Wiara dobrze komponuje się z rozumem, nie z pseudonauką

Wiara dobrze komponuje się z rozumem, nie z pseudonauką
(fot. depositphotos.com)

Uważam, że rozprzestrzenianie się pseudonauki jest jednym z większych zagrożeń dla współczesnych społeczeństw - podobnie jak wszechobecne fake newsy i agresywne, click baitowe tytuły artykułów. Pamiętajmy więc, że my, ludzie Kościoła, mamy zawsze stawać po stronie prawdy.

Hanna odkąd pamięta, była zaangażowana w ochronę życia dzieci nienarodzonych. Angażowała się w wolontariat w fundacji pro life, a także adoptowała duchowo dziecko poczęte. Kiedy więc na jednej z katolickich grup dla kobiet przeczytała, że do produkcji szczepionek wykorzystuje się szczątki dzieci zabitych w wyniku aborcji, zaczęła zastanawiać się, czy rzeczywiście postępuje słusznie, szczepiąc swoje dzieci.

Marta natomiast w dzieciństwie była zaniedbana i poniżana, więc w pewnym momencie chciała skorzystać z psychoterapii. Ktoś ze znajomych jednak podesłał jej nagrane wystąpienie księdza, na którym duchowny odradzał korzystanie z pomocy takich specjalistów. Kilku wierzących znajomych doradziło również Marcie suplementację zestawami witamin oraz omadlanie własnych traum. Miało to zadziałać lepiej, niż „trucie się” wyrobami koncernów farmaceutycznych i otwieranie się na manipulację ze strony psychoterapeuty. Zły duch chce przecież, by ludzie wierzący tracili czujność.

Ksiądz homeopata i spowiedź furtkowa zamiast psychologa 

Przygotowując się do pisania tego tekstu, postanowiłam przeprowadzić mały research wśród swoich znajomych. Składał się on z dwóch elementów: najpierw poprosiłam ich, by napisali, jakie działania i teorie kojarzą im się z pseudonauką. A potem - aby spróbowali przypomnieć sobie, czy kiedyś w swoim życiu spotkali osobę zaangażowaną religijnie, która - powołując się na argumenty związane z wiarą - próbowałaby promować pseudonaukowe treści.

Odpowiedzi były dość zbieżne - i to zarówno na pierwsze, jak i na drugie pytanie. Moim respondentom z pseudonauką kojarzył się głównie ruch antyszczepionkowy, antypsychiatria, homeopatia, leczenie gęsim, psim lub innym smalcem, wiara w płaską ziemię, zwalczanie GMO oraz coś, co pozwoliłam sobie zbiorczo określić mianem alterseksuologii - czyli wszystkie teorie spiskowe dotyczące tego, że homoseksualizm jest wynikiem braku ojca w rodzinie (a WHO wykreśliło go z listy chorób na skutek szantażu lobby LGBT), kobiety są z natury uległe, a mężczyźni mają nienasycony popęd seksualny i tak dalej.

Prawdziwie zatrważająca była odpowiedź na pytanie numer dwa: tak, większość ludzi z kręgu moich znajomych (wierzących i niewierzących) spotkała się z promowaniem antynaukowych twierdzeń przez ludzi Kościoła. Czasami byli to katecheci, którzy w kiepskim tonie zwalczali teorię ewolucji lub twierdzący, że aborcji standardowo dokonuje się na w pełni ukształtowanych dzieciach. Kiedy indziej w rolę osób propagujących pseudonaukę wchodzili ludzie powszechnie znani - na przykład ojciec Szustak, który negował wrodzony homoseksualizm i opowiadał o tym, że stanowi on „ranę płciową”.

Większość ludzi z kręgu moich znajomych (wierzących i niewierzących) spotkała się z promowaniem antynaukowych twierdzeń przez ludzi Kościoła.

Celebryta wśród egzorcystów natomiast, ksiądz Glas, odwodził ludzi z problemami życiowymi od poszukiwania pomocy psychologicznej u psychologów niechrześcijańskich, którzy rzekomo „haratają” człowieka jeszcze bardziej - w przeciwieństwie do „spowiedzi furtkowej”. Najbardziej zaskoczyła mnie jednak opowieść znajomej lekarki, która w ostatnim czasie spotkała pacjenta, „leczonego” przez księdza za pomocą… homeopatii. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o homeopatię, to spodziewałabym się raczej odpowiedzi w stylu „ksiądz mówił, że to zagrożenie duchowe” (bo egzorcyści ostrzegają również przed homeopatią, która jednak nie jest w moim odczuciu bezpośrednio dziełem szatana, lecz kompletnie nienaukową i nieskuteczną metodą „leczenia”).

