Oskarżenia po latach, wyrok po śmierci. Kościół wobec sprawy bp. Szkodonia

Fot. depositphotos.com

Jak bumerang powróciła do debaty publicznej sprawa oskarżeń o wykorzystywanie seksualne biskupa Jana Szkodonia, zmarłego w ub. roku biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej. Sprawa, w której słowem kluczem jest słowo: „bezradność”. Na wielu poziomach.

Zacznijmy od początku. Pierwsze zarzuty w odniesieniu do biskupa pojawiły się w roku 2020. Na łamach „Dużego Formatu” – weekendowego dodatku do „Gazety Wyborczej” – ukazał się wtedy obszerny artykuł Marcina Wójcika. Wedle relacji jego bohaterki – pani Moniki – biskup, przyjaciel rodziny, molestował ją seksualnie w okolicach roku 2000, gdy miała lat 15. W czasie spotkań sam na sam biskup miał wsuwać ręce pod jej koszulę oraz między uda. Po latach – w połowie 2019 r. – kobieta zawiadomiła prokuraturę. Biegli potwierdzili autentyczność jej zeznań, ale sprawa została umorzona z powodu przedawnienia się czynów. Sprawa trafiła też do Watykanu.

DEON.PL POLECA


W 2021 r. Stolica Apostolska orzekła, że wina bp. Szkodonia nie została udowodniona, ale za „nierozważne zachowanie wobec małoletniej” na biskupa nałożono pokutę. Orzeczenie to niektórzy uznali za uniewinniające hierarchę. Ale tak nie było. Nie było to bowiem uwolnienie od zarzutów lecz stwierdzenie, że winy nie można udowodnić z uwagi na niewystarczalność zgromadzonego materiału dowodowego. Sytuacje takowe w kościelnych postępowaniach karnych zdarzają się dość często – z tego też powodu Dykasteria Nauki Wiary zawsze prosi o to, by informować ją, gdy pojawią się w sprawie jakieś nowe informacje. Tu po raz pierwszy pojawia się właśnie bezradność. Są poważne zarzuty, ale nie ma ich jak udowodnić.

Nowe informacje pojawiły się kilka dni temu. Na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się wywiad z p. Zofią Schacht-Petersen, byłą zakonnicą, która podnosi, że także ona została w przeszłości wykorzystana seksualnie przez biskupa. „Chcę publicznie zaświadczyć, dając swoją twarz, nazwisko, że biskup Jan Szkodoń także mnie molestował i uważam go za drapieżcę seksualnego. Potrzebuję, by to publicznie powiedzieć. Potrzebuje tego Kościół, którego jestem częścią, bo wiara nadal jest mi bliska” – mówi kobieta.

Gdyby hierarcha żył relacja p. Schacht-Petersen byłaby zapewne podstawą do tego, by proces kanoniczny biskupa wznowić. Niewykluczone, że zakończyłby się on uznaniem jego winy. Tak się nie stanie, bo – jak słusznie podkreśla w komunikacie ks. Piotr Studnicki, rzecznik archidiecezji krakowskiej – w odniesieniu do osób zmarłych nie można przeprowadzić żadnego procesu zmierzającego do zadeklarowania lub wymierzenia kary. Oskarżany nie żyje, nie ma się jak bronić. Tu znów pojawia się słowo bezradność. Mamy kolejną relację, nowy dowód, ale nie możemy sprawcy ukarać. Wyjściem z tej sytuacji jest jedynie przeprowadzenie postępowania historycznego – w dokumentach Konferencji Episkopatu Polski ładnie mówi się, że można to zrobić „dla dobra Kościoła”. Kard. Grzegorz Ryś już zapowiedział, że w archidiecezji krakowskiej powstanie komisji historyczna – sprawa biskupa Szkodonia zapewne stanie się przedmiotem jej prac.

Wiele osób zada sobie zapewne pytanie o to dlaczego p. Zofia Schacht-Petersen zdecydowała się na opowiedzenie swojej historii dopiero teraz. Dlaczego nie zrobiła tego, gdy zarzuty w odniesieniu do biskupa Szkodonia pojawiły się po raz pierwszy. Niektórzy stwierdzą, że przecież nie musiała wtedy publicznie opowiadać o swojej krzywdzie, ale w dyskrecji zgłosić ją odpowiednim władzom kościelnym, a wtedy była szansa na ukaranie biskupa. Podobne pytania można byłoby zresztą zadawać w roku 2020, gdy pojawiła się opowieść p. Moniki. Czemu czekała 20 lat?

