Błogosławiony zamęt

Błogosławiony zamęt
(fot. © Mazur/catholicnews.org.uk)
5 lat temu

Wraz z zakończeniem nadzwyczajnego Synodu Biskupów o rodzinie weszliśmy w bardzo ciekawy okres. Najbliższy rok Kościół katolicki na całym świecie ma poświęcić na dyskusję, która swój szczyt osiągnie na zgromadzeniu zwyczajnym w październiku 2015 roku. No to zaczynamy.

Bałagan czy sukces?

Zacząć warto od spojrzenia na komentarze i podsumowania poświęcone dopiero co zakończonemu wydarzeniu. Można w nich wyróżnić dwa dominujące tony. Pierwszy odnosi się do Synodu z rezerwą lub miejscami wprost negatywnie. Oto kilka takich głosów z ostatnich dni.
Abp Charles Chaput (Filadelfia): Byłem bardzo zaniepokojony tym, co się działo. Powstało zamieszanie, a sądzę, że zamieszanie pochodzi od diabła. Kard. Angelo Scola (Mediolan): Na zamieszanie - które nie ze złej woli, ale rzeczywiście powstało - będzie trzeba odpowiedzieć całoroczną pracą w lokalnych Kościołach. Kard. Velasio De Paolis (emeryt): Mamy zamieszanie, nad którym trudno jest zapanować. Bardziej słuchamy ludzi niż prawd wiary. Bp Thomas Tobin (Providence): Franciszek lubi tworzyć bałagan. Ta misja została zakończona sukcesem.

Drugi ton ma pozytywny wydźwięk. Abp Vincenzo Paglia (Kuria Rzymska): Zmiany się zaczęły, nie ma od nich odwrotu. Nie możemy zamykać się w twierdzy, która okopuje się w surowości zakazów. Kard. Vincent Nichols (Westminster): Synod położył nacisk na temat miłosierdzia. Musimy pamiętać, że powietrze, którym oddychamy, to właśnie Boże miłosierdzie. Bez tego tlenu nasze płuca nie dostaną energii. Kard. Raymundo Assis (Aparecida): Synod poświęcony rodzinie zakończył się sukcesem. Kard. Oswald Gracias (Bombaj): Z azjatyckiej perspektywy Synod był bardzo udany. Kard. Christoph Schönborn (Wiedeń): To był pierwszy naprawdę autentyczny Synod, w jakim uczestniczyłem.

W granicach ortodoksji

Dwutygodniowe obrady podsumował również papież. W mowie wygłoszonej zaraz po przyjęciu końcowego dokumentu Franciszek wyraził wdzięczność organizatorom i uczestnikom zgromadzenia, a także przyrównał je do wspólnego pielgrzymowania. Mówił, że "wraz z chwilami pocieszenia były też chwile przygnębienia, napięć i pokus". Ale zaraz potem zaznaczył: "Drodzy bracia i siostry, pokusy nie powinny nas przerażać ani też konsternować (…). Osobiście byłbym bardzo zaniepokojony i zasmucony, gdyby nie było tych pokus i tych ożywionych dyskusji (…). Widziałem i słyszałem przemówienia pełne wiary, gorliwości duszpasterskiej i doktrynalnej, mądrości, szczerości, męstwa i otwartości. Działo się to zawsze bez podważania fundamentalnej prawdy sakramentu małżeństwa: nierozerwalności, jedności, wierności i prokreacyjności, czyli otwartości na życie".

Na to ostatnie zdanie warto zwrócić szczególną uwagę, ponieważ także w polskiej publicystyce katolickiej pojawiają się oskarżenia, jakoby niektórzy ojcowie synodalni głosili o rodzinie tezy nieortodoksyjne lub nawet heretyckie. Jak widać, według papieża nic takiego nie miało miejsca.

Zatem na Synodzie mieliśmy do czynienia z zamieszaniem i bałaganem czy też z sukcesem i autentycznością? Odpowiedź na to pytanie zależeć będzie od tego, jakie mieliśmy oczekiwania od watykańskiego zgromadzenia. Jeśli oczekiwaliśmy potwierdzenia nauki Kościoła i ukazania pięknego ideału zdrowych rodzin, to owszem, można było odczuć niepokój. Ale pamiętajmy, że tematem spotkania były "wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji". Wyzwanie zaś oznacza odnalezienie się w nowej trudnej sytuacji oraz wyszukanie lepszych metod mierzenia się z nimi.

Słowa klucze

Dlatego właśnie uczestnicy tak wiele czasu poświęcili na rzeczywistość dla Kościoła nową: wysyp rozwodów, separacje zarobkowe, nowe cywilne związki, wspólne życie bez ślubu, pary homoseksualne, poligamia, dzieci wychowywane w tych wszystkich sytuacjach. Jeśli Kościół ma ewangelizować ten świat, to musi znaleźć sposoby dotarcia zarówno do rodzin tradycyjnych - które nadal są wzorem - jak i tych nieuregulowanych. A że ta druga sprawa jest o wiele trudniejsza, nie ma co się dziwić, że poświęcono temu wiele czasu i energii, nawet ryzykując ostre spory wśród hierarchów.

Z tej burzliwej dyskusji nie mamy jeszcze gotowych rozwiązań, ale mamy kierunek, który większość ojców synodalnych poparła. Jest to droga, w której słowami kluczami są: miłosierdzie, towarzyszenie i nawrócenie. To istotne nadanie kursu Kościoła. Żeby to zobrazować, użyję przykładu.

Na naszym polskim podwórku od wielu lat toczy się dyskusja dotycząca prowadzenia oficjalnych duszpasterstw dla ludzi po rozwodach i żyjących w nowych związkach. To rzecz dobra czy zła? To wyraz słusznej troski czy może antyświadectwo osłabiające naukę Kościoła o nierozerwalności małżeńskiej. W praktyce u nas zwyciężył ten drugi pogląd. Takich duszpasterstw przy zwykłych parafiach jest bardzo mało. Natomiast wizja obecnego papieża, poparta przez ten Synod, skłania się ku temu, by ludzi żyjących w sytuacjach trudnych i nieuregulowanych zapraszać do uczestniczenia w życiu naszych wspólnot (por. paragrafy 44-47 i 51 Relatio Synodi).

Doktrynę połączyć z miłosierdziem

Ten kierunek potwierdził Franciszek w mowie końcowej: "Taki jest Kościół, winnica Pańska, płodna Matka i troskliwa nauczycielka, który nie boi się zakasać rękawy, aby zalać ludzkie rany oliwą i winem (…). Jest to Kościół, który nie boi się jeść i pić z nierządnicami i celnikami. Kościół, który ma drzwi otwarte na oścież, by przyjmować potrzebujących, skruszonych, a nie tylko sprawiedliwych lub tych, którzy myślą, że są doskonali! Kościół nie wstydzi się upadłego brata i nie udaje, że go nie widzi, a wręcz czuje się zaangażowany i niemal zobowiązany, aby go podnieść i zachęcić, by podjął drogę na nowo, i towarzyszy mu do ostatecznego spotkania ze swoim Oblubieńcem w niebieskim Jeruzalem".

