Gwałt na Ewangelii

Gwałt na Ewangelii
(fot. Nathan Friedly / flickr.com)

Problem nadużywania, nadinterpretowania, wybiórczego i instrumentalnego traktowania tekstów biblijnych nie jest niczym nowym. Pokusa podparcia własnych poglądów w takiej czy innej sprawie autorytetem samego Boga jest silna i niejeden duchowny w kaznodziejskim uniesieniu jej ulega.

Znajomy ksiądz opisał na portalu społecznościowym występ kaznodziei, który w minioną niedzielę przedstawił własną interpretację fragmentu Ewangelii według św. Marka, odczytywanego tego dnia podczas Mszy świętych.

DEON.PL POLECA




Interpretacja miała wymiar aktualny, społeczny, a nawet polityczny. Odnosząc się do ostatniego zdania perykopy, które brzmi: "Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał", ksiądz miał dowodzić, że najważniejsze jest w nim słowo "jedno", ponieważ wskazuje, że nie możemy bezmyślnie zgadzać się na przyjmowanie uchodźców muzułmańskich.

Gdy byłem klerykiem i z zapałem sięgałem po biblijne cytaty, aby uzasadniać nimi moje poglądy w najróżniejszych kwestiach, pewien wielkiej dobroci i mądrości proboszcz stanowczo odradzał mi tego rodzaju praktykę. "Uważaj, bo w końcu trafisz na kogoś, kto tą samą metodą na podstawie Pisma Świętego udowodni ci, że Boga nie ma" - ostrzegał.

Jednym z często używanych kościelnych zwrotów, który niejednokrotnie okazuje się poważnym nadużyciem, jest określanie tego, co bywa mówione podczas Mszy świętych po odczytaniu fragmentu Ewangelii, "słowem Bożym". Przekonałem się o tym wiele razy, dlatego unikam zapowiedzi w stylu "słowo Boże skieruje do nas dzisiaj" albo relacji w rodzaju "słowo Boże wygłosił".

W trosce o precyzję pojęciową staram się też nie nazywać homilią kapłańskich wystąpień z ambony, jeśli nie ma w nich żadnego odniesienia do czytań mszalnych.

Problem nadużywania, nadinterpretowania, wybiórczego i instrumentalnego traktowania tekstów biblijnych nie jest niczym nowym. Pokusa podparcia własnych poglądów w takiej czy innej sprawie autorytetem samego Boga jest silna i niejeden duchowny w kaznodziejskim uniesieniu jej ulega.

Jest to tym łatwiejsze, że media, których wpływ na nasze codzienne życie i postępowanie wciąż wydaje się niewystarczająco doceniany, praktykę wyrywania z kontekstu i wyciągania wydawałoby się kompletnie niemożliwych wniosków z czyichś wypowiedzi, traktują jako coś oczywistego i powszechnego. Cierpią zresztą na tym czasami sami dziennikarze, którzy w tytułach i leadach dodanych przez wydawców i redaktorów do ich materiałów znajdują tezy, które im nawet przez myśl nie przeszły.

Wspomniany wyżej znajomy ksiądz opisywany wyczyn kaznodziei nazwał "gwałtem na Ewangelii". To bardzo ostre sformułowanie, ale czy nie uzasadnione?

Papież Franciszek w adhortacji apostolskiej "Evangelii gaudium" zaskakująco dużo uwagi i miejsca poświęca homilii. Wskazuje, że może ona być rzeczywiście intensywnym i szczęśliwym doświadczeniem Ducha, pokrzepiającym spotkaniem ze Słowem, stałym źródłem odnowy i wzrastania.

"Odnówmy naszą ufność w przepowiadanie słowa, opierającą się na przekonaniu, że to Bóg pragnie dotrzeć do innych przez kaznodzieję i że to On rozciąga swą władzę dzięki ludzkiemu słowu" - zachęca. Myślę, że warto kaznodziejom nieustannie przypominać, iż nie wypowiadają się we własnym imieniu, lecz mają być narzędziami w ręku Boga. To wymaga pokory.

Franciszek w adhortacji mówi dużo na temat przygotowania do wygłaszania homilii. Nacisk kładzie na zrozumienie tekstów biblijnych, które mają stanowić podstawę przepowiadania. Twierdzi, że aby można było interpretować tekst biblijny, potrzeba cierpliwości, uwolnienia się od wszelkiego niepokoju i poświęcenia czasu, zainteresowania i bezinteresownego oddania.

"Trzeba odłożyć na bok jakąkolwiek dręczącą nas troskę, aby wejść w inny obszar skupienia, naznaczonego pogodą ducha. Nie warto czytać tekstu biblijnego, jeśli chcemy uzyskać szybki, łatwy i natychmiastowy rezultat. Dlatego przygotowanie kazania wymaga miłości" - przypomina papież.

Kaznodzieję, który z jednego słowa Jezusa wyciągnął daleko idące wnioski dotyczące przyjmowania w Polsce imigrantów wyznających inną wiarę, niewątpliwie dręczyła troska. Pewnie jest szczerze zaniepokojony zagrożeniami, jakie kryzys migracyjny w Europie może przynieść Polsce i żyjącemu w niej Kościołowi.

Najwyraźniej jednak, czytając tekst biblijny nastawił się na szybki, łatwy i natychmiastowy rezultat. Skończyło się przypisywaniem Jezusowi osobistych poglądów księdza. To pokazuje, że czasami lepiej po prostu pomilczeć.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Gwałt na Ewangelii
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.