Kardynał Ryś o fali krytyki. Nie można podobać się wszystkim  

Fot. BP KEP
łs

Kardynał Grzegorz Ryś w poruszający sposób opowiedział o mierzeniu się z krytyką oraz o tym, jak uczył się akceptować fakt, że jego poglądy nie wszystkim będą się podobać. Hierarcha ujawnił przełomowy moment w swoim życiu, kiedy po fali negatywnych ocen zrezygnował z dalszego pisania pracy naukowej. Wskazał również, jak radykalnie odcina się od internetowego szumu, całkowicie rezygnując z czytania komentarzy na swój temat.

Kwestia posiadania wyrazistych poglądów i idącej za tym krytyki pojawiła się przy okazji wspomnień kardynała Rysia z czasów pisania habilitacji. Duchowny pisał wówczas pracę poświęconą Janowi Husowi i jego wizji kryzysu Kościoła. Publikacja spotkała się z ogromnym oporem, a sam autor został – jak sam to określa – po prostu zrównany z ziemią. Atak okazał się na tyle bolesny i skuteczny, że młody historyk podjął decyzję o całkowitym zaprzestaniu pisania.

W krytycznym momencie z pomocą przyszedł mu starszy o pięć lat brat, profesor histopatologii, który zauważył załamanie u duchownego. Po usłyszeniu całej historii zadał przyszłemu kardynałowi jedno kluczowe pytanie: „A ty masz jakieś poglądy?” Gdy usłyszał potwierdzenie, skwitował sytuację krótko: w takim razie nie możesz podobać się wszystkim. Ta prosta uwaga wyrwała Grzegorza Rysia z poczucia bezradności i pozwoliła mu na nowo wrócić do pracy naukowej.

DEON.PL POLECA


Nie robisz tego dla chwały

Wspomnienie to stało się dla kardynała fundamentem do sformułowania głębszej zasady dotyczącej działalności publicznej i duszpasterskiej. Zrozumiał on, że uświadomienie sobie podstawowych motywacji chroni człowieka przed paraliżem wywołanym ludzką opinią. „W końcu nie robisz tego po to, żeby cię chwalono” – podkreśla metropolita łódzki, dodając, że istnieją wartości znacznie ważniejsze niż dobre samopoczucie czy nawet dobre imię. W sytuacjach kryzysowych kluczowa okazuje się jednak obecność kogoś z zewnątrz, kto potrafi obiektywnie ocenić sytuację i przypomnieć o pierwotnym celu.

Konsekwencją takiego podejścia jest również twarda dyscyplina kardynała w codziennym korzystaniu z mediów społecznościowych. Wyznaje on otwarcie, że całkowicie rezygnuje z monitorowania sieciowych opinii: „Muszę powiedzieć, ja nie czytam komentarzy, nie otwieram, nie”. Podobną radę dał uczestnikom wielkiego wydarzenia ekumenicznego „Już czas” w Łodzi, prosząc ich, by po zakończeniu wyłączyli sekcję komentarzy i nie pozwolili sobie odebrać tego, co przeżyli w wymiarze duchowym. Współczesne media, choć pożyteczne, ułatwiają bowiem ucieczkę od odpowiedzialności za słowo.

Różnice zdań nie niszczą miłości

Kardynał Ryś podaje konkretny przykład z własnego życia, udowadniający, że odmienne poglądy wewnątrz Kościoła nie wykluczają głębokiego szacunku. Wspomina współpracę z nieżyjącym już biskupem Adamem Lepą, który był jego biskupem pomocniczym w Łodzi. Obaj hierarchowie różnili się w wielu ocenach dotyczących Kościoła oraz istniejących w nim orientacji. Ryś od lat pisał teksty do „Tygodnika Powszechnego”, podczas gdy biskup Lepa, będąc rektorem seminarium, zabraniał klerykom lektury tego pisma.

DEON.PL POLECA

 

 



Podobne napięcie dotyczyło fascynacji postacią ks. Józefa Tischnera. Choć Grzegorz Ryś cenił krakowskiego filozofa, biskup Lepa jako rektor nie zezwolił łódzkim klerykom na udział w jego wykładzie. Pomimo tak wyraźnych różnic w podejściu do duszpasterstwa i myśli teologicznej, obaj duchowni potrafili zachować pełną akceptację. „Byliśmy ludźmi, którzy się bardzo szanowali, powiem wprost: bardzo kochali, bardzo akceptowali” – zaznacza kardynał, wskazując milczenie i umiejętność posłuchania drugiego jako klucz do autentycznego dialogu.