Gdy więc spojrzymy na Synod Biskupów z perspektywy wypracowanego kierunku duszpasterskiego, proponującego odnowę języka i metod pasterskich, dostrzeżemy głębszy zamysł w tym pozornym zamieszaniu. Tym bardziej że zarówno papież, jak i inni hierarchowie podkreślają, iż wizja ta ma być realizowana z poszanowaniem Tradycji i Magisterium. Największe wyzwanie polega na tym, by - jak to ujął kard. Schönborn - odpowiednio połączyć doktrynę z miłosierdziem. Nad tym Kościół będzie pracował przez najbliższy rok.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Błogosławiony zamęt
Komentarze (146)
A
antywyborcza
28 października 2014, 10:04
Kościół w Polsce musi okazać większą troskę o duszpasterstwo par niesakramentalnych” – powiedział dziennikarzom abp Wojciech Polak. Jak przyznał, osoby takie powinny mieć poczucie, że zawsze są w Kościele. Prymas Polski wypowiedział się dla mediów 27 października, przy okazji prezentacji Biblii Jubileuszowej w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski. Jak podkreślił, osobom żyjącym w związkach niesakramentalnych powinna być okazana większa troska duszpasterska. W archidiecezji gnieźnieńskiej – dodał – nie działa żadne specjalistyczne duszpasterstwo osób niesakramentalnych, co wynika m.in. z faktu, że – jak relacjonowali księża – takie osoby nie wyrażają takich oczekiwań. Nie znaczy to jednak – kontynuował – że nie należy podejmować w tym kierunku żadnych działań. „Mówiłem, że w takim razie nie możemy czekać, my powinniśmy także wychodzić z taką czy inną propozycją, chociażby rekolekcji dla osób niesakramentalnych” – stwierdził abp Polak. Dodał również, że inicjatywy polegające na wychodzeniu z orędziem Ewangelii do takich osób podejmowane są w różnych miejscach Polski np. w Warszawie, ale duszpasterska troska wobec par niesakramentalnych powinna być widoczna w skali całego kraju. Metropolita gnieźnieński wyjaśnił również, że wszelkie rozwiązania o charakterze kanonicznym w odniesieniu do powtórnych związków nie leżą w gestii Episkopatu czy któregokolwiek z biskupów, ale Ojca Świętego. Pytany o zamierzenia papieża w tej kwestii odpowiedział, że nie będzie na ten temat spekulował. „Dzisiaj jesteśmy wezwani przede wszystkim do tego, by objąć duszpasterską troską pary niesakramentalne i działać na tym poziomie, na jakim jest to możliwe, także z kanonicznego punktu widzenia” – powtórzył. Pytany, czy można się spodziewać zmiany doktryny Kościoła w odniesieniu do związków niesakramentalnych Prymas odpowiedział, że nikt nie ma prawa zmieniać doktryny Kościoła i że żaden synod nie dyskutuje na ten temat.
M
Maria
26 października 2014, 18:53
Najlepszym komentarzem będzie modlitwa. Maria
S
Staszek
26 października 2014, 11:59
Cieszę się, że na synodzie dobrze słyszalny był głos ks. abpa Stanisława Gądeckiego. To daje nadzieję na przyszłość.
P
Przemek
26 października 2014, 09:45
Bardzo wyważony artykuł. Nie wnoszący wiele nowego w dyskusję, ale dobrze porządkujący to, co stało się na Synodzie.
N
non
26 października 2014, 18:01
Oczywiście dobry i wyważony bo z punktu widzenia redakcji Wyborczej. Michnik za papieża a Wyborcza za KEP i biskupów. Tp szkoła dysydenckich jezuitów z deonu ?
P
picassojerzy
28 października 2014, 20:06
~non nie wiem co z takimi jak Ty robić, nie reagować ? lekceważyć ? Myślę że dla Ciebie najlepiej jakbyś zaczął się leczyć z fobii. Ludzie są w Kościele różni opinie różne środowiska inne Ile można pisać i jak długo można być ślepy na fakt że Kościół Katolicki jest powszechny. A Kościł Katolicki w Polsce jest może i prężny ale jeden z bardzo wielu kościołów lokalnych tworzący współnotę wierzących w jednym Kościele Chrystusowym
29 października 2014, 05:38
Kościół może być różnorodny wyłącznie do pewnego stopnia, bo poza tym stopniem przestaje być Kościołem. Akceptacja wypaczania nauki Kościoła, kłamstw, zbrodni, relatywizowania dobra i zła pod pretekstem wrażliwości na niedolę człowieka - poza ów akceptowalny stopień wykracza. Nieprawdą jest, że Kościół ma psi obowiązek bycia dowolnie elastycznym, jak tylko się zechce tym, którzy zechcą sobie się w Kościele czuć. To żałośnie niepoważna roszczeniowa logika lewaków.
A
antyWyborczy
25 października 2014, 17:35
~non possumus 07:56:18 | 2014-10-25 Grupka deonowych dysydenckich jezuitów schodzi juz całkiem na manowce. Promuje artykuły Wyborczej napisane przez dziennikarza tej gazety. No ale cóż się dziwić skoro ostatnio nawet ks. Piórkowski stał sie  idolem Wyborczej, jak Lemański,więc musi byc rewanż. Teraz deon = Wyborcza w sprawach religii i KK a ostatnio Synodu ? Oceń35odpowiedz ~gosc  ~non possumus 08:01:01 | 2014-10-25 Przebywający w Lublinie Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller zapytany o komentarz do ostatniego Synodu o rodzinie uspakaja, że o rewolucyjnych zmianach nie może być mowy. Nie ma rewolucji w Kościele AGNIESZKA GIEROBA /FOTO GOŚĆ Abp Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary - Rodzina to kobieta, mężczyzna i dziecko, i nic nie jest w stanie zmienić tego faktu. Kościół nie jest instytucją, w której panują zasady demokracji i można coś przegłosować. To daje gwarancję prawdy. Nie można także mówić o rewolucji w Kościele w powszechnym tego słowa znaczeniu. Jeśli już mamy używać tego słowa, to należy powiedzieć, że przeżyliśmy tylko jedną rewolucję, którą był Jezus Chrystus. Od tamtej pory żadnych rewolucji nie było i nie będzie. Kościół, który się zmienia, kieruje się Duchem Świętym. To On prowadzi nas w nowe czasy i pokazuje, jak mówić o Jezusie w zmieniającej się rzeczywistości. On też nieustannie podpowiada, by dbać o rodzinę, każdego z jej członków, a w szczególności tych najmłodszych i najsłabszych. Mam nadzieję, że tu w Polsce macie to głęboko wyryte w sercach. Bardzo byśmy chcieli, żeby na całym świecie, a zwłaszcza w Polsce, rodziło się coraz więcej dzieci wychowywanych w wierzących rodzinach, które są prawdziwymi świadkami Ewangelii - mówił podczas briefingu prasowego Prefekt Kongregacji Nauki Wiary arcybiskup Gerhard Müller.
W
WDR
25 października 2014, 17:51
W kwestii formalnej dodam tylko, że były czasy, że wypowiedzi ks.Piórkowskiego pojawiały się na wpolityce.pl :-)
A
antyWyborczy
25 października 2014, 18:00
To nic że się pojawiają teskty księdza w Wyborczej czy Polityce. Przecież św. Jan Paweł II spotykał sie z Jaruzelskim czy Castro. Chodzi o to co tam było pisane. W Wyborczej ks. Piórkowski okazał się kolejnym faworyzowanym duchownym (po Lemańskim zajął miejsce?) za swoje poglądy w sprawie Synodu zbliżone do Wyborczej. Deon a w sprawach KK zjeżdża do pozimu Wyborczej, TVN czy TP ?
P
picassojerzy
25 października 2014, 19:13
Trudno to co piszesz nazwać inaczej niż bełkotem. Tak samo  czytelnik wyborczej jest w Kościele jak i Ty czy ja. Nie ma żadnej grupki deonowych dysydentów. A Ty skoro tak uważasz przestań tu sie pojawiać i pluć. Sam tak a nie inaczej formując mysli tak naprawdę stawiasz sie poza kościołem skoro wykluczas z niego innych. Zadziwia mnie dlaczego wielu komentatorów lepiej wie jak KK ma postępować niż Biskupi czy Kardynałowie KK. Czy nie jest to przypadkiem wyrazem pychy posiadacza prawdy ? Dziwinie mi to przypominam postawę Faryzeuszy z czasów Jezusa
L
LOL
25 października 2014, 21:32
"Zadziwia mnie dlaczego wielu komentatorów lepiej wie jak KK ma postępować niż Biskupi czy Kardynałowie KK." Rzecz zupełnie niespotykana na łamach Gazety Wyborczej buhahahahahahah
26 października 2014, 08:27
Jak i Deonu
A
antyWyborczy
26 października 2014, 09:46
Alez tu nie chodzi o czytelników Wyborczej tylko najemnych dziennikarzy Michnika dysydenckich wobec KEP i KK
A
antyWyborczy
26 października 2014, 09:50
No to trafnie oceniasz deon bo tu właśnie kwitnie dysydectwo wobec biskupów i kardynałów KK czyli to jest wyrazem pychy posiadacza prawdy,czyli faryzeusze a na dodatek jezuiccy faryzeusze
J
Je7
25 października 2014, 16:19
Sawicki napisał artykuł w GW: Synod którego abp Gądecki nie zrozumiał http://wyborcza.pl/magazyn/1,141464,16824048,Synod_ktorego_abp_Gadecki_nie_zrozumial.html Przecież już sam tytuł jest bezczelny. Jak można dopuścić do publikowania tutaj autora, który w bezpardonowy sposób atakuje przewodniczącego Komisji Episkopatu Polski w antykościelnym piśmidle? Ten atak przypomina czasy stalinowskie, kiedy katolewica atakowała polskich biskupów w najbardziej perfidny i brutalny sposób. Sawicki na Deonie oczywiście produkuje się trochę inaczej, bo by czytelnicy tego nie znieśli. Ale w GW gra w otwarte karty. A kto ponosi za to winę? Oczywiście on, jezuici kierujący Deonem i sam zakon, a przede wszystkim prowincjał, bo nie reaguje. Zauważmy jeszcze jedno. Tym ludziom nic nie przeszkadza, id. gender, in vitro, demoralizacja dzieci, oprócz oczywiście obrony wiary.
25 października 2014, 17:29
W Kościele Otwartym jest miejsce dla wszystkich ... poza dotychczasowym Kościołem.
W
WDR
