Lekcja Benedykta XVI dla Kościoła "masowego"

Lekcja Benedykta XVI dla Kościoła "masowego"
Grzegorz Kramer SJ
4 lata temu

Kilka dni temu udzielałem wywiadu do studenckiego radia Feniks z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Na wstępie pani redaktor powiedziała, że wita bardzo znanego w Polsce jezuitę. "Drugiego po Franciszku".

Oczywiście grzecznościowo zaprzeczyłem, ale czułem przecież, że lubię takie rzeczy słyszeć, nawet kiedy wiem, że są przerysowane.

Myślę, że to nie będzie zbyt duże nadużycie, kiedy powiem, że wszyscy tak mamy - lubimy słyszeć miłe rzeczy, a tym bardziej takie, które mogą dać poczucie "bycia kimś", poczucie siły i możliwości wpływania na rzeczywistość. I właśnie jako ludzie, którzy mają w sobie takie potrzeby, tworzymy Kościół, również ten hierarchiczny. To pragnienie osobistej chwały często rozszerzamy - jako Kościół - na całą wspólnotę.

Dopóki to pragnienie pcha nas do twórczej pracy, wszystko jest w porządku. Jednak może ono być także początkiem grzechu pychy, który może przejawiać się na wiele sposobów. Między innymi tak, że będziemy wartościować ewangelizację przez pryzmat liczb i statystyk. I to nawet nie w takim rozumieniu, że kto ma więcej ludzi w kościele czy wspólnocie, ten jest bardziej skuteczny, ale może i pojawia się często myślenie, że skoro "mury" mam pełne, to mogę spokojnie żyć.

Ostatnio znalazłem taki tekst Benedykta XVI: "Głosimy Jezusa Chrystusa nie po to, aby zdobyć jak najwięcej członków dla naszej wspólnoty, a tym bardziej nie dla władzy. Mówimy o Nim, ponieważ poczuwamy się do obowiązku przekazywania radości, jaka została nam dana".

W całej naszej działalności ewangelizacyjnej chyba często zapominamy o istocie, którą jest Zmartwychwstanie. Zresztą ono chyba nam bardzo komplikuje to całe nasze religijne chrześcijaństwo. Dopóki zatrzymujemy się na etapie krzyża i Wielkiego Piątku, to wiara jest dość przewidywalna. Jest jak inne religie: obowiązki, cierpienie, postanowienia - generalnie nasze działanie, żeby jakoś tego Boga postawić po swojej stronie. I wtedy bardzo potrzeba właśnie wykazania się, odnoszenia sukcesów, pokazania wyników - również tych ilościowych. Kiedy uwierzymy w końcu w Zmartwychwstanie, skupiamy się na czymś innym. Na nadziei. Nagle widzimy, że kompletnie nie o wyniki tu chodzi, ale ogłoszenie Ewangelii konkretnej osobie. Wtedy też człowiek łatwiej radzi sobie z sukcesem, bo jedyne co może z nim zrobić, to się do niego uśmiechnąć.

W tym samym dniu, w którym pani redaktor wypowiedziała słowa, które tak mnie uradowały, dwie godziny wcześniej odprawiałem Mszę świętą, na której nie było tłumów. Nie była to Msza, którą miałby sprawować ktoś sławny. I musiałem z sobą trochę powalczyć, by znów nie poddać się starej pokusie wyników i spektakularnych wydarzeń. Bóg to potwierdził - na sam koniec dnia, kiedy już po wszystkim szedłem do samochodu, by wrócić do Krakowa, podszedł do mnie student, by podziękować za słowo inspiracji.

Warto przełamywać pokusę "ilości" nie na rzecz "jakości", ale na rzecz nadziei głoszonej konkretnemu człowiekowi. Wprawdzie to trudna robota, pełna momentów zwątpienia, ale, jak mawiał Tischner, po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą.

Grzegorz Kramer SJ - duszpasterz powołań Prowincji Polski Południowej TJ, współtwórca projektu BanitaProwadzi autorskiego bloga.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Lekcja Benedykta XVI dla Kościoła "masowego"
Komentarze (7)
L
Ludwik
17 maja 2016, 00:33
Kramer pieprzysz trzy po trzy !!!!
no_name (Piotr ex londynczyk19)
no_name (Piotr ex londynczyk19)
16 maja 2016, 23:58
Bardzo dziękuję za ten artykuł. Kiedyś uczciwie przyznaję niepokoiłem się o Ojca. Sądziłem, że więcej szkody, aniżeli pożytku przyniesie Ojcu jego coraz większa "oglądalność". Na szczęście ma Ojciec świadomość znaczenia tych tysięcy laików, czy otworzeń stron.  Oczywiście ja wcale nie wskazuję, by Ojciec zaprzestał tej     duszpasterskiej drogi, bo ona wraz z Ojca popularnością jest Kosciołowi bardzo potrzebna, dokładnie na tej samej zasadzie, jak wtedy tamtemu studentowi. :-)
16 maja 2016, 23:50
"Mówimy o Nim, ponieważ poczuwamy się do obowiązku przekazywania radości jaka została nam dana." W bliskim mi kościele niedaleko miejsca zamieszkania jest ksiądz Włoch. Dla mnie jest on żywym przykładem i dowodem prawdziwości powyższego zdania, które wypowiedział Benedykt XVI. Ksiądz jest z lekka powiedziałabym szalony, ale to nie jest udawane, on taki po prostu jest, radość  rozpiera go od środka:)
17 maja 2016, 00:32
Ksiądz Roberto i rekolekcje adwentowe 2015 :-) [url]https://www.youtube.com/watch?v=KE3xmH4oERI[/url]
16 maja 2016, 17:26
Tak się zastanawiam:Gdzie takich sieją? Jezuita,powołaniowiec: Mamy chrześcijaństwo lepsze i gorsze bo religijne. Mamy dobre Zmartwychwstanie i poprzedzający go Krzyż Chrystusowy, który sam w sobie ma być jedynie drogą do współzawodnictwa sportowego. "Jezuito po nowemu", ty nie przynosisz nadziei lecz miecz , jednak bynajmniej nie ten o którym mówił Nasz Pan. Dziękujmy Bogu,że jesteśmy katolikami,obyśmy byli godni przyznać się do tego przed Panem.
PG
Pawel G
16 maja 2016, 20:09
Takiego powinni obłożyć karami kościelnymi, w tym zakazem publicznych wypowiedzi i głoszenia kazań. A jak się nie poprawi suspendować. Czy ta osoba ma związek z autorem, poza oczywiście współprzynależnością do SJ?
16 maja 2016, 11:34
Tak sobie pomyślałam, że w działalności ewangelizacyjnej najczęściej zapomina się nie o istocie Zmartwychwstania, ale o tym że powinniśmy każdego dnia czuwać, czekać i być gotowi na powtórne przyjście Chrystusa.

Skomentuj artykuł

Lekcja Benedykta XVI dla Kościoła "masowego"
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.