Wulgaryzmy i szyderstwa obnażają hipokryzję kultury. Czy tego właśnie chcemy wokół siebie?

Fot. Depositphotos.com

Czy to, co mówimy, pomaga drugiemu człowiekowi, czy go osłabia? Codzienne eksponowanie ironii, wulgaryzmu i szyderstwa w otaczającej nas przestrzeni szybko staje się częścią kultury i obezwładnia nas siłą inercji. Skąd się bierze ta powszechna gotowości do oswajania wulgaryzmów i akceptowania "gwiazdek" z intencją, że jak się brzydkie słowo nieco zasłoni, to można uznać, że problem zniknął?

Do parafii „serca”, do której zazwyczaj jeździmy co tydzień na niedzielne Eucharystie, prowadzi nas droga niemal przez całe miasto. Spędzamy więc w samochodzie prawie godzinę, prowadząc mniej lub bardziej interesujące rodzinne rozmowy. Gdy ostatnio wracaliśmy z Mszy, moją uwagę przykuł pewien billboard. Co gorsza przykuł też uwagę naszego siedmiolatka, dla którego żaden napis nie ma już tajemnic. I który z wyraźnym zaciekawieniem zapytał: „Mamusiu: a co to znaczy „piep*zyć Mickiewicza”?

DEON.PL POLECA




W samochodzie na moment zapadła krępująca cisza. Na moment, bo przecież nie jest tak, że z wulgaryzmami się nie spotykamy. Ale też jedną z cech, którą szczerze podziwiam w moich starszych dzieciach jest to, że (przynajmniej przy nas) nie używają „brzydkich słów”. Nawet w największych emocjach i przy kłótniach między rodzeństwem, które bywają już epickie, nie zdarza im się „przeklnąć”. Nie mam przy tym złudzeń, że brzydkie słownictwo mają opanowane, bo spędzam wystarczająco dużo czasu na szkolnym korytarzu, żeby wiedzieć, jakiego słownictwa używają dziś dzieci. Cisza w samochodzie zapadła, bo siedmioletni Iwanek przeczytał na głos coś, czego nie mógł zrozumieć, a mnie uderzyła ironia tej sytuacji i potrzebowałam chwili, by się zastanowić nad dobrą odpowiedzią.

Ten moment obnażył hipokryzję kultury

Pytanie naszego dziecka to nie była przecież żadna prowokacja ani podstępna zagrywka starszego brata, który podpuścił młodszego, by wpadł w kłopotliwą sytuację. To był po prostu moment, który obnażył hipokryzję współczesnej kultury. Gwiazdka zasłaniała jedną literę („Piepr*zyc”). Wystarczająco mało, by wszystko było jasne. Wystarczająco dużo, by można było udawać, że to nie wulgarność. Ot, taki malutki, grzeczny, poprawny politycznie i funkcjonalny znak. Kolejny dowód naszej powszechnej gotowości do oswajania brzydoty i akceptacji, że jak się coś choć nieco zasłoni, to można uznać, że problem zniknął. Przecież „to tylko trochę przekory, tylko żart, tylko taki język młodzieży…”.

Starsza pani i jej nietypowy "przecinek"

Każdy billboard działa trochę jak tablica rejestracyjna - niesie rzeczową informację i z założenia ma być komunikatywny dla wszystkich. I ten billboard rzeczywiście był komunikatywny, i to nad wyraz skutecznie. Choć nie mam pojęcia (ani tym bardziej nie poczułam się zachęcona, by się dowiedzieć), o czym jest ten film (numer trzy przy tytule zasugerował, że ta "epopeja" trwa już co najmniej trzy sezony), to zatrzymała mnie myśl, co długofalowo robi z nami taka bezrefleksyjna akceptacja języka kpiny i szyderstwa w naszym społeczeństwie. Przypomniała mi się też - zabawna skądinąd – scenka rodzajowa, której byłam kiedyś świadkiem. Na przystanku stały dwie starsze panie i dość głośno ze sobą rozmawiały. Temat był frapujący, bo dyskutowały o współczesnej młodzieży i jej wychowaniu. W pewnym momencie jedna z pań zaczęła perorować: „No, pani Krysiu, k…, niech sobie pani, k…, wyobrazi, że ten mój Januszek, k…., ten mój najmłodszy z wnuków, k…, wie pani który, to strasznie, k…, ale to strasznie przeklina!”. Przyznam, że trudno było zachować powagę w obliczu takiego dictum, ale jednocześnie nieco przerażające było to, że starsza pani używała słowa powszechnie uznawanego za obelżywe zupełnie bezrefleksyjnie. Niczym przecinka albo pauzy.

Ważyć słowa, pielęgnować uprzejmość, czyli nie szydzić i nie kląć...

Może więc, idąc za wezwaniem papieża Leona XIV, warto zmierzyć się w sercu i z takim pytaniem, czy codzienne eksponowanie ironii, wulgaryzmu i szyderstwa w otaczającej nas przestrzeni nie staje się częścią naszej kultury, która nas obezwładnia siłą inercji? Czy nie jest tak, że kiedy język traci ciężar, traci też zdolność do rozróżniania dobra od zła? Dudni mi w tyle głowy papieskie wezwanie z orędzia na Wielki Post, żebyśmy uczyli się w tym czasie z powrotem: "ważyć słowa i pielęgnować uprzejmość…”. Biorę je sobie za rzeczywistą wskazówkę, bo myślę, że trafnie papież diagnozuje: "Wtedy wiele słów nienawiści ustąpi miejsca słowom nadziei i pokoju". Proste, a jednak tak trudne w realizacji, gdy się za to zabieramy w praktyce.