25 października 2014, 17:48
Już gdzieś na deonie wspominałem o tym artykule. Abp Gądecki dobry był dopóki wygrywał z kandydatem Radia Maryja. Teraz już jest inny kontekst więc z człowieka środka stał się zacofanym i niczego nie rozumiejącym ;-)
T
taki
25 października 2014, 18:06
Znowu obraza Kościoła i biskupów i wiernych.  Jak tak można pisać o przewodniczącym KEP -  wygrał z kandydatem Radia Maryja? Wolno tak dzielic KK ? RM nie jest dysydenckie wobec żadnego biskupa i kardynała. Deon oczywiście jest dysydencki.  A bp Gądecki  gości też w mediach ojców redemptorystów. Nie mówiąc o transmisjach
W
WDR
25 października 2014, 18:34
Jak tak można? To chyba pytanie retoryczne. Nie przez przypadek media nazywane są czwartą władzą.
W
WDR
26 października 2014, 15:04
Trudno nie zauważyć, że po sierpniowym artykule o Kościele otwartym Marta Łysek nie pojawiła się więcej na deonie ;-)
X
x
25 października 2014, 14:54
Na samym zamęcie i chaosie żywić się może tylko szatan ! Błogosławiona wiedza jaka z zamętu powstać może. Błogosławione wnioski jakie z zamętu dla człowieka wynikają. Pierwszym z nich jest ten - do czego może doprowadzić ludzka pycha wynosząca się ponad wolę Boga w negowaniu Jego prawodawstwa rozdzielającego dobro od zła, cnotę od grzechu. Drugim wnioskiem jest, że ta zgubna pycha zabójcza dla zbawienia dusz ujawniła się publicznie u prawie 2/3 biskupów na synodzie
A
ann
25 października 2014, 13:57
Jedyną misją każdego chrześcijańskiego życia jest dawanie świadectwa swojego nawrócenia w swoim codziennym życiu a wtedy przyprowadzimy do Boga peryferie i nawet sami nie będziemy potrafili wyjaśnić jak to sie stało (bo to nie my będziemy działać, my będziemy tylko wspołpracować z łaską  Boga). Boże prawo jest niezmienne , ono jest nam dane do wypełnienia go miłością a nie jej imitacją. Dodam że gdyby w Sodomie było 10 sprawiedliwych Bóg uratowałby to miasto ! Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu! Tylko i wyłącznie ! A bardziej wymagającego trudu na tym świecie nie ma !
K
klara
25 października 2014, 14:03
Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu! Tylko i wyłącznie ! Czy Jezus posłał swoich uczniów z nakazem "Idźcie i nauczajcie", czy z nakazem "Idźcie i bądźcie sprawiedliwi. Tylko i wyłącznie!"
25 października 2014, 14:09
"Dodam że gdyby w Sodomie było 10 sprawiedliwych Bóg uratowałby to miasto ! Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu!" No to powodzenia. Kiedyś zrozumiesz dlaczego jest to niemożliwe.
A
ann
25 października 2014, 15:20
Jezus powiedział - Idźcie i nauczajcie - ale jak sama wiesz nauczać można na tysiąc sposobów  gdyż  rozeznajemy zawsze w konkretnej sytuacji .  
A
ann
25 października 2014, 15:27
I najlepiej nauczać konkretem swojego życia do którego można się zawsze odwołać bo w nauczaniu najważniejsza jest zgodność naszych słów z czynami .
A
ann
25 października 2014, 15:31
Kiedyś zrozumiesz że jest to możliwe :)
A
ann
25 października 2014, 15:45
Wiadomo przecież i to oczywistym powinno być że sami z siebie to my niewiele możemy.
J
Je7
25 października 2014, 16:20
Tu akurat zupełnie się myslisz. Ale tak bywa, jak się dużo mówi.
M
Magdalena
25 października 2014, 16:54
NIE…ponieważ, Pan Bóg dał nam Swojego Syna Jezusa Chrystusa, abyśmy mieli życie wieczne…każdy z nas i ten ze Wspólnoty i ten spoza Wspólnoty…I to jest Dobra Nowina, którą mamy głosić, tym, którzy o niej nie wiedzą...a która brzmi, kto chce zostać zbawionym, niech porzuci grzech i pójdzie za Jezusem, a nigdy nie umrze!
25 października 2014, 17:05
Drobna podpowiedż - mówimy o sprawiedliwosci z czasów Sodomy czyli początków Starego Przymierza. Powodzenie na tej drodze.... W każdym bądź razie ja wybieram sprawiedliwość (i usprawiedliwienie) Nowego Przymierza. 
25 października 2014, 17:06
Co jest możłiwe - bycie sprawiedliwym z Prawa?
25 października 2014, 17:20
"I najlepiej nauczać konkretem swojego życia do którego można się zawsze odwołać" To znaczy? "bo w nauczaniu najważniejsza jest zgodność naszych słów z czynami" Zyję juz troche na tym swiecie i nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by w 100% spełniał ten pomysl. Nawet uznani przez Koscioł swięci uważali, iz jeszcze tego nie czynią.
25 października 2014, 17:21
Sami z siebie możemy doprawdy dużo. Np. odrzucić zbawienie.
25 października 2014, 17:39
> Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu! Tylko i wyłącznie ! Przykład życia Chrytusa pokazał co motłoch robi z tymi dziesięcioma, ergo nie można być jednym z dziesięciu, aby motłochu bronić, ponieważ motłoch owej obrony nie rozumie, rozumie jedynie, że jakieś oszołomy psują mu fajną atmosferkę przy grilku i wnerwiają, więc dobrze by było, aby ktoś z nimi zrobił porządek i w końcu ktoś porządek robi przy aplauzie motłochu. W efekcie motłoch sam się pozbywa sprawiedliwych spośród siebie.
A
ann
25 października 2014, 18:18
Z łaską Pana Boga ,o czym wiesz ,wszystko jest możliwe! 
A
ann
25 października 2014, 18:25
Bez pomocy Pana Boga i współpracy z łaską nie możemy się zbawić natomiast mamy rozum i wolną wolę i Pan Bóg jest niejako bezradny wobec naszego nie ale jako dobry Ojciec  zawsze czuwa nad swoim dzieckiem bo gdyby nie czuwał mnie by tu na pewno z takimi słowami nie było.  
A
ann
25 października 2014, 18:28
Współczuję bezmyślnym . .
25 października 2014, 18:39
Współczucie bezmyślnym nie broni przed byciem ofiarą ich bezmyślności. Chrystus bezmyślnym wołającym 'Ukrzyżuj Go!' również wspólczuł, a nawet się za nich modlił, ale od ukrzyżowania Go to nie uchroniło. Pani natomiast w swoim rozumowaniu nie wiedzieć czemu zatrzymuje się na punkcie 'bycie sprawiedliwym' jakby on miał coś rozwiązywać i to w sensie chronienia samym istnieniem innych przez sprawiedliwych. Pani zatrzymanie się na tym punkcie nie ma żadnej racji bytu poza chciejstwem. Sprawy dzieją się dalej. Sprawiedliwi są usuwani dla zadowolenia motłochu i zaproponowana przez Panią konstrukcja zapewniaia światu przetrwania przez bycie sprawiedliwym upada.
25 października 2014, 19:02
Piotrze - bycie sprawiedliwym w oczach Boga nie polega na tym samym, co my uznajemy za sprawiedliwosć. Zarówno ten który krzyczał (i krzyczy takze dziś) ukrzyżuj Go, jak i ten co potencjalnie wydaje się, że broni przed ukrzyżowaniem sa usprawiedliwani w oczach Boga tym samym jednym i jedynym Ukrzyżowaniem. I usprawiedliwiani są nie przez swoej zasługi. 
25 października 2014, 19:05
Generalnie nie mozemy sie sami zbawić. Zbawienie jest zawsze Łaską. Ale oczywiscie masz prawo nie skorzystać z tej Łaski.
D
dep
25 października 2014, 20:05
Dla Boga zasługi człowieka są niczym ? To gdzie tu jest miłość Boga ?  Podstawą takiego rozumowania jest protestancka teologia usprawiedliwienia jako zakrycia ludzkiej nieusuwalnej grzeszności. Butne: "Bóg mi przebaczy, bo to Jego zawód”. W ten sposób miłosierdzie utożsamia się z tolerancją, a ta rozumiana jest jako zamazanie różnicy między dobrem a złem, między świętością a niegodziwością.
25 października 2014, 21:57
Nie możesz zasłużyć na usprawiedliwienie. Ono jest zawsze Łaska. Ale oczywiscie Twoim wyborem jest, czy tę Łaske przyjmiesz poprzez wiarę i płynące z wiary uczynki. Wiara i uczynki to jest własnie miłość do Boga i do drugiego czlowieka. I to co pisze nie ma nic wspólnego z tolerancją czy innymi pomyslami protestanów.  "Butne: "Bóg mi przebaczy, bo to Jego zawód”." To nie jest butne, lecz to jest niewybaczalny grzech przeciw Duchowi Św. (grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego,)
A
ann
25 października 2014, 22:40
Żaden człowiek nawet święty uznany przez Kościół  nie jest w stanie na tym świecie w 100 % wypełnić tego pomysłu gdyż jest skażony grzechem a nasze ego umiera dopiero dwa dni po śmierci ciała:) Gdy ktoś pragnie naśladować bezinteresowną miłość Jezusa z całych swoich sił i z całej swojej mocy na tym świecie a Pan Bóg zna czystość intencji jego serca, niemożliwe staje się możliwym na miarę talentów i obdarowania zainteresowanego Bożą Łaską. Gdy mamy czyste serce jesteśmy w stanie postępować po Bożemu na miarę czystości naszego serca i wtedy sami widzimy że nasze braki, niedoskonałości , słabości i wady nie są przeszkodą do tego, co więcej one radykalnie zanikają. Widać wtedy wyraźnie co od Boga pochodzi a co od nas bo ten dysonans dobrze widać w różnych sytuacjach np. ktoś jest chory a sytuacja nagle tak się zorganizuje że ma lżej lub w trudnej sytuacji pracuje jakby miał siłę zdrowego, ktoś jest niecierpliwy z natury a ma anielską cierpliwość do trudnych ludzi, ktoś jest z natury lękowy a w trudnych sytuacjach to właśnie on jest pełen męstwa itd. I wtedy inni bywają zdziwieni nim a on sobą chociaż wie dlaczego tak się dzieje.
A
ann
25 października 2014, 22:47
Oczywiście zgodność naszych słów z czynami czyli życie w prawdzie to podstawa wiary i człowieczeństwa ale o tym nie pisalam bo to jest fundamentalne. 
A
ann
