie z odpowiedzią na te wszystkie nasze „ale” przychodzi dzisiejsza liturgia słowa. Pan Bóg doskonale wie, jak bardzo jesteśmy przytłoczeni codziennością, dlatego nie zamierza zasypywać nas trudnymi traktatami naukowymi. Czytania, które dzisiaj słyszymy w kościołach, są zaskakująco proste, bardzo ludzkie i dotykające samego sedna. One sprowadzają nas z chmur skomplikowanych teologicznych rozważań prosto na ziemię, do konkretu ludzkiego doświadczenia i relacji.

W pierwszym czytaniu widzimy Mojżesza, który rano wstaje i z dwoma kamiennymi tablicami wchodzi na górę Synaj. Bóg objawia mu się tam w prostych słowach, które najpełniej określają Jego tożsamość: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34, 6). Kiedy myślę o Trójcy Świętej, mam przede wszystkim myśleć o obecności Boga pośród Jego ludu. Z jednej strony pieśń z Księgi Daniela wykonywana dziś jako psalm responsoryjny przypomina nam, że Bóg jest całkowicie transcendentny – przekracza ten świat, jest godny chwały i wywyższony na wieki, nieskończenie większy od naszych najśmielszych wyobrażeń. Z drugiej strony ten sam potężny Bóg decyduje się na radykalną immanencję, czyli na bycie blisko, dosłownie wewnątrz swojego stworzenia. Mojżesz wypowiada fundamentalną prośbę o obecność: „Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas” (Wj 34, 9). Mojżesz ma pełną świadomość, że ludzie, którym przewodzi, grzeszą, zawodzą i zupełnie nie ogarniają rzeczywistości. Trójca to jednak Bóg, który nie brzydzi się pójść „pośród nas”, w samym środku naszego życiowego bałaganu.

O tej niesamowitej bliskości słyszymy też w dzisiejszej Ewangelii, w rozmowie Jezusa z Nikodemem, który szuka prawdy po omacku, pod osłoną nocy, pełen lęku i wątpliwości. A Mistrz z Nazaretu wypowiada wtedy słowa, które stanowią serce Ewangelii: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Kiedy więc słyszysz słowo „Trójca”, nie próbuj rozwiązywać matematycznej zagadki, jak to możliwe, że jeden równa się trzy. Masz mieć przed oczyma szaloną miłość Boga do człowieka. Masz widzieć otwarte Serce Jezusa na krzyżu. To Serce jest niczym innym, jak wejściem w intymne, wewnętrzne życie samego Boga, w które zostaliśmy zanurzeni podczas naszego chrztu. To nie jest teoria, to jest fakt z twojej i mojej biografii.

DEON.PL POLECA

To Boże życie jest dla nas w pełni dostępne tu i teraz. Przemieniająca łaska Boga nie została schowana za grubym murem skomplikowanych rytuałów – ona jest na wyciągnięcie ręki, w mojej zwyczajnej codzienności. Paweł Apostoł daje nam niesamowicie praktyczne wskazówki, jak z tej łaski skorzystać: „Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami” (2 Kor 13, 11). Te słowa to nic innego jak konkretna strategia walki o dopuszczenie Boga do naszej rzeczywistości. Zauważmy, od czego zaczyna Paweł – od radości. Chrześcijaństwo, które wypływa z relacji z Trójcą, nigdy nie będzie ponure i zgorzkniałe. Dalej mówi o dążeniu do doskonałości i pokrzepianiu się na duchu. W świecie, który nieustannie nas dołuje, ocenia i bezlitośnie wytyka błędy, my mamy być dla siebie nawzajem źródłem nadziei i oparcia. Następnie pojawia się wezwanie do budowania głębokiej jedności pomiędzy nami. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ Trójca to doskonała Jedność Osób. Kiedy walczymy o zgodę, kiedy potrafimy przebaczyć, kiedy rezygnujemy ze swoich egoistycznych racji na rzecz pokoju, to wtedy realnie odzwierciedlamy życie Boga w naszym świecie – to jest wpuszczenie Boga w sam środek naszych ludzkich relacji.

Widzimy zatem wyraźnie, że Trójca Święta to nie jest odklejony od rzeczywistości temat dla koneserów, ale raczej radykalne pytanie postawione każdemu chrześcijaninowi: w jakiego Boga tak naprawdę wierzysz? Czy wierzysz w Boga bliskości, relacji i miłości? Czy może na własne, lękowe potrzeby wymyśliłeś sobie zupełnie innego boga – odległego, zimnego, surowego sędziego, którego trzeba udobruchać odpowiednią liczbą odmówionych pacierzy? W chrześcijaństwie chodzi o miłość – o doświadczanie Bożej miłości i o jej naśladowanie. Wszystko inne – nasze codzienne zachowania, moralne wybory, życiowe postawy – ma być jedynie konsekwencją tego doświadczenia. Jeżeli nie zakorzenimy się w tym, że jesteśmy bezwarunkowo kochani przez Ojca, uratowani przez Syna i prowadzeni przez Ducha Świętego, to nasze chrześcijaństwo stanie się tylko ciężkim, nieznośnym obowiązkiem, kolejną rzeczą do „ogarnięcia” na i tak już przepełnionej liście zadań.

DEON.PL POLECA

 

 

Trójca to nie jest niedostępny Bóg, ale Bóg, który robi absolutnie wszystko, aby dostać się do serca niedostępnego, poranionego i zamkniętego na cztery spusty człowieka. On staje u drzwi naszych codziennych spraw, pukając delikatnie i próbując przekonać nas do siebie. Nie chce nas do niczego zmuszać, lecz chce nas zafascynować sobą, abyśmy z własnej woli i z tęsknoty chcieli wejść z Nim w autentyczną i zażyłą relację.

Prezbiter archidiecezji gdańskiej, pracujący na co dzień w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Gdańsku-Żabiance

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kochani przez Ojca, uratowani przez Syna i prowadzeni przez Ducha
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.