Niech nam żyje pobożność ludowa!

Niech nam żyje pobożność ludowa!
(fot. Mar­cin Kiedio / pz)

Wiele razy słyszałem, że pobożność ludowa to jakiś skansen, że to bez sensu jest i w ogóle tylko dla starych, wiejskich babć. Ktoś, kto wyraża takie opinie, nie rozumie bogactwa różnorodności Kościoła. Albo mówiąc bardziej dosadnie - po prostu plecie bzdury.

Na szczęście, są też w naszym kraju ludzie, którzy starają się odkrywać bogactwo pobożności ludowej. Być może za jakiś czas dzięki takim osobom będziemy świadkami renesansu pięknej tradycji modlitw poza kościołem: pod kapliczkami, na miejskich placach i kamienicznych dziedzińcach.

Jednym z miast, w którym pojawiła się "moda" na wspólne modlitwy pod kapliczkami, jest Warszawa. - Pobożność ludowa do niedawna zupełnie mnie nie interesowała, powiedziałabym nawet, że odpychała, bo kojarzyła się z czymś zbyt prostym, nieprzemyślany i kiczowatym. Z formą, która nie przekłada się potem na życie - według schematu: ludzie gorliwie się modlą, a potem żyją po swojemu i tak naprawdę nie wiedzą, w co wierzą. Ale odkrywam teraz, że jest w tym jakieś wielkie zawierzenie i oddanie się Bogu w opiekę, że ludzie wiedzą, do kogo mają się zwracać. Mnie jest bliska teologia apofatyczna, negatywna - myśl, że cokolwiek powiemy o Bogu, to zawsze będzie za mało, że On jest zawsze większy. Jest tajemnicą, dla nas tutaj nie do pojęcia i nie do nazwania. I paradoksalnie jakoś się to łączy z pobożnością ludową, bo tam nie ma jakichś wyrozumowanych formuł. Jest stanięcie wobec tajemnicy, wobec Kogoś, o kim wiemy, że jest od nas większy i że należy Mu się cześć i szacunek. Teksty litanii, gdzie piętrzą się kolejne wezwania, określenia Maryi czy Serca Chrystusa, to też wynik poczucia, że nie możemy ich do końca nazwać. Nazywamy, ale to ciągle nie to, więc pojawia się nowe wezwanie. I wciąż nowe, bo nie możemy tego objąć - mówi Ewa Kiedio z Magazynu Dywiz.

To właśnie w środowisku Dywizu zrodził się pomysł na odświeżenie ulicznych modlitw. - W Warszawie mamy przy ulicach i w podwórkach kapliczki, które przestały być używane w swoim pierwszym zastosowaniu. Są teraz raczej ciekawostką turystyczną. Takim elementem miejskiego folkloru, coś jak obdrapane ściany kamienic, taki akcent czegoś starego, na co się popatrzy i pójdzie dalej. Powiedzieliśmy sobie ze znajomymi z redakcji, że pewnym przewrotem (a Dywiz lubi przewroty) byłoby zrobić majowe w mieście. Są różne miejskie eventy, flash moby itp., ludzie się bardzo emocjonują różnymi akcjami na mieście, tym, że mogą coś zrobić razem, coś zaśpiewać, zrobić rzeźbę ze swoich ciał, poukładać butelki w jakiś kształt itp. A tutaj tradycja podtyka nam pod nos gotowy materiał na event. A tak naprawdę na coś znacznie głębszego niż event, bo przecież modlitwa ma nie tylko wymiar międzyludzki, ale też łączy nas z Bogiem - mówi Ewa Kiedio.

Również w trakcie czerwcowej "Mszy w intencji mężczyzn" w Krakowie będziemy mieć akcent pobożności ludowej. Po Eucharystii i tradycyjnym już spacerze z Jezusem, odśpiewamy na Rynku litanię do Serca Pana Jezusa. W przygotowanie oprawy wydarzenia zaangażował się kompozytor Kuba Blycharz.

- Idea jest wciąż taka sama. Chcemy z Panem Jezusem wyjść do ludzi. Dla mnie osobiście jest to moment wiary, polegający na tym, że my tylko z Nim idziemy, a całe działanie w spotkanych osobach należy do Niego. Mam świadomość tego, że i bez tego Bóg sobie poradzi, ale traktuję to jako mój mały wkład w Jego działanie. Dlaczego Litania na Rynku? Od roku uważam ją za coś bardzo cennego, ona stała się dla mnie inspiracją do szukania wzoru męskości, który odkrywam ostatecznie w Jezusie. A Serce dlatego, że uważam i jestem o tym przekonany, że serce jest ważną kwestią w życiu każdego mężczyzny. Nabożeństwo na Rynku jest dla mnie konsekwencją połączenia tych dwóch myśli. Znów idziemy z Nim, by On mógł działać i chcemy zwrócić uwagę na serce w życiu mężczyzny - mówi o. Grzegorz Kramer SJ.

Te inicjatywy to naprawdę fantastyczna sprawa. Dobrze, że znaleźli się ludzie, którzy chcą pielęgnować i kreatywnie rozwijać piękne chrześcijańskie tradycje. Jeszcze lepiej, że robią to w sposób pozytywny, a nie starając się ukazać wyższość ich sposobu przeżywania wiary nad wszystkimi innymi formami.

Warto też zwrócić uwagę, że obie inicjatywy są w pewnym sensie odpowiedzią na papieskie wezwanie do robienia rabanu, do wyjścia z kościołów, opuszczenia wygodnych murów i pójścia na ulice miast, gdzie są ludzie, którzy jeszcze nie poznali Chrystusa. Podoba mi się subtelność tych akcji. Nie są one nachalne. Bliżej im do świadectwa, niż do efektownego ewangelizacyjnego eventu, a przecież proste świadectwo życia i wiary chrześcijan jest czymś, czego najbardziej nam potrzeba.

Piotr Żyłka - członek redakcji i publicysta DEON.pl, twórca Projektu faceBóg i papieskiego profilu Franciszek. Jego projekty można znaleźć na blogu autorskim

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Niech nam żyje pobożność ludowa!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.