25 października 2014, 23:02
Jednym zdaniem - zgodność naszych słów z czynami to konkret który powinien być dla nas samych i innych widoczny i słowa nie są wtedy koniecznebo sam czyn człowieka uwiarygadnia innym realizowaną życiem naukę Jezusa. To właściwie jest życie Jezusowymi błogosławieństwami na taką miarę na ile potrafimy przekraczać swoje ego będąc z Nim zjednoczonymi.
25 października 2014, 23:06
Pan mi tu wyjeżdża z wysokiego C, a ja o banalnych realiach, które bez odwoływanai się do wytłumaczeń z wysokiego C wystarczają do zanegowania konstrukcji ~ann ochrony Sodomy i Gomory przed Gniewem Boga poprzez bycie sprawiedliwym.
O
owieczka_
25 października 2014, 13:36
Jaki błogosławiony pokój ogarnia człowieka, kiedy słucha prefekta Kongregacji Nauki Wiary o małżeństwie w ujęciu ewangelicznym obecnego na uroczystości w Skarżysku-Kamiennej. Chwała Bogu za tego Bożego człowieka!
A
Amen
25 października 2014, 11:15
Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni ufności oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.
O
ona
25 października 2014, 11:08
"wizja obecnego papieża, poparta przez ten Synod, skłania się ku temu by ludzi żyjących w sytuacjach trudnych i nieuregulowanych zapraszać do uczestniczenia w życiu naszych wspólnot.." Nie trzeba wyjątkowej przenikliwości, by przewidzieć jaki może być skutek takiej kohabitacji: osób żyjących po rozwodzie w cudzołóstwie - z małżonkami sakramentalnymi wiernymi sobie - w jednej wspólnocie. Jak dla takiej szerokiej wspólnoty organizować na przykład rekolekcje małżeńskie i głosić nauki o nierozerwalności małżeństwa? Równie dobrze można by stworzyć wspólnotę złodziei z ludźmi uczciwymi. Kto tu kogo 'nawróci'? Nie można wymieszać dobra ze złem, prawdy z kłamstwem, bo powstanie zamęt. Chyba że o to właśnie chodzi?
G
gosć
25 października 2014, 14:17
Na tym właśnie polega zamęt, żeby nie można bylo odróżnić prawdy od kłamstwa, a małżeństwa sakramentalnego od niesakramentalnego.
Paweł Tatrocki
Paweł Tatrocki
25 października 2014, 10:23
Owszem, Chrystus jadał z celnikami i nierządnicami, ale ich grzech nazywał grzechem a nie świętością. W dokumencie oficjalnym próbuje się zamazywać pojęcie grzechu tradycyjnie rozumianego, a wyniesionego z lektury Pisma Świętego. Bo co wspólnego z małżeństwem mają pary homoseksualne, które grzeszą grzechem sodomskim a więc wołającym o pomstę do Nieba? Gdyby św. Paweł żył to by takich nakazał wyłączyć ze wspólnoty a nie okazywać im miłosierdzie. Powołaniem osób ze skłonnościami homoseksualnymi jest czystość i samotność a nie rozwiązłe życie. Cóż nam więc pozostaje? Modlitwa za Ojca Świętego i biskupów, aby nie poddawali się światu, ale żeby mężnie głosili wiarę.
Paweł Tatrocki
Paweł Tatrocki
25 października 2014, 10:59
A ponadto żaden zamęt nie jest błogosławiony. W Kościele jest objawem nadejścia Antychrysta. 
A
ann
25 października 2014, 09:48
do TamaszaL: żyj tak aby zechciały wrócić do Wspólnoty Kościoła, innej drogi nie ma !
25 października 2014, 10:00
"żyj tak aby zechciały wrócić do Wspólnoty Kościoła, innej drogi nie ma" Powtóze pytanie - to znaczy jak? Bo sa dwie drogi, można głosić prawdę o grzechu i modlić sie o łaske nawrócenia dla każdego grzesznika, można też ulec szantażowi i uznać, iz osoby które żyja w grzechu jednak w grzechu nie żyją. Tyle ze to drugie wyjście jest przecież kłamstwem. Kazdy moze wybrać prawdę, albo kłamstwo.
M
Magdalena
25 października 2014, 10:38
….Sugerujesz @TomaszowiL, aby żył w grzechu, aby grzesznicy wrócili do Wspólnoty Kościoła, czy tak?
A
ann
25 października 2014, 10:50
Jezus , Syn Człowieczy , uczy nas nieustannie w jaki sposob ma żyć i funkcjonowac na tym świecie człowiek czyli my !
A
ann
25 października 2014, 10:53
O czym mogą świadczyć tego rodzaju pytania (Twoje i powyżej ) po moim przydługim wpisie,hm,  wydaje mi sie że wyjaśniłam metodą "kawę na ławę" .
25 października 2014, 10:59
"wydaje mi sie że wyjaśniłam metodą "kawę na ławę" ." Tak, wydaje Ci się. Wiec zapytam raz jeszcze mówić prawdę o grzechu, czy kłamać zgodnie ze wspólczesnym szantażem świata?
M
Magdalena
25 października 2014, 11:22
Odpowiedz wprost, czy żeby inni grzesznicy wrócili do Wspólnoty Kościoła, ci grzesznicy, którzy są we Wspólnocie, powinni z niej odejść?
A
ann
25 października 2014, 11:32
Jedyną misją każdego chrześcijańskiego życia jest dawanie świadectwa swojego nawrócenia w swoim codziennym życiu a wtedy przyprowadzimy do Boga peryferie i nawet sami nie będziemy potrafili wyjaśnić jak to sie stało (bo to nie my będziemy działać, my będziemy tylko wspołpracować z łaską  Boga).  Boże prawo jest niezmienne , ono jest nam dane do wypełnienia go miłością a nie jej imitacją.
A
ann
25 października 2014, 11:41
Prawdę o grzechu każdy człowiek zna bo każdy grzechu doświadczył i doświadcza jak również pustki i niepokoju które on ze sobą niesie, każdy człowiek ma sumienie i to małe sanktuarium Boga w nas daje o sobie znać . Człowiek jest kruchy , gubi się w światowej imitacji miłości, jeżeli my mu nie pomożemy zauważyć swoim życiem że Bóg Jest i działa to kto to uczyni ???
A
ann
25 października 2014, 13:52
Dodam że gdyby w Sodomie było 10 sprawiedliwych Bóg uratowałby to miasto ! Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu! Tylko i wyłącznie ! A bardziej wymagającego trudu na tym świecie nie ma !
25 października 2014, 13:56
"Jedyną misją każdego chrześcijańskiego życia jest dawanie świadectwa swojego nawrócenia w swoim codziennym życiu" Znów odniosę sie do Mszy św., czym jest rozesłanie? "a wtedy przyprowadzimy do Boga peryferie" tyle że nikogo mamy nie przyprowadzać. Mamy głosić Dobrą Nowinę. Nic ponad to. "Prawdę o grzechu każdy człowiek zna bo każdy grzechu doświadczył i doświadcza jak również pustki i niepokoju które on ze sobą niesie," Powaznie? Gdyby człowiek poznał cała prawde o swoim grzechu, nigdy by już nie zgrzeszył. A pustka i niepokój towarzyszy takze, gdy sie nie grzeszy. Wiec to nie jest żadnym wyróznikiem grzechu. "Człowiek jest kruchy , gubi się w światowej imitacji miłości, jeżeli my mu nie pomożemy zauważyć swoim życiem że Bóg Jest i działa to kto to uczyni ???" Bóg. Chyba, zę chcesz Go zastąpić, albo uważasz, iż Twoje życie jest naprawdę święte. Aczkolwiek nie poznałem w żadnym żywocie świętego przekonania iż wiedzie swiete życie. A jak żyjesz, jak kazdy inny czlowiek, to raczej watpliwe świadectwo wystawiasz Bogu. Wiec jakby ze wzgledu na Twoje świadectwo ktoś miał uwierzyc w Boga, wątpie aby sie ktos taki znalazł.  Tak samo jak na świadectwo życia każdego z nas, chrześcijan.
25 października 2014, 13:59
"Dodam że gdyby w Sodomie było 10 sprawiedliwych Bóg uratowałby to miasto ! Naszym zadaniem jest należeć do tych dziesięciu!" Jak chesz to uczynić?
A
ann
25 października 2014, 15:00
Jasne że nie przyprowadzimy nikogo na siłę , dołączyć do nas może tylko ktoś kogo zafascynujemy swoim postępowaniem płynącym z mocy Jezusa. Ewangelię trzeba głosić każdym wyborem i decyzją swojego życia, nie ma lekko :) Fakt, gdy sumienie przykryte zgnilizną trudno mu właściwie rozeznawać a wtedy tym bardziej potrzebne przykłady świętych bo w nich ostatnia nadzieja i ktoś może zapragnąć powrotu. Jeżeli nasze konkrety nie nawrócą to tym bardziej słowa  często niezgodne z tym co głosimy ( bo wszyscy jesteśmy na drodze nawrócenia ) Napisałam wcześniej bardzo wyraźnie że to Bóg działa a nie my , my tylko współpracujemy z Jego łaską. O nawet zacytuję : " Nie nam znać drogi Pana , tu potrzeba pokory. Bóg znajdzie sposoby ,ludzi i środki aby pomóc tym którzy łakną i pragną miłości i sprawiedliwości a są wyobcowani na własne życzenie i czasem nawet nie potrafią wyartykułować tego czego pragną w tej swoje zagmatwanej ludzkiej rzeczywistości "
A
ann
25 października 2014, 15:11
Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny i wobec każdego z nas Bóg ma swój plan bo każdy z nas otrzymal talenty od Niego. Obdarowani musimy zapragnać w czystosci serca ten Boży plan realizować , czyli postępować zgodnie z Jego wolą. Tylko tyle i aż tyle .    
M
Magdalena
25 października 2014, 16:49
NIE…ponieważ, Pan Bóg dał nam Swojego Syna Jezusa Chrystusa, abyśmy mieli życie wieczne…każdy z nas i ten ze Wspólnoty i ten spoza Wspólnoty…I to jest Dobra Nowina, którą mamy głosić, tym, którzy o niej nie wiedzą...a która brzmi, kto chce zostać zbawionym, niech porzuci grzech i pójdzie za Jezusem, a nigdy nie umrze!
25 października 2014, 17:09
Po pierwsze nic nie musimy, a tym bardziej nie musimy czegokolwiek realizować. Po drugie możemy wybrać Po trzecie będziemy zbawieni łaską z wiary i uczynków. W tej istotnej kolejności.
25 października 2014, 17:16