Ksiądz homeopata na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci - ale ja nie chciałbym zatrzymywać się na zdziwieniu i wyrazach niepokoju. Pragnę zrozumieć, dlaczego katolicy - świeccy i duchowni - czasami dają się uwodzić pseudonaukowym teoriom. Sadzę, że najłatwiej będzie to zrozumieć dzięki zapoznaniu się z opowieściami Hanny i Marty, które przez pewien czas wierzyły w to, co współczesna nauka odrzuca.

„Bałam się, że wspieram przemysł aborcyjny i narażam własne córki”

„Odkąd lekarze nie potrafili jednoznacznie postawić diagnozy mojej chorej na nowotwór cioci i byli bezradni wobec jej śmierci, zraziłam się do medycyny konwencjonalnej” - otwiera opowieść trzydziestokilkuletnia Hanna, z wykształcenia pedagożka.

„Zaczęłam interesować się medycyną naturalną i suplementami diety, które miały chronić przed rakiem i zawałami. Jednocześnie byłam i jestem nadal osobą wierzącą, która nie godziła się na przykład na to, aby milczeć w sprawie aborcji. Odkąd zobaczyłam na ekranie USG swoją pierwszą córkę na etapie jej życia w moim łonie, nie mogłam przestać myśleć o tym, jak to możliwe, że niektóre kobiety pozbywają się dzieci na tym etapie rozwoju. Zaczęłam się kręcić wokół ruchów pro life, trochę weszłam w wolontariat. A potem, gdy byłam w ciąży z drugą córką, dowiedziałam się, że kilka osób o poglądach podobnych do moich angażuje się także w działalność ruchów, które są sceptyczne wobec szczepień.

Na jednej z grup dla chrześcijanek przeczytałam też post mówiący o tym, że do szczepień wykorzystywane są kawałki abortowanych dzieci. Pamiętam, że ten post został usunięty, ale ja i tak zaczęłam szukać informacji na ten temat. Trafiłam na blogi i strony, na których wierzący i praktykujący ludzie pisali o tym, że szczepienia to rodzaj kanibalizmu, wspieranie przemysłu aborcyjnego, a także podważanie woli Boga, który przecież stworzył ludzki układ odpornościowy. Poza tym na forach, które odwiedzałam, wiele mówiono o NOPach* i przypadkach autyzmu po szczepieniach, a ja zaczęłam się bać - tego, że ja też jestem winna wspieraniu przemysłu aborcyjnego i że narażam swoje córeczki. Chyba nawet bałam się kary Bożej.

Teraz szczepię swoje dzieci, bo mam dwa powody - po pierwsze, lekarze, z którymi mam kontakt (zwłaszcza nowy pediatra córek) na to naciskają, a po drugie - mój bratanek znalazł dla mnie informacje, że papież nie jest przeciwnikiem szczepień. Nie powiem, że nie wracają mi dawne myśli i lęki - ale zdecydowałam nie odraczać szczepień młodszej córki i nadal szczepić starszą. Ale wiem, że wiele osób na tych forach - osób wierzących - robi inaczej”.

Historia Marty, dwudziestoczteroletniej studentki administracji,  również jest naznaczona kryzysem zaufania wobec służby zdrowia i wątpliwościami natury religijnej. O swoich problemach ze zdrowiem mówi w sposób otwarty - ale o tym, jak próbowała z nimi walczyć, wypowiada się raczej lapidarnie - można nawet pokusić się o stwierdzenie, że niechętnie: „Jako dziecko doznawałam przemocy. Ojciec pił, matka była współuzależniona. Często poniżano mnie i zaniedbywano. Jakoś w wieku dojrzewania po raz pierwszy pomyślałam, że chcę umrzeć - i kiedyś powiedziałam o tym zwykłemu lekarzowi, do którego chodziłam wtedy, gdy miałam na przykład anginę. On poradził mi, abym za każdym razem, gdy atakują mnie głupie myśli, skupiła się na tym, że inni mają gorzej (na przykład dzieci w Afryce) i przestała się mazać. Zrobiło mi się przykro, ale nie skomentowałam tego.

