Zaczyna się niewinnie – od słów, a potem...
Czasy są niespokojne, a ostatni rok wydaje się jeszcze bardziej potęgować wrażenie jakiejś ogólnoświatowej ‘jazdy bez trzymanki’. Zatraciliśmy strukturalne punkty odniesienia coś, co zapewniało względny porządek świata. Widać to po wojnach i konfliktach zbrojnych, ale też prawie całkowitym paraliżu albo zapaści wszelkich struktur organizacyjnych ponadnarodowych, które mogłyby być jakimś punktem odniesienia. Zgubiliśmy wspólny język wartości ważnych dla ludzkości, a nie tylko dla jakiejś grupy czy to politycznej czy biznesowej. Dzieje się z nami coś niedobrego.
Słowa mają znaczenie. Mówią wiele o naszym życiu i wzajemnych odniesieniach. Kiedy więc język staje się orężem walki, przymusu, wykluczenia, kiedy burzy wątłe i ułomne kanały porozumienia, to nie jest nic dobrego. Nawet jeśli chwilowo wydaje się być skuteczny, na dłuższą metę wieszczy katastrofę.
Widać to było w minionym tygodniu w sposób spektakularny, kiedy odbyło się pierwsze spotkanie tzw. Rady Pokoju zapoczątkowanej przez Prezydenta USA w opozycji do tego, co powinna by robić ONZ z Radą Bezpieczeństwa, której zresztą Ameryka jest jednym z pięciu stałych członków. Watykan ustami swojego Sekretarza Stanu kard. Pietro Parolina powiedział, że Stolica Apostolska nie wejdzie do nowopowstającej Rady, bo uważa, że tym powinna się zajmować właśnie ONZ. Takich głosów wstrzymujących się od zaangażowania się w nowopowstającą Radę i wzywających do odblokowania struktur ONZ jest więcej. Władze USA jednak forsują swoje.
Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na różnice w języku, jakie dają się zauważyć. Trudno odmówić prezydentowi Trumpowi sprawczości, ale i tupetu w niektórych propozycjach. Wystarczy tu wspomnieć riwierę w Strefie Gazy, przesiedlając ‘gdzieś’ Palestyńczyków czy oddanie wschodniej Ukrainy Rosji i zaczęcie z nią na nowo robienia interesów gospodarczych. To, co bulwersuje, to mało dyplomatyczny i handlowy język, który nie szanuje ludzi, ich tradycji i wartości. Nie wszystko jest przecież na sprzedaż i nie wszystko można kupić.
Jakże inny jest w tym względzie język Watykanu i to nie dawniej, ale teraz, kiedy papieżem jest Amerykanin z Chicago, Leon XIV. Pod tym względem jego proweniencja z prostej i niezamożnej rodziny z Wietrznego Miasta, jego długa i wieloaspektowa formacja zakonna, a potem wieloletnia praca duszpasterska w ubogim Peru, a nawet jego postura i nieśmiałość predestynują go do myślenia i mówienia o ludziach z łagodnością i szacunkiem, bez zadufania i poczucia wyższości.
#Papież #LeonXIV w przesłaniu do Polaków na zakończenie #AudiencjaGeneralna w #ŚrodaPopielcowa przypomniał, że „22 lutego przypada 95. rocznica pierwszego objawienia Jezusa Miłosiernego świętej Faustynie Kowalskiej”.
— Vatican News PL (@VaticanNewsPL) February 18, 2026
Więcej️https://t.co/BVMqNxw97W@EpiskopatNews pic.twitter.com/1j9sCfVEmS
Język, jakim się posługujemy ma znaczenie. On wyraża znacznie więcej niż tylko nasze myśli, czy teoretyczne koncepcje. Jest w nim także wizja świata, jaka jest nam bliska, system wartości, do jakiego się odwołujemy i nasze inspiracje. Trzeba tu jednak zaznaczyć także, że dzisiejszy język komunikacji w bardzo poważnym stopniu psują media, szczególnie te społecznościowe. Ich skrótowość, często anonimowość, prowokują do zachowań i działań, które byłyby nie do pomyślenia mając kogoś przed sobą i patrząc mu w oczy. Dotyczy to nie tylko spraw globalnych, ale także tego, co jest ważne w naszym ‘małym świecie’, w kręgu rodzinnym czy znajomych, w tej ‘bańce medialnej’, w której każdy z nas jakoś uczestniczy.
Nie chcę zapuszczać się w rewiry naszego polskiego podwórka, bo wtedy jest bardzo łatwo o takie szybkie zaszufladkowanie do jakiejś grupy, kasty, do ‘tych innych’, których chcemy skrytykować, a nawet napiętnować ze względu na cokolwiek, poglądy, przynależność, etc. Czy da się tego uniknąć? Mam przekonanie, że tak, choć patrząc na nasze debaty, nie tylko te publiczne, ale i te środowiskowe, można mieć wątpliwości. Chciałbym, żeby było inaczej, żeby to nie były tylko pobożne życzenia.
Świat, w jakim żyjemy rzadko sprzyja i wspiera nasze duchowe pragnienia, ale to nie zwalnia nas z dbania o to, co dobre dla wspólnoty, także tej ogólnoludzkiej. Trzeba to sobie przypominać zwłaszcza wtedy, kiedy jest trudniej. Zacząć trzeba od słów, którymi opisuję świat, próbuję go zrozumieć i wytłumaczyć innym, nawet tylko w swoim małym kręgu. I oby to były słowa łagodności, szacunku i braterstwa. Bez nich wszyscy zmierzamy do katastrofy.

Skomentuj artykuł