Tortury w naszym domu

Tortury w naszym domu

Nic się nie stało, katolicy, nic się nie stało! Co prawda na terenie naszego kraju jedni ludzie torturowali innych ludzi, no ale przecież to nie my i nie nas. Poza tym nic o tym nie wiedzieliśmy i do tego działo się to w słusznej sprawie. Ale czy na pewno nic się nie stało?

Sprawa wygląda tak. Kilkanaście lat temu jeden z pokoi w naszym polskim domu wynajęliśmy przybyszom zza oceanu. Po cichu. Tak, że nawet sąsiedzi o tym się nie dowiedzieli (choć coś tam podejrzewali). Zrobiliśmy to w dobrej wierze, wspierając sojusznika, który został zaatakowany. Goście za lokal zapłacili bardzo hojnie. Na tyle, że gospodarz dobrowolnie oddał kontrolę nad tym, co w nim się działo.

Uwierzyliśmy propagandzie

Niestety po latach okazało się, że nasza gościnność została wykorzystana do niecnych celów. Wygląda na to, że w naszym domu bez naszej wiedzy dopuszczano się tortur na potajemnie tu sprowadzanych ludziach z obozu wroga. Możemy teraz naturalnie uciszać sumienia hasłami o racji stanu, wojnie z terroryzmem, obronie koniecznej itp. Owszem, jest w tym dużo racji, nie przeczę. Generalnie nasze ówczesne decyzje były słuszne i adekwatne do zagrożeń. Nie zwalnia to nas dziś jednak od zadawania pytań oraz od rachunku sumienia nad tym, co się wydarzyło w naszej ojczyźnie.

DEON.PL POLECA

Te pytania są obecnie zadawane, kwestia jest publicznie podnoszona. Tak, tylko jakoś dziwnie głosy te pochodzą przede wszystkim ze środowisk lewicowych i liberalnych. Polski Kościół - z niewielkimi wyjątkami - generalnie na ten temat milczy. Tak jakby nic się nie stało lub jeśli już, to z wytłumaczeniem przytakującym amerykańskiej propagandzie, że poświęcenie jednego wroga mogło ocalić tysiące naszych.

Niewygodny raport

Tyle że po opublikowaniu raportu Senatu USA sprawa się nieco skomplikowała. Po pierwsze dowiedzieliśmy się, jak "operacja antyterrorystyczna" wyglądała. Przesłuchania trwały kilka dni z rzędu. Zatrzymani byli zmuszani do stania z połamanymi nogami lub chodzenia w kółko przez sto osiemdziesiąt godzin bez snu. Co najmniej pięć przetrzymywanych osób poddawano karmieniu i nawadnianiu przez odbyt bez udokumentowanych wskazań medycznych. W pewnym więzieniu panowało takie zimno, że jeden z podejrzanych zamarzł na śmierć. Mowa jest też o napaściach seksualnych. No i oczywiście klasyczne podtapianie.

Po drugie według raportu przesłuchania te nie doprowadziły do zdobycia żadnych kluczowych informacji. Co więcej wielokrotnie uzyskiwano informacje nieprawdziwe. A na deser jeszcze to: spośród 119 torturowanych więźniów przynajmniej 26 było zatrzymanych w wyniku pomylenia ich tożsamości lub błędów wywiadu.

Wniosek jest oczywisty. Nie da się po tym raporcie rozsądnie bronić tortur, uzasadniając je tym, że w ten sposób można ocalić innych ludzi. To po prostu nie działa. Jeśli więc dziś w Polsce ktoś szerzy taką tezę - a słyszę ją od ludzi przyznających się do katolicyzmu i konserwatyzmu - to jest to demagogia.

Zło bez względu na okoliczności

Warto też przypomnieć, jakie na ten temat jest nauczanie Kościoła. Najpierw katechizm: "Stosowanie tortur, polegające na przemocy fizycznej lub moralnej w celu uzyskania zeznań, ukarania winnych, zastraszenia przeciwników, zaspokojenia nienawiści, jest sprzeczne z poszanowaniem osoby i godności ludzkiej" (KKK 2297).

Teraz Sobór Watykański II: "Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przymusu psychicznego (…) wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażają cywilizację ludzką, bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy" (KdK 27).

Św. Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor tortury umieszcza pośród czynów "wewnętrznie złych" (łac. intrinsece malum) i wyjaśnia, że "są złe zawsze i same z siebie, to znaczy ze względu na swój przedmiot, a niezależnie od ewentualnych intencji osoby działającej i od okoliczności" (VS 80). Dlatego Stolica Apostolska ratyfikowała konwencję w sprawie zakazu tortur. Natomiast papież Franciszek w czerwcu tego roku przypomniał, że ich stosowanie jest śmiertelnym grzechem.

Wzruszenie ramionami

Biskupi USA na opublikowany raport zareagowali natychmiast oficjalnym listem. Skrytykowali w nim jednoznacznie tortury, ich stosowanie nazywając "zdradą wartości". Ruch ten jest zrozumiały, wszak to Amerykanie odpowiadają bezpośrednio za cały proceder.

Ale czy my możemy tak po prostu umyć ręce? Pomimo wszelkich okoliczności łagodzących, to jednak w naszym domu, za ścianą, najprawdopodobniej działo się wymierne zło. Konkretni ludzie cierpieli. Gospodarz nie odpowiada za krzywdy wyrządzone przez lokatora. To prawda. Ale pozostaje pytanie: jak to się stało, że służbom specjalnym innego państwa oddaliśmy kawałek kraju i nie zadbaliśmy o jakąkolwiek kontrolę nad tym, co tam się dzieje?

A ja chętnie bym podpisał katolicki protest przeciwko torturom, chętnie bym przeczytał list biskupa diecezjalnego lub komisji episkopatu, w którym znalazłoby się jednoznaczne potępienie takich praktyk, chętnie bym poszedł na mszę lub nabożeństwo przebłagalne za zło, jakie wydarzyło się na naszej ziemi. W tym momencie katolicka reakcja w Polsce na raport Senatu USA przypomina zwykłe wzruszenie ramionami. To zdecydowanie za mało.
----------------------
Konrad Sawicki - absolwent teologii na UKSW, publicysta, redaktor "Więzi", współpracownik Deon.pl, "Tygodnika Powszechnego" i "W drodze", twórca projektu Kościół dla mniej praktykujących na FB. Twitter: @Konrad_Sawicki

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Tortury w naszym domu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.