"dołączyć do nas może tylko ktoś kogo zafascynujemy swoim postępowaniem płynącym z mocy Jezusa." Powaznie zafascynujemy kogoś swą małością, grzechem i grzesznym życiem? No chyba, ze ktos już jest faktycznie super swiętym. Obawiam sie jednak, iz takich ludzi nie ma. "Jeżeli nasze konkrety nie nawrócą to tym bardziej słowa  często niezgodne z tym co głosimy" Nigdy nasze konkrety nikogo nie nawrócą. Cokolwiek znaczą owe konkrety. Jedyna zgoda w tym, iż Bóg nawraca. Tyle tylko iż nie poprzez idealnych ludzi. Nawraca poprzez takich zwyklych, grzesznych, nawet bardzo grzesznych ludzi.  "nie potrafią wyartykułować tego czego pragną w tej swoje zagmatwanej ludzkiej rzeczywistości "" Nie mozna kogoś nawrócić wbrew jego woli. Nawrocenie jest zawsze osobista decyzją wynikającą z łaski. Jest procesem.
A
ann
26 października 2014, 08:41
Wybór mamy a jednak chciałabym aby każdy człowiek czuł się wewnętrznie przymuszony w swoim sumieniu do poszerzania obszaru dobra w świecie czyli żeby dobrze wybierał kierując się tym co w nim Boże .  
A
ann
26 października 2014, 09:59
Jeżeli w długim okresie czasu w różnych egzystencjalnych sytuacjach reagujemy wobec drugiego człowieka z ludzką empatią i wrażliwością tzn. traktujemy go i jego sprawy tak jakby były naszymi to wtedy "wiemy o sobie tyle ile nas sprawdzono". Te konkretne sytuacje to rodzaj egzaminu z naszej miłości bliźniego i dobrze zdany objawia się pokojem serca mimo zewnętrznego dyskomfortu, trudu, bólu, braku itd. Gdybym widziała taki obraz byłby on na pewno dla mnie pozytywnie fascynujący i na pewno zostawiłby jakiś ślad w moim umyśle i sercu. Ludzie reagują różnie i zazwyczaj uważają takie zachowanie (traktowanie innego jak chcemy aby nas traktowano) za nierozsądne , dziwne , inne , śmieszne , naiwne ..ale to nie powinno być dla nas istotne gdy wiemy na pewno że to jest dobre bo poszerza obszar dobra.   Nie znamy dróg Pana i serc innych ludzi i nie odważyłabym się powiedzieć że nasze konkrety nikogo nie nawrócą. My możemy być niczego nieświadomi ale Opatrzność czuwa  i działa w ludzkich sercach. Czasem nic nie znaczący epizod z przeszłości przypomina się we właściwej chwili i jest znaczący w rozumieniu . To prawda że Pan Bóg wybiera bardzo niedoskonałych i słusznie bo to On ma być przez nas widoczny a nie my przez Niego.
A
ann
26 października 2014, 10:00
Każdy człowiek pragnie kochać i być kochanym jednak często nie używa do miłości rozumu i gmatwa swoje życie czasem w sposób nieodwracany , ( dzieci z kilku związków). Rozum powinien być włączany do miłości od samego początku a nie dopiero po fakcie np. po rozwodzie . Tylko miłość do Boga uwalnia od miłości która chce posiadać  ale ludzie nie chcą temu wierzyć lub nie maja wiedzy na ten temat ,dlaczego nikt wyraźnie młodzieży tego nie przekazuje ,w  tak zasadniczych dla człowieka sprawach ? W takich kwestiach świadectwo innych jest niezbędne. Tak , człowiek nie potrafi wyartykułować że szuka miłości Boga bo nawet nie wie że jej szuka , uważa że tylko miłość do człowieka zaspokoi jego pragnienie pełni i się rozczaruje a po drodze wyniszczy siebie i wielu , zostawi wiele ofiar swojego braku wiedzy. Każdy człowiek pragnie się nawrócić bo po to zostało mu dane życie nawet jeżeli tego nie potrafi powiedzieć . Trzeba walczyć o każdego człowieka aby szatan nie zdążył swoim zakłamaniem zagospodarować  jego woli bo wtedy jest trudniej .
K
KiT
25 października 2014, 09:17
Witam, wszystkich którzy są zgorszeni tym, że Synod zajął się trudnymi sprawami wiernych, uprzejmie informuję za Wikipedią i Głównym Urzędem Statystycznym, że w POLSCE, tylko w 2010 roku: 1. zawarto 228 tys. małżeństw, z czego ok. 68% stanowiły małżeństwa wyznaniowe. 2. w tym samym roku rozwiodło się 61 tysięcy par. które wychowywały ponad 52 tys. nieletnich dzieci a zatem, rozwodów jest, nie kilka ale kilkadziesiąt procent a nieletnich dzieci, które wychowywują się w rodzinach rozwiedzionych są setki tysięcy, zatem moim zdaniem nie jest to sytuacja marginalna i jak wszyscy wiemy, kościół sobie z nią nie radzi.  Jeśli Chrystus przyszedł do poranionych i do tych co potrzebują - to właśnie do nich, zatem jeśli Kościół Święty ma cokolwiek wspólnego z Bożym Miłosierdziem i nauką Ewangeli, powinien znależć odpowiedź na te czasy i na tą sytuację, a nie odtrącać wiernych którym się życie poplatało. Zbulwersowani wierni najczęściej widzą to tak, że  mężczyzna odszedł i zdradził i należy mu się kara, a jest często na odwrót, poza tym co z opuszczonymi, dlaczego ich też chcą karać? Nadto co z dziećmi? Jeśli  ich rodzice nie będą chodzić do kościoła, bo jak mają, jak kościół ich "nie kocha" i odmawia im sakramentów (argument przynajmniej części) to czy w przyszłości wogóle będą uznawały Boga?  Na koniec Żydzi nie uznali Chrystusa, bo nie miał zatwardziałego serca, kochał bliźniego, nie wstydził się biesiadować z celnikami i uzdrawiał chorych oraz nie potępiał prostytutek, a jak teraz zachowują się konserwatywni wierni i kościół? Bardziej jak Chrytus czy bardziej jak Żydzi? JEZUS zostawił nam dwa przykazania: O miłości JEDYNEGO BOGA i BLIŹNIGO. W czasach Chrystusa odtrącona kobieta, była właściwie przegrana życiowo, teraz jest inaczej. Może warto się zastanowić na czym powinna polegać obecnie miłość Bliżniego, oczywiście nie zatracając praw Ewangelii.
25 października 2014, 09:40
Piszesz, życie się poplątało. Piszesz, jak wiele jest patologii rozwodów. Ale nie piszesz, jak dużo z tych co się rozwodzą przed rozwodem, w trakcie małżeństwa, a nawet przed dobrowolnym ślubowaniem miłości i wierności do grobowej deski, jak wiele z tych osób wtedy żyło pełnym sakramentalnym życiem w Kościele. Nie piszesz, jak wiele z tych co się rozwiedli lekceważyli sobie cały czas naukę Kościoła, żyli jak maź  z żoną przed ślubem (i to często z wieloma partnerami). Nie piszesz, jak wiele osób zamiast po traumie rozwodu szukać pomocy w Kościele, postąpili wbrew Jego nauce i szukali pocieszenia w ramionach obcych kobiet czy mężczyzn, zamiast dochować wierności mimo zdrady i rozwodu. Nie piszesz, jak wiele osób wchodząc w nowe, cywilne związki zlekceważyło sobie naukę Kościoła o grzechu cudzołóstwa. Natomiast wypisujesz o poranieniach. Poranieniach, które te osoby sobie same zadały. Oskarżasz Kościół o otrącanie rozwodników, co jest oczywiście bzdurą, ale doskonale pokazuje obecny trend myślenia. Wszyscy dokoła są winni. I musza znaleźć odpowiedź na te czasy, czyli wg Ciebie musza uznać iż zło to dobro, a grzech nie istnieje. I na koniec Kościół nikomu (poza przypadkami ekskomuniki) nie odmawia Sakramentów, to konkretne osoby nie chcą ich przyjąć. W ostatnich latach wprost uważając iż seks pozamałżeński jest ważniejszy od Sakramentów.
A
ann
25 października 2014, 09:50
..żyj tak aby zechciały wrócić do Wspólnoty Kościoła, innej drogi nie ma
25 października 2014, 09:58
"żyj tak aby zechciały wrócić do Wspólnoty Kościoła, innej drogi nie ma" To znaczy jak? Bo sa dwie drogi, można głosić prawdę o grzechu i modlić sie o łaske nawrócenia dla każdego grzesznika, można też ulec szantażowi i uznać, iz osoby które żyja w grzechu jednak w grzechu nie żyją. Tyle ze to drugie wyjście jest przecież kłamstwem. Kazdy moze wybrać prawdę, albo kłamstwo.
K
KiT
25 października 2014, 10:07
Cześć, ja akurat wziąłem ślub w kościele z tradycji i przymusu moralnego, którego kościół nie chce go unieważnić po kilkunastu latach,  jak się rozwodziłem to też kościołanie uznawałem, miałem chistorie zniewoleń i opetania a potem się nawrociłem, zatem coś o tym wiem. Nie pochwalam życia rozwiązłego, bo prowadzi to do złego, to oczywiste a i synod też. Chciałbym jedynie by osoby nawrócone, żyjące z kimś w stałym związku, miały dostęp do skramentów i tyle. 
25 października 2014, 10:11
Osoba nawrócona żyje albo w malzeństwie (dla jasnosci kanonicznym) albo samotnie. Inaczej nie jest jeszcze nawroconą.  Do nawrocenia potrzebne jest przejscie przez Sakrament Pokuty i Pojednia z całego życia w grzechu i ze wszystkich grzechów smiertelnych.
K
KiT
25 października 2014, 10:22
Jeśli osoba nawrócona ma żyć samotnie, bo np. nie ma powrotu, a jak żyje z kimś to już nie jest nawrócona i taka jest Twoja wiara, to skazujesz Bliźniego na cierpienie i mówisz noś jarzmo całe życie, samemu go nie doświadczając. Ufam, że BÓG i JEZUS mają przeciwne zdanie, bo przy Twoich poglądach, kto będzie zbawiony? 
E
Eilinel
25 października 2014, 10:29
Można jeszcze żyć w czystości w powtórnym związku. I wierz mi są takie pary. "Wchodźcie przez ciasną bramę, bo przestronna brama i szeroka ta droga, która wiedzie do zguby, a wielu jest tych, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna brama i wąska droga wiodąca do życia! Nieliczni są ci, którzy ją znajdują." (Mt 7, 13-14). Ewangelia jest wymagająca, czy nam się to podoba, czy nie.
25 października 2014, 10:29
Po pierwsze nikt tu nikogo nie skazuje na cierpienie. Po drugie nie znasz mojej drogi życia, nie wiesz jakie jarzmo nosze, wiec nie oceniaj proszę, iz jakoby Twoje było jakoś wyjątkowo ciezkie. Szczególnie iż ludzie nosza o wiele cięższe, np w pełni świadomie gnijąc latami w wiezieniach, czy poswiecajac życie tylko i wyłącznie za wiarę.  Po trzecie dlaczego uważasz, iz nie ma powrotu? Albo inaczej, czy zrobiłeś wszystko, aby taki powrót do małżonki byl możliwy i teraz tylko czekasz na jej zgodę?
