Trzeźwość zaczyna się w relacji

zdj. poglądowe / DepositPhotos

Zaczął się sierpień, miesiąc kojarzony w Kościele z trzeźwością. Gdy myślę “trzeźwość” nie widzę braku alkoholu czy narkotyków, ale moją pierwszą myślą jest “trzeźwy to ten, który jest w relacji”. Przede wszystkim z samym sobą, wszak alkoholizm uważany jest za chorobę ludzkiego wnętrza.

Daleko nam jeszcze do takiego poziomu relacji, szczerości i samoświadomości, by na grillu z przyjaciółmi powiedzieć otwarcie osobie, która ma problem z alkoholem: “szwagier, idź na terapię, pomogę ci znaleźć dobrego terapeutę i będę woził cię na spotkania z nim”. Nie mamy jednak oporów by podawać mu kolejne piwo, albo pić przy nim, mając świadomość tego, że wystawiamy go na mocną pokusę. Nawet jeśli robimy to z nadzieją, że tym razem nie upije się tak bardzo, że zacznie się znowu awanturować albo mówić i robić rzeczy, których będąc trzeźwym by nie zrobił…

Gdy myślimy o trzeźwości, widzimy najczęściej – w pewien sposób odruchowo - człowieka bez promili. A co z tymi, którzy zagłuszają swoje myśli, serce, wyrzuty sumienia, kompleksy i jakieś wewnętrzne braki kolejnymi zakupami, jedzeniem, serialami oglądanymi ciągiem przez wiele godzin, grami komputerowymi, czy scrollowaniem mediów społecznościowych albo Vinted bez celu i refleksji? Czy można powiedzieć, że te osoby nie są uzależnione, albo delikatniej, czy aby na pewno nie są zbyt mocno przywiązane do tego, co je ogłupia, zamiast realnie wspiera i rozwija? Wtedy, gdy do nich mówimy, a patrzą na nas mętnym wzrokiem, znad małego ekranu. Albo wtedy, gdy widzimy ich zbieractwo i kolejne niepotrzebne zakupy, które generują długi? Co jeśli patrzymy na osobę, która ukrywa przed nami, że znowu idzie coś zjeść i robi to w łazience, w piwnicy czy garażu, gdzieś gdzie inni go nie widzą? Czy można powiedzieć, że te osoby są trzeźwe?
Wiele zarzutów słyszę od katolików wobec psychoterapii. Główny jest taki, że “doradzam komuś by konfesjonał zamienił na kozetkę”. Serio, ja? – pytam zawsze z przekąsem, bo kto zna mnie dłużej, wie zapewne, że łączenie psychologii z wiarą jest dla mnie czymś naturalnym, ale nigdy i nigdzie nie mówię, że jedno powinno zastąpić drugie. Nigdy nie radziłam nikomu, by rezygnował ze spowiedzi, wręcz przeciwnie! W sierpniu, miesiącu trzeźwości, dobitniej i głośniej chcę jednak mówić o tym, że terapia jest często niezbędna, by móc być trzeźwym! Czasem nasze wnętrze jest tak mocno przeorane przez życie, że sami nie ogarniemy tego pola. Pan Bóg bazuje na naturze, ludzkiej i ułomnej. Dbanie o ciało i psychikę jest naszym obowiązkiem wynikającym z przykazania “nie zabijaj”. Spowiedź jest potrzebna, wręcz niezbędna. Z drugiej strony terapia, wsparcie farmakologiczne czy szukanie czysto ludzkiego wsparcia może być dla nas drogą do wyjścia na prostą. Nie pomoże kolejny różaniec, ani nowenna. Nie da się nałogu wyleczyć pobożnością. Owszem, ona może dawać siłę, wsparcie i łaskę – choć nie jest gwarantem sukcesu. Tymczasem tak wiele osób zamadla swoje problemy, zamiast się nimi mądrze zająć. Pogrążając się coraz bardziej, dokładając do istniejącej już listy zniewoleń skrupuły i różne patologie duchowości, poczucie porażki i fałszywy obraz Boga, który zamiast mi pomóc, skazuje na samotność. A może Bóg kolejny raz próbuje się przebić przez bezrefleksyjnie recytowane modlitwy i powiedzieć: potrzebujesz drugiego człowieka, terapii, wsparcia żony/przyjaciela/sąsiada. Może On mówi nieustannie: będzie ci łatwiej, jeśli przestaniesz się zagłuszać i pozwolisz się dotknąć? W rozmowie, autorefleksji, spowiedzi, terapii. Dotknąć tego pola pełnego chwastów przez osoby, które wiedzą co z nimi zrobić. Wszak trzeźwość rodzi się z życiodajnych relacji, prawda?

