Śmiech leczy, ale też rani. Kiedy radość zamienia się w truciznę?
Pierwszy dzień kwietnia przepełniony jest różnymi zaskakującymi żartami. To właściwy moment, aby zastanowić się nad śmiechem, któremu towarzyszą różne emocje i intencje. Mówi się, że śmiech to najlepsze lekarstwo. Może być on wyrazem radości i sposobem na rozładowanie napięcia, ale bywa także narzędziem wyszydzenia albo bagatelizowania problemów.
Śmiech jest naturalnym mechanizmem wyrażania ludzkich emocji. Myśląc o śmiechu, w pierwszym odruchu w naszej świadomości pojawiają się skojarzenia z pozytywnymi odczuciami - szczęściem i radością. Jednak śmiech nie zawsze jest tym, co dobre i niewinne. Istnieje także jego druga, ciemniejsza strona. Najłatwiej uświadamiamy sobie ją wówczas, gdy sami padamy ofiarą wyśmiania i upokorzenia.
Śmiech, który rani
Wielu z nas zna z doświadczenia sytuacje, na przykład z lat szkolnych, kiedy wypowiedzenie jakichś słów na forum publicznym skutkowało reakcją śmiechu. Nie chodzi przy tym o rozbawienie, ale o wyśmianie człowieka i tego, co właśnie powiedział. Co oczywiste, nie jest to doświadczenie z gatunku tych przyjemnych. Z punktu widzenia osoby śmiejącej się taki śmiech nie jest niczym nadzwyczajnym. Wydaje się bowiem instynktowną reakcją i chęcią dzielenia jej z resztą rozbawionych osób. Jednak z perspektywy człowieka znajdującego się w centrum - będącego obiektem wyśmiania przez otoczenie - jest to wystawienie na pośmiewisko i doświadczenie poniżenia.
Niestety jako społeczeństwo uwielbiamy oglądać ludzi w sytuacjach, w których nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć i być oceniani. Takim momentem jest także zderzenie z szyderstwem w grupie, w której funkcjonujemy - zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w przestrzeni wirtualnej. Szczególnie w internecie mamy do czynienia ze skalą wyśmiewania drugiego człowieka z naprawdę różnych powodów, np. wyglądu czy poglądów. W ten sposób pozornie błaha czynność, jaką jest śmiech, staje się mechanizmem prześladowania prowadzącym m.in. do społecznego ostracyzmu.
Śmiech, który bagatelizuje
Niewłaściwe użycie śmiechu nie ogranicza się wyłącznie do sprawiania przykrości innym. Może działać również przeciwko nam samym. Jednym z takich mechanizmów jest przesadne obracanie w żart wszelkich problemów życiowych. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie ma to wiele wspólnego z posiadaniem dystansu do siebie i trudności, z którymi się mierzymy. W tym zjawisku dobry humor i śmiech stają się jedynie pozorami - maską wiecznie szczęśliwego człowieka. Często osoby z problemami natury psychicznej, takimi jak depresja czy zaburzenia lękowe, w otoczeniu wcale nie są postrzegane jako smutne czy zmartwione. Wręcz przeciwnie - nieraz to właśnie one emanują pozytywną energią i świetnym humorem, podczas gdy wewnętrznie toczą walkę o swoje życie.
Nie ulega wątpliwości, że śmiech realnie wpływa pozytywnie na nasze zdrowie - psychiczne i fizyczne. Nie może jednak stać się sposobem ukrywania problemów. Idąc tą drogą, łatwo popaść w nawyk zamieniania wszystkich trudnych kwestii w żart. Pozornie może wyglądać to jak dobry sposób radzenia sobie z przeciwnościami, ale trzeba pamiętać o cenie - ucieczce od szukania konkretnych rozwiązań. Śmiech zamiast leczyć, staje się środkiem odurzającym, który kreuje iluzję, że wszystko jest w porządku.
Śmiech - lekarstwo czy pułapka?
Prawdopodobnie każdy mógłby wskazać jeszcze inne ciemne strony śmiechu. Najważniejsze jednak, by zrozumieć, że nie wszystko, co błyszczy uśmiechem, jest prawdziwym szczęściem. Nie zawsze za reakcją szczęścia stoi prawdziwe szczęście. Nie każde słowo wypowiedziane z uśmiechem na twarzy równa się dobrym intencjom. Nie każda osoba obracająca swoje problemy w żart jest zdolna się z nimi uporać. Ale też nie wszystko jest takie czarne. Śmiech naprawdę potrafi leczyć - rozładowuje stres, dodaje energii i buduje relacje. Najpiękniejszy jest ten, który dzielimy z innymi, a nie ten, który wyśmiewa kogoś lub coś.
Zatem w jakim celu analizować negatywne strony tak pozytywnego zjawiska? Przede wszystkim, by zadać sobie pytanie, czy potrafię śmiać się naprawdę - szczerze, naturalnie i bez maski? Czy mój śmiech nie pudruje lęków i obaw? I czy przypadkiem nie ranię nim innych? Śmiech to najlepsze lekarstwo, ale każdy lek niewłaściwie użyty może stać się trucizną.
Skomentuj artykuł