P
Paulus
25 października 2014, 11:07
Niestety takie założenia przyświecały niektórym biskupom na synodzie, w tym pewnie samemu Franciszkowi. Jednak te wszystkie dane to NIC w porównaniu ze środowiskiem, w którym nauczał św. Paweł i żyli pierwsi chrześcijanie. Korynt kiedyś był siedliskiem wszelkiej dewiacji i do dzisiaj jest przysłowiowy. I co? Św. Paweł zmienił naukę Chrystusa? Chrześcijanie zmienili naukę Chrystusa? Ani na jotę! Oni przemienili swoją nauką, wiarą, świadectwem, życiem, męczeństwem ten bezbożny pogański świat. Pojedź do Grecji, a sam się przekonasz. Dzisiaj nie ma tam Koryntu, chociaż nie wszystko jest idealne. Powiedziane jest: Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. [Mt. 5, 13]. I to się dzieje na naszych oczach w krajach europy zachodniej, które odeszły od wiary.
K
KiT
25 października 2014, 14:04
Twojej drogi nie znam i krzyża który dźwigasz, ale jesteś niesamowicie cierpki w swoich osądach. Czy Twój obraz Boga, to: niewzruszony sędzia, który stara się człowiekowi dokopać za wszelkie naruszenia? Może tak byś chciał? Zastanów się na czym polegaja dwa - w zasadzie jedyne przykazania: Miłości BOGA JEDYNEGO i Miłości Bliźniego.
G
gość
25 października 2014, 14:42
Odkąd rozgorzała dyskusja okołosynodalna ciągle czytam, że można opuścić małżonka i zamieszkać z kimś innym, byle seksu nie było. PARANOJA!
25 października 2014, 18:16
"Zastanów się na czym polegaja dwa - w zasadzie jedyne przykazania: Miłości BOGA JEDYNEGO i Miłości Bliźniego." Miłośc Boga nie polega na postępowniu wbrew danemu nam Objawienu. Miłość bliźniego to takze nie cudzołóż, czyli nie żyj z inną kobietą niż żona. Sąd naszego życia tez nas czeka.
V
veronica
27 października 2014, 15:22
No niestety - noś jarzmo: "Jarzmo Moje jest słodkie, a Moje brzemię lekkie" - kto to powiedział?
25 października 2014, 08:42
Gdyby Sun Tznu miał zamiar podbić Kościół, byłby z działalności Deonu bardzo zadowolony, ponieważ realizowane są tu z zaangażowaniem wobec Kościoła jego wskazówki odnośnie osłabiania i szkodzenia wrogowi, którego chce się doprowadzić do upadku.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
25 października 2014, 10:31
Myślę że i  Twoja dzialalność Piotrze nie była by mu niemiła , bo mogła by także znacząco przybliżyć go do jego celu :)
25 października 2014, 17:33
Hmmmm - postuluję jakiś teletubiosiowaty niemawrogizm, a kto twierdzi, że jacyś wrogowie są ten - ha - ha - oszołom? Obawiam się, że wątpię.
Krzysztof Seremak
Krzysztof Seremak
25 października 2014, 17:46
Teletubisiowaty niemawrogizm kontra bejsbolowy kto nie z nami ten wróg 
25 października 2014, 18:26
Tylko dla teletubisiowatych niemawrogistów wszystko co nie jest teletubisiowatym niemawrogizmem jest bejsbolizmem. Straw man.
25 października 2014, 23:07
Pan zapomina, że pomiędzy eunuchowatością, a agresywnością jest asertywność.
A
ann
25 października 2014, 08:38
Zamęt czyli raban może być błogosławiony gdy udoskonala i prowadzi do przechodzenia na wyższy poziom naszego ludzkiego prymitywizmu  w myśleniu i działaniu zwłaszcza wobec bliźniego gdyż ta rzeczywistość jest nadal w naszym wykonaniu dość handlowa i interesowna czy to w rodzinie , pracy zawodowej czy też we wspólnocie. Ludzi którzy jedzą już tylko strąki musimy swoim codziennym  nawróceniem  przyprowadzać do Chrystusa i to jest nasza jedyna misja. Zbawieni będziemy gdy wyrazimy skruchę aż do bólu trzewi . Nie jest wogóle możliwe aby Bóg widząc tak szczerze żałujących poskąpił nam łaski wiary i rozumienia  a gdy je otrzymamy i podejmiemy współpracę to niemożliwe będzie możliwe. Trzeba tylko skruszyć się aż do bólu każdej komórki swojego ciała i umysłu.         Prawa pochodzącego od Boga nie wolno nam ludziom zmieniać ani na jotę, Objawienie Boga otrzymaliśmy w całej pełni , teraz tylko trzeba według tego Słowa żyć wypełniając każdy nasz uczynek i słowo miłością do Boga i bliźniego a czasem ten bliźni jest już na peryferiach nędzy i rozpaczy. Nie nam znać drogi Pana , tu potrzeba pokory. Bóg znajdzie sposoby ,ludzi i środki aby pomóc tym którzy łakną i pragną miłości i sprawiedliwości a są wyobcowani na własne życzenie i czasem nawet nie potrafią wyartykułować tego czego pragną w tej swoje zagmatwanej ludzkiej rzeczywistości . Kościoła to szpital polowy dla tych którzy są już na moralnym dnie a pomocy znikąd . To dla nich Jezus ustanowił Kościół i nas w tym Kościele Kościół musi być otwarty na tych którzy pobłądzili , na cudzołożnice i celników gdyż jest dla nich ostatnią szansą i przystanią i dlatego musi pełnić swoją rolę do końca  nikogo nie odrzucając . To jest trudne bo trzeba myśleć i rozeznawać a każda sytuacja jest inna ,tylko sztampa jest łatwa i bezmyślna  Bliźniemu na ratunek.  I sobie też.
25 października 2014, 10:03
"Kościoła to szpital polowy dla tych którzy są już na moralnym dnie a pomocy znikąd . To dla nich Jezus ustanowił Kościół i nas w tym Kościele" Ciekawe nowum. Skąd takie wnioski? Moze warto siegnąć do Katechizmu, zamist tworzyć jakieś bajki.  "Zamęt czyli raban może być błogosławiony gdy udoskonala" Poważnie? Jezli faktycznie tak uważasz, nie idź na Msze sw. Bo tam prosisz (ustami kaplana) o bycie bezpiecznym od wszelkiego zamętu.
A
ann
25 października 2014, 11:57
Wnioski pochodzą z nauki Jezusa zawartej w Ewangeliach. A aby coś udoskonalić czyli odnowić ,a zwłaszcza to co wydaje się uporządkowane np. pięknie posprzątany pokój chociaż 11 lat nie odnawiany , trzeba w tym pokoju po pierwsze meble odsunąć od ściany i przemieść je na środek pokoju. Oj mamy wtedy niezly bałagan w pokoju ale gdy cel zbożny - odnowienie ścian (czytaj: myślenia ), warto sie natrudzić. Jezus na nowe czasy dał nam nowe przykazanie, warto więc odnowić rozumienie go.
25 października 2014, 13:46
"Wnioski pochodzą z nauki Jezusa zawartej w Ewangeliach." A konkretnie? Szczególnie w tym wypadku: "To dla nich Jezus ustanowił Kościół i nas w tym Kościele" Co do zmętu - jutro nie idziesz na Mszę sw, czy też idziesz i nie zgadzasz sie z modlitwą kapłana odmawiana takze w Twoim imieniu?
A
ann
25 października 2014, 14:28
Jezus nauczył nas że nie powinniśmy oceniać życia innych gdy sami popełniamy grzechy , przykładem może być np. jawnogrzesznica na którą nie posypały się kamienie z powodu odpowiedzi Jezusa. Modlitwa kapłana – „Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni ufności oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa nie przeczy zasadzie odnowienia życia  poprzez właściwe rozumienie miłości. Potrzebna nam wyobraźnia miłości i miłosierdzia  !
NP
non possumus
25 października 2014, 07:56
Grupka deonowych dysydenckich jezuitów schodzi juz całkiem na manowce. Promuje artykuły Wyborczej napisane przez dziennikarza tej gazety. No ale cóż się dziwić skoro ostatnio nawet ks. Piórkowski stał sie  idolem Wyborczej, jak Lemański,więc musi byc rewanż. Teraz deon = Wyborcza w sprawach religii i KK a ostatnio Synodu ?
G
gosc
25 października 2014, 08:01
Przebywający w Lublinie Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller zapytany o komentarz do ostatniego Synodu o rodzinie uspakaja, że o rewolucyjnych zmianach nie może być mowy. Nie ma rewolucji w Kościele AGNIESZKA GIEROBA /FOTO GOŚĆ Abp Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary - Rodzina to kobieta, mężczyzna i dziecko, i nic nie jest w stanie zmienić tego faktu. Kościół nie jest instytucją, w której panują zasady demokracji i można coś przegłosować. To daje gwarancję prawdy. Nie można także mówić o rewolucji w Kościele w powszechnym tego słowa znaczeniu. Jeśli już mamy używać tego słowa, to należy powiedzieć, że przeżyliśmy tylko jedną rewolucję, którą był Jezus Chrystus. Od tamtej pory żadnych rewolucji nie było i nie będzie. Kościół, który się zmienia, kieruje się Duchem Świętym. To On prowadzi nas w nowe czasy i pokazuje, jak mówić o Jezusie w zmieniającej się rzeczywistości. On też nieustannie podpowiada, by dbać o rodzinę, każdego z jej członków, a w szczególności tych najmłodszych i najsłabszych. Mam nadzieję, że tu w Polsce macie to głęboko wyryte w sercach. Bardzo byśmy chcieli, żeby na całym świecie, a zwłaszcza w Polsce, rodziło się coraz więcej dzieci wychowywanych w wierzących rodzinach, które są prawdziwymi świadkami Ewangelii - mówił podczas briefingu prasowego Prefekt Kongregacji Nauki Wiary arcybiskup Gerhard Müller.
J
Jan
25 października 2014, 07:46