DEON.PL POLECA


Czy to, co mówię, pomaga drugiej osobie, czy ją osłabia?

Myślę, że post od słów raniących naszych bliźnich nie jest tylko o języku, który wypowiadamy podczas emocji, ale o języku kultury, która kształtuje naszą komunikację. Często to, co przyjmujemy jako zabawę albo lekki dowcip, w dłuższej perspektywie staje się fundamentem tego, co uważamy za normalne. W tym sensie elementem naszego nawrócenia jest więc też moment zatrzymania się i uruchomienie wyobraźni, zanim cokolwiek wyartykułujemy na głos, czy to, co mówię, pomaga drugiemu człowiekowi, czy go osłabia, czy użycie "gwiazdki", mrugnięcia okiem, skrótu nie utwierdzi w kimś przyzwolenia na bylejakość.

Od tego, jak mówimy, świat staje się lepszy

"Słowo Boże jest większe niż gwiazdka, nawet ta najbardziej krzykliwa" – pomyślałam tamtej niedzieli w samochodzie. I po raz n-ty w historii swojego macierzyństwa powtórzyłam na głos: "Dziecko, to słowo, nawet z gwiazdką, należy do tych tzw. brzydkich. A skoro mówimy, że są „brzydkie słowa”, a chcemy, żeby świat był piękniejszy, to dbajmy o to, by opisywać go i komunikować się z nim w jak najładniejszy sposób. Od tego jak mówimy, świat staje się realnie lepszy. A panowanie nad własnym językiem nie wymaga szczególnych supermocy. No, może tylko … myślenia, wrażliwości i nieco dobrej woli. Wierzę, że ty masz tych cech pod dostatkiem i będziesz potrafił być prawdziwym językowym ninją". Świata nie zmienimy, ale to, jak my się wyrażamy - to może być nasz wkład w głoszenie dobrej nowiny. Bez gwiazdek, bez ironii, bez hipokryzji.

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach pisze bloga "Dobra Wnuczka" i prowadzi konto na Instagramie. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich i wrocławską Wspólnotę Jednego Ducha. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wulgaryzmy i szyderstwa obnażają hipokryzję kultury. Czy tego właśnie chcemy wokół siebie?
Komentarze (4)
HZ
~Hanys z Namysłowa
28 lutego 2026, 18:34
U nas na Śląsku bardo obraźliwe było słowo pieron,dochodziło jeszcze słowo na c....To słowo stało się modne podczas wiecu bodajże w Gliwicach,gdzie polityk z PO krzyczał na wiecu , Kałuża ty c..... Potem wraz z polską kulturą przywędrowały słynne polskie słowa,k.... I ch .... Co kraj to obyczaj.z kim przystajesz takim się stajesz, Ślązacy źle wyszli na polskiej kulturze,pisał już o tym Korfanty w w 1926 roku w Odezwie to do Ludu śląskiego,o ironio nie użył słowa - polskiego.Polacy są bardzo oporni w nauce nowego, inność jest dla nich obca,jak pisał KS abp Nossol, innością można się ubogacić, obcością już nie, stąd te zapóźnienie cywilizacyjne Polski i Polaków.Niektorzy Polacy wręcz wstydzą się mówić po polsku będąc za granicą.
KK
K Kowal
27 lutego 2026, 15:58
Wspaniały artykuł oraz bardzo na czasie. Wiemy ze Słowo to Potęga. Oby inne media miały odwagę poruszyć taki temat, no ale pewnie boją się spadku swoich statystyk „laikowych”! Mieszkam w USA i przez dwa pokolenia obserwowałam jak wulgaryzmy poszerzały swoje pole działania od młodych dorosłych, do nastolatków a teraz są niestety standardem w szkołach podstawowych. I nikt nie protestuje! Temat jest kompletnie ignorowany bo skoro „wszyscy to robią” włączając wielkich celebrytów to „co to szkodzi”. To wspaniale ze papież Leon potrafił wyłowić problem z pozoru błahy a jednak niszczący nas wszystkich. Dziękuję za artykuł.
HZ
~Hanys z Namysłowa
28 lutego 2026, 18:19
Szanowny Panie przecież słynne 8 * gwiazdek,to typowy przykład polskiej kultury, przykład idzie z góry,a słynne nagrania u Sowy gdzie polski ksiądz klął jak menel spod budki z piwem,a ten tak często używany wypełniacz i przerywnik mowy polskiej jest słyszany wszędzie, pisze o tym ktoś poniżej w poście.
PK
~Pani Krysia
24 lutego 2026, 22:02
Dodam tylko do historii Januszka i jego Babci, że... ,, wie pani, pani Krysiu, k...., to wszystko przez to boisko, k...., co go k.... obok naszego ogródka wybudowali i nasz Januszek k.... się kląć nauczył". Potwierdzam autentyczność wydarzenia.