DEON.PL POLECA


Tu znów musimy przywołać słowo „bezradność”. Wiele osób, które doświadczyły krzywdy wykorzystania seksualnego są wobec tego co je spotkało właśnie bezradne. Nie mają w sobie siły, by o tym opowiedzieć natychmiast. Boją się reakcji rodziny, znajomych, opinii publicznej. Wszak krzywdziciel jest osobą powszechnie znaną, szanowaną, itd. Często potrzeba lat, by o tej krzywdzie opowiedzieć. We wtorek papież Leon XIV spotkał się w Watykanie z Davidem Ryanem, mężczyzną, który wspólnie z bratem jako nastolatek był wykorzystywany przez księży w katolickiej szkole średniej. Opowiadając o spotkaniu z papieżem Ryan stwierdził, że 40 lat zajęło mu zrozumienie, że to, że został wykorzystany nie było jego winą, lecz winą sprawców. Ta relacja – pochodząca od osoby skrzywdzonej – powinna nam pozwolić zrozumieć skąd cała ta bezradność.

Pani Zofia Schacht-Petersen przełamała się po ponad trzydziestu latach. Mówi, że jej relacji potrzebuje Kościół, którego jest częścią. Tak. Jej relacji, relacji innych skrzywdzonych Kościół potrzebuje. Potrzebujemy ich wszyscy jako społeczeństwo – być może te głosy sprawią, że przestaniemy być bezradni wobec krzywdy, której wciąż wokół nas dużo.