W Skarżysku Kamiennej odbędzie się uroczyste podniesienie do rangi Bazyliki Mniejszej Sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej. Jest to jednocześnie jubileusz 25-lecia istnienia skarżyskiej Ostrej Bramy. Eucharystii o godz. 11.00 przewodniczył będzie ks. kard. Gerharda Müllera, prefekt Kongregacji Nauki Wiary. W województwie świętokrzyskim będzie to szósta bazylika mniejsza. W czerwcu do tej rangi został podniesiony kościół na Świętym Krzyżu. Ks. dr Jerzy Karbownik, kustosz sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej mówi, że podniesienie to wielka radość dla wiernych, którzy od roku przygotowywali się do tego wydarzenia. - Ta wiadomość dotarła do nas już w ubiegłym roku, dlatego staraliśmy się przygotować duchowo. To wydarzenie podwójne. W tym roku mija 25 lat (dokładniej minęło w środę 22 października), kiedy pierwszy raz była odprawiona Msza Święta, tu, w Ostrej Bramie, w Skarżysku-Kamiennej. To było poświęcenie kaplicy z obrazem Matki Bożej Miłosierdzia. Chcieliśmy połączyć te dwie uroczystości, dlatego przez ten rok przygotowywaliśmy się duchowo – poprzez 9-miesięczną nowennę, rekolekcje, misje, peregrynację obrazu po naszym dekanacie; i materialnie, poprzez budowę portali, schodów i odnawianie kościoła – mówił ks. Jerzy Karbownik. Transmisję z wydarzenia przeprowadzą Radio Maryja i TV Trwam. Początek o godz. 11.00. RIRM
25 października 2014, 07:05
I jeszcze drobna uwaga do osoby, która nadała tytuł "Błogosławiony zamet" temu artykułowi. Warto wsłuchać się w głos kapłana, albo (o ile tytuł nadał jakiś ksiądz) warto wygłaszać modlitwę ze zrozumieniem. Bo na każdej Mszy sw. ustami kapłana wołamy: „Wybaw nas, Panie, od zła wszelkiego i obdarz nasze czasy pokojem. Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu …”
E
Eilinel
25 października 2014, 09:24
Faktycznie. Dzięki za przypomnienie:)
X
xxx
25 października 2014, 06:12
"Doktrynę połączyć z miłosierdziem" - doktryna jest przejawem miłosierdzia Bożego wobec człowieka.
25 października 2014, 06:54
Jak ktoś nie rozumie Kościoła, to ma takie interesujace pomysły. Dobra Nowina jest Miłosierdziem, stąd Kościoł zawsze idzie drogą Miłosierdzia.
X
xxx
25 października 2014, 07:06
„Katolicy, którzy skarżą się na ogranicze­nia narzucane im przez dogmaty i przez normy moralne Kościoła, są jak ludzie, którzy uskarżają się na granice Ojczyzny, chroniące nas przed chaosem i przed zagrożeniem z zewnątrz". Paul Claudel
K
KiT
25 października 2014, 09:31
Spłycasz. A poza tym skarżą się też Ci którzy nie chcą rozwiedzionych przy wspólnym stole z Chrystusem, bo psują im ortodoksyjny wizerunek, a poza tym może z zazdrości?
25 października 2014, 09:43
"A poza tym skarżą się też Ci którzy nie chcą rozwiedzionych przy wspólnym stole z Chrystusem" Wskaż konkretnie kto tak mówi. Bo na pweno nie Koscioł Katolicki. Pytanie, czy rozwidzenie, szczególnie ci zyjacy w cudzołóstwie naprawdę chca przyjsc do tego Stołu. Sądzą po wypowiedzaich to wątpię.
K
KiT
25 października 2014, 09:46
Daj im szansę. Czym jest Komunia Święta jak nie wspomnieniem ostatniej wieczerzy i pokarmem od Pana? Jak rozwiedziony nie może jej spożyć, znaczy że Kościół i wierni pozostali nie chca rozwiedzionego przy wspólnym stole - proste
25 października 2014, 09:55
"Daj im szanse" ? Każdy ochrczony powyżej pewnej granicy wieku (w Polsce 8-9 lat) moze przystąpic do Stołu.  Wystarczy, aby był w stanie Łaski uświęcajacej.  Dlaczego wiec osoby żyjace z inną osoba niz małżonek jak mąz  z żoną nie chcą do Stołu przystąpić? Bo musiałyby porzucic swój grzech, który jest dla nich więcej wart niż Komunia. I to jest prawda, a nie jakies wypisywane tutaj brednie o zakazach czy odrzucaniu tych osób.
X
x
25 października 2014, 02:20
Błogosławiona WIEDZA, a nie zamęt ! Wiedza, jaka z ujawnionej publicznie pychy ludzkiej wynikła, że prawie 2/3 biskupów nadaje się do natychmiastowej wymiany na katolików.  Na samym zamęcie i chaosie żywić się może tylko szatan !
K
KiT
25 października 2014, 09:49
Jest też wiedza taka, że ortodoksyjni wierni nie wierzą w Miłosiernego Chrystusa i chcą być sądzeni przez Stwórcę.  Ja ufam w Miłosierdzie Boże i wiem, że sam nie jestem na nie zasłuzyć
X
x
25 października 2014, 14:21
Ucieczka od odpowiedzialności za czyny (obiektywnej prawdy dobra i zła) w miłosierdzie Boga, który za nas wszystko pozałatwia, bo przecież jako nieskończenie miłujący nie może inaczej, to iście szatańska nauka. A wszystko to bez wysiłku, przyjemnie, bez ograniczeń z nadzieją "pustego piekła"- tak tworzymy już teraz piekło na ziemi...
K
KiT
25 października 2014, 17:03
A kto tu pochwala grzech lub niewierność? Nie odwracaj kota ogonem. Ja mówię, że nawróceni czy porzuceni lub rozwiedzieni w nowych związkach (być może pod pewnymi warunkami) żyjący zgodnie z literą prawa Mojżeszowego winni być dopuszczeni do Spowiedzi i Komuni. Nie każcie im żyć w celibacie. NI epotepiam celibatu, ale ja nie mam takiego daru i woli. Czy Ty żyjesz w celibacie ku solidarności z porzuconymi?
W
WDR
25 października 2014, 00:50
Dla mnie ten synod był bardzo ciekawym doświadczeniem. Okazało się bowiem, patrząc na niektóre głosowania synodalne i kierunek w jakim niektórzy hierarchowie (co prawda nie mający jeszcze większości 2/3, ale...) chcą zmierzać, że być może będę się coraz bardziej stawał katolikiem z obrzeży Kościoła. Akurat tych konserwatywnych obrzeży. Z drugiej strony, to może być interesujące doświadczenie. Papież Franciszek apeluje o wyciąganie ręki do osób na obrzeżach...
M
Magdalena
25 października 2014, 00:12
…A więc jednak jest zamęt…Czy błogosławiony… pierwsze owoce Synodu już są…, rozłamy wśród duchowieństwa, rozłamy wśród wiernych, a co najgorsze, podważenie Słowa Bożego jako naszej podstawowej broni w walce ze złem.
P
purpurat
25 października 2014, 00:20
Nie ma rozłamu wśród duchowieństa
O
ona
25 października 2014, 08:51
Wyniki głosowania świadczą, że jednak jest rozłam wśród duchowieństwa - to oni głosowali. 104 biskupów był ZA Komunią świętą dla cudzołożników, a tylko 74 było przeciw.
S
strada
24 października 2014, 23:27
Poczekajmy... Jeśli coś od Boga jest, ostoi się. Jeśli nie- runie jak wieża Babel. 
25 października 2014, 00:16
Dokładnie, zgodzę się z Tobą. Widzę w tym tekście pewne sprawy które wydają mi się bardzo dobre, ale także i takie niektóre napawają mnie niepokojem... Mamy rok na modlitwę, dołączmy do naszych intencji, tą o zgromadzeniu zwyczajnym w październiku 2015 r.
25 października 2014, 06:50
Poczekajmy, najlepiej milcząco aprobując każde zdanie. Bo to przeciez powiedzieli jacys "swiatli biskupi", w odróznieniu od polskiego biskupa. Zapominajac, iż obowiazkiem wiernego jest sluchanie swojego biskupa miejsca, a nie usilne propagowanie poglądów sprzecznych i tym samym podważanie głosu swojego pasterza.
25 października 2014, 16:37
Mój Drogi, Strada nie napisała nic o ,,podważaniu głosu swojego biskupa", lub o tym aby go nie słuchać,  napisała tylko tyle że jeśli coś nie jest to Boga to runie. Stanie się to bez względu jakiej narodowości biskup jest...
K
KiT
25 października 2014, 19:41
Swój biskup jest lepszy, a dlaczego? Bo Ci pasuje bardziej? Pachnie separatyzmem lub nawet schizmą, nie sądzisz?
E
Eilinel
24 października 2014, 23:19
"Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. (7) Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. (8) Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! (9) Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą /od nas/ otrzymaliście - niech będzie przeklęty! (10) A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa. (11) Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelią nie jest wymysłem ludzkim. (12) Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus."  List Św. Pawła do Galatów 1, 1-24
NT
Nie tak
24 października 2014, 22:48
Bp Thomas Tobin (Providence): Franciszek lubi tworzyć bałagan. Łatwo zepsuć, łatwo zrobić zamieszanie. Trudno naprawić i uporządkować. O tym wie każdy gospodarz i każda gospodyni domowa. Wystarczy wywalić rzeczy z szuflad i szaf, posypać mąką, polać keczupem, olejem i czym tam jeszcze. W piętnaście minut będą straty na tysiące złotych. A samochód można zniszczyć w pięć minut, wystarczy młotek. Tak samo łatwo zranić i zabić, do tego nie potrzeba studiów, wystarczy byle głupek. Takie właśnie ma być dzieło Franciszka??? Za to wychować, utrzymać, wyleczyć, naprawić, uporządkować to jest sztuka i trud.Zło czynić łatwo, ja pisze św. Paweł, a dobro trudno.
E
Eilinel
24 października 2014, 22:21
"Kard. Christoph Schönborn (Wiedeń): To był pierwszy naprawdę autentyczny Synod, w jakim uczestniczyłem." Hmmm... i co ma pomyśleć poprzednik obecnego papieża, słysząc, że nie był organizatorem autentycznych synodów?! O co to chodzi? Czy tylko mi się wydaje, że istnieje ostatnio wśród kardynałów jakaś niepokojąca tendencja lekceważenia papieża Benedykta XVI? Bo to już nie pierwsza wypowiedź tego typu jaką słyszę. Czy naprawdę, żeby nobilitować Franciszka należy podważać autorytet Benedykta? Czemu to ma służyć?
T
tomi
24 października 2014, 22:39
Czy kard. Schonborn lekcewazy papieza Benedykta? Co ty za glupoty wypisujesz? Przeczytaj sobie najpierw ich biografie...