Pytany o to, jakie cechy charakteru doprowadziły go do pełnienia tak wysokich godności w strukturach kościelnych, hierarcha odpowiada z dużym dystansem do siebie. Twierdzi stanowczo, że nie zdecydowały o tym żadne jego osobiste przymioty. Swoją obecną pozycję postrzega wyłącznie jako suwerenne postanowienie Boże, którego sam do końca nie rozumie. Podkreśla przy tym, że zna wielu mądrzejszych i świętszych ludzi, którzy z powodzeniem mogliby zająć jego miejsce. Przyznaje także, że postawy słuchania innych musiał się długo i mozolnie uczyć, gdyż naturalnie wcale taki nie był.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kardynał Ryś o fali krytyki. Nie można podobać się wszystkim  
Komentarze (10)
AK
~Anna Katarzyna
1 czerwca 2026, 01:44
Nie ma bardziej dzielącej katolików postaci w polskim Kościele. Robi to z rozmysłem np. robiąx przeqodniczącym komisji komucha wiedząc dobrze jak dzieląca będzie ta decyzja.
AS
~Antoni Szwed
24 maja 2026, 22:35
B. Rymanowski na pytanie czy kard. Ryś ma wątpliwości, czy Bóg istnieje, usłyszał taką oto odpowiedź: „Dla chrześcijanina to nie jest najważniejsze pytanie. Nie chodzi o to czy Bóg jest czy Go nie ma, tylko czy się objawił w Jezusie Chrystusie. Czy się w ogóle objawił i czy ma dla nas Słowo?” Kardynałowi udało się postawić problem na głowie. Potraktował problem istnienia Boga jako mało istotny, od którego w ogóle nie powinno się zaczynać. Uznał, że najważniejsze jest Jego objawianie się w Chrystusie. Z metafizycznego punktu widzenia takie postawienie sprawy jest niewłaściwe (a nawet błędne), bo gdyby Bóg nie istniał, to nie mógłby się objawiać. Przyczyną jest Bóg, skutkiem jest Jego objawianie się. Z czysto poznawczego punktu widzenia też nie jest to właściwe.
GA
~Gal Anonim
16 czerwca 2026, 10:57
Najwyraźniej ma już problemy z logiką i powinien odejść na emeryturę, zamiast wywoływać zgorszenie i podziały.
AS
~Antoni Szwed
24 maja 2026, 22:34
Dlaczego? Bo Chrystus nie objawiał siebie, lecz objawiał Ojca. Będąc Bogiem i Człowiekiem, objawiał Boga, wyjaśniając Żydom, że „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” [J 10, 30]. To jest teologiczna ale także metafizyczna Prawda, bez której Jezusowe objawianie Boga nie mogłoby przekonać Żydów, gdy pytali, jakim prawem to mówisz i czynisz. A więc w punkcie wyjścia, w poznawczym punkcie widzenia, Chrystus musiał wypowiedzieć tę Prawdę, że Bóg istnieje (Bóg Ojciec). W jednym i drugim przypadku słuchacz Słowa otrzymał w punkcie wyjścia to, że Bóg istnieje, i tej kwestii nie można pozostawić otwartą a tym bardziej mało istotną lub zgoła nieistotną. Tu Kard. Ryś się myli.
AS
~Antoni Szwed
24 maja 2026, 22:33
Dalej: prawdą jest, że w Chrystusie Bóg objawił się najpełniej i ostatecznie, ale przecież do pewnego stopnia objawiał się już w Starym Testamencie. Stale rozmawiał z Mojżeszem, ucząc poprzez niego Izraelitów religijnej więzi z Nim od podstaw, w szczególności tego, jakich Przykazań Bożych Izraelici mają przestrzegać i jak mają wobec Niego sprawować religijny kult (tu Bóg podał nadzwyczaj precyzyjne wskazania w Księdze Wyjścia, Księdze Kapłańskiej, Księdze Liczb). Zatem, aby móc zaufać Bogu, powierzyć Mu siebie, trzeba przedtem uwierzyć w Jego istnienie.
AS
~Antoni Szwed
24 maja 2026, 22:32
Owszem, diabły wiedzą, że Bóg istnieje, zgoda, ale z tego nie wynika, że katolik (chrześcijanin) może opuścić tę przesłankę jako nieistotną. NIE! On ma ją dopełnić, jakby na drugim etapie, drugą nadprzyrodzoną przesłanką, że powinien Bogu całkowicie zaufać, powierzyć Mu siebie. Zgoda, ta ostatnia przesłanka jest kluczowa, ale z tego nie wynika, że tę pierwszą przesłankę można uznać za mało istotną i ją zlekceważyć. Takie podejście trąci u kard. Rysia wręcz luteranizmem.
GP
~Gość Portalu
24 maja 2026, 20:10
Czy Kościół może wreszcie poznać imiona pozostałych Archaniołów?! Katolicy też chcą dobrobytu, a nie tylko rodzić się i umierać. Innowiercy chętnie zweryfikują swoją wiedzę o Archaniołach.
GP
~Gość Portalu
24 maja 2026, 19:06
Czy Kościół może wreszcie poznać imiona pozostałych Archaniołów?! Katolicy też chcą dobrobytu, a nie tylko rodzić się i umierać. Innowiercy chętnie zweryfikują swoją wiedzę o Archaniołach.
RK
~Ryszard Kubiak
24 maja 2026, 18:50
Ryś jak struś. Chowa głowę w piasek.
PB
play Botswana
24 maja 2026, 15:20
Podziwiam Osobę i jego drogę.