Ad vocem do krytyki ks. Oko

Ad vocem do krytyki ks. Oko
Dariusz Piórkowski SJ

Podzielam obiekcje ks. Krzysztofa Charamsy pod adresem ks. Oko, wyrażone w tekście "Teologia i przemoc". Jak by nie patrzeć, jest to relacja pod wieloma względami kontrowersyjna i wstrząsająca, bo obnaża pewien rodzaj kościelnej hipnozy i znieczulicy.

Ks. Krzysztof Charamsa musiał naprawdę zadać sobie wiele trudu, by tę polemikę napisać. Nie mówiąc już o jego cywilnej i kościelnej odwadze. Przerywa bowiem zmowę milczenia i podminowuje krążący w niektórych kościelnych kręgach podziw dla "odważnych" wypowiedzi ks. Dariusza Oko.

Przyznam, że sam jestem zdziwiony swoistą ewolucją ks. Oko, z którym przed 15 laty miałem ciekawe i rzetelne wykłady na temat wolności i łaski czy teologii Bernarda Lonergana. Kiedy dzisiaj słucham wypowiedzi ks. Profesora, to mam wrażenie, że spotykam innego człowieka.

Bardziej smuci mnie jednak coś innego. Jako pierwszy do walki z "urzędnikiem Kongregacji Wiary" wystąpił Tomasz Terlikowski, którego reakcja potwierdza tylko słuszność argumentów ks. Charamsy. Przecież ks. Oko nie jest samotnym jeźdźcem - wyraża pewien sposób myślenia.

Najbardziej haniebnym sposobem odmowy dyskusji jest słowna dyskredytacja i poniżenie tego, kto myśli inaczej, przed podjęciem jakiejkolwiek próby, by zapoznać się z tym, co ten człowiek ma do powiedzenia. Typowe zagranie wszelkiej propagandy, nie tylko komunistycznej.

W swoim krótkim felietonie Terlikowski zaczyna od "przenikliwej" uwagi, że "urzędnik Kongregacji Nauki Wiary ma mniej więcej taki sam oficjalny autorytet, jak cieć (no dobra lokaj) z sekretariatu stanu". Oczywiście, ta ogólna i "błyskotliwa" obserwacja nie jest zapewne, zdaniem Terlikowskiego, obraźliwa, bo przecież nie jest tam napisane, że ks. Charamsa to wspomniany cieć, chociaż akurat jest urzędnikiem Kongregacji. Czytelnik nie ma prawa dopatrywać się jakichkolwiek zbieżności personalnych... Rozumiem, że ten chwyt służy do tego, by wzbudzić zainteresowanie internautów..

Tak czy owak samo słowo "cieć" w pospolitym użytku jest raczej słowem postponującym. Jeśli więc na wstępie naznacza się kogokolwiek takim epitetem, to rzeczywiście, trudno potem w ogóle czytać jego tekst, bo czegóż można się spodziewać po cieciu... Jednak nawet jeśli ks. Charamsa, zdaniem krytyków, jest w Kongregacji "nikim", to czy jest pozbawiony wskutek tego rozumu, myślenia i wiary?

Nawiasem mówiąc, od kilku lat obserwuję, że u nas w Polsce doszło już do tego, zwłaszcza w środowiskach, które mienią się chrześcijańskimi, iż w ogóle nie zwraca się uwagi na to, co ktoś powiedział i napisał, ale najpierw bada się, w jakiej gazecie napisał, w jakiej TV wystąpił i do jakiej partii przynależy, tudzież komu przykłada.

Jeśli jest to gazeta, TV, partia czy organizacja, której się nie lubi lub z nią nie zgadza w jakiejś ważnej sprawie, to z zasady przyjmuje się, że nie może być w niej nic dobrego. Dotyczy to obu stron barykady. Obojętnie czy chodzi o zwolenników prawicy czy lewicy. Chociaż odnoszę wrażenie, że prawica ma z tym większy problem. Nie daj Boże, żeby w przeciwniku politycznym czy światopoglądowym, dostrzec też jakieś dobre i słuszne myśli czy działania, bo przecież wtedy - tak sądzą niektórzy - oznacza to, że wszystko w nim akceptuję.

Działanie tego mechanizmu widzę, na przykład, w krytyce wymierzonej w Papieża Franciszka, który często bywa odrzucany lub przyjmowany nie tyle za to, co mówi, ale za to, iż niektóre części jego nauczania (w tym całego Kościoła) mogą się akurat zgadzać z poglądami lewicy czy prawicy. Obie strony sporu w wielu sprawach nie zgadzają się jednak z Papieżem i często traktują Jego nauczanie wybiórczo, by się wzajemnie pookładać.

Tomasz Terlikowski pisze, że skoro tekst krytykujący ks. Oko pojawił się w "Tygodniku Powszechnym", to właściwie z tego tylko powodu należy uznać cały wywód ks. Charamsy za fałszywy i zły.

W dyskusjach na gruncie katolicko-kościelnym dochodzi też często do absolutyzowania tytułu naukowego, którego posiadanie ma być jedynym i bezdyskusyjnym źródłem autorytetu, na mocy którego ktoś się wypowiada. Nieważne, co kto mówi i jak mówi, nawet jeśli z ust jego płyną bluzgi, argumenty ad personam i nierzetelne dane, to stoi za nim tytuł doktora czy profesora.

I tak tytuł służy często za uprawomocnienie głupoty i ma zamknąć usta tym, którzy przedstawiają słuszną krytykę, zwłaszcza jeśli takiego tytułu nie posiadają. Jeśli więc ktoś nie ma odpowiedniego stopnia naukowego, nie wolno mu powoływać się na własny rozum, rozsądek czy mądrość. Niby to wiemy, że wzrost mądrości nie zawsze pokrywa się ze zdobywaniem kolejnych szczebli kariery akademickiej, chociaż należy tę mądrość domniemywać w naukowcu. Niemniej różnie jednak z tym bywa.

W okołokościelnych dyskusjach i polemikach mamy jeszcze inny problem: bardzo trudno jest nam odróżnić grzech od grzesznika. Dlaczego Chrystus potrafił odseparować grzech od grzesznika i nie potępiać tego drugiego? Dlaczego w mistrzowski sposób wybrnął z trudnej sytuacji z kobietą oskarżoną o cudzołóstwo w Ewangelii św. Jana? Dlaczego nie zbagatelizował grzechu ani go nie zdemonizował, a przy tym uchronił kobietę od śmierci?

Przede wszystkim, dlatego, że nie miał nic wspólnego z grzechem i jego wpływem na rozumienie świata, Boga i bliźnich. Czasem zapominamy, że zaciemnienie grzechem nie tylko powoduje jego banalizację, usprawiedliwianie i negowanie. Możliwa jest także druga skrajność: nieproporcjonalne wyolbrzymianie grzechu, a także potępianie grzesznika. Grzech jako ciemność powoduje również to, że niewłaściwie postrzegamy zarówno sam grzech, jak i grzesznika.

Żaden człowiek, poza Jezusem i Maryją, nie ma doświadczenia bezgrzeszności. Nawet najświętszy, najbardziej uczony ksiądz, pozostaje nadal grzesznikiem. Sam chrzest czy święcenia nie gwarantują nieomylności i automatycznej wolności od wpływu grzechu, który się skrzętnie maskuje w umyśle człowieka i przebiera w różne szaty: albo walki o czystość doktryny i zachowanie ortodoksji albo racjonalizacji i pomniejszania grzechu, jakby był on wymysłem schorowanej wyobraźni.

Dariusz Piórkowski SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ad vocem do krytyki ks. Oko
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.