Sucho, suszej, najsuszej

Sucho, suszej, najsuszej
(fot. jasper wilde)

Przyszedł moment, w którym powinniśmy oswoić stopniowanie przysłówka "sucho". Wody mamy mało, a zmiany klimatyczne i konsumpcjonizm powodują, że będzie jej jeszcze mniej.

Kilka lat temu moja znajoma w ramch badań na uczelni jeździła do Maroka, by badać pustynnienie tego kraju i wpływ zjawiska na migracje ludzi. Między innymi sprawdzała poziom wody w sudniach. Dziś podobne badania można by prowadzić w Polsce - znaczne obniżenie wód gruntowych - o około trzy metry w wielu miejscach, na przykład na Podkarpaciu jest faktem i problemem. Deszcze na szczęście zaczęły padać, ale to dopiero kwestia tego miesiąca.  Sucho było od początku roku.  A że wody u nas mało - mało kto zdaje sobie  z tego sprawę. Być może także dlatego, że okresowo (i podobnie jak susze z coraz większą częstotliwością) zdarzają się powodzie.

Tymzasem od połowy ubiegłego wieku susza w Polsce pojawia się co dwa, trzy lata - i na razie nie zapowiada się, by ten trend miał się odwrócić. Ostatnia miała miejsce w ubiegłym roku, a jeszcze wcześniej w latach: 2002-2003, 2005-2006, 2011-2012 i w 2015 roku - to wtedy Wisła odsłoniła zdobycze z potopu szwedzkiego, które od końca 17 wieku leżały na dnie rzeki. Jednocześnie wody mamy podobno tyle, co Egipt (w przeliczeniu na jednego mieszkańca kraju).  Poza tym słabo nią gospodarujemy, bo zatrzymujemy tylko ponad 6 procent tego, co korytarzami rzek wpływa do Bałtyku. Kraje europejskie, w tym na przykład gorąca Hiszpania -  gromadzą około 45 procent dzięki zbiornikom retencyjnym. Mało kto wie, że wody mamy mało, bo przecież z kranu zawsze płynęła i płynie wartkim strumieniem. Do czasu. Obniżony poziom wody w rzekach, a co za tym idzie problemy z chłodzeniem elektrowni, idące w górę ceny żywności - globalnie to rolnictwo pochłania 70 procent wody - to nie przyszłość, ale wspomnieie ostatniego lata, gdy ministrowie rozważali wprowadzenie stanu klęski spowodowanej właśnie suszą.

Sposobów na zatrzymanie wody jest kilka. Lokalnie to na przykład powstrzymanie się od wycinania drzew i sadzenie nowych. To odejście od głupiej mody - ta niestety dotarła także do mojego rodzinnego miasta - na karczowanie drzew i zastępowanie ich betonem. To przekonywanie miejskich włodarzy, że betonowe rynki i ryneczki, które latem zamieniają się w rozgrzane słońcem patelnie naprawdę są już passe. Nawet jeśli miały swoje pięć minut, to są już niemodne, bo nieekologiczne i zwyczajnie brzydkie  (takie były zawsze). Ci, którzy mają taką możlwość, mogą gromadzić deszczówkę i podlewać nią kwiatki, warzywka i trawę. Można też zamontować toalety z dwuzbiornikowym systemem spłukiwania wody, a podczas mycia zębów zakręcać kran - w ciągu minuty może popłynąć nawet 9 litrów wody.  Można pokusić się policzenie swojego śladu wodnego. Tak zwany water footprint, to  ilość wody wykorzystywana do produkcji dóbr konsumpcyjnych.  W internecie są dostępne kalkulatory - te, z ktorych korzystałam dają jedynie pewne wyobrażenie, ale przy okazji edukują - wiadomo, co można zmienić, by nasz ślad wodny trochę mniej uciskał matkę Ziemię. To kwestia małych wyborów: prysznic czy kąpiel? Jeśli prysznic, to jak długi.  Mięso czy warzywa? Ślad wodny wołowiny jest 20 razy większy niż ślad wodny zbóż - tu w przeliczeniu na kalorię.  Mesfin Mekonnen i Arjen Ysbert Hoekstra obliczyli też dość dokładnie, że w skali globalnej ślad wodny wołowiny to 15400 m3 na tonę, baraniny - 10400 m3 na tonę, wieprzowiny - 6000, a kurczaka - 4300. Ślad wodny kurzego jajka to 3300 m3 na tonę, a krowiego mleka 1000 m3 na tonę. Świadomość tego, jak bardzo i jak nieefektywnie (czyli niepotrzebnie, bezsensownie) drenujemy naszą planetę, może zaboleć.

W kwietniu nad naszą część Europy dotarł pył znad Sahary. Klimatoodzy wyjaśniali, że przebycie liczącej kilka tysięcy kilometrów trasy umożliwiło suche powietrze nad Morzem Śródziemnym i nad kontynentem. Smog znad afrykańskiej pustyni wprawiał w zdumienie. Natomiast już w maju, kilka dni temu starsza pani w tramwaju wzdychała, jaki to mamy "amerykański humid" (temperatura odczuwalna mierzona w Fahrenheitach za sprawą wilgotnego powietrza znad oceanu rośnie nawet o kilkadziesiąt stopni, a kilkuminutowy spacer może być męczarnią). Starsza pani nieco przesadziła, ale wydaje się, że powoli zaczynamy zauważać poważne, nieodwracalne i trudne do przewidzenia zmiany, które dzieją się na naszych oczach. Powoli. "Antropocen" - to tytuł jednego z filmów wyświetlanych na festiwalu Millenium Docs Against Gravity.  Antropocen, to według autorów filmu okres geologiczny, w którym żyjemy. Nie holocen, jak uczą w szkołach,  bo przyczyną trwałych zmian na naszej planecie teraz jesteśmy my - ludzie.   W dodatku według organizacji ekologicznych, żyjemy coraz rozrzutniej - w ubiegłym roku zasoby przypadające na cały rok produkcji dóbr i usług wystarczyły nam do końca lipca (w latach 70 bez kredytu udawało nam się przetrwać aż do Wigili).  W tym roku na kredyt żyjemy już od 15 maja.  Warto o tym pamiętać, chociażby myjąc zęby.

Katarzyna Nocuń - dziennikarka, redaktorka. Interesuje się polityką zagraniczną i reportażem

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Sucho, suszej, najsuszej
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.