Tokarczuk przypomniała mi o czułym Jezusie

Tokarczuk przypomniała mi o czułym Jezusie
(fot. youtube.com / Nobel Prize)

To nie tani, ślepy optymizm jest lekarstwem na niepokój - ale czułość. Na wyrost, naiwna, ryzykowna, czujna. O tym nie mówi tylko noblistka. Taką drogę proponuje Jezus.

Trzy sceny z Jego życia

Nie zastanawiał się ani chwili. Od razu zgodził się na rozpaczliwą prośbę przełożonego synagogi, który padł przed Nim na kolana i błagał o uzdrowienie córki. Czy już wtedy wiedział o tej kobiecie? Miał pewność, że powinien tamtędy pójść, bo ona tam będzie? Zawsze wyobrażam sobie to tak, że nie potrafił ubrać tego w jasną pewność, po prostu miał intuicję. Przeczuwał, że czeka na Niego ktoś oprócz tego dziecka. Wiedział tylko, że jeśli zdecyduje się na jedno dobro, pociągnie ze sobą kolejne.

Coraz bardziej podekscytowany, gęstniejący tłum napierał na Niego z każdej strony. Jair prawie biegł przed Nim i torował Mu drogę, co chwilę nerwowo oglądając się za siebie. Szedł szybko. Niespodziewanie zatrzymał się i rozejrzał. Szarpnęło nim dziwne uczucie. “Kto się dotknął mojego płaszcza?” - zapytał uczniów, którzy byli tuż obok. “Widzisz, że tłum zewnątrz Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął” - dziwili się i patrzyli na siebie, nie rozumiejąc, o co chodzi.

Zignorował ich. Nie zwracał też uwagi na zniecierpliwionego Jaira ani na coraz większy chaos dookoła. Był skupiony tylko na tej jednej, przerażonej kobiecie, która nagle znalazła się przed Nim. Nie słyszał żadnych krzyków. Inni ludzie przestali istnieć, świat przestał istnieć, czas przestał istnieć. Sens miała tylko jej długa, poszarpana historia, której nie była w stanie opowiedzieć. Ale On słuchał do końca. “Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swojej dolegliwości” - powiedział na koniec. Rytualna nieczystość dla Niego nie istnieje. Wyobcowanie i osamotnienie kobiety wreszcie mogło się skończyć, razem z jednym czułym gestem.

* * *

DEON.PL POLECA

Jair nie był w stanie nic powiedzieć. Słudzy mieli rację - kiedy przyszli, było już za późno. Ale On nie zwracał uwagi na głośną żałobę płaczek. Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, i rodziców, i wszedł do pomieszczenia, w którym leżała. Docierały do nich stłumione łkania. Apostołowie i rodzice zostali z tyłu, On usiadł przy niej. Wziął ją za rękę. Uczniowie spojrzeli po sobie niepewnie. Naprawdę jej dotknął?

Przez chwilę nic nie robił, po prostu trzymał jej dłoń w swojej. W końcu odezwał się: “Dziewczynko, mówię ci, wstań". Otworzyła oczy. Podniosła się i uśmiechnęła. Nie wiedziała, co się stało; czuła się niewyobrażalnie głodna. Odwzajemnił uśmiech, mocniej uścisnął jej dłoń, odwrócił się do rodziców i powiedział, żeby dali jej jeść.

* * *

Była też inna opowieść. Kiedy przyszli do Nain, przy bramie miasta natknęli się na żałobny kondukt. Właśnie wynoszono umarłego. To był syn wdowy, jedynak. Jego śmierć była wyrokiem śmierci również dla jego matki. Szła za nim, prawie nieprzytomna z żalu i rozpaczy. Podszedł do niej, pełen współczucia, dotknął jej ramienia. “Nie płacz”, powiedział, chociaż czuł, że słowa są za małe. Podszedł do mar i bez wahania dotknął jej syna. Ci, którzy stali najbliżej, wykrzyknęli zaskoczeni i oburzeni, ale zignorował ich. “Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” - powiedział. Chłopak natychmiast otworzył oczy i podniósł się. Kobieta upadła na kolana.

