Wyobraźnia miłosierdzia potrzebna od zaraz

Wyobraźnia miłosierdzia potrzebna od zaraz
(fot. shutterstock.com)

W szkole podstawowej numer 3 w Gryficach (woj. zachodniopomorskie) część dzieci jadło obiady na zwykłych ceramicznych talerzach, a pozostałe - z plastikowych jednorazówek. Skąd ten podział? "Plastik" jest dla dzieci którym posiłki, za pośrednictwem  firmy cateringowej, funduje/opłaca Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Co interesujące, to "lepsze" dzieci pierwsze zauważyły co się dzieje i opowiedziały o tym rodzicom, którzy sprawę nagłośnili.

Problem: niedożywienie

Warto przyjrzeć się szerzej temu zagadnieniu, gdyż podobne sytuacje zdarzają się częściej, w skali całego kraju. W połowie grudnia tego roku ukazał się raport organizacji GRAPE pod wymownym tytułem "System który nie działa" - analiza realizacji programu dożywiania dzieci w Polsce. Wynika z niego, że rocznie w Polsce wydajemy blisko 800 milionów złotych na dożywianie dzieci. Z programu korzysta około 700 tys. osób rocznie, czyli 13 proc. młodych Polek i Polaków między 6 a 18 rokiem życia.

A jednak, jak się okazuje, ponad 55 proc. z 1200 polskich szkół, zbadanych w ramach przygotowywania raportu, nie radzi sobie z zapobieganiem niedożywieniu dzieci. Nie zawsze jest to wina dyrekcji, gdyż jak zauważają autorzy raportu, "nawet dobre intencje dyrektorów placówek mogły kiedyś rozbić się o skostniałą strukturę pomocy społecznej, co sprawia, że albo rzeczywiście nie mają oni możliwości dożywiania dzieci w szkole natychmiast, albo po prostu o niej nie wiedzą".

Klikaliście w "Pajacyka"?

Nie tak rzadko problemem są bardzo sztywne kryteria publiczne przyznawania jednego i jedynego ciepłego posiłku dziennie (tak, dla nie tak małej liczby dzieci w Polsce szansa na obiad w szkole to równocześnie jedyna szansa na normalny ciepły posiłek w ciągu dnia!). To właśnie dlatego jeszcze w latach 90. XX w. powstał program "Pajacyk" Polskiej Akcji Humanitarnej (zapewne wielu z czytelników tego felietonu swego czasu "klikało w pajacyka"), który wspierał i wspiera dzieci, jakie z różnych przyczyn (i przecież nie ze swojej winy) "wypadły poza system" publicznego dożywiania. Program ten przez siedemnaście lat objął ponad 62 tys. dzieci. Niektóre korzystały z niego przez semestr, inne tylko przez wakacje, a część przez dwanaście lat nauki.

Oprócz nadmiernego formalizmu państwowych programów wsparcia problemem są niewiedza i/lub obojętność dyrekcji wielu szkół. Dyrektorzy i psychologowie szkolni nie wiedzą, że mają u siebie niedożywione dzieci, nie wiedzą, że mogą przy odrobienie starania skorzystać z pomocy prywatnych instytucji pomocowych. Zdarzają się i gorsze sytuacje. Niekiedy niedożywienie wśród dzieci jest ignorowane czy lekceważone - dzieci stają się "współodpowiedzialne" za sytuację życiową/sposób życia swoich rodziców czy rodzica. Tak działa stygmatyzacja, na którą najlepszym lekarstwem są wiedza o istocie wielu problemów i choć odrobina współczucia i empatii.

Dzieci nie są winne!

W mocnych słowach piszą o tych sprawach autorzy wspominanego przeze mnie dokumentu: "tak, problem niedożywienia - nie tylko w Polsce - może być związany z dysfunkcjami w rodzinie, w tym z uzależnieniami, bezradnością, bezrobociem i roszczeniowością. Tylko czy naprawdę są to powody, dla których dziecko nie może dostawać w szkole obiadów? Podobnie z powodu sztywnych kryteriów rządowym programem dożywiania nie zostanie objęte np. dziecko, którego rodzice z przyczyn losowych - takich jak wypadek lub ciężka choroba - trafili do szpitala po miesiącu przyznawania świadczenia".

Na potrzeby tego felietonu o komentarz do problemów związanych ze stygmatyzacją i dysfunkcjami programów dożywiania dzieci poprosiłem Rafała Bakalarczyka, badacza polityki społecznej z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Zwraca on uwagę, że podziały ze względu na status społeczno-ekonomiczny boleśnie dotyka w naszych czasach także dzieci szkolne: nie tylko na lekcjach, ale na przerwie między zajęciami, na szkolnej stołówce. Najczęstszymi przykładami dyskryminacji dzieci ubogich i/albo niedożywionych są choćby oferowanie gorszych posiłków dzieciom dożywianym (np. jednodaniowych) i pozostałym, serwowanie im posiłków w osobnych porach czy w innych częściach szkolnej stołówki.

Bakalarczyk wskazuje także na inny problem: "bywa, że część dzieci niedożywionych nie zgłasza swoich potrzeb i przez to zostaje bez pomocy w obawie przed stygmatyzacją. Choć ostatnia dekada przyniosła ilościowy rozwój publicznych programów dożywiania uczniów, cały czas wyzwaniem jest jakość pomagania, by nie groziło upokorzeniem adresatów wsparcia". Badacz mówi wprost: dzieci, które korzystają z pomocy szkół, mają swoją godność, którą należy uszanować!

Wyobraźnia miłosierdzia, miłosierdzie wyobraźni

Wyobraźnia miłosierdzia, o której tak wiele nauczał Jan Paweł II, wymaga i tego, by z szacunkiem podchodzić do tych, którym się pomaga. Papież Franciszek niejednokrotnie mówił o tym, że miłosierdzie wobec słabszych wymaga uznania ich godności, traktowania po partnersku, bez uprzedzeń (czyli traktowania ich tak jak innych otaczających nas ludzi, z którymi mamy codzienne relacje). Przecież tak też chcielibyśmy być traktowani przez innych w trudniejszych dla nas życiowych sytuacjach. Szczególnie wobec uboższych i/lub niedożywionych dzieci grozi nam pokusa, by poddać je stygmatyzacji - są jeszcze bardziej bezbronne niż dorośli. Niestety, taka lekcja "bycia gorszym" może je dodatkowo naznaczyć na całe życie.

Sądzę, że wielu dyrektorów szkół to świetni ludzie, którzy naprawdę chcą się zatroszczyć o dzieciaki, ale rutyna i formułki robią swoje. Nie ma sensu ich piętnować, ale warto wskazywać na nieuświadomione może niekiedy objawy stygmatyzacji. To wielka sztuka - pomagać, a równocześnie nie tworzyć zbędnych barier i otoczki związanej z naznaczaniem uboższych od siebie jakimś nieprzyjemnym piętnem.


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wyobraźnia miłosierdzia potrzebna od zaraz
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.