Miałam poczucie, że przyciągam nieszczęścia, że nic mnie w życiu nie czeka, nie miałam siły na próbowanie zmiany. Na studiach poznałam chłopaka, który - jak mi się wydawało - akceptował mnie taką, jaką jestem i chciał ze mną być. Ale potem zerwał ze mną, nie podając przyczyny. Załamałam się i zaczęłam podejrzewać, że mam depresję. Pomyślałam więc, że pójdę do psychologa i może psychiatry po leki, ale jedna osoba z moich znajomych, gdy się o tym dowiedziała, przesłała mi film z jednym księdzem, który mówił, że psycholog tylko zaszkodzi. Najpierw byłam tym zdziwiona, ale potem zaczęłam czytać na przykład o duchowym zagrożeniu związanym z psychologią typu gestalt i doszłam do wniosku, że lepiej nie otwierać się na niebezpieczeństwo manipulacji.

Pomyślałam więc, że pójdę do psychologa i może psychiatry po leki, ale jedna osoba z moich znajomych, gdy się o tym dowiedziała, przesłała mi film z jednym księdzem, który mówił, że psycholog tylko zaszkodzi.

Wtedy też inni znajomi zaczęli modlić się za mnie i moją rodzinę, namawiali do spowiedzi generalnej i komunii w intencji ojca. Zaczęli też wynajdywać dla mnie różne sposoby na depresję, dzięki którym miałam się poczuć lepiej - witaminy (zwłaszcza B i D), czas spędzany na słońcu, nieprzetworzona żywność. Wolę nie mówić, co jeszcze stosowałam. Lekami mnie raczej straszono - bo przecież produkują je koncerny, a depresja to tylko pretekst, by wciskać ludziom więcej prochów, które zmieniają osobowość. Nie chciałam urazić ludzi, którzy chcieli dla mnie dobrze, ale po paru miesiącach sama przed sobą musiałam przyznać, że to mi nie pomaga. W końcu na jednej stronie znalazłam informację o psychologu chrześcijańskim, który działa w moim mieście. Jestem po konsultacji. Zobaczymy, co będzie dalej”.

Kościół stoi po stronie prawdy 

Opowieści dwóch młodych kobiet całkiem trafnie charakteryzują drogę, jaką zwykle przebywają osoby wierzące, które w pewnym momencie życia przeżywają flirt (a czasem wieloletni i niszczący związek) z pseudonauką. Na początku pojawia się kryzys zaufania wobec autorytetów - na przykład problematyczna relacja z nauczycielami lub trudne przeżycia związane z kontaktem ze służbą zdrowia. W którymś momencie pojawia się więc psuedonaukowy guru, który - powołując się na elementy katolickiego nauczania - proponuje alternatywną wizję rzeczywistości.

Później są fora, znajomi, blogi i filmy na YouTube, które „odsłaniają prawdę” - bo cechą charakterystyczną dla pseudonauki (i wszelkich teorii spiskowych) jest to, że uwodzi ona „dostępem do ukrytej wiedzy”, nęci możliwością „samodzielnego myślenia”. Czasami w którymś momencie za sprawą nacisku społecznego albo kontaktu z innym autorytetem dana osoba porzuca niespójne z aktualną wiedzą poglądy - ale bywa przecież i tak, że dana osoba kompletnie „wsiąka” w środowisko pseudonaukowe.

To z kolei może nie tylko doprowadzić do alienacji i zamknięcia się w gronie „myślących podobnie” (jak bywa u osób dających wiarę teorii płaskiej ziemi), ale też może stać się przyczyną tragedii - nieszczepione dzieci narażone są na liczne choroby, nieleczona depresja potrafi doprowadzić do samobójczej śmierci, a osoba homoseksualna „leczona” za pomocą tak zwanej terapii reparatywnej - naraża się na zmarnowanie czasu, energii i pieniędzy. Jednocześnie warto podkreślić, że osoby promujące na przykład homeopatię lub rozprzestrzeniające artykuły o szkodliwości badań ultrasonograficznych często - w przeciwieństwie do lekarzy lub pracowników naukowych -  nie ponoszą konsekwencji swoich działań. W końcu nie są one specjalistami.