DEON.PL POLECA

DEON.PL POLECA


Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Trzeźwość zaczyna się w relacji
Komentarze (4)
ES
~Ewa Słota
6 sierpnia 2026, 19:51
Mnie uratowało stwierdzenie: Czy ja naprawdę muszę tak czynić? Czy naprawdę muszę? I od tego zaczęłam etap zdrowienia. Potem odpowiedziałam, że nie muszę i, że nie chcę ... Na końcu po latach stwierdziłam " Jakie, to było głupie" ( mój grzech). Tak jest z każdym grzechem, nałogiem - ( Od kiedy zaczyna się nałóg? Ano wtedy, kiedy już muszę np. wypić zapalić, skrytykować, po- plotkować, skłamać ...,)Czy muszę dziś się napić? Czy muszę zapalić? ... Nie nie muszę i nie chcę - dobranoc.
HZ
~Hanys z Namysłowa
6 sierpnia 2026, 23:46
Ja piję całe życie,w Polsce budowałem dom to musiałem załatwiać materiały,najlepszym środkiem płatniczym był alkohol,trzeba było wypić,taka była kultura, potem jak uciekłem to nastąpiła zmiana kultury, nie widziałem pijanych na ulicy czy w pracy, więc głupio by było wypić, zresztą u nas w Niemczech piło się piwo.Myslalem że muszę je pić,po przejściu na emeryturę sam nie wiem czemu przestałem, mam dobrą emeryturę więc stać mnie na skrzynkę piwa tygodniowo,teraz lekarz mi zalecił żeby po 10 letniej przerwie zacząć pić piwo ,ale dla zdrowia,2 albo 3 butelki dziennie ,mówił że piwo dobrze działa na nerki,czy układ krążenia, tak więc dla zdrowia piję,ale tylko dla zdrowia,woda mineralna jakoś mi nie pochodzi,po ostatnim generalnym badaniu lekarz stwierdził że nie jeden 20 latek może mi zazdrościć,jeśli chodzi o jedzenie to jem to na co mam ochotę,w piątek obowiązkowo ryba,szpinak,czy jajka sadzone,do tego maślanka.Z postem nie mam problemow.
NK
~Nie Katolik
9 sierpnia 2026, 06:57
Jak tam wątroba? Może pan źle po niemiecku zrozumiał, bo to jest kuriozalne żeby lekarz takie rzeczy zalecał. Z tymi nerkami to jest mit. Oprócz wątroby alkohol źle wpływa np. na działanie mózgu...
HZ
~Hanys z Namysłowa
9 sierpnia 2026, 18:42
Szanowny Panie,wszystko co jest spożywane z miarą,nie jest szkodliwe,obżarstwo jest bardziej szkodliwe od piwa,w Niemczech jakoś pijanych nie widzę,ci którzy chcą się upić jadą na Majorkę,w Niemczech się wstydzą, oczywiście na święcie piwa w Bawarii zdarzają się przypadki pijanych, czasem pomylą zawartość litrowego kufla z u nas praktykowanym 0,2 czy 0,3 l,wygoogluj sobie: czy piwo pite z miarą jest szkodliwe. To samo dotyczy wina,czy koniaku, każdy naród ma swój narodowy napój.Roznice polegają na kulturze picia.