Moc "słabego" Boga

fot. Ömürden Cengiz / Unsplash

Boże Narodzenie, które jest coraz bliżej, z niezwykłą mocą uświadamia, w jakiego Boga wierzymy, z jakim się w chrześcijaństwie spotykamy. To Bóg, który stał się - świadomie i dla nas - bezsilny i wydany w nasze ręce.

Ewangelia dzieciństwa, szczególnie ta szersza z Ewangelii św. Łukasza (o opowieściach apokryficznych) odkąd pamiętam szczególnie mnie nie porywała. Za dużo w niej było cudowności, nadzwyczajnych wydarzeń, objawień, których nie umiałem wpisać w codzienność jaka mnie otaczała. Aniołowie do mnie nie przychodzą, a sny mnie nie nawiedzają (a przynajmniej trudno w nich odnaleźć sens). Jestem człowiekiem zdemitologizowanym i trudno mi spoglądać na te opowieści (zawierające w siebie niezwykłe ciepło) inaczej, niż właśnie z tej perspektywy. I dopiero, gdy analizując je, szukając ich sensu zacząłem odwoływać się do narzędzi właśnie demitologizacji (nie, nie tej bultmanowskiej, ale własnej) i ucodziennienia przekazu zaczął się on przede mną otwierać.

Spotkanie z Ewangelią dzieciństwa to dla mnie spotkanie z ludźmi, których rzeczywistość zaskoczyła i postawiła przed ogromnym wyzwaniem. Miriam musiała zmierzyć się z możliwością odrzucenia przez narzeczonego, a to oznacza ukamienowania przez społeczność. Józef z dzieckiem, o którym wiedział, że nie jest jego, i z opinią publiczna w maleńkiej miejscowości, która uznać go musiała albo za ojca dziecka przedślubnego, albo za „rogacza”. Ucieczka z maleńkim dzieckiem też ostatecznie nie jest niczym przyjemnym, a i powrót do końca spodziewany nie był. I ostatecznie nie ma znaczenia, jak odczytywali oni plan jaki Bóg dla nich miał, jak objawiała się im Jego wola. Sen czy objawienie anielskie (i to w jakiej formie) czy odczytywanie znaków rzeczywistości i czasu to ostatecznie nie zmienia radykalnie wyzwania jakie stanowiło dla nich to, co Bóg dla nich zaplanował.

A i przyjście Emmanuela - choć obudowane wieloma mitycznymi elementami - też jakoś dziwnie zwyczajne. Poród w stajni (bo nieczystość rytualna kobiety i tłok w Betlejem uniemożliwiał inną formę narodzin), zwierzęta wokoło (to zresztą raczej norma w tamtym czasie, niż wyjątek), zapadła dziura której nikt nie znał i dziecko, które - choć było Bogiem - to musiało być przewijane, karmione, musiało nauczyć się jak każdy człowiek słów, myślenia, modlitwy. Nic nadzwyczajnego. Żadnych cudowności (bo akurat Ewangelie o cudach dzieciństwa milczą, wcale nie sugerują, że następowały one nieustannie), żadnych nadzwyczajności. Zwyczajne życie, zwyczajnej rodziny. Bóg im także objawiał się w codzienności. A relacje w domu rodzinnym dalekie były od kultu maleńkiego Jezuska, jak to niekiedy jest przedstawiane. Miriam potrafiła postawić nawet dorosłego Jezusa „pod ścianą” i „zmusić” Go do działania, a Józef - zapewne - musiał nauczyć go fachu i czytania Tory. I właśnie w takiej codzienności, w normalności objawia nam się Bóg. Bóg - dla nas, dla naszej wolności - pozbawiony siły i cudowności.

Końcówka Jego życia jest bardzo podobna. Istotą prawdy o Bogu solidarnym z nami, z naszym cierpieniem, z naszym życiem jest Krzyż. Uczniowie - wiele wskazuje na to, że także Judasz, oczekują cudu, gromów, wielkiej obrony, aniołów, które zstąpią z Nieba i obronią tego, który jest Mesjaszem. A on idzie na ukrzyżowanie. Jest opluwany, bity, ośmieszany, uczeni w Piśmie i faryzeusze sugerują, by zszedł z Krzyża, bo wtedy potwierdzi swoją Boskość. A On nie tylko idzie na Krzyż, ale i z niego krzyczy: „Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił”. Syn Boży opuszczony prze Ojca. Bóg schodzący w głębię rozpaczy, a może i ateizmu? Samotny i pozbawiony mocy, a jednocześnie solidarny do końca z człowiekiem. To jest Bóg, którego spotykamy w Ewangelii.

Z tej perspektywy warto spoglądać na słynne zdanie Pascala „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, a nie filozofów i uczonych”. W tym zdaniu kryje się nie tylko wielka - sięgająca czasów Tertuliana - polemika między wiarą a rozumem, Atenami a Jerozolimą, ale także, tak ja to postrzegam - choć wiem, że Pascal mógłby mieć inne zdanie - między wizją Boga metafizyków, którzy chcą w Nim widzieć głównie doskonały, wszechmocny Byt, który ostatecznie wszystko zwycięża, a wizją Boga Ewangelii, który jest przede wszystkim solidarny, bliski, empatyczny, towarzyszy nam w naszym cierpieniu, a niekoniecznie jest Bogiem rozwiązującym wszechmocą wielkie problemy, karzącym mieczem sprawiedliwości zło czy obierającym przez wielkie cuda wolność. Jest w nas pragnienie takiego Boga, ale On nie przychodzi do nas w takiej postaci, bo nawet Zmartwychwstały wcale nie jest jaśniejącym potęgą pogromcą, ale pokornym, ukazującym swoje rany, który nie zawsze i nie wszędzie jest rozpoznany. A Jego własna opowieść o ponownym przyjściu jest tak sformułowana i zawiera takie elementy, które pozwalają sądzić, że to przyjście będzie naprawdę nagłe i niespodziewane i może wyglądać zupełnie inaczej, niż się spodziewamy. Może więc rację ma Czesław Miłosz, gdy w „Piosnce o końcu świata” opisuje swoją wizję końca świata.

"W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie".

Jedno wiem jednak coraz mocniej. Innego Boga niż Niewinny, Ukrzyżowany, Solidarny nie znamy. Innego nie ma.

Doktor filozofii, pisarz, publicysta RMF FM i felietonista Plusa Minusa i Deonu, autor podkastu "Tak myślę". Prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Moc "słabego" Boga
Komentarze (2)
MJ
Maria Janicka
14 grudnia 2022, 22:40
Czytam Pański tekst i myślę, że ma Pan rację, a potem przypomina mi się dzisiejsze czytanie z Izajasza i już nie wiem jak jest z tą racją.
SB
~Stefan Berger
13 grudnia 2022, 15:42
Jednak jednostkowa interpretacja Ewangelii jest subiektywna. Pan Tomasz doszukuje się zwyczajności i przaśności, bo takie jest jego ludzkie doświadczenie i tak ma ukształtowany sposób myślenia - ktoś inny będzie w Ewangelii dzieciństwa widział mnóstwo niezwykłych znaków, cudów, przedziwnych i nadnaturalnych wydarzeń, które budziły zdumienie i zachwyt Miriam i Józefa. Każdy tak interpretuje słowa Dobrej Nowiny, jak mu to podpowiada jego intuicja i jego jednostkowe doświadczenie życia. Dlatego jest potrzebny Kościół i jego nauczanie inspirowane Duchem Świętym, aby nie ogłosić wszem i wobec że tylko moja interpretacja Ewangelii jest jedynie słuszna i prawdziwa.