Wenezuela, Ukraina, Grenlandia, czyli Kościół miesza się do polityki
Zarówno krótki list kard. Grzegorza Rysia, jak i niezbyt długie oświadczenie trzech amerykańskich kardynałów, to istotne dokumenty pokazujące, że polityka potrzebuje aktywności Kościoła.
W minioną sobotę, 24 stycznia br., nad ranem, metropolita krakowski kard. Grzegorz Ryś dostał wiadomość od arcybiskupa kijowsko-halickiego Swiatosława Szewczuka. Ukraiński duszpasterz napisał: „Przeżyliśmy kolejną piekielną noc. W Kijowie jest -10. Najbardziej ucierpiał nasz Lewy Brzeg… Walka o życie, ciepło i światło trwa”. Wiadomość uzupełniał obraz – setki rosyjskich pocisków lecących w stronę stolicy Ukrainy.
„Jak możemy pomóc?” – zapytał kardynał z Krakowa. Odpowiedź była bardzo konkretna. Abp Szewczuk odpisał, że potrzebne są generatory dużej mocy oraz mobilne stacje cieplne (kotłownie mobilne) do autonomicznego oświetlenia i ogrzewania tych obszarów miasta, w których ludzie marzną z powodu niskich temperatur.
Całą tę rozmowę dwóch duszpasterzy kard. Ryś zrelacjonował w krótkim liście, który wkrótce pojawił się na stronie jego archidiecezji. W niedzielę był on czytany na wszystkich Mszach świętych odprawionych w tamtejszym Kościele lokalnym. „Nie możemy pozostać obojętni. Dlatego zarządzam, aby w całej archidiecezji cała składka z niedzieli 1 lutego została przeznaczona na pomoc dla Kijowa” – poinformował metropolita krakowski.
Co ciekawe, kard. Ryś zauważył pewne uwarunkowania, w jakich realizowana ma być jego decyzja: „Wiem, tydzień wcześniej jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, którą hojnie wspieracie” – napisał. Od razu jednak stwierdził, że mimo to ma odwagę prosić swoich diecezjan o równie wielką wspaniałomyślność i hojność. „Tu chodzi o życie!” – argumentował, przypominając, że sprzęt potrzebny za naszą wschodnią granicą nie jest tani. Zaznaczył, że ofiary można również przekazywać wprost na konto Caritas z dopiskiem: KIJÓW.
W króciutkim liście arcybiskupa krakowskiego znalazły się jeszcze trzy zdania, które trzeba zauważyć. Po pierwsze, powiadomił diecezjan, że pierwszy generator ufunduje osobiście. Po drugie, podkreślił, że potrzebne jest szybkie działanie. Po trzecie, zapowiedział, że w następną niedzielę (8 lutego) „poinformujemy Was o wysokości zbiórki i o tym, co udało się nam kupić”.
Niewątpliwie błyskawiczna inicjatywa metropolity krakowskiego ma przede wszystkim głęboki wymiar humanitarny. Jest w nim widoczna logika wzięta z Listu św. Jakuba, który napisał: „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?” (Jk 2, 15-16). Czytany w ramach ogłoszeń duszpasterskich list kard. Rysia niewątpliwie jest zachętą do uczynku miłosierdzia wobec ciała.
Co więcej, pisany na szybko list kardynała okazuje się również nie tylko dostrzeżeniem, lecz dowartościowaniem zupełnie innych inicjatyw, w tym dobroczynnych, nieinicjowanych przez Kościół. Trzeba przyznać, że to jest język i podejście do rzeczywistości, którego w Kościele w naszej Ojczyźnie wciąż niejedna i niejeden dopiero się uczy. W tej edukacji każdy konkretny, namacalny przykład się przyda.
Inicjatywa kard. Rysia ma jeszcze jeden aspekt, który trzeba odnotować i którego nie można pominąć. Ten krótki list, wskazujący realne działania w sytuacji zaistniałej w Ukrainie, ma również wymiar polityczny. Jest wyrazistym opowiedzeniem się po jednej stronie trwającego od dawna konfliktu zbrojnego. Opowiedzeniem się nie na poziomie wzniosłych deklaracji, ani za pomocą broni, lecz w postaci działań przynajmniej w jakimś stopniu niwelujących skutki postępowania agresora. Czy to jest mieszanie się Kościoła do polityki? Z pewnością. Bardzo potrzebne mieszanie się Kościoła do polityki.
Bez wątpienia mieszaniem się Kościoła do polityki jest także to, co w minionym tygodniu (19 stycznia br.) zrobili trzej inni kardynałowie. Kard. Błażej J. Cupich, arcybiskup Chicago, kard. Robert W. McElroy, arcybiskup Waszyngtonu, oraz kard. Joseph W. Tobin, CSsR, arcybiskup Newark, wydali wspólne oświadczenie odnoszące się do moralnej wizji polityki zagranicznej USA. Na stronie archidiecezji Chicago można znaleźć pełny tekst tego dokumentu po polsku.
Zdaniem trzech kardynałów, w roku 2026 Stany Zjednoczone weszły w najgłębszą i najbardziej poruszającą debatę na temat moralnych podstaw działań Ameryki na świecie od czasu zakończenia zimnej wojny. „Wydarzenia w Wenezueli, na Ukrainie i na Grenlandii postawiły fundamentalne pytania dotyczące użycia siły militarnej oraz znaczenia pokoju” – stwierdzili kard. Cupich, kard. McElroy i kard. Tobin. Zdiagnozowali, że suwerenne prawa narodów do samostanowienia okazują się zbyt kruche w świecie coraz częstszych konfliktów. Zwrócili uwagę, że równowaga pomiędzy interesem narodowym a dobrem wspólnym przedstawiana jest obecnie w skrajnie spolaryzowanych kategoriach. „Budowanie sprawiedliwego i trwałego pokoju – tak istotnego dla dobrobytu ludzkości teraz i w przyszłości – zostaje sprowadzone do partyjnych kategorii, które sprzyjają polaryzacji i destrukcyjnym decyzjom politycznym” – zaalarmowali.
Nic dziwnego, że w dziś poważnej analizy wymaga rola USA w stawianiu czoła złu na świecie, w obronie prawa do życia i godności ludzkiej oraz we wspieraniu wolności religijnej. Jako etyczny kompas amerykańscy kardynałowie wskazali słowa papieża Leona XIV, wygłoszone 9 stycznia br. do członków Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej. To papieskie wystąpienie już dziś urasta do rangi jednej z najważniejszych wypowiedzi Leona XIV w bieżącym roku. Okazuje się precyzyjnie sformułowanym punktem odniesienia, do którego mogą się odwoływać katolicy na całym świecie.
W oświadczeniu kard. Cupicha, McElroy’a i Tobina uwagę przykuwa sformułowanie „Jako pasterze i obywatele przyjmujemy tę (papieską – przyp. ks. A. S.) wizję ustanowienia naprawdę moralnej polityki zagranicznej dla naszego kraju”. To bardzo ważne podkreślenie. Trzej dostojnicy kościelni zza oceanu wypowiedzieli się nie tylko jako pełnoprawni obywatele swego kraju, ale również jako duszpasterze powierzonych im wiernych.
Zarówno działania kard. Rysia w sprawie Ukrainy, jak i to, co zrobili tydzień temu trzej amerykańscy członkowie Kolegium Kardynalskiego, można nazwać mieszaniem się Kościoła do polityki. Rzecz w tym, że polityka na różnych poziomach tego rodzaju mieszania się Kościoła bardzo potrzebuje.
Skomentuj artykuł