Nasz Kościół zachęca przecież wiernych do tego, by poza pobożnością, posługiwali się rozumem - na przykład święty Jan Paweł II, w encyklice „Fides et ratio”, zamieścił następujące słowa: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Z drugiej strony - trudno jest podważyć to, że niektóre osoby, posiłkujące się pseudonaukowymi doniesieniami, mają szlachetne intencje. Czasami robią to działacze pro life, którzy mówiąc o straszliwych powikłaniach u kobiet po aborcji, chcą chronić nienarodzone dzieci. Kiedy indziej ma to związek z poczuciem bezradności - niektórym katolikom trudno jest zrozumieć, czemu Bóg miałby stwarzać człowieka jako osobę homoseksualną i wymagać od niego życia we wstrzemięźliwości, więc uciekają się do wygodnej w tym kontekście teorii o spisku WHO. Niestety, niezależnie od intencji (które wcale nie muszą być związane z cynizmem), posługiwanie się teoriami spiskowymi obniża wiarygodność danej osoby (lub instytucji) w debacie publicznej.

Z uwagi na to oraz na potencjalną szkodliwość altermedu uważam, że rozprzestrzenianie się pseudonauki jest jednym z większych zagrożeń dla współczesnych społeczeństw - podobnie jak wszechobecne fake newsy i agresywne, click baitowe tytuły artykułów. Pamiętajmy więc, że my, ludzie Kościoła, mamy zawsze stawać po stronie prawdy - kłamać nie wolno nawet w dobrej wierze. Misją Kościoła katolickiego (czasem, przyznajmy, realizowaną nie do końca rzetelnie) zawsze było zwalczanie manipulacji i oszustw. Nasz Kościół zachęca przecież wiernych do tego, by poza pobożnością, posługiwali się rozumem - na przykład święty Jan Paweł II, w encyklice „Fides et ratio”, zamieścił następujące słowa: „Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”.

Sądzę, że posługiwanie się rozumem w dzisiejszym świecie oznacza badanie źródeł, które donoszą o „sensacyjnym odkryciu”, staranny dobór autorytetów, a także reagowanie na próby przemycania pseudonaukowych treści do mediów. Warto też zastanawiać się, czy doniesienia, które wydają się naukowe, nie spełniają przypadkiem kryteriów pseudonaukowości (należą do nich: opieranie się na tekście lub wypowiedzi, a nie na rzetelnej obserwacji empirycznej, opisywanie czegoś, czego nie można zarejestrować, brak możliwości falsyfikacji oraz bardzo wysoki poziom ogólności). Nie dawajmy także wiary każdemu, kto swoje poglądy uzasadnia, posługując się katolicką nomenklaturą lub prezentuje poglądy pozornie zgodne z Katechizmem - na przykład część antyszczepionkowców, przestrzegająca przed „zabijaniem dzieci w łonach matek na szczepionki” i powołująca się na katolicką zasadę świętości życia od poczęcia, wcale nie prezentuje katolickiego nauczania w sprawie szczepień ochronnych. Papieska Akademia Życia już w 2017 roku wydała pozytywną opinię na ich temat: „Katoliccy rodzice powinni szczepić swoje dzieci dla ich dobra i dobra społeczeństwa (...) użycie szczepionek nie oznacza współpracy z dobrowolną aborcją". 

A zatem, Siostry i Bracia, bierzmy się do roboty! Śmiało weryfikujmy źródła informacji, a w razie potrzeby wprost pytajmy internetowych guru „skąd to wiesz?”. Nasz Kościół nie jest przecież wrogiem wiedzy i intelektu, lecz kłamstwa i manipulacji. 

Mnie oczywiście też nie wierzcie na słowo. Informacji o tym, co sądzi Kościół o rozumie i wiedzy, najlepiej jest przecież poszukiwać nie w katolickich internetach, lecz na przykład w Katechizmie.

Nawet jeśli akurat ten kawałek katolickich internetów to porządne i nieobawiające się pluralizmu źródło.

*niepożądanych odczynach poszczepiennych, czyli zaburzeniach stanu zdrowia, które wystąpiły w okresie 4 tygodni po podaniu szczepionki

Imiona bohaterek zostały zmienione.

Psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wiara dobrze komponuje się z rozumem, nie z pseudonauką
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.