Tak, za Franciszkiem

Tak, za Franciszkiem
(fot. Fowler Tours / flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Najpierw były oskarżenia i bezpardonowe słowa, potem były wyjaśnienia, i wyszło z nich, że gdyby Franciszek "był mądrzejszy", i nie rzucał w eter "bon motów", to żaden z dziennikarzy zatroskanych o Kościół nie zareagowałby nerwowo. Zostało więc na tym, że wszystkiemu winny jest papież, bo zamiast naśladować swoich poprzedników dał się uwieść mediom, które uczyniły z niego celebrytę. W tych "wyjaśnieniach" widać jednak "przewrotną logikę", którą trafnie scharakteryzował pewien teolog: "konserwatywni chrześcijanie mają silne poczucie tradycji, i kiepskie wyczucie historii". W wydanej właśnie książce "Dziennik watykański. Władza, ludzie, polityka", John Thavis  - uznany dziennikarz, pisarz i watykanista, który razem z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI odwiedził ponad 60 państw i przez ponad 30 lat pracował przy Watykanie - pokazuje jak często dochodziło do redagowania spontanicznych wypowiedzi obu tych papieży, co nie wynikało jedynie, ani przede wszystkim z tego, że włoski nie był ich matczynym językiem. W Watykanie zawsze uznawano, że słowa papieża są ostateczne dopiero z chwilą publikacji ich oficjalnej wersji, i z tego powodu, nikt nie zamykał ust ani polskiemu, ani niemieckiemu papieżowi.

O dziwo, kiedy oni mieli swoje "medialne wpadki" wysiłek naszych rodzimych katolickich publicystów był skierowany na to, żeby ich z nich wytłumaczyć, czy to powołując się na ową watykańską zasadę, czy oskarżając media o złą wolę, i przeinaczanie ich wypowiedzi. W przypadku Franciszka zmienili jednak taktykę. Nasi dziennikarze/publicyści reagują szybciej niż myślą, potem usprawiedliwiają siebie, a nie papieża. Rzekome "bon moty" Franciszka stają się pretekstem do krytyki jego osoby, krytyka jego stylu duszpasterskiego, uzasadnieniem krytyki reform jakie wprowadza w Kościele. Teza, że Franciszka od poprzedników odróżnia "niefrasobliwe" wyrażanie się jako papieża nie trzyma się kupy, a pontyfikat jego poprzednika pokazuje, jak wiele razy Watykan tłumaczył się z tego, co powiedział papież - obojętnie czy czytał z kartki, czy improwizował. Szkoda, że nasi rodzimi krytycy Franciszka już zapomnieli jak wyglądały "tamte czasy".

Papież Franciszek jest świadomy tego, że ma inny charakter niż jego poprzednik. Mając dla niego wielkie uznanie, pozostaje jednak sobą. Będąc następcą "papieża Starego Kontynentu" wnosi on do Kościoła nowy dynamizm, który - jak ufa - pozwoli przezwyciężyć "teistyczny gnostycyzm" naszych czasów: "Bóg bez Kościoła, Kościół bez Chrystusa, Chrystus bez ludu". Znając biografię Bergoglio nie zatrzymają go w tej odnowie Kościoła lęki niezadowolonych katolików czy "pojękiwania" tradycjonalistów - obojętnie czy świeckich czy duchownych. Niedawno jeden z nich podrzucił mu "liścik" w którym, z pociętych z L’Osservatore Romano i wklejonych liter ułożył ostrzeżenie "Wycofaj się!". Papież pozostał sobą: pobłogosławił ten liścik, a następnie litery porozcinał i wymieszał, i bynajmniej się nie obraził na owego "nieszczęśnika".

Histeryczne reakcje krytyków Franciszka można próbować wytłumaczyć tym, że byli "zakochani" w Benedykcie XVI i wciąż nie potrafią otrząsnąć się z faktu, że "miesiąc miodowy" mają już za sobą. Problem w tym, że niektórzy nie chcą przyjąć do wiadomości, że Franciszek jest papieżem, i do dzisiaj mamy zakrystie, w których jego portret jeszcze nie zawisnął. To coś więcej niż jedynie histeryczna reakcja niektórych naszych publicystów!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Tak, za Franciszkiem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.