E
Eilinel
24 października 2014, 22:54
Podstawowe zasady logiki się kłaniają. Skoro to był pierwszy autentyczny synod, w którym uczestniczył kardynał, to jakie były poprzednie dla kardynała? Wypowiedzenie takich słów jest conajmniej wielkim nietaktem. Jeśli możesz, to postaraj się swoje opinie na temat czyichś wypowiedzi wyrażać w bardziej kulturalny sposób. To jest moje wrażenie i mam do niego prawo.
I
ioannes
24 października 2014, 23:38
Autentyczny - ze słownika PWN: 1. «zgodny z rzeczywistością» 2. «niebędący kopią, falsyfikatem ani przeróbką» 3. «szczery, niekłamany, prawdziwy» 4. «niewątpliwy, wielki, prawdziwy – używane dla podkreślenia jakiejś cechy» Nikt nie powiedział, że pozostałe były "niegodne", "niewłaściwe", "nieważne". Ale może nie były dość szczere, odważne, nie bojące się konfrontacji i burzy poglądów.
25 października 2014, 06:41
Poprzednei Synody nei były zgodne z rzeczywistoscią lub nie były szczera? A może słowa o tej autentycznosci to tylko publiczne dziecinne podlizywanie się papiezowi?
24 października 2014, 21:56
Trzy wnioski do tego bezsensownego artykułu. Po pierwsze widze już ten nakaz wydany przez niektórych komentatatorów, a dotyczący obowiazku zakładania duszpasterstw dla żyjacych w cudzołóstwie i duszpasterst zwiazków homoseksualnych w każdej parafii. Po drugie zamet nie jest błogosławieństwem ewangelicznym, tylko deonowym. Cóż.... Po trzecie. Dziś zgineły  pewnie dwie lub trzy niewinne osoby, na które wyrok wydali ich rodzice, dziś pewnie jakieś dziecko niepełnosprawne w eurpojeskiej Polsce nie zjadło ciepłego obiadu, bo nie stać było rodziców na taki posiłem. A kolejny redaktor zamaist zajać sie troska o rodzine, zajmuje sie troską o patologie rodziny i jaki widać uważa taka patologie za współczesną normę. Ileż można drodzy deonowi redaktorzy?
T
tomi
24 października 2014, 22:56
Konrad Sawicki ma swoje zdanie, choc nie powiedzielam jego opini, to jest to grzeczna wypowiedz, aczkolwiek blogoslawienstwem tego soboru bym poki co nie nazwal. A teraz TomaszuL powiedz co ty za glupoty wypisujesz? Co to jest dla ciebie ta patologia rodziny? Nie masz prawa nazywac czyjejkolwiek rodziny patologiczna. Po pierwsze przyjmij do wiadomosci ze kazdy dorosly czlowiek sam bierze odpowiedzialnosc za swoje zycie, nie musi podzielac twego zdania, swiatopogladu, wyznania. Religia to nie przymus ani autorytatywne narzucanie komus wlasnej woli, zdania, osadzania, pokazywania palcem, czy nazywania patologia. Jesli ty bys tak chcial robic, to wyobraz sobie ze przyjda muzulmanie i narzuca swoja koncepcje np. wielozenstwa, przyjda mormoni swoja, prawoslawni swoja, i co zgodzisz sie na to? Ciekawie jak oni ciebie by tak nazwali ciekawie bys sie czul?
E
Eilinel
24 października 2014, 23:10
Chyba zapominasz, że TomaszL napisał o rodzinie katolickiej, bo chyba takie właśnie rodziny były przedmiotem obrad synodu. Rodzina, w której małżonkowie są po rozwodzie i żyją w związku niesakramentalnym, nie jest rodziną w sensie ewangelicznym. Rodzina ewangeliczna oparta na związku sakramentalnym małżonków jest znakiem nierozerwalnego związku Chrystusa z Jego Kościołem i wierni Kościoła Katolickiego powinni to rozumieć. Z Twojej wypowiedzi można wysnuć wniosek, że nauka Chrystusa o grzechu cudzołóstwa to "autorytatywne narzucanie" nam Jego woli. Nikt nikogo nie zmusza do pozostawania w Kościele Katolickim i uznawania jego zasad.
25 października 2014, 06:39
Co to jest dla ciebie ta patologia rodziny? Patologią rodziny jest w tym wypadku rozwód i zawarcie kolejnego związku ala małżeństwo. I domaganie się uznania tego nowego związku za małżeństwo, a nowej ala rodziny za rodzinę. Nie masz prawa nazywac czyjejkolwiek rodziny patologiczna. Mam prawo nazywać patologie patologią. Przynajmniej jeszcze mam takie prawo. Bo wielu chce teraz nakazać używanie w Kościele politycznie poprawnej nowomowy. Po pierwsze przyjmij do wiadomosci ze kazdy dorosly czlowiek sam bierze odpowiedzialnosc za swoje zycie, nie musi podzielac twego zdania, swiatopogladu, wyznania. Nikt nikomu nie narzuca żadnego poglądu, światopoglądu etc.  Religia to nie przymus ani autorytatywne narzucanie komus wlasnej woli, zdania, osadzania, pokazywania palcem, czy nazywania patologia. Religia to również zbiór pojęć moralnych dotyczący dobra i zła. Pojęć, które nie określa człowiek i człowiek zmieniać nie może. Jeśli rozwód i kolejne związki uznane są w religii za zło, to znaczy iż są złem.  Czyli patologią, chorobą. Ludzie żyjący dobrowolnie w grzechu (bo przecież siła nikt nikogo nie zmusza do zawierania następnych rodzin) chorują i to bardzo poważnie. Potrzebują pilnego leczenia przez Sakrament Pojednania. Oczywiście nie można zmuszać do leczenia, ale tez nikt nie może mnie zmusić do uznania choroby za stan normalny. I nikt nie zmusi mnie do siedzenia cicho, bo tak obecnie wypada siedzieć. W imię jakiejś chorej poprawności politycznej.
24 października 2014, 20:56
> Dlatego właśnie uczestnicy tak wiele czasu poświęcili na rzeczywistość dla Kościoła nową: wysyp rozwodów, separacje zarobkowe, nowe cywilne związki, wspólne życie bez ślubu, pary homoseksualne, poligamia, dzieci wychowywane w tych wszystkich sytuacjach. Pan udaje, że się urodził wczoraj w żywe oczy kłamiąc, że którekolwiek w/w zjawisk jest dla Kościoła jakąś rzeczywistością z którą się spotyka po raz pierwszy w swojej historii. Co jutro - Kościół odkryje istnienie grzechu, a może miłosierdzia? > To wyraz słusznej troski czy może antyświadectwo osłabiające naukę Kościoła o nierozerwalności małżeńskiej. W praktyce u nas zwyciężył ten drugi pogląd. Klasyczne dla lewackich krętaczy tresowanie we wbijaniu do głów jedynego poprawnego punktu widzenia: złe klechy uwaliły fajną, radosną inicjatywę. A powód najprostszy, czyli mizerny brak zainteresowania do głowy nie przyszedł? Do spraw dla których zawsze wrota każdego kościołą były jak najszerzej otwarte, jak np. "Babcie Różańcowe", garnie się kilka procent parafian, ale w przypadku duszpasterstwa rozwodników było - co macie młoty wkuć na blachę, w którym to wkuwaniu Pan Sawicki wam pomoże - w przypadku duszpasterstwa rozwodników tłumy waliły drzwiami i oknami i tylko te nienażarte władzy klechy ten entuzjazm mas uwaliły przy samej du ... - nie wiecie dobrze jakie te zaściankowe klechy są.
G5
Ga 5, 10
24 października 2014, 20:50
"... A na tym, kto sieje miedzy wami zamęt, zaciąży wyrok potępienia, kimkolwiek by on był..."
W
Witold
24 października 2014, 21:39
dyskusja i zamęt nie są tożsame
A
Adrian
24 października 2014, 20:35
Im więcej słów będzie wypowiedziane - Nic się nie stało - tym bardziej jestem przekonany, że jest zupełnie odwrotnie. Nikt nie powie jasno, że doszło do ataku na instytucję rodziny, i to wewnątrz Kościoła. Sam fakt, że Pan podpiera się kard. Schonbornem, który jest w awangardzie "postępu" (ostatnio zachwycał się homoseksualną parą o 35 -letnim stażu) jest znamienne. A "miłosierdzie" jest odmieniane na milion sposobów, a żadne we właściwym znaczeniu.
MR
Maciej Roszkowski
24 października 2014, 20:22
      Synod wykazał różnice zdań na temat małżeństwa i homoseksualistów wśród hierarchów, pokazał to, co dotąd było przemilczane luib wspominane półgębkiem. Wbrew wielu opiniom uważam to za osiągnięcie. Działania przeciwne przypominały by diagnozę chorego przez stłuczenie termometru.       Czy uda się zachować dotychczasowe nauczanie Kościoła, wierne  literalnie nauczaniu Chrystusa pokaże przyszłość. Myślę, że miarą naszej wiary jest zaufanie do Ducha Świętego i papieża Franciszka.
24 października 2014, 21:03
Czy Pan wbrew ostrzeżeniom Pawłowym odnośnie niedawania wiary nawet Aniołowi, gdyby zstąpił z nieba i zaczął głosić jakąś nową Ewangelię, sugeruje, że Duch święty może się potykać o własne intelektualne sznurówki i gadać rozmaite rzeczy, na które Go nagle najdzie ochota?
S
sługa
24 października 2014, 23:01
Duch wieje, gdzie chce (J 3,8)
J
ja
25 października 2014, 00:43
''Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.'' 1 Kor 6, 9-10
S
sługa
25 października 2014, 07:48
«Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. 32 Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć. Mt 21
25 października 2014, 08:17
> Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Zatem Duch upatrzył sobie wywyższyć homoseksualistów i ci którzy Mu w ten zamiar uwierzyli wejdą do Królestwa Niebieskiego. Tak to wygląda w kontekście artykułu Pana Sawickiego.
MR
Maciej Roszkowski
25 października 2014, 12:20
Przyznam, że nie rozumiem. Spróbuję jeszcze raz. Synod objawił różnice zdań wśród uczestników i stało sie dobrze, bo terapia zależy od diagnozy, a różnice od jakiegoś czasu były faktem. A terapią będą decyzje Franciszka oświecanego przez Ducha Św. Cierpliwośći i wiary.

Skomentuj artykuł

Błogosławiony zamęt
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.