Było wiele takich opowieści. Muszę je odczytywać raz po raz, od nowa.

“Najskromniejsza odmiana miłości”, ta, którą Jezus żył na co dzień, podszewka Jego wszystkich wielkich cudów, domaga się większej uwagi.

Słabość czułości?

“Czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest »ja«” - powiedziała Tokarczuk podczas swojej mowy noblowskiej pt. “Czuły narrator”. Wiele można w niej odnaleźć; Internet szybko zaroił się od cytatów, myśli skrzydlatych i interpretacji. Mnie, jak na razie, najbliższy jest wątek tytułowy. A właściwie jego część.

Bo czułość jest tak skromna, że można ją ominąć nawet tam, gdzie rzeczywiście jest. Można przejść nad nią do porządku dziennego. Opuścić zasłonę milczenia. Ukrywa się między wielkimi wydarzeniami i między wierszami. Maleje, zawstydzona, przy filozoficznych pojęciach i celnych argumentach. Jest całkowicie bezradna wobec ironii i cynizmu.

Potęga czułości?

Ale jeśli się pojawi, nigdy nie znika. Jak niewielki płomyk rozświetla życie osoby, wobec której się wydarzyła i już nie gaśnie. Prawdziwie ocalające “spojrzenie w drugi byt, w to, co nie jest »ja«”. Powiązana z czujnością, z którą jest jak awers i rewers. Bez czujności czułe spojrzenie, gest czy słowo nie miałyby szansy zaistnieć i - dalej - bezpiecznie wyprowadzić kogoś z ciemności.

Kto szydzi z jej kruchości, nigdy nie poznał jej mocy.

Rewolucja czułości?

“W zasadniczej mierze, pokrywa się owa »czułość« z tym, co ja nazywam po prostu miłością - bezpieczna bliskość, bezinteresowność, generalnie to, z czego utkane jest wszystko co w tym świecie naprawdę istotne (jak mawia o. Antoni Jarnuszkiewicz SJ). Z drugiej strony, sądzę, iż grubo się myli, twierdząc, że nie mówią o tej czułości Ewangelie. Jak na moje skromne doświadczenie Ewangelii, to one całe są jedną wielką opowieścią o czułości” - napisał na swoim profilu facebookowym Dominik Dubiel, jezuita, muzyk i kompozytor.

Ale przecież płynie szeroka narracja moich sióstr i braci, którzy pewnie potwierdziliby, że Ewangelie są o czułości, a jednocześnie mówią coś dokładnie odwrotnego. Jaka czułość? Za dużo pluszowego miłosierdzia, za mało zdrowej nauki. Pomijamy gniew i sprawiedliwość. Albo: musimy walczyć. Czytam, słucham i nieraz się w tym gubię, zastanawiam się, kto ma rację; być może rzeczywiście popełniamy kardynalny błąd z naszym miękkim chrześcijaństwem?

Ale, zaraz, czy ono na pewno jest miękkie?

Zauważyć i wysłuchać kogoś, kto w środku zwija się z bólu? Zatroszczyć się o człowieka, który jest wykluczony? Dotknąć - właśnie wtedy, gdy jest “rytualnie nieczysty”? Zaciągnąć na siebie tę nieczystość? Narazić się na oburzenie tłumu, oskarżenie - wydawałoby się, zresztą, że całkiem słuszne i możliwe do racjonalnego uzasadnienia? Wystąpić wbrew czyimś oczekiwaniom, tylko i aż dlatego, żeby zatrzymać się przy kimś, kto potrzebuje uwagi? O to właśnie walczmy do krwi; tak robił Jezus w stosunku do zranionych, połamanych, poplątanych i spragnionych.

