Wielkanocny rozejm

Wielkanocny rozejm
Papież Franciszek (fot. Grzegorz Gałązka)

Nie tylko w Kościele można dostrzec zagubienie płynącym z Watykanu przekazem dotyczącym agresji Rosji na Ukrainę. Oczekiwana jest przez wielu większa jednoznaczność.

W Niedzielę Palmową, 10 kwietnia br., z samego rana media w Polsce przytaczały informację, którą podał Ołeksij Arestowycz, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Brzmiała następująco: „W Donbasie rozpoczął się już pierwszy etap rosyjskiej ofensywy”. Arestowicz dodał, że agresor będzie próbował atakować jednocześnie z północy i południa. Jak przypomniano, wojskowy doradca Zełenskiego już wcześniej zapowiadał, że w najbliższych dwóch tygodniach dojdzie do ciężkich walk, które będą decydujące dla dalszej fazy wojny. Niedługo potem CNN donosiło o widocznej na zdjęciach satelitarnych potężnej kolumnie rosyjskich wojsk zmierzających w stronę Charkowa.

W tę samą Niedzielę Palmową koło południa papież Franciszek przed modlitwą Anioł Pański zaapelował o położenie kresu wojnie na Ukrainie i o wielkanocne zawieszenie broni, które prowadziłoby do trwałego pokoju. Powtarzając słowa „Dla Boga nie ma nic niemożliwego” mówił, że  przygotowujemy się do celebracji zwycięstwa Pana Jezusa Chrystusa nad grzechem i śmiercią. „Nad grzechem i nad śmiercią, a nie nad kimś i przeciwko komuś” - podkreślił. Dodał, że dzisiaj jest wojna, ponieważ chcemy zwyciężyć na sposób świata, ale w rezultacie jedynie przegrywamy. „Dlaczego nie pozwolić, aby zwyciężył On?” - pytał Franciszek i wzywał, by została odłożona broń, by rozpocznie się wielkanocny rozejm. Wyjaśniał, że celem rozejmu nie ma być ponowne podjęcie broni i walki na nowo, lecz zawieszenie broni, „aby osiągnąć pokój poprzez prawdziwe negocjacje, a także gotowość do poniesienia pewnych ofiar dla dobra ludzi”. Czy to wezwanie wystarczy, aby Rosjanie przerwali podjętą właśnie kolejną ofensywę?

W tym roku między rzymskokatolickimi a prawosławnymi i greckokatolickimi obchodami Wielkanocy minie dokładnie tydzień. Jak tylko pojawiły się sugestie, że faktycznie może dojść do wizyty Papieża w Ukrainie, od razu zaczęto dostrzegać ten fakt i wskazywać, że ów tydzień to świetny moment na mocny gest ze strony Franciszka. Byłby to komunikat jasny i czytelny. A przede wszystkim jednoznaczny, więc w obecnej sytuacji bardzo potrzebny, zarówno światu, jak i Kościołowi i samemu Papieżowi.

Ostatnie tygodnie przyniosły sporo niejasności w kwestii podejścia Stolicy Apostolskiej i osobiście Franciszka do brutalnej agresji Rosji na Ukrainę. Nawet obserwując media, którymi dysponuje Watykan, można dostrzec brak spójnej linii w przygotowywanym przekazie. Czy to efekt wewnętrznych różnic zdań wewnątrz Stolicy Apostolskiej w podejściu do toczącej się tuż za naszą wschodnią granicą wojny?

Dla tych, którzy doczytali w jednym z przypisów w encyklice „Fratelli tutti”, że Franciszek nie popiera koncepcji wojny sprawiedliwej, jego wygłaszane po 24 lutego wypowiedzi traktujące każdą wojnę jako zło, są zrozumiałe. Jednak dla ogromnej rzeszy ludzi na całym świecie, nie wnikających tak dokładnie w nauczanie obecnego Następcy św. Piotra, mogą brzmieć jak naiwny, wręcz utopijny pacyfizm. Lub jak symetryzm, stawiający na równi agresora i ofiarę. Sytuację dodatkowo komplikują niektóre enuncjacje watykańskiego sekretarza stanu. Mało kto zapewne zna jego wywiad z roku 2017, w którym tłumaczył, że watykańska dyplomacja buduje mosty „z trzech rodzajów budulca”. Są to: 1. zasada wysłuchania drugiej strony i próba zrozumienia jej racji; 2. próba pogodzenia interesów ogólnych ludzkości z interesami partykularnymi danego kraju np. w sprawie pokoju; 3. zasada nie osłabiania prawa międzynarodowego, ale przestrzegania go.

Zapewne do niewielu dotarła informacja podana przez samego kard. Pietro Parolina w wywiadzie opublikowanym 7 kwietnia br., ale przeprowadzonym przed ujawnieniem zbrodni rosyjskich żołnierzy w Buczy, że od czasu przejęcia Krymu, a następnie kryzysu w Donbasie i Ługańsku (czyli od roku 2014), „Watykan intensywnie dąży do wynegocjowania rozwiązań, które doprowadzą do pokoju”. Przysłoniło ją zawarte w tej samej rozmowie zaniepokojenie kardynała, że dostarczenie broni Ukrainie może doprowadzić do eskalacji konfliktu. W zestawieniu z potwierdzeniem zasady uprawnionej obrony znów poszedł w świat komunikat niejasny i budzący wątpliwości co do rzeczywistych intencji Stolicy Apostolskiej i Papieża.

Także w cytowanej wyżej wypowiedzi Franciszka w Niedzielę Palmową pojawił się niepokojący dla niejednego słuchacza wtręt o gotowości „do poniesienia pewnych ofiar dla dobra ludzi”. Skąd ktoś nieznający meandrów watykańskiej dyplomacji ma mieć pewność, że nie jest to zawoalowana sugestia, aby Ukraina dla zakończenia wojny zgodziła się na jakieś ustępstwa wobec Rosji?

Niejednoznaczna komunikacja Stolicy Apostolskiej po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę zderza się z bardzo mocnymi, wyrazistymi przekazami prowadzonymi przez zaangażowane w konflikt strony. Można się pogubić ustalając, kiedy ze strony Watykanu mamy do czynienia z duszpasterstwem, a kiedy z całkowicie światową dyplomacją. Dlatego tak bardzo oczekiwany jest ze strony Franciszka jasny sygnał. Może nim być podróż do Kijowa mimo trwających walk. Może nim też być w obecnych, radykalnie zmienionych warunkach, odejście od unikania nazywania agresora po imieniu. Może to być jakieś inne działanie wykraczające poza arsenał dotąd stosowanych przez Stolicę Apostolską środków. Wszak to właśnie papież Franciszek bardzo mocno sprzeciwia się funkcjonowaniu w Kościele zasady „bo zawsze tak było”. Chodzi o to, aby wezwanie do wielkanocnego rozejmu nie okazało się tylko słowami dyplomaty, które nie przyniosą żadnych skutków, lecz stały się skutecznym głosem pasterza, który wierzy, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

 

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Papież Franciszek, Domenico Agasso

Papież mówi głośno o tym, o czym sami boimy się nawet pomyśleć

Franciszek nie dzieli ludzi na wierzących i niewierzących. Wyciąga rękę do wszystkich i tłumaczy, że pandemia jest sygnałem alarmowym. „Potrzebujemy planu, by znów...

Skomentuj artykuł

Wielkanocny rozejm
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.