Napisałam poradnik o pierwszej spowiedzi. Przerosło mnie to, co dostałam w zamian
Mówi się, że wierzących ludzi jest coraz mniej. Że dzieci przystępują do pierwszej komunii dla tradycji albo drogich prezentów. Kilka dni temu poproszono mnie o napisanie krótkiego poradnika dla rodziców, których dzieci przygotowują się do pierwszej spowiedzi świętej. Napisałam, wypuściłam w świat. Przerosło mnie to, co dostałam w zamian.
Poradnik dla rodziców o pierwszej spowiedzi. Temat wydawał się oklepany, choć dla wielu nadal kontrowersyjny. Moim zadaniem było pokazanie, jak wesprzeć dziecko, które się boi, tak by unaocznić rodzicom, jak ważna jest ich rola w katolickim wychowaniu i mądrym wsparciu swoich pociech. Pochodziłam z tym jakiś czas, usiadłam, napisałam. Poszło z głębi serca i doświadczenia, które jako mama nastolatka nabyłam w ostatnich latach. Tekst przejrzał znajomy ksiądz, by nikomu nie podsuwać pod nos czegoś, co zawierałoby podstawowe błędy (które zdarzyć mogą się każdemu). Potem puściłam go w świat – ten wirtualny i realny. Przerosło mnie to, co dostałam w zamian.
Mówi się, że wierzących ludzi jest coraz mniej. Dzieci przystępują do pierwszej komunii dla tradycji (albo drogich prezentów), a narzeczeni biorą ślub w kościele, by mieć ładne zdjęcia z uroczystości. To nieprawda. Albo przynajmniej nie cała prawda. To, co zobaczyłam, puszczając w świat prosty poradnik dla rodziców, albo współorganizując rekolekcje dla narzeczonych w mojej wspólnocie małżeństw, pokazało mi, że są ludzie, którzy bardzo poważnie szukają głębi, przygotowując siebie (albo dzieci) do sakramentów.
Kościół jest bardzo różnorodny. Różne są więc też przygotowania do sakramentów. Wiele razy słyszałam zarzuty, że spotkania dla narzeczonych to kato-lipa. Odpowiadałam wtedy spokojnie: być może masz takie doświadczenie, bo nie byłeś u nas w Gdyni. Trochę z przekorą, trochę z uśmiechem, ale moje doświadczenie pokazuje, że są takie miejsca w Kościele, gdzie ludzie wkładają kawał dobrej roboty w to co robią i że jest to niezwykle wartościowe dla odbiorców. Zawsze przy takich rozmowach wspominam pewnego mężczyznę, który kilka lat temu podszedł do mnie po konferencji o kryzysach i konfliktach w relacjach i ze wzruszeniem powiedział, że nie spodziewał się, iż takie treści usłyszy w Kościele.
To były najpiękniejsze słowa, jakie mogłam usłyszeć i najlepsze podziękowanie za trud, stres i czas, które poświęciliśmy dla tych ludzi. Dziś mam w sobie takie przekonanie, że i ja powinnam dziękować i mówić głośno o dobru, które dostaję. Podziękować za mądre kazanie; za spowiedź, w której dano mi przestrzeń na spokojne wypowiedzenie tego, co trudne; za rewelacyjne podejście do mojego dziecka, które za dwa tygodnie przyjmie pierwszy raz sakramenty spowiedzi i komunii świętej.
Nie twierdzę, że wszędzie jest rewelacyjnie, a oskarżenia są wyssane z palca. Mam świadomość tego, że często ludzie nawalają, że nie zawsze wychodzą do innych ci, którzy mają odpowiednie przygotowanie (merytoryczne, duchowe, psychologiczne…). I wtedy jest kicha. Nie oszukujmy się jednak: jeśli komuś zależy na głębi, to ją znajdzie. Wystarczy wejść na forum swojego miasta i poczytać opinie o różnych miejscach i inicjatywach organizowanych w okolicy. Nie żyjemy pod kamieniem, a Kościół to nie szkoła rejonowa i możemy pójść tam, gdzie rzeczywiście otrzymamy to, czego oczekujemy. Zakładając, że chcemy podjąć wysiłek, który wiąże się z poszukiwaniami czy dojazdami…
Nie dajmy sobie wmówić, że nie ma obok ludzi z pragnieniami dobrego przygotowania do sakramentów. Jest nas więcej, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, a prawda jest taka, że ci, którzy przychodzą na takie przygotowania z tradycji (lub innych niereligijnych pobudek) niekoniecznie są większością, choć może są bardziej krzykliwi i widoczni. To nie oznacza, że nie ma obok nikogo, kto mógłby iść ze mną ramię w ramię i wesprzeć mnie na mojej duchowej drodze. Czasem wystarczy poszukać, zapytać, dobrze się rozejrzeć. Nie szukajmy powodów do narzekań, ale sposobów, by sięgnąć po to, czego dziś potrzebujemy. Warto, nie tylko dla pięknych zdjęć i garści dobrych wspomnień.
Skomentuj artykuł