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Oskarżenia po latach, wyrok po śmierci. Kościół wobec sprawy bp. Szkodonia
Komentarze (12)
ES
~Ewa Słota
8 lutego 2026, 09:29
Napisałam o czerwonej lampce, bo, takie przypadki wykorzystania są często zamykane czyli dajemy " draniom" zielone światło. Znamy przypadek policjanta, który wykorzystał podwładną - to Okrutny czyn. Dlatego Osoby: Kapłani, Policja, Lekarze, Wojsko, Straż, Nauczyciele, Rodzice - nie mogą pozwolić na takie Złe czyny. Dlaczego? Bo Oni mają czuwać, bronić, chronić ŻYCIE - a nie je niszczyć. Jeśli ktoś ma takie psychopatyczne zachowania- Alarmować i na leczenie. Lepiej wcześniej zgłosić i wyleczyć " niż" potem - gwałty, dotyk a także spojrzenia. Lepiej zgłosić i czekać na wynik niż nie zgłaszać - a " drań" nadal będzie cicho sza niszczyć życie; słabszym, chorym, podwładnym i jeszcze " psychol" powie, że chciała, sama poszła. Czuwanie i opieka nad człowiekiem, jest pięknym Powołaniem. Ale, jeśli człowiek straci zaufanie? Ludzie-czują bezpieczeństwo- gdy jesteście prawdziwymi LUDŹMI Z POWOŁANIA. Uczono mnie, że czerwona światło jest ostrzeżeniem- rozumiecie, to POWOŁANI??
ES
~Ewa Słota
6 lutego 2026, 17:30
Nie napisałam, że Biskup był psychopatą. Tylko osoby o takich skłonnościach seksul. Mam świadomość, że trzeba udowodnić winę - ale nie można zlekceważyć oświadczeń kobiety. Nie widzę mądrości w wykorzystywaniu seks. a zaburzenia psych. Panie Macieju.
HZ
~Hanys z Namysłowa
10 lutego 2026, 22:07
Szanowna Pani Ewo,do tanga trzeba dwojga,dlaczego piszecie tylko o osobach duchownych,ta pani to napewno osoba o reputacji tak popularnego przerywnika mowy polskiej,Polka orze jak może. Tyle jeszcze ugoru do zaorania, Polki orzą i na pustyniach, pieniądz nie śmierdzi.
MJ
~Maciej Janicki
6 lutego 2026, 16:01
"Sprawcy ukarać", "procesu wznowić" - widzę, że autor artykułu już zna wyrok. A co jeśli proces wykazałby, że kobieta kłamie? Dlaczego ujawnia się rok po śmierci a nie w czasie pierwszego śledztwa? Niby katolickie media a już wyrok na zmarłego jest wydany! Wstydźcie sie! To jest ta "rzetelność" dziennikarska...
ES
~Ewa Słota
5 lutego 2026, 22:32
Bardzo trudno udowodnić winę Komuś, kto ma w "swoim środowisku" dobrą opinię. Czyli- np. " ja wiem, że Ktoś mnie krzywdzi np. poniża przez spojrzenie, obojętność, pogardę. Ale dla Innych wpływowych Ludzi Ktoś jest miły, grzeczny, uczynny. Takiego " drania " nie wskażemy nie udowodnimy winy. Dlaczego? Bo najcześniej ofiarami są Osoby; słabe, chore, które nie mają znaczenia w Środowisku. Dlatego tak trudno udowodnić winę wykorzystania - zwłaszcza seksualnego. To są mechanizmy skazanych, przestępców. Wybierają sobie ofiarę. Lepiej jest uwierzyć poszkodowanej niż zbagatelizować Skargę. Dlaczego? Ponieważ, to furtka do kolejnych przestępstw wykorzystywania seksual. Psychopaci używają mechanizmów, by ofiara nosiła winę. Ja bym uwierzyła i zaczęła przesłuchania. Czerwone światła są potrzebne - aby nie dochodziło do groźnych wypadków. Jeśli się zapalają, nie lekceważmy tego. Zły nie śpi - i ktoś może nadal Wykorzystywać - widząc bezkarność i niemoc w danym środowisku.
MJ
~Maciej Janicki
6 lutego 2026, 16:06
"Psychopaci"??? Pani widzi, co pisze. To już potężna nadinterpretacja... Czytając historie tej Pani, która oskarża (przemoc domowa, nękanie w rodzinie itp.) zastanowiłbym się nad jej poczytalnością a Pani sugeruje, że biskup Szkodoń (którego Pani pewnie nawet nie znała osobiście) to psychopata! Ręce nie mają gdzie opaść... Większych głupot dawno nie czytałem.
JM
~Justyna Mic
4 lutego 2026, 19:50
Skoro nie znaleziono dowodów na winę, to pewnie dlatego, że ich po prostu nie ma, więc oskarżenia są bezpodstawne a podejrzany niewinny. Udowodnić trzeba winę a nie niewinność.
EM
~Ewa Maj
6 lutego 2026, 08:55
Musi być ktoś, kto chce ujawnić winę czy niewinność. Prawda nie jest jak oliwa, sama zazwyczaj na wierzch nie wypływa. Tu wydaje się, że przez lata były podejmowane działania, by myśl o winie nawet nie powstała, a jeśli by powstała, to nie wolno dopuścić, by ktoś potraktował ją na tyle serio, by chciał ją udowodnić.
HZ
~Hanys z Namysłowa
6 lutego 2026, 16:08
Polki poczuły zapach pieniędzy,ciekawe czy wszystkie czują łatwy pieniądz,jeśli by tak było,to będzie wielki pożytek,wszystkie przybytki uciech na świecie zrobią plajtę, zapytać trzeba czy jest choć jeden przybytek w którym nie " pracowały" Polki.
GG
~Gość Gość
7 lutego 2026, 14:44
Czemu uwłaczasz Polkom?pełno Niemek i Ślazaczek też tam pracuje
RD
~Roxon Dean
7 lutego 2026, 20:16
Hanysie, gdyby w twoich Niemczech wyszła taka sprawa, to twoja diecezja już dziś wieczór by wystawiała na licytację budynek kurii i działki diecezjalne, żeby zadośćuczynić nieuchronnym roszczeniom finansowym
HZ
~Hanys z Namysłowa
10 lutego 2026, 05:54
No właśnie gdyby,27 lat Polaków w Watykanie wydało zepsute owoce.Polscy duchowni czuli się bezkarni,niemieccy księża sygnalizowali ten problem, uważałem to za uprzedzenia,teraz okazało się prawdą,warto też wyjaśnić tajemnicze wyświęcenie na diakona kamerdynera Dziwisza,w prywatnej kaplicy kard. Nycza,sprawa może też mieć drugie dno.Duzo może być smrodu, dopóki ks.prof Dariusz Oko nie jest suspendowany,to wierzę w dobrą wolę hierarchów, może jestem naiwny.