Nie mając więc gwarancji wzajemności i zrozumienia, zaryzykować wobec kogoś czuły gest. A potem ten ktoś - być może - właśnie dzięki temu odkryje, że jest spragniony czułości największej, naprawiającej to, co najbardziej zniszczone. Czyli miłosierdzia. Bo przecież ono jest w swojej istocie czułe; jak inaczej opisać wyciągnięte ramiona ojca w stronę powracającego syna? Ten ktoś będzie w stanie przyjąć również prawdę, nawet najtrudniejszą. W takim świetle nie okaże się ona demonicznym, pogrążającym w beznadziei oskarżeniem, ale prawdziwym światłem Ducha.

Jak niewielki płomyk rozświetla życie osoby, wobec której się wydarzyła i już nie gaśnie. Prawdziwie ocalające “spojrzenie w drugi byt, w to, co nie jest »ja«”. Powiązana z czujnością, z którą jest jak awers i rewers. Bez czujności czułe spojrzenie, gest czy słowo nie miałyby szansy zaistnieć i - dalej - bezpiecznie wyprowadzić kogoś z ciemności.

“Najskromniejsza odmiana miłości”, ta, którą Jezus żył na co dzień, podszewka Jego wszystkich wielkich cudów, domaga się większej uwagi. Zwłaszcza w kryzysowym momencie, w którym jesteśmy, a który trafnie opisuje Tokarczuk w swoim przemówieniu: “Zalew obrazów przemocy, głupoty, okrucieństwa, mowy nienawiści, rozpaczliwie równoważone są przez wszelkie »dobre wiadomości«, ale nie są one w stanie ujarzmić dojmującego wrażenia, które trudno jest nawet zwerbalizować: Coś jest ze światem nie tak. To poczucie, zarezerwowane kiedyś tylko dla neurotycznych poetów, dziś staje się epidemią nieokreśloności, sączącym się zewsząd niepokojem”.

To nie tani, ślepy optymizm jest lekarstwem na sączący się niepokój - ale czułość. Na wyrost, naiwna, ryzykowna, czujna. O tym nie mówi tylko noblistka. Taką drogę proponuje Jezus. I do takiej rewolucji wzywa Franciszek:

“Ideał chrześcijański będzie zachęcał zawsze do przezwyciężenia podejrzenia, stałej nieufności, obawy przed inwazją ze strony innych, postaw obronnych, jakie narzuca nam dzisiejszy świat. Wielu stara się szukać ucieczki przed innymi w swojej prywatnej wygodzie lub w ścisłym kręgu najbliższych, albo wyrzeka się realizmu społecznego wymiaru Ewangelii. Ponieważ, podobnie jak niektórzy, chcieliby Chrystusa czysto duchowego, bez ciała i krzyża, tak też zamierzają utrzymywać relacje międzyludzkie za pośrednictwem sofistycznych aparatów, ekranów i systemów, które mogą dowolnie włączyć i wyłączyć. Tymczasem Ewangelia zachęca nas zawsze, by podejmować ryzyko spotkania z twarzą drugiego człowieka, z jego fizyczną obecnością stawiającą pytania, z jego bólem i jego prośbami, z jego zaraźliwą radością, stale ramię w ramię. Prawdziwa wiara w Syna Bożego, który przyjął ciało, jest nieodłączna od daru z siebie, od przynależności do wspólnoty, od służby, od pojednania z ciałem innych. Syn Boży przez swoje wcielenie zachęcił nas do rewolucji czułości.” (Evangelii Gaudium, 88)

Redaktorka i dziennikarka DEON.pl, autorka książki "Pełnymi garściami". Prowadzi blog dane wrażliwe.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Są takie momenty, kiedy brakuje nam tchu.
Są takie chwile, kiedy nie mamy już na nic sił.
Są takie dni, kiedy trudno nam dostrzec nadzieję.

Nadziejnik, który trzymasz w swoich rękach, jest właśnie...

Skomentuj artykuł

Tokarczuk przypomniała mi o czułym Jezusie
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.